Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Musierowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Musierowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lutego 2013

"Kłamczucha" Małgorzaty Musierowicz

      Autorka : Małgorzata Musierowicz
    Tytuł : "Kłamczucha"
    Wydawnictwo : Akapit Press Łódz 1995
    Ilustracje : Małgorzata Musierowicz
    Projekt okładki : Bogusław Orliński

    Niestety nie mogę od jakiegoś czasu dodawać zdjęć , co niespecjalnie mnie martwi chyba że nadchodzi taka chwila jak ta kiedy chcę dodać zdjęcie książkowej okładki i nie mogę. W zamian moje ulubione wydanie :
 
 
 
  Nawet nie będę ukrywać że zdjęcie podebrałam z bloga Świat według ksiażek , w razie sprzeciwu autorki tegoż, zdjęcie zniknie.
 
 
     Za co kocham "Kłamczuchę" ? Po pierwsze za bohaterkę Anielę Kowalik o której słów parę przytoczę ,mam nadzieję że sami zrozumiecie że nie da się jej nie kochać.

   " Aniela nie była pięknością.
    Nie wyróżniała się też niczym szczególnym,jesli chodzi o powierzchowność.Miała wszakże dużo tego,co się nazywa urokiem osobistym.
   Czarne  żywe oczy,iskrzące się wesoło zza grubych szkieł ,patrzyły z lekka rozbieżnie i z lekka ironicznie.Czarne włosy otaczały jej głowę jak puszysta czapeczka i kończyły się krótkim ,grubym warkoczem,ściagniętym gumką.Policzki miała Aniela różowe ,nos spory i zawadiacki ,a wyraz jej ust wskazywał na temperament wybuchowy i daleki od łagodności.
  Wyglądała na kogoś kto ma tak zwany charakterek. " 

   Zdradzę tylko że nie ja jedna poczułam natychmiastową sympatię do tego dziewczęcia już po krótkiej chwili obserwacji, Robrojek ( przecież nie chodziło mu tylko o okulary,to jasne)  ,Gabriela Borejko ( pamiętacie tego sylwestra,który się jeszcze nie odbył? )  jestem zatem w niezłym towarzystwie. Czuć na każdej stronie powieści że autorka lubi tę roztrzepaną nastolatkę.
   Mogę czytać i czytać ciągle od nowa, zaczynać w dowolnym momencie i podobnie kończyć, choć zwykle nie mam sił na przerwanie kiedy już zacznę.Przepadam za Anielką niezaleznie od tego czy deklamuje Szekspira ,sprząta u Nowackich ,dyskutuje z Dmuchawcem czy też uciera nosa przemądrzałej Danusi. Scena z kłótnią w tracie próby powoduje u mnie potok łez , śmieję się ,wiję aż tracę oddech. 
 
   Po drugie ,za codzienność pięknie i trafnie opisane miejsca ,w taki sposób że człowiek czytając ma wrażenie ,co tam wrażenie czytelnik po prostu przenosi się w to miejsce ,słyszy gwar, czuje szturchnięcia pędzących ludzi do tego stopnia że aż chce przepraszać za którymś zderzeniem z przechodniem.

    "Stragany ze stosami niedojrzalych jabłek ,wiadrami pełnymi nagietek i mieczyków ,hałdami brudnej marchwi i słoików z chrzanem ;beczki z kwaszoną kapustą i ogórkami;kolejki po ziemniaki i kalafiory ;ruchliwy warczący,zwarty i poirytowany tłum rojący się w przejściach .Kwik dzieci,wrzaski handlarek,warkot ciężarówek ,jękotliwy pisk zakręcającego tramwaju ,chmura splin lawirujących w tłoku samochodów,chmurne niebo nad tym wszystkim ,solidne,dziewiętnastowieczne kamienice wokół.Bardzo znacznie różnił się od niedzielnego Poznań poniedziałkowy." 

   
      Czuję sympatię do Tosi starajacej pogodzić pracę,opiekę nad dziećmi i prowadzienie domu. Zderzenie oczekiwań z rzeczywistoscią ,marzeń o spacerach z dziećmi w pięknych ubrankach co świadczyłoby o doskonałym guście mamy i zadbaniu pociech,czytaniu im baśni czarujacym tonem, która z nas w ten sposób nie wyobrażała sobie macierzyństwa. I  ten obraz Tosi robiaącej pranie , w rękach, stosy nieupranych rzeczy, mydliny w wannie, zapewne i pot ściekający z czoła i nagle przeszadzające dzieci. Jakie to naturalne, normalne i o dziwo wygrywające ze złudzeniami. Nie rzuca Ona wszystkiego w kąt wołając "Miało być inaczej!" Dla mnie to jedna z najpiękniejszych scen w tej książce. 

    Inna ulubiona to tzw. porządki w porządnym ponańskim domu,szczególnie gdy czyta się ją pamiętając co sama Małgorzta Musierowicz o tym zwyczaju myśli. A jednak ,ma to w sobie sporo uroku ,może właśnie dlatego.

   " Sobotnie porządki w porzadnym poznańskim domu.
     Ceremoniał.
     Wietrzenie pościeli,mycie podłóg,trzepanie dywanów .Polerowanie parkietów ,szorowanie zlewów i wanien,pucowanie do połysku klamkę u drzwi .Prasowanie niedzielnych obrusów ,pieczenie placka,gotowanie niedzielnego rosołu.
   Słowem godna pochwały stranność ,godna nasladowania chęć wytworenia prawdziwie świątecznej atmosfery,potrzeba czystości budząc zachwyt we wszystkich - prócz pomocy domowej ,mającej za zadanie przebić się przez wsystie wyżej wymienione czynnosci.
  ... Porządna poznańska pani domu nie zapomina nigdy,że w niedzielę w mieszkaniu musi być jeszcze porządniej niż co dzień."

    Powieść ta wydwałoby się prosta mówiąca o nieszcześliwej miłości ,Aniela poznająca Pawełka w Łebie , natychmiast, co właściwe jest nastolatkom pod wpływem emocji postanawia podązyć za głosem serca.Wymysla misterny plan dostania się do szkoły w Poznaniu, tam bowiem mieszka obiekt jej uczuć .Osiąga to zarówno ciężką pracą ( bo pracy się nie boi) jak i sprytem ,niestety również kłamstwem. Jej perypetie w Poznaniu związne ze szkołą, pracą i Pawełkiem co rusz się splatają powodująć istny galimatias i nieuchronnie prowadząc ku ...
   Nie klęsce, o czym zapewne każdy pomyślał. Raczej ku pewnej dojrzałości głównej bohaterki,że nie zawsze należy mysleć tylko o sobie,że cel nie uświęca środów a kłamstwo zawsze się wyda.
  I pamiętajcie że pączki są ciężkostrawne o czym również można przeczytać w tej powieści.

    Po "Kłamczuchę" tym razem z nie ukrywaną radością sięgnęłam z powodu zamieszczonych w niej listów.Piszą wszyscy do wszystkich. W jednych jest prawda, w innych kłamstwa le wszystie bez wyjątku pełne są emocji, a jesli nie to emocje towarzyszą oczekiwaniu na odpowiedz. Przeczytałam ją do wyzwania "Pod hasłem" motywem przewodnim w tym miesiącu jest LIST ,zatem poniżej list :

     Mamert Kowalik
     Noskowskiego 2
     67 - 704 Poznań

    Kochany Kuzynie !
     Dziękuję Ci za list i dobre słowa o Anielce .Ładnie z waszej strony żeście ją przygarnęli .Ja od początu uważałem,tak jak Wy zresztą ,że internat to nie jest dobre miejsce dla dziewczyny.Przyjemnie jest,że na rodzinę można zawsze liczyć.Tym bardziej że Anielka nie ma łatwego charakteru.Czasem lubi powiedzieć , nieprawdę ,i to nie wiadomo po co ,chyba z czystej głupoty.Ja sę z nią dogadć nie mogłem,może Wam się uda.Wy jestescie ludzie wykształceni.Nie wiem po co jej było wymyślać głupoty o moim niby małżeństwie.Ja od smierci żony żyję sam i nie myślę nowej rodziny zakładać.
   Anielka nie jest zła,tylo akurat weszła w ten głupi okres i wymysla różne bzdury.Ale zawsze wierzę,że to w głębi serca dobre dziecko.Jakby Wam kiedy narobiła kłopotu ,to pisz od razu,przyjadę i pas ze sobą wezmę.To tyle na razie.W opercie znajdziesz kartki na cukier za miesiąc pazdziernik ,dla Anieli.Chciałbym Wam jakoś się odwdzięczyć ,ale nie wiem jak,więc póki co wysyłam paczę żywnościową - węgorze,dwie paczki kawy prawdziwej i trzy kostki masła.Jak dojdzie za trzy dni,to może się nie zepsuje.Ukłony dla małżonki,pozdrawiam Ciebie i dzieci - Józef Kowalik.
 
     
     Przeczytana w ramach wyzwań :
 
       Z półki   
   Polacy nie gęsi
    Pod hasłem  
   Trójka e - pik
                                                                    

środa, 30 stycznia 2013

Czesław Miłosz i Małgorzata Musierowicz czyli skutki pewnej rozmowy telefonicznej.



         Tego że "Jeżycjada" jest sagą bardzo lubianą ,mającą swoich wielbicieli wśród wielu pokoleń czyli babć dzisiejszych nastolatków, ich mam i oczywiście samych nastolatków mówić nikomu nie trzeba.. Zapewne również uwiedzie kolejne pokolenia, jestem tego pewna. Oczywiście i wśród mężczyzn można znalezć wiernych czytelników.Znany wszystkim prof.Zbigniew Raszewski z którego to dziełem weszła Aniela do domu Bitnerów.Na Jego własną prośbę pisarka włożyła pod ramię tego "cygańskiego" dziewczęcia ( 25 lat to wiek wciąż dziewczęcy,im bardziej czas płynie tym bardziej dziewczęcy to wiek)  "Krótką historię teatru polskiego" ,nie jest to jedyna scena zwiazana z tym wielkim człowiekiem teatru.
   Marian Stala to kolejny znany wielbicie twórczości naszego "Homera Jeżyc" , na Jego to wykłady chodziła oczarowana Natalia Borejko.
   Dzisiaj jednak chciałam wspomnieć o innym wspaniałym twórcy ,nagrodzonym literacką Nagrodą Nobla poecie,tóry pewnego poranka... ale o tym za chwilę.
zródło zdjęcia: lubimyczytac.pl
   Wielokrotnie spotkałam się ze sporami czytelników o "Córkę Robrojka" oraz "Tygrysa i Różę" a dokładniej o to z kim powinna związać się Natalia Borejko. Zarówno zwolennicy Filipa Bratka jak i Roberta Rojka są równie przeonani że to właśnie ich wybraniec pasuje do Natalii.Oboje znani sa ze wczesniejszych powieści Małgorzaty Musierowicz "Małomówny i rodzina","Kłamczucha" czy "Kwiat Kalafiora" i  "Nutrię i Nerwsua" po której to wszyscy byli pewni że jest to jest to rzecz przesądzona rudowłosa Natalia będzie nosić nazwisko Bratek. Autorka spłatała nam wszystkim psikusa ( jedni się ucieszyli,inni wręcz przeciwnie) i wprowadzając ponownie Robrojka ( rudego!!!) na Roosevelta 5 skomplikowała życie uczuciowe całej trójki.
   Nie zamierzam ukrywać że moim faworytem  był zdecydowanie Robert Rojek i baaaardzo ale to bardzo jestem z finału zadowolona.Argumenty że jest nudny ( a gdzie tam ) stary i co lepsze rudy( jakie ogniste będą mieli dzieci),do mnie nie trafiają. Mało to małżeństw z duża różnicą wieku? Zresztą szalony, narwany Nerwus moim zdaniem kompletnie nie pasował do Nutrii ,spokojnej, romantyczki piszacej wiersze, czytającej "Gorączkę romatyczną" Marii Janion ( prof,Janion również jest czytelniczką Jeżycjady ) ,zdecydowanie potrzebowała mężczyzny rozumiejącego ją ,jednakże będącego również mocnym oparciem w życiu. I tę rolę Robrojek, jestem tego pewna, spełnia śpiewająco.
   Co ma do tego Czesław Miłosz ? Sporo.Pewnego poranka w domu Małgorzaty Musierowicz zadzwonił telefon .... 

   " ...telefon zadzwonił o 7 rano ,Bolek ,który podniósł słuchawkę zakomunikował  - Mamo jakiś facet do Ciebie dzwoni.Myłam właśnie zęby ,więc szybo wyplułam pastę,ale jeszcze mając jej resztki w ustach niewyraznie powiedziałam:
 - Hallo - a z drugiej strony z Kaliforni odezwał się Czesław Miłosz ,który powiedział : - Przeczytałem Pani ksiażkę ( mówił o >Córce Robrojka< ) ,jestem zachwycony i dobrze że Natalia wyjdzie za maż za tego poważnego Robrojka.Na co ja odpowiedziałam: No nie wiem czy wyjdzie,bo czytelniczk mówią że jest za stary.Na to po drugiej stronie kabla telefonicznego usłyszałam - Ha,ha,za stary?!To było cudne,miał wówczas 85 lat.Posłuchałam go i okazało się że wszyscy są zadowoleni..."*


   Czesław Miłosz dzwonił wielokroć dopytując się o losy bohaterów książek Pani Musierowiczowej jak mówi w tym wywiadzie pisarka pisał równierz listy, moim marzeniem jest by zostały kiedyś wydane podobnie jak korespondencja z prof.Raszewskim .Może się uda.
   
  
   *  Cytowany fragment wywiadu z "Przewodnika Katolickiego"  z dnia 7 lipca 2002 roku. "Świat to nieustająca muzyka" rozmowa z Małgorzatą Musierowicz.

niedziela, 4 listopada 2012

Małgorzata Musierowicz "McDusia"

   Autor : Małgorzata Musierowicz
   Tytuł : " McDusia"
   Wydawnictwo : Akapit Press  
   Rok wydania : 2012 wydanie I

    
 

    McDusia to Magda ,jedna z blizniaczek Kreski i Maćka .Pamiętacie jak Ida zostawiła malucha biegnąć Janinie na pomoc? A to że nasza Pani laryngolog przegapiła jedną z panienek pamiętacie? Wszystko to opisane zostało w "Pulpecji" M.Musierowicz.  W "McDusi" autorka wraca do starych bohaterów wykorzystując w świetnym stylu łącznik,jakim dla nich wszystkich była postać profesora Dmuchawca. Nie ukrywam że liczyłam na to iż będzie On żył wiecznie, dzieląc się z nami swoją mądrością, szczerością i doświadczeniem życiowym. Niestety! Nic i nikt nie trwa wiecznie. Pożegnanie z tym wspaniałym pedagogiem, jest smutne, ale jednocześnie daje nadzieję że Jego testament zostanie spełniony przez godnych następców w postaci znanych nam przecież nauczycieli tj. Hajduk ,Dambo czy Aurelia. Pod tym względem możemy spać spokojnie, pałeczka została przekazana w odpowiednie ręce. Wiem że zarzuca się autorce że zbyt wiele czasu ( stron) poświęciła na to swoiste pożegnanie. Uważam że sceny w domu Dmuchawca są najlepszymi, najpiękniejszymi  i  najciekawszymi w tej powieści.
   Jak zwykle u Małgorzaty Musierowicz akcja dzieje się wielotorowo. Nadchodzi czas ślubu Laury i Adama, obserwujemy przygotowania do tego wydarzenia przy okazji wspominając poprzednie sluby w rodzinie Borejków od seniorów począwszy. Czy w tym najważniejszym dla młodej pary dniu zdarzy się coś niespodziewanego? Może ktoś przytnie welon?  Może ktoś zapomni kluczy a ktoś inny będzie musiał włamywać się do domu weselnego? Może zagubią się obrączki?Co się stanie? Podszeptuje mi zaniepokojona wyobraznia że może nie stanie się nic ale sam ślub będzie wydarzeniem fatalnym, jak o swoim ślubie z Pyziakiem  myśli Gabrysia?
  Spotykamy zwariowaną nadal a jakże i złośliwą Idę , jak zwykle nie odpuszcza nikomu a na McDusię to chyba się uwzięła, jak to starsza ciotka z bzikiem na punkcie czystości ( pedantka!!!) i zdrowego odżywiania co jak domyślić się można nie jest z kolei istotne dla tytułowej bohaterki,dzięki temu powstają przekomiczne sytuacje.Idunia zawsze była histeryczką i raptusem i to jej zostało do dziś ,pamiętamy jak pomalowała Lisieckich ,prawda? Jako dorosłej osobie być może nie wypada jej chclastać pędzlem po cudzych dzieciach i ich ubraniach co zdecydowanie odbija sobie za pomocą ciętego języka.
  Józef Pałys i Ignacy Grzegorz Stryba rywalizują ze sobą, chcący czy nie, świadomie czy czy nieświadomie, celowo bądz przypadkiem. Na Józefa zwraca uwagę Magda, na Magdę zwraca uwagę Ignacy w przeciwieństwie do kuzyna.Nie jest to pierwsza sytuacja gdy panowie rywalizują o jedną pannę ,pamiętacie Trollę ? Nie będę psuła niespodzianki pisząc kto ,kogo i z kim ostatecznie.Mogą tylo zdradzić że będzie, ciekawie, pojawi się też jeszcze jedna postać równie sympatyczna jak już dwie wspomniane dziewczęta.Będzie się działo...
   Serdecznie polecam!Małgorzata Musierowicz bezustannie w świetnej formie!
 
   Chciałabym zaznaczyć że mnie książka bardzo się podobała, jest to jak zawsze zresztą przyjazna,mądra pełna ciepła i miłości powieść. Przywracająca wiarę w ludzi i wartości, nie wszystko nam wolno, a raczj nie wszytko przynosi korzyść.Możemy oczywiście wdać się w bezsensowną moim zdaniem dyskusję o równouprawneniu i feminstkach tylko po co? Ktoś się poczuł urażony? Dostał prztyczka w nos i zabolało? Hm. Uważam że należy się współczesnym dziewczętom lekcja tego co wypada a co nie. Proste pytanie dla najgłośniej krzyczących, dlaczego dziewczyna pocałowana wprew woli ma prawo uderzyć chłopaka a odwrotnie juz nie? ( Nikt tu jeszcze nkogo nie uderzył, ale nożyce i te sprawy..) To mamy to równouprawnienie czy nie? 

  Ocena książki: 6/6  głównie za rewelacyjne przedstawienie testamentu profesora

     Ksiązka przeczytana w ramach wyzwania pazdziernikowej Trójki e - pik, autor z dzieciństwa.

   
   
 
 
 
  
  

  

sobota, 25 sierpnia 2012

Zauroczenie

    Czytam jednocześnie "Kalamburkę" Małgorzaty Musierowicz ,"Wspomnienia wojenne" Karoliny Lanckorońskiej i podczytuję "Śliwki robaczywki" jakoś nie umiem się z nimi rozstać. Klimat tej powieści kompletnie mnie zauroczył,chętnie z niejednym bohaterem posiedziałabym choć chwilkę przy ciepłej herbacie i np. kaszy ze skwarkami.Takie to miłe,proste i ciepłe choć jak pisałam wcześniej nie brak ciemnych stron wsi. Zresztą co ja tu będę wymyslać sami zobaczcie:
 
   "Poranny pacierz Rychterowej wędrował za nią po chłodnej sionce,ulatując wraz ze stęknięciami ,gdy wkładała kolejne warstwy ubrań.Stopy marzły od zimnej posadzki ,bo słońce dopiero co wzeszło.
   Z trudem wciągała gumiaki na grube skarpety.W przybudówce przyczepionej od zachodu do chałupy nie było zbyt dużo światła.Rychterowa westchnęła cicho ,pogrzebała w kieszeni fartucha i wyjęła okulary.Nie były już nowe i prawdę mówiąc powinny miec mocniejsze szkła.Na razie jednak musiały wystarczyć .Przetarła je o rękaw bluzki ,po czym włożyła na nos.Świat stał się bardziej wyrazisty,także za sprawą promieni słonecznych ,które wreszcie przesunęły się nad dachem i oświetliły kąt podwórka...
  ... Doszła do kurnika.Wysunęła zasówkę z drzwi ,szarpiac nią nieco dla poluzowania.Pstrokaty pierwszy wsadził łeb w szparę .Stary kogut już tak długo przewodził kurzemu babińcowi ,że sprawował rządy niemal nawykowo.Przezornie łypnał okiem na gospodynię ,po czym zadzierzystym krokiem wyszedł na podwórko w poszukiwaniu rozsypanego ziarna.Kury niespiesznie wysuwały się w ślad za nim .Nie wszystkie jednak  - z wnętrza kurnika dochodziło przytłumione gdakanie.Co sumienniejsze kończyły znosić swoje obowiązkowe poranne jajko... " *

   "Bajorowa długo modliła się w bocznej nawie niewielkiego kosciółka.Za tych,których ziemskie sprawy nic już nie obchodzą.Za bliskich żeby się zdrowiem i dostatkiem cieszyli.Za syna,żeby za wódką rozumu nie stracił.Za papieża jak proboszcz na mszy uczył.Za radę parafialną ,żeby wreszcie się zgodziła,kto ma nowy obraz na ołtarz uszyć.Na koniec zachowała nieśmiałą modlitwę w intencji swojej własnej osoby .bo to dopiero był dwudziesty ,a jej z renty tylko pieć złotych zostało.Nijak Panu Bogu taką głupotą głowy zawracać nie wypadało ,ale już zupełnie nie wiedziała ,gdzie ratunku szukac." * 
 
   "...Poszła nawet do doktora.Zbadał ją, krew kazał pobrać .Powiedział że stara jest i że to osteoporoza .Tabletki kazał brać.Osiemdziesiąt złotych za paczkę! Takich drogich to ona już nie będzie kupować.Jogurty wtedy kazał jeść ,mleko pić.Pewnie .Żeby mleko pić, trzeba najpierw krowę mieć.A ona swojej nie miała.Bukietka córki była.Mleko dla dzieci  potrzebne i do skupu szło.
  Chwyciła wiadro i powli ruszyła w stronę domu.Stawiała ostrożnie kroki ,żeby nie uronić ani kropli mleka.Postawiła wiadro na schodku i przykryła je przygotowaną wcześniej ściereczką.Oczy też miała za stare żeby potem muchy powyławiać." *

  "Sięgnęła po mąkę .Dwa kilo wzięła ,inaczej pierogów robić nie warto było.Usypała na stole kopczyk.  Miejsce na jajko zaznaczyła,choć córka krzyczała zawsze że i bez tego ciasto się zrobi.Tylko wody gorącej dolewać trzeba.Tak ciepłej ,żeby ręce ledwo wytrzymywały.E,ręce Bajorowej to prawie wrzatku nie czuły.Dolała wody z garnka ,bo już się gotować zaczęła.Zagniotła prędko ciasto i na bok przełozyła.Wymieszała kaszę z twarogiem ,cebulki zeszklonej dorzuciła.Teraz łyżką wprawnie nabierała ciasta i w zgrabne kółka farszu nakładała.Sto dwa pierogi jej wyszły,policzyła.Jak nie zjedzą ,to do piwnicy się schowa.Na jutro będą." *

 
    Nie wiem jak Wam ale mnie szalenie pociągają tego typu opisy ,życia takiego jakie jest bez zbędnego koloryzowania i udawania. Bardzo realistycznie to wszystko opisane , robi ogromne wrażenie. Po prostu chce się czytać i czytać i jeszcze raz czytać ciągle od nowa.

   Czytam sobie  też "Kalamburkę" jestem dopiero na początku a właściwie na końcu gdyż uparcie czytuję ją od końca tzn. najpierw ostani rozdział potem przedostatni itd. Kto już czytał wie skąd taki system, a kto jeszcze nie miał okazji zapoznać się z tym tomem Jeżycjady niech zrobi to czym prędzej to zaspokoi swoją ciekawość.
  
   Zarówno Monika jak i Mila są miłymi małymi dziewczynkami, przedwcześnie psychicznie dojrzałymi przez wojenne doswiadczenia. Jednak, czym kompletnie mnie rozbrajają i powodują uśmiech nie tylko na twarzy ale i ten ważniejszy w sercu, chwilami zapomninają o Bożym świecie i stają się całkiem swobodnie rozmawiającymi uczennicami.
  
   " -Szarotki chyba - poprawiła ją Mila - To jest,przepraszam szarlotki.- I zaraz obie dostały ataku śmiechu, chichotały zakrywając dłońmi szczerbate usta ,trącały się łokciami i wybuchały na nowo kaskadą chichotów,aż Stefania pomyślała : muszę się uszczypnąć,czy ja śnię?Czy to na jawie ,wśród gruzów i mogił ,smieją się dwie sczęśliwe dziewczynki,śmieją się bez powodu,po prostu z czystej radości życia?" **

 " - A ja nie lubię kaszy z majerankiem i kawy z żołędzi - Mówiła Mila . - Jak już nie będzie wojny,bedę jadła tylko świerzy chleb i piła mleko.To jest najlepsze na świecie.
  - Czekolada jest najlepsza - sprzeciwiła się Monika . - Raz jeden Niemiec dał mi taką małą czekoladkę.Mama bała się mi coś przy nim powiedzieć ,więc szybciutko zjadłam,ale potem się na mnie strasznie gniewała ,że od Niemca nic brac nie wolno .
 - A na mnie Gizela  się gniewała ,że wzięłam od Ruska "tuszonkę".
 - Też nie wolno?
 - Też."**   

   Zauważyłam w związku z Jeżycjadą, że od pewnego dłuższego już czasu przy czytaniu tej sagi rodzinnej mniej zwracam uwagę na perypetie młodzieży a znacznie więcej poświęcam jej ( tej uwagi - Łusia się  kłania z dookresleniem ) dorosłym bohaterom i ze zdziweniem dochodzę do wniosku ,który mnie sama trochę zaskakuje. Najbardzej lubię Gizelę i Felicję no i tak mało przez większość przynajmniej,lubianego Bernarda. Wracając do samej "Kalamburki" ,czytam ją po raz sama nie wiem który, i zawsze ale to zawsze znajduję coś co umknęło mi poprzednio, jest to jeden z moich ulubionych tomów i wcale ale to wcale nie uważam że Jeżycjada od tego tomu się psuje.A Łusia jest przeuroczym dzieckiem :-)

     Do przeczytania "Wspomnień wojennych" Karoliny Lanckorońskiej szykowałam się długo, właściwe nie szykowałam się  tylko szukałam tej pozycji b.długo. Juz przedmowa mi to wynagrodziła :
  "Tekst początkowo  był napisany z myślą o wydaniu angielskim.Kazałam przetłumaczyć kilka ustępów i przedstawiłam je dwóm wydawcom.Obaj z miejsca odrzucili z uzasadnieniem, że tekst jest zbyt antyrosyjski. Po kilku latach znów przedstawiłam go dwóm innym angielskim wydawcom .którzy także odmówili ,tym razem z uzasadnieniem ,że tast jest zbyt antyniemiecki"  ***

  " Wiem że inni przeżyli o wiele  więcej - ne byłam w Oświęcimiu ani w Kazahstanie - ale też wiem ,że każda sumienna relacja wnosi szczególy nowe do obrazu owych lat" ***  
 
   No i jak miałam jej nie przeczytać? Nie da się,nawet już nie wspominając o tym że jest to tematyka którą żywo się interesuję ( słowo lubię mi nie pasuje z wiadomych względów) ale tak skromnej osoby a zarazem wielkiej i odważnej nie można nie szanować a nawet lubić trzeba i obowiąkowo wspomnieninia poznać. Słowa te o Ośwęcimiu bowiem napisała była więzniarka Ravensbruck ,na wakacjach tam raczej nie była a jednak "Nie byłam w Oświęcimiu ..." napisze ,jakby się tłumacząc.

    

   
     Czuję się jak ten osiołek co mu w" żłoby dano" bo co tu wybrać jak wszystko równie pociągające ,no .... to dalej czytam partiami.

  
    Cytaty pochodzą  książek :

   * Ewy Marcinkowskiej - Schmidt "Śliwki robaczywki"
 ** Małgorzaty Musierowicz "Kalambuka"
***Karoliny Lanckorońskiej "Wspomnienia wojenne" 

___________________________________________________________________________
  Na marginesie:
  Mam pomysł na wyzwanie , nie mam pojęca czy się komuś spodoba, kombinuję wymagania którym dam radę sprostać i będę sobie czytać określone książki,jeśli ktoś będze chciał dołączy jeśli nie to będę sobie czytała sama,najwaniejsa jest dyscyplina . Podpowiem że wyzwanie to będzie związane z Małgorzatą Musierowicz.