Czy można się dziwić że takie osoby zagrażające wtedy życiu czasem i setek ludzi dostawały wyroki śmierci ? Przypomnę choćby podstawową zasadę że za dezercję również jest kara śmierci , za niewykonanie rozkazu sąd oczywiście to w wojsku.
"Musieliśmy podporządkować się specjalnemu prawu wojennemu , za którego przekroczenie czekały nas różne kary dyscyplinarne. Tak jak w regularnym wojsku : raporty karne a nawet sąd polowy." *
Zatem dziwi mnie fakt że książka ta wywołała aż takie zamieszanie , rozumiem wizerunek kryształowo czystego bohatera z sercem na dłoni jest dość pociągający i trudno pogodzić się z tym że nie jest czarno białe a ma najróżniejsze odcienie niestety w czasie wojny najczęściej odcień krwawej czerwieni. Czy naprawdę czytelnicy wierzyli , zanim przeczytali tę książkę że różnoracy zdrajcy rozpływali się w niebycie bez niczyjej pomocy ? Jakim to u diabła ma być zagrożeniem dla AK , bo nie bardzo rozumiem?Podobnie jak przy filmie "Tajemnica Westerplatte" nie widzę przesłanek do tego by w jakiś znaczący sposób zmienić zdanie o bohaterskiej postawie osób w tym uczestniczących. Coraz częściej natykam się na to że ktoś zaczyna walczyć o dobre imię kogoś kto wcale jeszcze go nie stracił i pytanie czy przy obiektywnym spojrzeniu stracić je w ogóle może.
Poniżej cytat przedstawiający przypadek młodego chłopaka będącego w AK , zrobił coś za co otrzymał wyrok , wykonać go miał autor książki :
"We wsi Hyżne jest wielka wsypa. Na posterunku milicji, oddalonym o pół kilometra od wikarówki, znajduje się długa lista, bo aż 90 osób, które w zassie okupacji należały do konspiracji. Według tej listy już za parę godzin zostaną przeprowadzone przez bezpiekę rzeszowską aresztowania. (...)
A teraz najbardziej przykra sprawa. Lista została podpisana przez jednego z nowo upieczonych milicjantów. który sam za niemieckiej okupacji należał do AK i wszystkich w terenie znał dokładnie. Co mu strzeliło do głowy, aby się stać komunistą i zaprzedać wszystkich swoich kolegów nie wiem do dziś. Ten chłopak miał dopiero niecałe 19 lat, był moim rówieśnikiem. znałem go od małego dziecka... Razem graliśmy w piłkę nożną na okrągłym gazonie w Dylągówce, on w pomocy, a ja na prawym ataku(...)
I teraz stoi przede mną ksiądz Ostrowski i prosi, abym udał się wraz z obecnymi tu partyzantami i strzelił w łeb swojemu byłemu koledze. "
Książka bardzo trudna w odbiorze i owszem ale ze względu na sposób w jaki została napisana, autor bowiem pisał jak bohater dumny ze swoich czynów i właściwie miał do ego prawo, razi jednak chwilami to że przynajmniej początkowo zabijanie sprawiało mu przyjemność, rwał się do tego i w tym widział swoistą karierę. My zaś jesteśmy przyzwyczajeni do tego że nawet jeśli już przyznamy że tego typu akcje były potrzebne to powinny odbywać się szybko czysto z zamkniętymi oczami i nie powinno się do nich wracać. Jak widać na podstawie wspomnień autora nie da się tak , bezrefleksyjne chwilami choć całkowicie uzasadnione realiami zachowania autora ulegają zmianie , w końcu zaś wygrywają demony wojny autor po nieudanych próbach ułożenia sobie życia poza Polską popełnił samobójstwo.
" Gdy dzisiaj to wspominam , czuję w sobie duży niesmak. Wtedy jednak było inaczej - patrząc na te ciała , miałem się za bohatera, który ciężko pracuje dla Ojczyzny i który podziwia tylko owoce swojej pracy ..." *
Podejrzewać tylko mogę że książka ta miała być swoistą spowiedzią , nie zgodzę się że została napisana by oczernić żołnierzy Armii Krajowej , by wzbudzić tanią sensację gdyż nie ma podstaw ku temu. Książka ta jest bardzo ważna, uważam że każdy w odpowiednim wieku powinien ją przeczytać choćby po to by nie ulec jakże częstemu i mile widzianemu romantycznemu wizerunkowi wojny.
Jest to też kolejna lektura , która uczy nas że po pierwsze wojna dotyka wszystkich najczęściej jednak tych najmniejszy na nią mających wpływ :
"Miejscowa ludność jak zawsze była na łasce ludzi, którzy uczestniczyli w wojnie. Nigdy nie wiedzieli, co im przyszłość przyniesie, czy jutro nie zostaną wymordowani przez czyjąś pomyłkę." *
po drugie że nie można oceniać ludzi żyjących w tamtych czasach , w warunkach w jakich przyszło im żyć, teraz wiecznie to powtarzam i niestety nieustannie natykam się na jakieś dziwne i niczym nie usprawiedliwione próby.
Osobną kwestią jest to czy naszemu bohaterowi faktycznie sprawiało przyjemność zabijanie, czy może był to jakiś sposób racjonalizacji i próby poradzenia sobie z czymś co okazało się jak wiemy ciężarem nie do udźwignięcia . Kim byłby Stefan Dąmbski bez II wojny światowej ? Normalnym człowiekiem ośmielam się rzec jeśli tylko udałoby mu się żyć w normalnych czasach. O ile coś takiego w ogóle istnieje.
Książka ta jest mi też bliska gdyż jak się okazało ze stron wspominanych ( jedno z miasteczek a dokładniej wieś przy nim do dziś mieszka tam część naszej rodziny) przez autora pochodziła moja babcia , nie mogę z nią już rozmawiać zatem choć poczytałam o tym jak było. Oczywiście to tylko skrawek ówczesnej rzeczywistości ale te skrawki właśnie tworzą całość. Myślę że warto pamiętać czytając literaturę tamtego okresu że czytamy o ludziach mogących być albo i będących naszymi przodkami i to nie jakimiś z zakurzonej przeszłości ale tymi , którzy szykowali nam śniadania, ocierali nam łzy gdyśmy sobie nabili guza, spacerowali z nami godzinami i opowiadali czasem wyimaginowane historie z przeszłości bo jakże tu opowiadać o piekle na ziemi małemu dziecku. Może jednak choć strzępami tych prawdziwych się podzielili jeśli mieliśmy szczęcie. Może macie jeszcze więcej szczęścia i możecie zapytać sami , zróbcie to zanim okazja bezpowrotnie przeminie.
Wyzwanie :
* Wszystkie cytaty przepisane z książki Stefana Dąmbskiego "Egzekutor" Ośrodek Karta Warszawa 2010 wydanie pierwsze

