Autorka : Marta Sapała
Tytuł :"Mniej"
Wydawnictwo : Relacja
Gatunek :
Miejsce i rok wydania : Warszawa 2004
Źródło książki : biblioteka
Zamknęłam książkę już kilka dni temu. Jednak ciągle myślami do niej wracam. Autorka przeprowadziła wraz z grupą ochotników pewien eksperyment. Chodziło o ograniczenie konsumpcji, materializmu, bezsensownego nieraz ( choć nie zawsze ) wydawania pieniędzy. Nabywania rzeczy niepotrzebnych , tyczy się to wszelkich zachcianek. Choć można zastanawiać się co jest zachcianką, co jest z kolei niezbędne do życia. Wprawdzie zostały ustalone pewne założenia, miały być kupowane rzeczy niezbędne , jeszcze lepiej jeśli nabywało się je drogą wymiany a nie kupna.
Z jednej strony faktycznie udało się , choć nie do końca i nie wszystkim. Mam tu na myśli nie osoby , które z różnych przyczyn zrezygnowały a te , które wytrwały, zdarzały się bowiem różne wpadki. Samo słowo "eksperyment" jest tu ważną wskazówką, nie traktujemy tego choć to trudne jako formy oszczędzania, nie ukrywam że i mnie chwilami ciśnie się na klawiaturę zarzut o wydawanie na bzdury , na wycieczki itp. Dysonans ten bierze się z naszego podejścia iż jeśli się oszczędza i nie wydaje nadmiernie znaczy że nie ma kasy. Skoro jej brak to skąd wycieczki, sporadyczne ale jednak korzystanie z lokali usługowych, imprez nawet i zagranicznych. Dlatego też kładę nacisk na słowo eksperyment, tak jak przy pisaniu o minimalizmie zwraca się uwagę na dobrowolne ograniczenie wydatków.
Tak sobie myślę dla kogo jest ta książka, z pewnością dla socjologów będzie to wartościowa pozycja, dla osób , które chciałyby spróbować dobrowolnego podkreślam minimalizmu bo mają wrażenie że jednak szastanie kasą i nabywanie coraz to nowych dóbr szczęścia nie daje. Co najwyżej frustrację przy porządkach.
Problem polega na tym iż póki jest to dobrowolne, póki wiemy że jeśli nie uda się bezgotówkowo zdobyć choćby opisywanego w książce misia to możemy po prostu pójść i go kupić nie ma problemu. Problem pojawia się gdy jest to jedyna możliwość zdobycia potrzebnej rzeczy. Zresztą autorka też to zauważa podkreślając iż w najgorszym razie osoba taka która ogranicza się bo chce a nie musi po prostu pójdzie i kupi zwyczajnie w sklepie, osoba która do tego jest zmuszona już tego nie zrobi.
Przyznam szczerze że mnie nie podoba się zupełnie pomysł by za jakieś powiedzmy wytyczne wziąć "minimum egzystencji" . Zgrzyta mi to , wydaje się wręcz kpiną z osób , które żyją na tym właśnie poziomie. Owszem popieram minimalizm , popieram ograniczanie wydatków. Sama uważam że przesadzamy , wydajemy niejednokrotnie więcej niż powinniśmy, czasem niestety więcej niż możemy. Podkreślałam jak ważna jest tu dobrowolność ,problem w tym że ludzie naprawdę żyjący za takie kwoty z przymusu , dalecy są od dobrowolności. Może błędnie , wbrew zamysłowi autorki odczytuję fragment o tym iż koleżanka oblata w tematach społecznych podsunęła jako wskazówkę to wskaźnik minimum egzystencji, mnie jednak razi już na następnej stronie zastanawianie się co zrobi jedna z eksperymentatorek kiedy skończy jej się tusz do rzęs. Błagam Was to naprawdę jest problem ? Jakikolwiek ? Według mnie nie pomaluje rzęs , żaden problem , zdrowiej , ekonomiczniej i bardziej ekologicznie. Jednak nie ,w zapasie jest jeszcze jeden , może starczy?!
Skrajnie od czytania uzależniona z pełnymi objawami odstawienia, zrezygnowałam z leczenia :-) Moleslaw
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minimalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minimalizm. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 lipca 2015
piątek, 8 maja 2015
Dominique Loreau "Sztuka prostoty"
Autor : Dominique Loreau
Tytuł : "Sztuka prostoty"
Przekład : Joanna Sobotnik
Wydawnictwo : Czarna Owca
Gatunek : poradnik
Źródło książki : półka własna
Jest to jedna z książek do których często wracam, czasem czytam tylko pojedyncze rozdziały, czasem czytam ją całą od początku do końca. Zdarza się i tak że sięgam po nią by coś sprawdzić i sprawdzanie kończy się ponowną lekturą całości.
Jest przyznaję, popisana , zaznaczam w niej ciekawe fragmenty, komentuję i kwestionuję pewne zagadnienia na marginesach można to nazwać bardzo osobistym czytaniem.
Przepisuję też co ciekawsze treści czy wskazówki autorki by mieć je przy sobie w podręcznym notesie.
Jest to pierwsza pozycja tej autorki , która już parę lat temu trafiła ( książka nie autorka) w moje ręce i nie dość że nadal jest dla mnie emocjonującą lekturą, to jeszcze za każdym razem znajduję w niej coś nowego. Przegapionego - nie sądzę , zapomnianego to już prędzej. Coś innego przy poprzednim czytaniu przyćmiło informację , która zwróciła moją uwagę na siebie tym razem. Tak, ta wersja jest zdecydowanie najbardziej prawdopodobna.
Nie do końca zgadzam się z Dominique Loreau w jej wizji rzekłabym luksusowego minimalizmu i ani mi w głowie zakup kryształowych kieliszków czy miseczek. Jednak zgadzam się że nie zawsze warto chować nasze najlepsze rzeczy czy przedmioty na wyjątkowe okazje. Choćby z tego względu że taka okazja czasem zwyczajnie nie nadchodzi a przedmiot traci swój blask i urok schowany gdzieś na szafie. Aczkolwiek rozumiem też i takie podejście że czasem , często ze względów sentymentalnych jakiś przedmiot używany jest tylko wyjątkowo. Przy okazji ślubu, komunii czy innej równie dla nas istotnej. Sama mam taką cukierniczkę, która ma dla mnie bardzo duże znaczenie ( choć materialnie jest ono nikłe) i czeka właśnie na takie ważne życiowe momenty. Sięgnięcie po nią, napełnienie cukrem i postawienie na stole już samo w sobie podkreśla wagę sytuacji i jej odświętny charakter. Zatem jak widać każdy musi też dostosować do siebie i swojej oryginalnej przecież sytuacji nawet tak wydawałoby się prostą wskazówkę.
"Sztuka prostoty" to też książka , która pozwala mi na ugruntowanie się we własnych przekonaniach dotyczących minimalizmu. Nie zawsze jak wspominałam zgodnych z przekonaniami autorki. Wprowadza mnie też ciągle od nowa w zagadnienie posiadania oraz braku i pozwala na wprowadzenie ograniczenia wpływu przedmiotów na mój stan , na postrzeganie siebie i otoczenia. I oczywiście motywuje do sprzątania, eliminowania przedmiotów według mnie zbędnych i skupienia się na sprawach najważniejszych.
Inne książki tej autorki :
"Sztuka sprzątania" Dominique Loreau (klik)
Tytuł : "Sztuka prostoty"
Przekład : Joanna Sobotnik
Wydawnictwo : Czarna Owca
Gatunek : poradnik
Źródło książki : półka własna
Jest to jedna z książek do których często wracam, czasem czytam tylko pojedyncze rozdziały, czasem czytam ją całą od początku do końca. Zdarza się i tak że sięgam po nią by coś sprawdzić i sprawdzanie kończy się ponowną lekturą całości.
Jest przyznaję, popisana , zaznaczam w niej ciekawe fragmenty, komentuję i kwestionuję pewne zagadnienia na marginesach można to nazwać bardzo osobistym czytaniem.
Przepisuję też co ciekawsze treści czy wskazówki autorki by mieć je przy sobie w podręcznym notesie.
Jest to pierwsza pozycja tej autorki , która już parę lat temu trafiła ( książka nie autorka) w moje ręce i nie dość że nadal jest dla mnie emocjonującą lekturą, to jeszcze za każdym razem znajduję w niej coś nowego. Przegapionego - nie sądzę , zapomnianego to już prędzej. Coś innego przy poprzednim czytaniu przyćmiło informację , która zwróciła moją uwagę na siebie tym razem. Tak, ta wersja jest zdecydowanie najbardziej prawdopodobna.
Nie do końca zgadzam się z Dominique Loreau w jej wizji rzekłabym luksusowego minimalizmu i ani mi w głowie zakup kryształowych kieliszków czy miseczek. Jednak zgadzam się że nie zawsze warto chować nasze najlepsze rzeczy czy przedmioty na wyjątkowe okazje. Choćby z tego względu że taka okazja czasem zwyczajnie nie nadchodzi a przedmiot traci swój blask i urok schowany gdzieś na szafie. Aczkolwiek rozumiem też i takie podejście że czasem , często ze względów sentymentalnych jakiś przedmiot używany jest tylko wyjątkowo. Przy okazji ślubu, komunii czy innej równie dla nas istotnej. Sama mam taką cukierniczkę, która ma dla mnie bardzo duże znaczenie ( choć materialnie jest ono nikłe) i czeka właśnie na takie ważne życiowe momenty. Sięgnięcie po nią, napełnienie cukrem i postawienie na stole już samo w sobie podkreśla wagę sytuacji i jej odświętny charakter. Zatem jak widać każdy musi też dostosować do siebie i swojej oryginalnej przecież sytuacji nawet tak wydawałoby się prostą wskazówkę.
"Sztuka prostoty" to też książka , która pozwala mi na ugruntowanie się we własnych przekonaniach dotyczących minimalizmu. Nie zawsze jak wspominałam zgodnych z przekonaniami autorki. Wprowadza mnie też ciągle od nowa w zagadnienie posiadania oraz braku i pozwala na wprowadzenie ograniczenia wpływu przedmiotów na mój stan , na postrzeganie siebie i otoczenia. I oczywiście motywuje do sprzątania, eliminowania przedmiotów według mnie zbędnych i skupienia się na sprawach najważniejszych.
Inne książki tej autorki :
"Sztuka sprzątania" Dominique Loreau (klik)
niedziela, 1 września 2013
Perfekcyjna Pani Domu mogłaby się jeszcze wiele nauczyć
Autor : Dominique Loreau
Tytuł : "Sztuka sprzątania. Uporządkuj swój dom i swoje życie."
Tytuł oryginału : " Faire le menage chez soi,faire le menage en soi"
Przekład : Angelina Waśko - Bongiraud
Wydawnictwo : Czarna Owca
Miejsce i rok wydania : Warszawa 2013
Wyzwanie : Trójka e - pik
Książka : zostaje u mnie
O tym że Dominique Loreau jest moja gwiazdą przewodnią w dążeniu do znalezienia sensu życia poza panującym wyścigiem szczurów w moim pokoleniu, nikogo nie musze przekonywać. Wystarczająco często się na nią powołuję .Do większości spraw mamy podobne podejście. Uważam że minimalizm jest nie tylko modą ale po prostu sposobem na życie. Swoistą terapią do zastosowania w każdej dziedzinie życia by wprowadzić doń ład, harmonię i zwrócić się ku swemu wnętrzu. Inwestować czas w swój własny rozwój , tylko dla siebie , by żyć tak jak ja chcę i by mnie było dobrze a nie by robić wrażenie na innych.
W odpowiednim momencie bo w chwilę po remoncie ,który pomógł mi w kwestii ograniczania przedmiotów , dowiedziałam się o "Sztuce sprzątania" Loreau . Natychmiast ją zakupiłam i przeczytałam od deski do deski, robiąc przerwy na porządki. Jak zwykle w przypadku tej francuskiej pisarki nie zawiodłam się .Wręcz odnoszę wrażenie że książka ta została napisana specjalnie dla mnie.
Podejście Dominique do porządków jest dla nas czymś nowym albo powinnam napisać czymś na nowo odkrytym. Autorka przekonuje nas że zajmowanie się domem , jego organizacją , sprzątaniem oraz harmonijnym urządzeniem zgodnym z założeniami minimalizmu jest zajęciem bardzo istotnym. Wpływającym bezpośrednio nie tylko na sam dom ale przede wszystkim na jego mieszkańców. Najprościej mówiąc nie ma możliwości by być spokojnym, zorganizowanym i opanowanym mając chaos w swoim otoczeniu. Obraz Twojego domu to obraz Twojego wnętrza. Jak masz w domu tak masz w głowie. I to do mnie trafia. Zawsze miałam się za minimalistkę , przy lekturze kolejnych książek Dominique Loreau dowiaduję się ciągle jak wiele mi jeszcze brakuje do wymarzonego obrazu. To dobrze , dzięki temu jestem ciągle w drodze do celu. Minimalizm zaś wg. autorki jest niczym innym jak drogą życia właśnie.
Zaznaczyć chciałabym jeszcze dwie rzeczy. Jedna to szata graficzna - cudeńko. Oszczędnie , pięknie i z klasą , okładka z gatunku najlepszych, można siedzieć i podziwiać bez zaglądania nawet do środka. I druga rzecz, tym razem mniej miła. Osobę odpowiedzialną za wydanie "Sztuki minimalizmu" w twardej oprawie i w odmiennym formacie niż dotychczasowe tomy zostawię w spokoju tylko dlatego że zwerbalizowanie tego o czym myślę mogłoby okazać się karalne. Jak to ma wyglądać na półce zapytuję ?
Książka przeczytana w ramach wyzwania :
( literatura francuska - kraj pochodzenia autora)
Inne książki tej autorki :
"Sztuka prostoty" Dominique Loreau (klik)
środa, 28 sierpnia 2013
Nowy blog , zapraszam zainteresowanych minimalizmem i rozwojem.
Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Kwestia minimalizmu stała się w moim życiu bardzo ważna, ciągle na ten temat myślę, staram się ograniczać w domu wszystkie szpargały, papiery i "przydasie" o czym zresztą już trochę tu wspomniałam przy różnych okazjach. Aby nie zanudzać niezainteresowanych tematem postanowiłam założyć nowy blog "Bo to mi wystarczy" zapraszam jeśli kogoś to interesuje, jeśli nie pozostaną nam spotkania w dotychczasowym miejscu, bowiem nie zamierzam ograniczać swojej pisaniny o przeczytanych książkach. Bardzo zależy mi na rozpropagowaniu czytania , moim marzeniem jest by ludzie czytali, czytali,czytali.... i zamierzam nad tym cały czas pracować. Dodatkowo zamierzam popracować też nad sobą , swoim egoizmem i przekonać jak największą ilość osób że nie jesteśmy definiowani przez stan posiadania, że to co mam lub czego nie mam w żaden sposób nie określa mojej wartości jako człowieka i tym też chcę wszystkich zarazić. Oby się udało.
Zapraszam !!!
niedziela, 25 sierpnia 2013
Minimalizm, rozsądek i szaleństwo, czyli odwieczna walka mola książkowego
Jak już pisałam dzisiaj akcja w Poznaniu w CK Zamek przy TARG aj książkę. Uznałam że to świetny sposób na ograniczenie mojego księgozbioru. Uszykowałam kilkadziesiąt książek , które stały i czekały na zbawienie czyli na lekturę ( niektóre nawet latami) z nadzieją że kiedyś ten czas nadejdzie. Otóż po myszkowaniu na blogach minimalistycznych doszłam do wniosku iż jeśli jeszcze ten czas nie nadszedł to już nie nadejdzie. Książkom zaś należy się szansa na bycie chcianymi, lubianymi i przede wszystkim czytanymi. Zatem dziś ich wielki dzień, może znajdą nowego właściciela.
Część z tych książek to takie, których treść znam, nie jest zła ale wiem że do nich nie wrócę. Po co mają zbierać kurz jeśli mogą komuś posłużyć, sprawić przyjemność , być może okazać się nawet ulubionymi. Dam im tę szansę.
Największy problem i sprawa , której się obawiam to to że ja sama nie powstrzymam się od zabrania kolejnych tomów do domu. Wiem że tak będzie zatem zamiast obiecywać sobie że nie wezmę nic absolutnie, postaram się po prostu w wyborach ograniczyć. Oby jak najbardziej Trzymajcie kciuki za to żebym nie poddała się szaleństwu i zamiast ograniczyć księgozbiór nie wymieniła wszystkiego w skali 1/1 , naprawdę nie musi to być 10% ale 50% to już wydaje mi się za dużo. Oczywiście kiedy z rozsądkiem o tym myślę. Z doświadczenia wiem jednak że na widok potencjalnie wciągających lektur mój rozsądek znika. Rozpływa się i zastępuje go totalne szaleństwo.
Żeby nie było że to łatwe, wcale ale to wcale łatwo nie było wybrać te tomy ,które mają znaleźć nowych właścicieli. Wiecie , ta nadzieja, może przeczytam? Może przeczyta maż, syn, córka? Może jak wydam to na drugi dzień ktoś akurat o ten konkretny tytuł zapyta? A co ja odpowiem? W końcu jednak stwierdziłam że zamiast się bezproduktywnie zastanawiać co by było gdyby należy wziąć się do roboty. I jakoś to już poszło. Po pierwszych dziesięciu nie było zle. Od kilku dni stoi torba na kółkach z wybranymi pozycjami, wczoraj po zastanowieniu się dołożyłam jeszcze dziesięć. Dziś już przestałam się zastanawiać nad tym co jeszcze dołożyć. Moje myśli zaprząta teraz pytanie jak z tym dotrzeć na miejsce? Cała nadzieja w niskopodłogowych autobusach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
