Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2015

Sandra Lee "Pudełko z przepisami"

Autor : Sandra Lee
Tytuł : "Pudełko z przepisami"
Przekład : Anna Rogulska
Wydawnictwo : Między Słowami
Gatunek : powieść obyczajowa
Źródło książki : z biblioteki




      Czytadło, typowe czytadło na jedno popołudnie. Lekko się czyta, wbrew pozorom da się wciągnąć w całą historię głównej bohaterki. Nieco może irytująca jest , przynajmniej dla mnie jej córka , która z nastolatki sprawiającej problemy staje się nagle chodzącym ideałem i geniuszem, takie dwa w jednym. Kto by tak nie chciał a jeszcze gdyby się dało z pominięciem etapu "nastolatki sprawiającej problemy " .....
     Taka bajka dla dorosłych , dla odprężenia , gdzie wszystko dobrze się kończy , przynajmniej jeśli chodzi o główną bohaterkę. Trochę w tym wszystkim dość typowym dla tego typu powieści , jest nawet przyjaciel gej znajdujący swą miłość , będący najlepszym z wszystkich przyjaciół. Jest i były mąż i kilku innych zakochanych facetów. Dzielny strażak , udane interesy i nawet dobra wróżkę da się znaleźć. Jak już pisałam bajka.
    Tytułowe pudełko z przepisami okazuje się czynnikiem istotnym dla działań wielu bohaterów tej opowieści , wpływa na ich życie , na ich decyzje a także na ich nastroje. Czasem gra rolę puszki Pandory  z czasem staje skrzynią skarbów , tymi skarbami są ukryte weń przepisy ale nie tylko , również to co kryje się za zewnętrzną powłoką czyli wywoływane emocje.
     Trochę buntu wzbudza we mnie wydarzenie bez którego tak naprawdę nie byłoby całej tej historii , czyli śmierć Leezy . Jej mąż i maleńka córeczka pozostawieni są na boku całej tej akcji , domyślam się iż takie a nie inne poprowadzenie tego wątku miało uzmysłowić nam że mimo wszystko życie toczy się dalej jak to w życiu. Bolesne. Jednak mam niedosyt w tej kwestii, jakby śmierć była potrzebna do zawiązania akcji ,bo właściwie wątek odejścia Leezy jest wyjściową dla pewnych sytuacji , które nie miałby miejsca w innym przypadku. Później chyba , tak sobie myślę nie bardzo było wiadomo co począć jej mężem i córeczką więc odsunięci zostali na dalszy plan. A być może po prostu autorka pozwoliła im na żałobę , na uboczu bez zbędnego wywlekania tak intymnych przeżyć a ja chciałabym z buciorami tam wejść ? Nie, nie chciałabym , ale taki cel , umożliwienie przetrwania tego trudnego okresu bez zbędnych analiz mógł przyświecać autorce. Mnie przyszło to na myśl dopiero w ostatniej chwili, chce jednak podzielić się własnymi "dylematami" .
     Jak na czytadło naprawdę nienajgorsza książka. Aczkolwiek nie jest to pozycja do której będę wracać, niemniej przeczytałam z przyjemnością.

sobota, 10 stycznia 2015

Henryk Sienkiewicz "Na marne"

Autor : Henryk Sienkiewicz
 Tytuł : "Na marne"
Źródło książki : wolnelektury.pl
 
     Kompletnie nie znana mi nawet z tytułu powieść Henryka Sienkiewicza, kiedy znalazłam ją na wolnych lekturach sprawa była przesądzona. Czytam! Kiedy zaczęłam czytać wprost nie mogłam się oderwać. Sienkiewicz jest mistrzem również w obyczajowej wersji. Dla mnie - rewelacja. Polecam serdecznie książkę można przeczytać tutaj   i nie zwracajcie proszę uwagi na to że ponoć język wymaga uwspółcześnienia. Między  innymi na tym polega urok tej cudnej powieści. Ręce precz od tej książki, błagam niech z nią nikt nic nie robi!!! Ona jest świetna , jest doskonała taka jak jest. Jeśli nie wierzycie mnie uwierzcie  wspaniałemu pisarzowi tamtego okresu , opiniował ją pozytywnie sam Józef Ignacy Kraszewski:

    "Powieść >>Na marne<< jest wyborna. Czytałem ją z wielkim zajęciem i jednym szczerym słowem mogę powiedzieć to tylko że rzadko która pierwsza praca  jest tak dojrzałą. Winien to autor i talentowi i tej wielkiej trafności, z jaka obrał sobie przedmiot z własnego lub widzianego i znanego życia ,a mógł malować z natury..." *
              
    Wydawana była w odcinkach w czasopiśmie "Wieniec"  jak to w tamtych czasach było w zwyczaju, choć początkowo autor miał obiekcje co do tej formy druku. Drukowano ją od 7 maja do 26 lipca 1872 roku , z ilustracjami Pillatiego. Chęć druku wykazała ponoć i inne pisma "Bluszcz" oraz "Gazeta Warszawska" jak stwierdza w korespondencji sam Sienkiewicz.Pierwsze wydanie książkowe o którym wiem jest z roku 1901. Pamiętacie może jakie wrażenie robiła trylogia na czytelnikach i że to oni wpływali m.in. na akcję , zarówno im jak i żonie Sienkiewicza zawdzięcz życie Zagłoba. Zaczęłam wyobrażać sobie jakie reakcje mogła wzbudzić powieść "Na marne" , czy równie gorące i porywcze ? Czy odsądzali głównego bohatera Józefa Szwarca od czci i wiary ? Czy może podziwiali jego wierne oddanie przyjacielowi ? Jak reagowali na dziś nawet nieco kontrowersyjne słowa iż jedna z bohaterek Helena, przechodzi mocą testamentu z jednych rąk do drugich ? Muszę jednak wziąć poprawkę na fakt iż "Na marne" jest pierwszą powieścią nieznanego jeszcze autora , więc może reakcje były mniej żywiołowe. Choć i tak ciekawam myśli ówczesnych czytelników.
     Jest to opowieść o życiu studentów , teoretycznie elity, o tym jak sobie radzą , w jaki sposób zdobywają środki na utrzymanie , jak to utrzymanie się właściwie wygląda. Ich życie codzienne, radości i troski , częściej jednak te drugie. Przy okazji poznajemy i historię głównego bohatera , który przybywa do Kijowa po śmierci ojca by uczyć się , studiować a następnie "podbić świat". Jego znajomych , studentów i nie tylko , ludzi z którymi złączył go los. Jest on też wykonawcą tego dziwnego , wspomnianego wcześniej testamentu ( nie brać tego dosłownie proszę)., kobieta ta wdowa już , jest pod opieką Gustawa  , który obiecał jej mężowi iż jej nie zostawi. Fatum jednak działa , Gustaw zakochany w niej bez pamięci choruje i umiera pozostawiając troskę o ukochaną swemu kolejnemu przyjacielowi. Warunki w których mieszkali studenci w tamtych czasach , biedni studenci podkreślmy, często przyczyniały się do chorób różnorakich a te z kolei beż środków do leczenia prowadziły często do śmierci. Stąd  albo i nie stąd .... fatum. Zresztą imię Helena , plus zainteresowanie autora starożytnością pozwala mi na , subiektywne zaznaczam , odczucie że zabieg był celowy. Piękna Helena prowadząca do zguby.
    Swoją drogą ciekawe ile jeszcze bohaterek Sienkiewicza otrzymało to imię. Poza znanymi mi dwiema. Marię znam jedną , Połaniecką. Może też było więcej, no i czy Stachu to alter ego pisarza ? Tego już się zapewne nie dowiem.
    Wrócę jednak do przeczytanej dziś powieści, według mnie bardzo wiarygodnie okazane są zarówno warunki życia , jak i wybory których dokonują bohaterowie. Nie należy dziwić się , sporo autor z własnego życia opisuje ot choćby wagę wyboru kierunku studiów. Sam najpierw dostał się na wydział prawny by zmienić go na lekarski , skończywszy na filologicznym. Bohater książki został lekarzem, dość rzeczowo uzasadniając wybór.  Teoretycznie można by zarzucić że kobiety coś małowolne są , poddają się raczej innym. Jednak tylko teoretycznie bowiem nawet jeśli bohaterka podejmuje samodzielne decyzje jak w przypadku młodej hrabiny , nie wychodzi jej to na dobre ale tylko  na chwilę zakończenia powieści. Nie wiemy jak potoczyło się jej życie , jak potoczyło się życie jej ukochanego Józefa Szwarca i czy czasem nie podjęła najlepszej życiowej decyzji. Właściwie jak na owe czasy kobieta ta okazała się dość odważna i w miarę jak na możliwości niezależna.
    Nie wiem czy zauważyliście że Sienkiewicz mimo iż mężczyzna , niezwykle szczerze opisuje swoich męskich bohaterów , nie wybiela ich w żadnym właściwie przypadku ( tu mam na myśli tylko obyczajowe powieści ,przy historycznych można dyskutować) , pokazuje ich wewnętrzne  przemyślenia  i zachowania które jak wiemy zdarzają się ale rzadko kto się do nich przyznaje. Cokolwiek można zarzucić Połanieckiemu czy Szwarcowi , a można sporo, trzeba przyznać iż są to ludzie z krwi i kości a nie jacyś wyidealizowani bohaterowie na białym koniu. Porusza tu Sienkiewicz i kwestię klas , wśród studentów spotkać idzie przedstawicieli właściwie każdej grupy społecznej a jak życie bohaterów pokazuje tylko pozornie ich pochodzenie jest bez znaczenia. Widać w sposobie zarysowania postaci iż odchodzi do przeszłości wizerunek klas wyższych jako tych lepiej sobie radzących i tych niższych jako z góry skazanych na klęskę. Główny bohater syn kowala , przeciwstawiony został hrabiemu Pełskiemu i jak widzimy świetnie sobie radzi pomagając również innym w tym zubożałej hrabiance. Jej rodzinie , której się nie powiodło przeciwstawiona z kolei zostaje rodzina Kleofasa Wizberga urzędnika na komorze mimo śmierci samego Kleofasa żyjąca w jako takim dostatku.
      Żałuję iż powieść ta jest tak mało znana, warta jest lektury. Realizm z jakim opisywane są wydarzenia chwalił już jak pisałam sam Józef Ignacy Kraszewski. Moim skromnym zdaniem to faktycznie wielki atut tej historii, widać iż autor wie co opisuje. Nie są to tylko jego wyobrażenia ale i stan faktyczny. Choć oczywiście powieść jako taka jest fikcją , nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się iż nasz przyszły jeszcze wtedy noblista  opisał rzecz autentyczną. 
     Książka trafia na listę moich ulubionych z pewnością jeszcze doń wrócę. Kochajcie Sienkiewicza, czytajcie Sienkiewicza, polecajcie Sienkiewicza i tyko w żadnym wypadku niczego nie uwspółcześniajcie !!!  
    Polecam z całego serca :-)

     * źródłem cytatu jest strona internetowa Henryk Sienkiewicz piewca języka polskiego. Jej lektura sama w sobie jest bardzo wciągająca. Strona tworzona rzekłabym sercem. wiele o Henryku Sienkiewiczu można się z niej dowiedzieć.

sobota, 20 września 2014

Danuta Noszczyńska "Mogło być gorzej"

   Autor : Danuta Noszczyńska
  Tytuł :  "Mogło być gorzej"
  Wydawnictwo : Philip Wilson
  Wyzwanie : z biblioteki
  Gatunek : literatura obyczajowa

   Jak zwykle na książce pani Danuty się nie zawiodłam, potrzebowałam miłej ,lekkiej i humorystycznej lektury w sam raz na jedno popołudnie i dokładnie to dostałam. Julia bohaterka książki, matka dwóch dziewcząt i żona Jacka. Pracuje w domu kultury , ma sympatyczne koleżanki w pracy i poza, niesympatycznego szefa i spora grupę dzieci pod opieką. Wpada na pomysł by się dokształcać na studiach podyplomowych. Mąż niezbyt zadowolony z kolejnego pomysłu żony z początku się nie zgadza. Wpada mu jednak propozycja wyjazdu za granicę i by przekonać doń żonę proponuje że będzie mogła spełnić swoje marzenie jeśli on będzie mógł pojechać do Anglii.
   I teraz tak naprawdę zaczyna się właściwa opowieść , Julia pozostawiona sama sobie z dwójką dzieci pod opieką  , pracą pod okiem nielubianego szefa , korzysta z pomocy pewnej miłej starszej pani , która z chęcią nie mając własnych wnuków zajmuje się młodszą córką naszej bohaterki.
   Mimo pomocy , Julia ma wrażenie że chwilami nie wie co robi , nagle pojawiają się zakupy na których nie była, czas leci w sobie tylko znanym tempie , na dodatek mąż najprawdopodobniej zdradza ją z jej koleżanką z pracy .
    Bardzo zabawna powieść , serdecznie polecam dobra zabawa gwarantowana.


 
   

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Lekka ,łatwa i przyjemna literatura. Czy to zarzut ?

  
  W żadnym wypadku, a już z pewnością nie jeśli chodzi o książkę pani Justyny Szymańskiej "A właśnie że tak." Świetna powieść obyczajowa z miłością w tle. Jak zwykle w takich przypadkach skupiałam się na tej części obyczajowej choć nie ukrywam sekundowałam pewnemu miłemu starszemu mężczyźnie w jego staraniach.
   Bohaterki tej powieści to kobiety w różnym wieku o różnych życiowych doświadczeniach. Alina żona i matka ze sporym stażem małżeńskim i kuchennym , świetnie oddała tu autorka relacje w takim związku co to ona do garów on przed telewizorem w rozdeptanych kapciach. Możemy się burzyć na schematyczność ale faktu iż takich par po świecie trochę chodzi nie zmienimy. Córka Aliny - Jola panna na wydaniu tuż po trzydziestce pracująca na etacie w urzędzie przed którą los postawi wybór: ślub i stabilizacja lub marzenia . A może jednak nie do końca ?
    Moja ulubienica Irena i jej perypetie rodzinne i sercowe ściśle ze sobą związane. Jeśli myślicie że rodzice to strażnicy działający ku przeszkodzie w miłości , zobaczcie co potrafią dzieci.
Dorosłe dzieci co czyni sytuację wręcz absurdalną ale wcale nie mniej wiarygodną. I Klara - ileż to Klar na tym świecie chodzi. Rozwódka żyjąca życiem byłego męża , pragnąca go odzyskać nawet za cenę swojej dumy mimo iż od rozwodu minęły trzy lata. Nie wspomniana na okładce Beata , której to w sumie żal mi było najbardziej ze wszystkich bohaterek , bo jakież życie trzeba mieć by żyć cudzym i to w taki sposób. Jedyne czego mi zabrakło to właśnie przybliżenia tej właśnie postaci.O ile każdy z nas taką Beatę choć raz w życiu spotkał o tyle jak to w życiu i tu autorka pominęła głębszą analizę osobowości bohaterki, poza tym całkiem dobrze opisanej.
    Nie mogę pominąć przesympatycznego pana Romana i jego pomysłowego kolegi Kazimierza , oj sprawiła mi masę radości ta para choć w duecie występują zaledwie na kilku stronach powieści. Pan Roman w ogóle wzbudził we mnie same sympatyczne uczucia.  
   Książka w sam raz na chłodne popołudnie, czyta się ekspresowo. Co rzadko się zdarza a co lubię najbardziej , odniosłam wrażenie , co tam wrażenie , mam pewność że bohaterów tej powieści ( autorka zaznacza że całkiem fikcyjnych) codziennie gdzieś spotykamy. Pani Justyna ma niesamowity dar obserwacji ludzi i to widać. Nie każdy potrafi pisać tak by czytelnik pomyślał sobie : "Samo życie, samo życie .Tak jest, nie inaczej" Jednocześnie powieść ta jest na wskroś optymistyczna, pełna humoru i spokojnie można ją polecić jako lekarstwo na nudę , gnuśność . Pogodę i niepogodę , taka uniwersalna recepta na "Nie wiem co mi jest, ale nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty ..." znacie z pewnością te stany. Zachęcam Was do poznania przygód w/w bohaterek. Z pewnością poprawią humor, a kto wie może i spowodują że wstaniemy i powiemy same sobie "A właśnie że tak. Zrobię to o czym cały czas marzyłam" tego jak i przyjemności z lektury życzę Wam z całego serca. I dobra wiadomość autorka napisała już kilka powieści czyli będzie co czytać.
 
   Inne tytuły książek napisanych przez Justynę Szymańską to :
   "Miłosna szarlotka"
   "Gra o miłość"
   "Nie ma innej opcji"
 Moja dusza wyrwa się ku ostatniej :-)

  


  

niedziela, 2 marca 2014

"Ja, pani wozna" Ewa Ostrowska

  Dosyć dawno czytałam pewną ciekawą książkę, chętnie bym do niej wróciła jednak jest problem ponieważ nie ma jej w bibliotekach a z kupnem wolę się powstrzymać. Choć jeśli kiedyś wpadnie w moje ręce w super cenie to kto wie. W każdym razie chciałabym Was zachęcić do jej przeczytania w miarę możliwości czytaj dostępności. Książką tą jest : "Ja, pani wozna" Ewy Ostrowskiej. Świetna zabawna , wzruszająca i chwilami wręcz powodująca potoki łez raz ze śmiechu raz z żalu nad bohaterami.
  Bohaterka rozstaje się z mężem , traci pracę w wydawnictwie prasowym po odrzuceniu niedwuznacznej propozycji swego szefa i zaczyna całkiem nowy okres swojego życia. Poszukuje pracy ,w pewnym momencie już jakiejkolwiek, walczy z synem który uparł się że to przez mamę odszedł jego tato , walczy również o zwyczajne przetrwanie kiedy nie ma pieniędzy nie tylko na rachunki ale i na jedzenie a wokół w domu na ścianach wiszą antyki z których jeden zapewniłby jej utrzymanie choć na jakiś czas. Poznaje też życie ludzi zwyczajnych jakiego dotąd nie znała, gdy przyjmuje pracę woźnej w szkole.
   Przyznaje że bardzo spodobała mi się ta opowieść choć zakończenie już mniej a dlaczego, to już musicie sprawdzić. Dla mnie to taka bajka dla dorosłych. Ciekawa jestem waszego zdania.