sobota, 14 lipca 2012

Alberto Manguel "Moja historia czytania"

                    Alberto Manguel
               "Moja historia czytania"
  Warszawskie Wydawnictwo Literackie
                       MUZA SA
                    Warszawa 2003

przełożyła : Hanna Jankowska



    Wspomniałam już o tej książce, bardzo podobał mi się wstęp Marusza Czubaja ,przyjemnie się czytało i z każdym zdaniem chciało się do tego dzieła Manguela jak najszybciej zabrać. Nie żałuję ani sekundy spędzonej nad tym tomem. Sprawiła mi ta książka dużo radości, wielokroć w duszy wołałam "O to nie tylko ja tak mam"i obłędem w oczach szukałam innych pokrewnych dusz. O ilości wiedzy zawartej w książce nawet nie piszę ,jeśli nawet,po jakimś czasie zostaje nam 20% wiedzy z przeczytanego tekstu to dzięki autorowi będzie to i tak spora doza.
  Własciwie nie ma takiego rozdziało,którego nie czytałam z zapartym tchem, masa informacji nowych albo znanych mi ale podanych w nowy sposób np. herezja jako skutek cichego czytania.
 
    "Zanim czytanie po cichu stało się w świecie chrześcijańskim regułą,herezje ograniczały się do jednostek lub nielicznych zbuntowanych kongregacji"

   W końcu czytanie samemu po cichu,uwalnia myślenie ,pozwala na rozwój pewnych wątpliwości,które do tej pory ograniczane były przez odgórną interpretację tekstu,nie wspominając o tym że jednak wielu duchownych nie umiało czytać a to co mówili (czytali) mówili z pamięci.

  Czytaniem intymnym w ogóle autor ujał mnie za serce. Masę mam takich książek które czytam tylko w określonym miejscu, siedząc w fotelu czy w łóżku, w odpowienim nastroju czy nawet oświetleniu i wcale nie jest to żaden wymysł.Naprawdę swego czasu "Kwiat kalafiora" czytałam tylko przy świetle starej dobrej żarówki, jesli wzięła mnie ochota na towarzystwo Borejków w ciągu dnia zasłaniałam szczelnie okna i zapalałam światło. I co? I czytam że nie tylko ja.

  "Marguerite Duras wyznała: Rzado czytam na plaży czy w ogrodzie.Nie da się czytać przy dwóch światłach naraz,w świetle dnia i tym które promieniuje z książki.Powinno się to robić przy świetle elektrycznym,gdy mrok spowija pokój a tylo stronica jest oświetlona"
 
  Albo jak opisywał nocne lektury pisarz Josef Skvorecky :

   "Po zgaszeniu światła zwijałem się w łóżku w kłębek,nakrywałem się z głową kocem ,wydobywałem spod materaca latarkę i oddawałem się rozkoszy czytania,czytania,czytania.W końcu często po północy,zasypiałem z rozkosznego wyczerpania"

Któż z czytających namiętnie,nigdy nie czytał nocą schowany przed rodzicami? Ja nagminnie chowałam się z lampą taką z klipsem do zaczepienia o półkę. Pamiętam te noce kiedy trzeba było uważać by się najmniejsza smuga światła nie wymknęła spod kołdry.Najlepiej pamiętam zaś noc kiedy to z zapartym tchem śledziłam losy Winnetou , kołdra mi się przypaliła, lampka miejscami stopiła smierdziało niemiłosiernie. Za to jaki miało urok.

  Wracając do opisywanej książki, uwazam że jest to obowiązkowa pozycja dla każdego mola. Powtórzę OBOWIĄZKOWA !!!! Każda strona, dosłownie każda jest przepojona miłością do książek, pisarzy i  do czytania, nie są to puste słowa gdyż poparte są rzetelną wiedzą. Wielkie zrozumienie dla wszelkich dziwactw związanych ze słowem drukowanym.Informacja o pewnym wezyrze który w podróze zabierał swoje 117 tysięcy  książek w karawanie prowadzonej przez czterysta wielbłądów podana jako totalna oczywistośc. Właściwie czemu się tu dziwić,kocha to zabiera ze sobą.

 Bez tej ksiązki nie wyobrażam sobie już mojej biblioteczki, zatem ląduje na liście " do zakupienia" .

 Joanna Gołaszewska na swoim blogu często pisuje recenzje(świetne) książek audio,fragment poniższy o Dickensie przytaczam specjalnie dla niej:
 
   "...Słuchając jego wersji tekstu - tonu,akcentów,nawet opuszczeń i poprawek,jakie wnosił,by czytana historia lepiej pasowała do ustnego przekazu - wszyscy odnosili wrażenie ,że jest to jedna jedyna interpretacja.Stało się to jasne podczas jego słynnych tournees .Na pierwsze z nich ,które zaczęło się w Clifton , a skończyło w Brighton złożyło się około osiemdziesięciu występów w ponad czterdziestu miastach... Z poczatku robił to (czytał) przy wysokim biurku ,pózniej przy niższym by publiczność lepiej mogła widzieć jego gesty.Zachęcał zgromadzonych by wyobrażali sobie że są grupką przyjaciół, która się zebrała ,żeby posłuchać opowieści.Publiczność reagowała zgodnie z życzeniami Dickensa.Pewien mężczyzna rozpłakał się zakrył twarz dłońmi,oparł o siedzenie stojącego przy nim krzesła i dosłownie trząsł się z wrażenia...
   Skutek taki został osiągnięt dzięki żmudnej pracy .Dickens przez conajmniej dwa miesiące ćwiczył czytanie i gestykulację.Notował swoje reakcje.Na margonesach książek do czytania  - egzemplarzy swoich utworów ,które specjalnie przygotowywa na to tournee - zapisywał wskazówki dotyczące tonu,na przykład :radośnie...surowo...patetycznie...tajemniczo...szybko, a także gestykulacji - skinąć...wskazać... wzdrygnąć się ...rozejrzeć się z przerażeniem wokół.Przeredagowywał poszczególne fragmenty,zaleznie od wrażenia jakie wywarły na widowni."

   Ocena książki : 6/6
  
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz