Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karty Historii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karty Historii. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

"Oblężone" Jelena Koczyna, Olga Bergholc,Lidia Ginzburg

 
   Pamiętam scenę z jednej z książek , właściwie to nawet dwie wryły mi się głęboko w pamięć choć były ich zapewne setki, tysiące. W jednym z niemieckich KL dwaj przedwojenni profesorowie pobili się o dżdżownicę, oczyma wyobrazni widzę do dziś tę rozpaczliwą walkę  o jedzenie, chodziło bowiem o to który z nich będzie mógł ją zjeść. Druga równie mocno tkwiąca we mnie scena to chwila gdy do Oświęcimia ( ewentualnie Ravensbruck) zajechał nowy transport, jedna z kobiet zwymiotowała więzniarka będąca w obozie już jakiś czas rzuciła się na nią i łapczywie zaczęła zjadać... Wiemy że racje żywieniowe były głodowe , pomijam już fakt nie karmienia wcale np. Romów. Kromka chleba pół litra kawy o ile można tak to nazwać plus chochla zupy cóż to jest, nawet w bezczynności. Więzniowie obozów zazwyczaj ciężko do tego pracowali. Nie podam źródeł gdyż zwyczajnie nie pamiętam scena z więźniarkami pochodzi z opowieści pewnej Żydówki , która przeżyła obóz a potem była strażniczką bodaj w obozie dla Niemców, z tej części pamiętam szczególnie  drastyczne opisy śmierci, transportu zwłok w niczym nie ustępują makabrą wspomnieniom węzniów z Oświęcimia i innych KL.
   Dzisiaj chciałam napisać kilka słów o książce równie szokującej, nie wiem nawet czy nie bardziej, były chwile gdy czytałam i myślałam że kto wie czy chwilami w KL nie bywało lepiej. Oczywiście nie bywało a porównywanie nie ma sensu, jednak gdy czytałam o głodzie, który odczuwali bohaterowie jedyne skojarzenia uparcie miałam właśnie z obozami koncentracyjnymi. Myślałam że w temacie głodu niewiele może mnie jeszcze zaskoczyć  a jednak najlepszym dowodem jest to że pomyślałam iż nawet we wspomnianych miejscach było lepiej , marne ba głodowe racje żywnościowe ale zawsze jakieś racje. Gówno prawda jak to mawiają, po prostu relacje kobiet z oblężonego Leningradu są tak napisane że emocje jakie targają czytelnikiem przesłaniają racjonalne myślenie. Najlepszym dowodem na to są wyżej zapisane zdania.Jak będąc przy zdrowych zmysłach można w ogóle coś takiego pomyśleć ? Wyjaśnienie jest jedno , książka wręcz odbiera zmysły. Zmysł logicznego myślenia z pewnością.
   Książka z serii Karty Historii "Oblężone" to relacje trzech kobiet Jeleny Koczyny, Olgi Bergholc i Lidii Ginzburg z okresu oblężenia Leningradu, które trwało 900 dni od 8 września 1941 roku do 27 stycznia 1944. Trzy różne osoby, trzy różne relacje jeden wielki koszmarny głód widziany oczami jego ofiar. Tak naprawdę trudno cokolwiek napisać, każde słowo wydaje mi się nieodpowiednim, zbyt mało wyrazistym , nie oddającym tego co myślę.
   Czytałam , czytałam o tym jak powoli stopniowano racje, jak kawałek mokrego chleba miał wystarczyć rodzinie, o tym jak ojciec wyjadał ostatni z trudem zdobyty kawałek pieczywa własnemu dziecku, o tym jak kradł jedzenie innym przecież równie głodnym , o tym jak znikały psy, koty , szczury a wreszcie i dzieci. O tym jak ludzie jedli klej zamiast zupy i zachwycenie po jego znalezieniu gdy wyobrażali sobie że nareszcie się najedzą. O tym jak człowiek ukradł kaszę, zaniósł trochę jej przyjacielowi a kiedy mu zabrakło zażądał zwrotu od równie głodnego jak i on drugiego człowieka. O tym jak kwitła miłość w tym wszystkim i jak umierała, o sile i słabości. O tym jak kobieta wyrywała złodziejowi bułkę z ust. I jednocześnie rozumiałam , rozumiałam i kradnącego i okradzionego , nie da się ? Da się. Z jednej strony całym sercem byłam z tym okradzionym i wyłam z nim z głodu, rozpaczy i poniżenia. Z drugiej strony wraz z okradającym wpychałam sobie do ust ten kawałek chleba. Kiedy mezczyzni zaplanowali skok na magazyn z jedzeniem całym sercem im kibicowałam, a co to oznaczało dla innych wiemy albo się domyślamy.
 Bardzo gorzka to lektura, bolesna i konieczna. Wiem że do niej wrócę , Wam również ją polecam. Według mnie obowiązkowa.
 
   Książka przeczytana w ramach wyzwań :
Czytamy serie wydawnicze
Bibliotecznie
Wojna i ... literatura  
Rosyjsko mi

czwartek, 27 marca 2014

Świat nie jest czarno biały.

    Przeczytałam ostatnio książkę której akcja toczy się w czasie II wojny światowej , jest to jeden z moich ulubionych tematów o ile w ogóle można takiego określenia użyć, interesuje mnie to i teraz może już mniej ale kiedyś czytałam pasjami o losach ludzi w owych strasznych czasach. Wszystkie te relacje niezależnie od tego czy czytałam listy, pamiętniki, wspomnienia po latach czy też powieści na podstawie czyiś zapisków, opracowania naukowe czy dokumenty pełne są tragizmu, bólu , strachu, śmierci, miłości, oddania czy przyjazni.
    Podobnie i tutaj, poznajemy trzy różne kobiety z różnych warstw społecznych , w nieco odmiennej sytuacji rodzinnej jedyne co je łączy to właśnie II wojna światowa. Jak w wielu relacjach mamy i bombardowania, i chowanie się w piwnicach, w jakiś klitkach, trudności w zdobywaniu najprostszego i najtańszego jedzenia, kartki na jedzenie, żeby jeść czyli dostać kartki trzeba pracować a tu sił brak a jeszcze dzieci , strach przed każdym kolejnym krokiem. Dokwaterowania do mieszkań bądź w końcu i wyrzucenie, wpędzenie, tułaczkę drogami zatłoczonymi przez uchodźców . Znamy przecież z niejednej opowieści te widoki kiedy bombardujący drogę samolot zamiast niszczyć cele wojskowe zabijał ludzi uciekających wszelkimi możliwymi drogami. Znamy również relacje o gwałtach , niejednokrotnie zbiorowych na kobietach niezależnie od wieku czy stanu zdrowia, o zaawansowanych ciążach nie wspominając. Umieranie z głodu gdy brakuje już jedzenia choćby i najpodlejszego, brak pomocy, donoszenie na ukrywających się, opaski na rękawach noszone obowiązkowo przez każdego będące znakiem przynależności narodowej czy raczej poniżeniem i oskarżeniem , znakiem że należy się do tej gorszej części świata. Obozy koncentracyjne , kaci i ofiary znamy o wszystko, wagony bydlęce ...
     Zatem dlaczego , omijając zainteresowanie tematem w ogóle piszę na ten temat ? Nie znacie jeszcze ani bohaterek będących też autorkami relacji , ani tytułu książki , którą myślę warto poznać, przeczytać , przemyśleć , wziąć do serca. To właśnie te kobiety powodują że ta książka jest w swoim podobieństwie fabularnym do innych tak oryginalna.
  


    Helene Pluschke , Esther von Schwerin, Ursula Pless - Damm "Wypędzone" historie Niemek ze Śląska, z Pomorza i Prus wschodnich. Trzy szczere świadectwa kobiet bezbronnych wobec zwycięzców.  

    Książka przeczytana w ramach wyzwań :