Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z półki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z półki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Z półki mojego syna. "Młody Samuraj: krąg ziemi" Chris Bradford

 
   Autor : Chris Bradford
   Tytuł: "Młody samuraj : krąg ziemi"
   Tytuł oryginału : "Young Samurai : The Ring of Earth"
   Przekład : Hanna Pasierska
   Wydawnictwo : Nasza Księgarnia
   Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012 

                    


      Masamoto stracił syna z rąk ninja, młodszy braciszek Akiko zaginął porwany przez ninja . Jacka cały czas prześladuje obraz zamordowanego na jego oczach ojca , mordercą był ninja Smocze Oko. W czasie swojej ucieczki Jack poznaje ludzi , którzy opowiadają właściwie identyczną historię , tyle że miejsce ninja w ich opowieściach zajmują bezwzględni samuraje. Jack musi stoczyć walkę z samym sobą i swoimi przekonaniami , czy może uznać odwiecznych wrogów za przyjaciół?
 

    " Żaba w studni nie zna szerokiego oceanu"  to prawdziwe słowa, wraz Jackiem do tej pory nie wyglądaliśmy poza cembrowinę , czas poznać i tę drugą stronę. Jestem ciekawa jak Wam spodoba się odmienne spojrzenie na ninja, czy autorowi uda się przekonać głównego bohatera i czytelników do ocieplonego wizerunku dotychczasowych czarnych charakterów?

    Niewiele mogę napisać nie odwołując się do poprzedniej części, a nie chcę tego robić gdyż zdradziłabym jak się ona skończy tego nie robi się nikomu. Myślę że zrozumiecie. Z tego samego powodu nie zamieściłam treści opisu z okładki , który to niestety zbyt wiele zdradza, teoretycznie nie jest to problem gdyż wydawca zakłada że czytelnik poznaje historię w kolejności i jeśli sięga po tom czarty to trzeci ma już za sobą. Jednak zdaję sobie sprawę że wiele osób zaczyna czytać dopiero mając wszystkie części w ręku. Wiadomo że wszystkich zadowolić się nie da a trudno od wydawcy wymagać by nie pisał nic.
  
   Najciekawsze wydało mi się ukazanie świata w barwach innych niż czerń i biel, postawienie głównego bohatera przed dylematem przed ,który w końcu chyba każdy w życiu w jakiś ( nie zawsze tak tragicznych) okolicznościach staje. Wiadomo że w każdej grupie ludzi znajduję się dobrzy i zli. Nagle jednak okazuje się że samuraje stają się wrogami a ninja przyjaciółmi, czy można im zaufać? Powierzyć im swoje życie ? Co zrobi Jack? 
   Zdradzę Wam jedynie że z równym przejęciem zagłębiałam się w najnowsze przygody Jacka, razem z Nim przeżywałam rozterki, poznawałam przedtem nie ukazany wycinek Japonii, o ile części samurajskie toczyły się w miastach w tej przedstawiona jest wieś. Z niecierpliwością czekam na "Młodego samuraja: krąg wody" i następne na tłumaczenie czekają jeszcze trzy tomy.

   Książka przeczytana w ramach wyzwań :

      "Z literą w tle"
          
                                



      " Z półki"

       

środa, 15 maja 2013

Maciej Maciejewski " W piekle lepiej być nikim"

 
   Autor: Maciej Maciejewski
  Tytuł : "W piekle lepiej być nikim"
  Wydawnictwo : Świat Książki
  Miejsce i rok wydania : Warszawa 2011

 
       Z okładki :

                  " Powinien zamknąć jej oczy.
              Zamiast tego zmasakrował jej twarz.
                   Takie właśnie są procedury."

        "Działalność tego agenta nie przypomina przygód Bonda. Śledztwo policjantki nie ma nic z amerykańskiego serialu .
                    Poznajcie cała prawdę... "
  
      " Kim jest tajemniczy człowiek wychowany na stołecznym Powiślu, naznaczony wojną w Jugosławii,po której przez lata przemierzał Europę? Dlaczego w centrum Warszawy zamordował dwoje ludzi? Zagadkę stara się rozwiązać komisarz Agata Zawadzka , twarda kobieta, która płaci ogromną cenę z a swa ciężką pracę , zaczynającą się często od porannej wizyty w prosektorium.
      Mroczna intryga, duszny klimat i dwa wyraziste portrety ludzi wypalonych .
     Tylko na mocne nerwy!"

         
 

    Książka ta już jakiś czas czekała grzecznie w kolejce na lekturę i gdyby nie to że przez przypadek wpadłam na opinię Joanny Gołaszewskiej a ta ( opinia ) rozpaliła moją ciekawość, nadal by leżała . Postanowiłam sprawdzić sama jak to jest z tą debiutancką  powieścią znanego z pisania scenariuszy do "Pożegnania z Marią" ,"Pestki" czy serialu kryminalnego "Glina, autora. Jednym słowem świetna. To naprawdę kawał dobrej roboty, każdemu życzyć takiego startu w świecie literackim, wprawdzie w pisaniu Pan Maciejewski ma wprawę ale sam zaznacza że jednak pisanie powieści jest trudniejsze.
    Czytałam najróżniejsze wypowiedzi na ten temat, zarówno pochlebne jak i mało entuzjastyczne, każdy ma rzecz jasna prawo do własnego zdania i nie zamierzam nikogo przekonywać do własnego. Niemniej bardzo chciałabym jednak Was do przeczytania tych niespełna czterystu stron zachęcić. I nie bardzo wiem jak gdyż to co mnie się podobała u innych zwykle jest podawane jako minus, jak to zrobić by nie wyszło że jednak chcę przekonywać?
  
    Sam autor zaznacza że jest to fikcja, jak to powieść, chciałoby się powiedzieć ,gdyby nie to że niełatwo jednak jest uwierzyć tym słowom. Ta historia podwójnego morderstwa, mordercy i poszukującej go policjantki jest napisana w tak przekonujący sposób że czytelnik ma wrażenie że wręcz żyje tym wszystkim, jest do bólu realistyczna. Napisana twardym niewybrednym momentami językiem, z bardzo obrazowymi opisami zarówno bohaterów ( również tych pomniejszych ) jak i miejsc czy sytuacji. Gdy czytamy o Agacie czyli komisarz prowadzącej dochodzenie , mamy kompletny obraz kobiety samotnej, zakompleksionej, żyjącej w skrajnej monotonii poza pracą oczywiście, bo akurat tam raczej nie ma okazji do nudy ale i do rozrywki daleko. Musze to zaznaczyć, bo inaczej będzie mnie gryzło. Agatę z miejsca polubiłam , jest bohaterką z którą być może niewiele kobiet świadomie chciałoby się identyfikować ale do której jednak większość po prostu jest podobna. Ot gdyby nie zawód , normalna przeciętna kobieta , ze zmarszczkami na twarzy, nadwaga tu i ówdzie nie wierząca w swoją kobiecość i jej siłę. 
   Świetny portret mordercy, może nawet ciekawszy niż naszej policjantki wyłania się z mroku, strona po stronie. Tu musze przyznać że do końca nie wiem jak go odebrać, autorowi udało się stworzyć postać ,która mimo iż potępiam jej zachowanie jakoś nie daje od siebie odpocząć, przyznam że duży wpływ mają na to i genialne moim zdaniem retrospekcje. Wszyscy wiedzą o scenariuszach, nie wiem czy wszyscy również wiedzą że Pan Maciej był jednym z pierwszych dziennikarzy wojennych będących w Jugosławii , tu mamy wytłumaczenie tak wyrazistych obrazów z wojny na Bałkanach. Brutalnych, ordynarnych ,nie oszczędzających czytelnikowi wstrząsających wrażeń, niezbyt miłych a wręcz odrażających . Nie dam sobie wmówić że to fikcja, tzn. każdy pojedynczy przypadek być może ale całość garściami czerpana jest z życia ( niestety bo aż strach myśleć że cos takiego miało miejsce) a kto wie ilu rzeczy autor nam oszczędził.
   Przypadł mi do gustu pewien sposób prowadzenia narracji, czytamy czytamy i nagle łapiemy się na tym że czytamy o kimś innym niż myślimy, nie ma a przynajmniej nie zawsze wyraźnych przejść od opisów jednych postaci i ich działań do następnych ,niejako są wplatane w treść tak że nagle łapiemy się na tym że Pan Maciejewski nie pisze już o Agacie tylko o świadku, o jej córce czy o jeszcze kimś innym. Takie to trochę filmowe, powoduje jednak że czytelnik nie czuje znużenia i cały czas jest skupiony na tym co czyta by czegoś nie przegapić , mnie wręcz chwilami to otrzeźwiało gdy akcja stawała się jednostajna.
   Prawdziwe życie ukazane przez osobę naprawdę tym wszystkim zainteresowaną, nie sposób zarzucić bohaterom sztuczności, nieprawdopodobności czy wyidealizowania, świat jaki jest Maciejewski to widzi a czytelnicy? Przyjmą albo będą udawać że jest lepiej, bo zwykle nie lubimy gdy piszą o nas prawdę. Gdy pokazują nas bez masek ,które zwykle przywdziewamy.
     Twarda, męska , naturalistyczna nie owijająca w bawełnę proza, warta każdej złotówki i każdej poświęconej jej minuty. Czekam na więcej!

    Ocena książki : 9,5 / 10
 
     Książka załapała się do wyzwań :

      " Polacy nie gęsi ... "  
                   
                         

 
      " Trójka e - pik"
   
         

           
        " Z półki "

                      


       
         " Kapitan Żbik na topie czyli czytamy polskie kryminały"  

                     


      Niewinnie zapytam czy wiecie kim jest wasz sąsiad? Tak ten ,który co rano z jamnikiem na smyczy wędruje po nową prasę i świeże bułeczki.

poniedziałek, 6 maja 2013

" Rok wilkołaka" Stephen King


  Autor : Stephen King
 Tytuł : " Rok wilkołaka"
 Tytuł oryginału : " Cycle of the Werewolf"
 Przełożyła : Paulina Braiter
 Wydawnictwo : Prószyński i S - ka
   
    Z okładki :

   " Groza nadeszła w styczniu - przy pełni księżyca ... Pierwszy poznał ją kolejarz , uwięziony w zaspach . Jej kły rozdarły mu gardło .W miesiąc później kobieta w przytulnej sypialni powitała ja krzykiem. za każdym razem , gdy nadchodzi pełnia , małe miasteczko Taker Mills nawiedza groza. Nikt nie wie kto będzie następny. Ale jedno jest pewne . gdy na niebie płonie krągła tarcza księżyca, Taker Mills ogarnia paraliżujący strach . bo wiatr niesie ze sobą warkot, w którym słychać coś jakby ludzkie słowa. A wokół widać ślady potwora ... "

   Stephen King jest moim ulubionym pisarzem, już kiedyś pisałam że noszę Jego zdjęcie w portfelu. Wstęp ten jest o tyle potrzebny że "Rok wilkołaka" to nie mój King. Niby wszystko to samo  małe senne miasteczko w którym dzieją się straszne i niewyjaśnione rzeczy, podejrzewa się jak zwykle odmieńców jeśli ktoś choć odrobinę się wyróżnia zwraca na siebie uwagę a jak już zwrócił , wiadomo nie będzie łatwo.
  Sama nie wiem , przeczytałam , nawet było ciekawie ale bardziej skupiałam się na tym jak następny miesiąc autor opisze i jak zamknie widowisko przy każdym kolejnym księżycu niż jak rozwiązać zagadkę i kto okaże się wilkołakiem. Pomysł z podziałem na miesiące jest świetny, w każdym miesiącu poznajemy tylko wycinek z życia jakiegoś mieszkańca, ot jest sobie barman, nie ma barmana. Może tego właśnie mi zabrakło ? Nie byłam w stanie związać się w żaden sposób z bohaterami, ani ich nie polubiłam ani nie zdążyłam się do tego wilkołaka negatywnie nastawić, pozytywnie też zresztą nie. Pomysł ok, wykonanie zapewne mistrzowskie tyle że mnie nie porwało . A szkoda. Przecież kocham Kinga, dobrze dobrze jego powieści.

     Ocena książki : 6 / 10

    Wyzwania :

     " Z półki "



    " Pod hasłem "
                             



    "Czytam Kinga"

                  
 
"Czytam Kinga"                                                                             
 
 

                    Kinga ma powodzenie jak widzę :-)  

sobota, 4 maja 2013

"Młody samuraj : Droga miecza" Chris Bradford czyli Japonia nadal zachwycająca

 

   Autor : Chris Bradford
    Tytuł : "Młody samuraj :Droga miecza"
   Cykl : "Młody samuraj"
     Tytuł oryginału : " Young samurai : The Way of the Sword"
   Przełożyła : Hanna Pasierska
     Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010


       
 
    Z okładki :


 " Jest rok 1612.Po roku trenowania w szkole samurajów Jack Fletcher ma prawdziwe kłopoty. Musi się przygotować do starożytnego rytuału sprawdzającego odwagę i nie tracić czujności: pirat ninja Smocze Oko .ten sam, który zabił ojca chłopaka ,może uderzyć w każdym momencie.
  Młody samuraj ma bowiem coś czego pragnie morderca ...
Jacka czeka wkrótce walka na śmierć i życie. Czy zdoła na czas opanować drogę miecza? "

   
      Moim zdaniem druga część jest równie ciekawa jak pierwsza. Nadal żyjemy oswajając się z Japonią, dodatkowo dla zainteresowanych sztukami walki, a większość nastolatków mam wrażenie nadal z zafascynowaniem na zawody patrzy, czy nawet na filmy wyobrażając sobie siebie w roli głównej. Dobrego,szlachetnego wojownika  wygrywającego pojedynki z tymi złymi - bo kto dobrowolnie postawiłby się po ciemnej stronie mocy? ;-)   Jest dużo więcej ćwiczeń, więcej pojedynków w których śledzimy każdy ruch, nierzadko opatrzony fachowym nazewnictwem i jak powiadają znający się na rzeczy, czyli osoby trenujące wymienione w powieści sztuki walki wszystko jest realne i nie wydumane. No może trochę wątpliwości dostało się umiejętnościom ninja.
   Bardzo spodobało mi się też że wprowadzono niewidomego nauczyciela ukazującego uczniom swoje życie i umiejętności jako bogatsze i bardziej wartościowe niż komukolwiek by się zdawało. Sporo tu też mądrości wschodu , w pierwszej chwili być może wydają się skomplikowane albo dla odmiany tak proste i nielogiczne ,że dopiero po czasie, często dopiero  w sytuacjach krytycznych bohater doznaje oświecenia i w pełni je rozumie.
  
   Istotny jest też wątek i nie mogę go pominąć, innowierców. Powstaje grupa , mająca za cel pozbycie się z Japonii wszystkich chrześcijan,  dotyczy to również naszego młodego samuraja. I tutaj zaczyna się mój dylemat, o ile ogólnie przyjmuję zaistniały w powieści podział na czarne i białe charaktery, ci którzy knują i spiskują są złymi rzecz jasna. Jednak w pomyśle chronienia swoich ludzi  przed wpływami chrześcijan, przed przyjmowaniem nowej wiary nie widzę nic złego. W końcu Japonia była krajem wysokiej kultury, w tym czasie ( wiek XVII) była znacznie wyżej rozwinięta niż tacy Holendrzy czy Anglicy co zresztą rewelacyjnie oddaje scena z myciem Jacka w pierwszym tomie. W kraju kwitnącej wiśni było to normą a on Anglik z wielkiego i rozwiniętego kraju bał się kąpieli bo można zachorować i umrzeć. Oczywiste jest dla mnie to że między miastami japońskimi a angielskimi panowała kolosalna różnica, w jednym pedantycznie zamiatano piasek na alejkach w drugim właściwie ulica to rynsztok. Naprawdę jestem ciekawa jak to zostanie dalej poprowadzone, bo nie umiem jednoznacznie potępić pomysłu za to wykonanie faktycznie mi się nie podoba.

   Ocena książki : 9 / 10
   
   Książka przeczytana w ramach wyzwań :

    " Z półki " 


  
   " Z literą w tle "

piątek, 3 maja 2013

"Młody samuraj: Droga wojownika" Chris Bradford



 Autor : Chris Bradford
  Tytuł : " Młody samuraj: Droga wojownika"
Cykl : "Młody samuraj"
  Tytuł oryginału : " Young samurai: The Way  of the Warrior"
Przełożyła : Hanna Pasierska
  Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
 Miejsce i rok wydania : Warszawa 2010



     
  Z okładki :

     " Jest sierpień 1611 roku.Statek Jacka Fletchera rozbija się u wybrzeży Japonii - ukochany ojciec chłopca i załoga giną zamordowani przez piratów ninja.         Jacka otacza opieką Masamoto Takeschi ,legendarny mistrz miecza.Gdy chłopak trafia do szkoły samurajów,okazuje się ,że w oczach wielu uczniów jest barbarzyńcą i wyrzutkiem .
    Czy zdoła dowieść ,że zasłużył na miano wojownika? "

        

       Piękna książka o miłości ,przyjazni, honorze ,sztukach walki i Japonii przede wszystkim. W ostatnich latach coraz częściej natykam się na naprawdę dobre powieści dla młodzieży. Każda z nich nie dość że jest wciągająca to niesie za sobą przesłanie dotyczące nie tylko wartości którymi chcielibyśmy się kierować ale i pocieszenie dla czytającego. Nie będę się rozpisywać o "Zwiadowcach" Flannagana czy "Olimijskich bogach" Riordana bo i tak zamierzam powrócić do nich w najbliższym czasie.
      W powieści Chrisa Bradforda mamy dwunastoletniego chłopca Jacka Fletchera ,jego ojciec umiera w jego obronie , matka nie żyje już wcześniej z rodziny pozostała tylko młodsza siostra z tym że pozostała daleko , dzielą ich ponad dwa lata podróży. Jack zmagając się z żałobą musi też poradzić sobie w otoczeniu którego nie zna, wśród ludzi władających obcym mu językiem i których kultury i obyczajów początkowo w ogóle nie rozumie.
    Wraz z bohaterem poznajemy zwyczaje i kulturę Japonii, zasady rządzące w ówczesnym środowisku samurajów, hierarchię obowiązującą wszystkich członków nawet tych z najbliższej rodziny mistrza. Sztuka poruszania się w konwenansach z początku wydaje nam się praktycznie nie do opanowania, powoli krok po kroku wraz z Jackiem uczymy się co wolno a czego nie, jakie zachowania są odpowiednie a jakie powodują obrazę , nie taką zwykłą urazę , tylko związaną z utratą twarzy ,honoru, jak się wycofać z honorem z pewnych sytuacji. Sztuka przebaczania .  W ogóle słowo sztuka można by odmieniać przez wszystkie przypadki w każdym zdaniu , bo wszystko tam po prostu jest sztuką.
     Bardzo istotny jest wątek braku akceptacji głównego bohatera, większość traktuje go jak barbarzyńcę niegodnego bycia samurajem, jak się w końcu przekonujemy nie do końca jest to spowodowane tym o czym głośno mówią jego prześladowcy. Podobnie jak i współcześnie prześladowca niejednokrotnie ukrywa swoje obawy i słabości pod maską pozorów. Warto by młodzi czytelnicy jak najczęściej dostawali takie sygnały, nie po to by w duszy się śmiać ale by zrozumieć a może i by zaprzyjaźnić się z oprawcą. W jaki sposób? Ot i rozwiązanie mamy w powieści. Nie dosłownie, żeby nikt mi nie zarzucił że nie cenię życia , ale pomysł i wykonanie , jak najbardziej.
   

     Uprzedzam że książka jest wciągająca, udało mi się prawie wygotować wodę w czajniku mimo iż siedziałam obok kuchenki. Pózniej pokłóciłam się z synem bo korzystając z chwili kiedy na moment odłożyłam czytany tom po prostu sam zaczął czytać a ja przecież też chciałam.

      Ocena książki : 9 /10

 
        Książka przeczytana w ramach wyzwań :

                   "Z literą w tle"


  
                  "Z półki"

                        


  
     
      
 



niedziela, 21 kwietnia 2013

Michael Palmer "Cicha kuracja" czyli ważny głos w sprawie medycznych ubezpieczeń ;-)

  
  
 Harry Corbett jest lekarzem ogólnym, ma  młodszą żonę Evie , ciekawą pracę ,brata i klątwę rodzinną jak sam to nazywa. Znalazł taką informację :
  "Prawdopodobnie znaczną rolę odgrywają tu przyczyny społeczne i genetyczne.W miektórych rodzinach obserwujemy wzorzec,który nazwaliśmy > prawem dekady< . Ujmując rzecz po prostu,wygląda na to,że pierwszy atak serca u syna występuje dokładnie dziesięć lat wcześniej niż u jego ojca.Oczywiście istnieją wyjątki od tego prawa,ale zawsze lepiej sprawdzić. Jeśli ma się pięćdziesięcioczteroletniego pacjenta z zawałem serca,to wywiad pokaże, że jego ojciec miał swój pierwszy zawał w wieku sześćdziesięciu czterech lat. Nie sześćdziesięciu trzech czy sześćdziesięciu pięciu był dokładnie dziesięć lat starszy ..."  

     W rodzinie doktora zawał uderzył zarówno w dziadka jak i w ojca dokładnie pierwszego września, można łatwo domyślić się że zgodnie z wyżej przytoczoną zasadą. Jako że pierwszy września zbliża się wielkimi krokami a sam zainteresowany poczuł tzw. ból zamostkowy i wiecznie coś mu z sercem się dzieje rozumiemy jego strach i oczekiwanie w napięciu.
   Evie ma mieć poważną operację, usunięcie pękniętego tętniaka tętnicy przedniej mózgu a w pracy u doktora toczy się walka o wysoką stawkę. Specjaliści pod wodzą kardiochirurga Caspara Sidonisa starają się zabrać wszelkie uprawnienia do drobnych zabiegów specjalistycznych typu zszycie małego rozcięcia czy też nastawienia kości,zamierzają wymóc na nich wołanie specjalisty do każdego takiego wypadku. 
    Sporo tego, ile można znieść , okazuje się że znacznie więcej. W przeddzień operacji żona doktora zostaje zabita w szpitalu, podejrzenia kierują się ku lekarzowi gdyż tylko ktoś znający się na medycynie mógł w taki sposób wysłać ją na drugi świat, przeciwnik Harryego Corbetta doktor Sidonis oskarża go o to przestępstwo.
   To dopiero początek zmartwień naszego bohatera, wraz ze śmiercią żony dowiaduje się o jej drugim a i nawet trzecim życiu , nie dość że miała romans ,który to miał być motywem zbrodni gdyż zamierzała odejść do kochanka, to jeszcze prowadziła tajemnicze życie nocne. Po śmierci żony Harry chce dojść do tego kto ją zabił i dlaczego. Dowiaduje się że miała inne mieszkanie, pracowała jako luksusowa prostytutka i prowadziła dochodzenie w jakiejś sprawie.

   Siedem lat wcześniej  agent CIA wpada w ręce ludzi ,których miał śledzić jest torturowany ....
   Sześć lat wcześniej czworo przyjaciół ulega zatruciu pokarmowemu w restauracji chińskiej "Jadeitowy smok" przynajmniej jeden z nich umiera w szpitalu .... 
 
   Świetny pomysł, dobre wykonanie, wiarygodni bohaterowie ,przekonujące motywy ,właściwie równie zrozumiałe co nieludzkie i nie do przyjęcia dla normalnego człowieka niekoniecznie uznającego dekalog. Duży bardzo duży plus za budowanie postaci drugoplanowych, rzadko się to zdarza by po przeczytaniu powieści pamiętać wspomniane tylko raz czy dwa osoby, a by je polubić jeszcze rzadziej. Tutaj się to udało. Poza tym jeszcze tylko wam zdradzę że i pewien bezwzględny przestępca wzbudził mój podziw , nie wykonywaniem seryjnych mordów rzecz jasna , niemniej jest to interesująca postać, bardzo interesująca . Dla mnie.
    Kto by pomyślał że w tym wszystkim chodzi o ....

    Książka przeczytana w ramach wyzwania  " Z półki" ,czekała ,czekała i teraz dziwię  się sobie że aż tak długo.
  
    Ocena książki :  8,5 / 10 
 
   Zdradzę Wam że z każdą kolejną przeczytaną książką tego gatunku, zazwyczaj pisaną przez lekarzy przestaję się dziwić że uciekają oni od pracy w szpitalach na rzecz pisania. Też bym uciekła jeśli choć jakiś procent tego co piszą pokrywa się z rzeczywistością.
 
   
  

środa, 17 kwietnia 2013

John S. Marr & John Baldwin "Jedenasta plaga"

   
   Autorzy : John S.Marr & John Baldwin
    Tytuł : "Jedenasta plaga"
   Tytuł oryginału : " The Eleventh Plague"
    Przełożyła : Bogumiła Malarecka
   Wydawnictwo : Dom Wydawniczy Rebis
     Miejsce i czas wydania : Poznań 2000

 
      Z okładki :
 
    " Roje agresywnych pszczół atakują mieszkańców San Antonio. Wkrótce potem zaczynają wymierać zwierzęta domowe, a ludzie ślepną i zapadają na groźne choroby. Nadciąga plaga na biblijną skalę, plaga grozniejsza niż trąd , cholera, dżuma i AIDS razem wzięte. A co najgorsze stoi za nią człowiek - gotowy na wszystko mściwy szaleniec. Ludzkość może uratować tylko wirusolog Jack Bryne, specjalista od zadań niewykonalnych.
   Jedenasta plaga  to mrożący krew w żyłach dreszczowiec łączący dynamiczną , wciągającą akcję z przerażającą wizją możliwości współczesnej mikrobiologii. "  

       
    Thriller medyczny w najlepszym wydaniu, wciąga  niesamowicie każdy krok bohaterów powoduje gwałtowne reakcje, strachu ale i nadziei że mimo niepowodzeń, fałszywych tropów i ogólnej niewiary w rację jedynej osoby ,która wie o czym mówi i jak walczyć z zagrożeniem wszystko dobrze się skończy. Oczywiście Jack Bryne wydaje się znajomy, nawet bardzo i dlatego głównie go polubiłam, sama nie lubię gdy ktoś porównuje książkę czy bohaterów do innych zatem ja się powstrzymam i nie napiszę o kogo chodzi. Kiedy tylko zaczniecie czytać i pod warunkiem znajomości powiedzmy kilku powieści z tego gatunku sami na to wpadniecie.
    Jest coś co nie pozwoliło mi przestać czytać, po prostu musiałam teraz natychmiast dowiedzieć się co i jak, żadnych przerw ani małych ani tym bardziej dużych, jeśli ktoś lubi podjadać w trakcie czytania to radzę przygotować spore zapasy pod ręką. Zresztą czy można się dziwić, w końcu o ile częste jest łączenie współczesnych osiągnieć z historiami przedstawionymi w  Biblii, to niestety rzadko można powiedzieć że zabieg ten udał się w stu procentach. W tym przypadku pisze to z pełną odpowiedzialnością , udało się , więcej wyszło naprawdę dobrze. Widać że książka to dzieło osób znających się na rzeczy , mało powiedziane, osób dla których praca jest prawdziwą pasją. Wierzcie mi że to widać co więcej zainteresowanie naprawdę się udziela i w trakcie czytania nic innego nie ma znaczenia. 


     Książka przeczytana w ramach wyzwania
" Z półki "


 

          Ocena książki : 10 / 10

piątek, 15 marca 2013

Obojętność, okrucieństwo czyli Polacy w oczach Władki Meed wspomnienia z II wojny światowej.

   Autor : Władka Meed
  Tytuł : "Po obu stronach muru"
  Wydawnictwo : Jaworski
  Miejsce i rok wydania: Warszawa 2003

      Wspomnienia z czasów II wojny światowej nie mogą być przyjemne, z Getta Warszawskiego tym bardziej. Obraz getta w, którym wszyscy umierali z głodu bez wyjątku już dawno włożono między bajki, nie zamierzam z tego faktu wywodzić twierdzenia że widocznie nie było tak zle. Bo było! Każdego dnia umierali z najróżniejszych powodów ludzie. Między innymi o tym pisze autorka, jednak przede wszystkim przedstawia nam losy ludzi ,którzy się zbuntowali, którzy działali ratując życie i godność, własną i innych.
  
   Chciałoby się rzec że wspomnienia jak każde inne. Dla mnie jednak nie. Oczywiście wiemy że świat nie jest czarno biały, zarówno Żydzi jak i Polacy bywali zli i dobrzy, również wśród osób pochodzenia niemieckiego znaleźć się dało i tych dobrych. Rzadziej rzecz jasna,ale się dało. Do czego zmierzam. Do tego że autorka niejako burzy tę wiarę, w to że znaleźć szło tych dobrych Polaków. Oczywiście wiem że bywali i tacy ,którzy donosili za pieniądze, to jasne. Jednak zawsze chciałam wierzyć że jednak byli i tacy ,którzy pomagali w chwili kiedy ceną była śmierć nie tylko pomagającego ale i jego rodziny a także bliższych i dalszych znajomych.I byli. W całej tej opowieści odczytuję jeden wielki zarzut w stronę Polaków ,że nie pomagali . Niby tam pada kilka nazwisk tych lepszych , nie zmienia to faktu że całą książkę odbieram jako oskarżenie i raczej nie czuję się z tym dobrze. 
  Bo przecież lubimy widzieć siebie jako bohaterów, czy nie? Jako lepszych niż było to w rzeczywistości. Każdą krytykę czy zarzut odbieramy bardzo osobiści. Stąd zamieszanie  dotyczące książek Grossa, nie dlatego że pisał kłamstwa a dlatego że prawda powoduje wstyd,strach ,zwątpienie w siebie i w swoje intencje i możliwości. 
   Myślę jednak że największym i najgorszym naszym i nie tylko grzechem była obojętność, do niej to nawiązuje i autorka książki i Elie Wiesel będący autorem wstępu. O niej też wspominał bardzo często Marek Edelman. Obojętnosć brak reakcji, zarówno pojedynczego człowieka jak i całego świata, gdyby nie obojętność nie byłoby tego wszystkiego.
  I wiecie co tak sobie myślę że ten właśnie grzech towarzyszy nam po dziś dzień kiedy cały świat w tym my patrzymy na wojny w innych rejonach i milczymy, na katastrofy i milczymy, na biedę i głód i milczymy. I tak będzie zawsze, tak było zawsze.Przykładem choćby inkwizycja, niewolnictwo w Ameryce swego czasu, kolonizacje, Wietnam,Hutu i Tutsi ......
  Zresztą po co czepiać się tak wielkich wydarzeń głód w Indiach,Chinach, czy w Afryce ... a i u nas wcale nie jest dobrze choć nieporównywalnie pewnie. Z kolei kiedy w odniesieniu do II wojny światowej pomyślimy o karze śmierci za tę pomoc,kto z nas wie czy byłby na tyle odważny?
  A współcześnie? Daleko nie szukać , wystarczy przypomnieć sobie zabitego policjanta, który starał się powstrzymać agresorów na przystanku, chłopaka który zginał bo bronił dziewczyny. To tak dla równowagi , dla tych głosów krzyczących że zawsze trzeba ,może i trzeba , właściwie należy ale....  
 
   Myślę że dla kontrastu i swoistego pocieszenia, wszak wszyscy jesteśmy egoistami, można poczytać wszelkie wspomnienia Władysłwa Bartoszewskiego , Polaka będącego po drugiej stronie muru. Przypomieć sobie "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata" a czy ktoś poczuje się lepiej. Nie obiecuję, we mnie ta książka tkwi odkąd ją przeczytałam i nie umiem zapomnieć. Tak to już jest z tą tematyką.    
     
  Wyzwania: 
      "Wojna i ... literatura"  , "Z półki" 

sobota, 2 marca 2013

Wyobrazni nie starcza.

 
       Po przeczytaniu wywiadu "Marek Edelman:Bóg śpi." sięgnęłam po książkę Anki Grupińskiej "Ciągle po kole" czyli rozmowy z Żołnierzami Getta Warszawskiego ,miałam przeczytać tylko rozmowy z Markiem Edelmanem ,na tym się nie skończyło co łatwo było przewidzieć. Chciałabym powrócić na moment do cytatu z tamtego wpisu :
    " Nie zabijaj.
Ale czy zabijanie ( nie mordowanie) jest zawsze złamaniem prawa Bożego?Nawet w obronie,w czasie wojny? Od stuleci trwa dyskusja ,Jan Paweł II chyba najostrzej poddał krytyce pozbawianie życia nie tylko niewinnego,ale i napastnika.

8 września 1942 roku ,w czasie tzw. wielkiej akcji likwidacyjnej getta, gdy naziści codziennie tysiące ludzi wywożą do Treblinki ,wchodzą też do szpitala dziecięcego .Młodziutka lekarka ,Adina Blady - Szwajgier ( Inka) ,by oszczędzić męki małym pacjentom, podaje im truciznę... " * 
 

 Dzisiaj chcę wam słowami samej lekarki pani Adiny Blady - Szwajger odpowiedzieć na pytanie dlaczego, choć uważam że tak naprawdę żadne tłumaczenia nie są potrzebne. Jednak skoro już znalazłam tę wypowiedź to chciałabym się nią z wami podzielić.

   " A.G. :  No a te zastrzyki dla dzieci ? To po to , żeby dzieciom oszczędzić strachu?
     A.B.-Sz. : Czy Pani sobie wyobraża jaka była śmierć tych ludzi, którzy szli do gazu ? Czy jest sobie Pani to w stanie wyobrazić?A te dzieci? ...Kossak -Szczucka w jakiejś swojej książce pisze ,że ludzie,którzy mieli głęboką wiarę ,mieli więcej szans na przeżycie.To jest dla mnie bzdura.Ale jest tam jedno zdanie ...Kiedy ona pisze o tym ,jak te niechodzące jeszcze dzieci jechały do gazu i takie malutkie dziecko robiło rączką >pa pa < ..A jeszcze inne ,które idzie do gazu pyta: Mamusiu ,dlaczego tu jest ciemno ? Przecież ja byłem grzeczny . - I dorosły też się boi ..." **

    Wyzwania: "Z półki", "Wojna i ...literatura"  
     Cytaty :
    * "Marek Edelman: Bóg śpi" ostatnie rozmowy przeprowadzają Witold Bereś i Krzysztof Burnetko
  ** "Ciągle po kole"  Anka Grupińska rozmowy z Żołnierzami Getta Warszawskiego

środa, 13 lutego 2013

" Przechadzki po Poznaniu lat międzywojennych"

  Autor : Zbigniew Zakrzewski
  Tytuł : "Przechadzki po Poznaniu lat międzywojennych"
  Wydawnictwo : Państwowe Wydawnictwo Naukowe
  Miejsce i rok wydania : Warszawa - Poznań 1983

  
zródło zdjęcia : lubimyczytac.pl
      

        Usiłowałam spać, walczyłam z pokusą o 2 w nocy, przegrałam o 2.44 dokładnie. Wstałam ,zaparzyłam sobie kawę i zatopiłam się w lekturze.Potem dla odmiany usiłowałam sama sobie wytłumaczyć że treść nie ucieknie a choć godzinę powinnam poświęcić na czynność właściwą nocy,około 5 zrozumiałam że nic z tego,zaparzyłam drugą kawę. I do teraz z małą przerwą czytam i czytam ,wędrując ulicami Poznania za profesorem.
       Wydawałoby się że mieszając w Poznaniu znam miasto, ja bardzo się myliłam uzmysłowiłam sobie gdy po raz kolejny musiałam sięgnąć po mapę by sprawdzić opisywany teren i omawiaane ulice. Trochę zameszały zmiany patronów ulic, o jednych wiedziałam i nie miałam problemu jak w przypadu Gwarnej i Lampego ,o Armii Czerwonej nie wspominając z innymi choćby z taką ulicą Onufrego Kopczyńskiego już było gorzej. Czytam :

     " Ulica Pawła Findera ,współtwórcy Polskiej Partii Robotniczej ,to połączenie dwóch ulic przedwojennych : Onufrego Kopczyńskiego - rodem z Czerniejewa ,pedagoga i prawodawcy gramatyki polskiej ,oraz Sokolnickich - Celestyna i Michała ,Wielkopolan ,uczestnikow walk niepodległościowych ery napoleońskiej." 
 
      Pierwsza moja myśl,znam tę ulicę ( Kopczyńskiego) zapewne wrócili do starej nazwy jak to tylko było możliwe. I po  chwili ,zaraz zaraz ale to nie ta dzielnica tu mowa o Łazarzu a ja myslę o Piątkowie gdzie obecnie ulica o tej nazwie się znajduje.Wszystko się zgadza, dzielnica inna ,patron ten sam. Bardzo ciekawa postać swoją drogą.
    Ogólnie pochodzenie nazw ulic wydaje się proste ot Rybaki położone na terenie dawnej osady Rybitwy, Wodna -wiadomo, Kanałowa sama nazwa wskazuje na kanał, Młyńska czy Sieroca również.  Garbary  będące zlepkiem trzech ulic przedwojennych Tamy Garbarskiej, Wielkich Garbar i Raczyńskich,powstała ta ulica w głęboim średniowieczu a nazwę zawdzięcza osiedlającym się nad wodą garbarzom.
 
    Zupenie osobna kwestia to opisywani przez profesora Zakrzewskiego znani Poznaniacy ,ogrom pracy włożonej w tą swoistą kronikę miasta i jego mieszkańców mnie po prostu przytłacza.Zdaję sobie sprawę że sam autor przyznaje iż materiały zbierał latami ,niemniej efekt jest godny podziwu.

    Wiele informacj o mieszkańcach Poznania a także o osobach będacych w Poznaniu czasowo: Przybyszewski  ,czy nawet tylko przejazdem: Napoleon (?). Urozmaicone to wszystko anegdotami podanymi w gawędziarskim tonie, pojawiają się i sprawy kryminalne ukazujące moje miasto z tej mniej kryształowej strony.

   Ocena książki : 5/6

   Książka przeczytana w ramach wyzwana Trójka e-pik ,Polacy nie gęsi,Z półki   
       
      
   

czwartek, 7 lutego 2013

" ... Posłuchaj mojej rady :rzuć do ognia tę głupią książkę i rób to co ja - nie wierz w nic,szukaj tylko własnego zadowolenia"

 Powyższy cytat pochodzi z książki "Chata wuja Toma" ,Legry ostatni właściciel Toma,usiłuje go tymi słowy przekonać do rzucenia Biblii w kąt , odrzucenia wiary i życia dla własnej wygody. książka ta została napisana w 1851 roku.Jednakże te słowa jak i problem poruszany na stronach tej powieści nadal są aktualne.
 
   Harriet  Elizabeth Stowe urodzona 14 czerwca 1811 roku Litchfield w stanie Connecticut ,córka pastora,ukończyła szkołę swej siostry a następnie w niej pracowała. Wyszła za mąż za pastora Calvina Ellisa Stowe'a. W jej życiu jak i w życiu innych osób w tamtych czasach w Ameryce obecny był temat niewolnictwa. Jedni niewolników mieli, inni nie ,jedni ich bronili inni traktowali jak zwierzęta  niemniej nie było nikogo kto z tym systemem w taki czy inny sposób by się nie zetknął. Elizabeth była kobietą pióra, pisała opowiadania, później też książki,naturalną koleją rzeczy było przelanie tego co widziała i czuła na papier. Była również abolicjonistką,pomagała zbiegłym niewolnikom i właśnie ustawa o zakazie tejże pomocy spowodowała w niej potrzebę podzielenia się swoją wiedzą w formie książki właśnie.To wydarzenie również jest dosyć mocno zaznaczone w histroii Elizy i Harry'ego. Czy przypuszczała że powieść ta odniesie aż taki sukces? Jej sprzedaż była ogromna , przed wojna secesyjną  ( do której się trochę to dzieło przyczyniło) osiągnęła liczbę trzech milionów egzemplarzy,konkurować z nią mogła tylko Biblia.
  Zamieszanie jakie było wynikiem ogłoszenia "Chaty wuja Toma", sprzeciwy, zarzuty o kłamstwo i zmyślanie historii oraz w końcu debata zwolenników i przeciwników niewolnictwa skłoniły autorkę do napisania w 1853 roku "Klucza do Chaty wuja Toma" ,w międzyczasie powstały tzw. "książki przeciwko wujowi Tomowi" w których to ich autorzy starali się przedstawić swoje zdanie a nade wszystko jak się domyślam udowodnić iż pani Stowe się myli.
  A jak było naprawdę?Jaka była sytuacja niewolników w Ameryce Południowej?
źródło zdjęcia:lubimyczytac.pl
  Cokolwiek chcielibyśmy "Chacie wuja Toma" zarzucić ,a zarzutów było sporo ,że naiwna, postaci czarno białe ,ja dobry to dobry do szpiku jak zły to podobnie.Zastanawiam się tylko czy aby o tych samych bohaterach czytałam bo poza Ewą i Tomem nikogo ,a przepraszam jeszcze Ofelia, z całkiem czystym sumieniem tam nie zauważyłam. Bo ja mogę nazwać bezgranicznie dobrym człowieka ,który posiada ludzi w niewoli? Nawet jeśli jest dla nich dobry? Wiem że można by na tym zbudować dyskusję że lepszy dobry pan niż okrutny pracodawca ( mam na myśli ówczesne fabryki) ,niemniej jednak każdy z nich mógłby wyzwolić swoja służbę, zatrudnić ich normalnie im płacąc itd. Byłoby to przynajmniej w jakimś stopniu dobre rozwiązanie,zapominać nie możemy i o tym że przynajmniej niektóre argumenty za niewolnictwem miały swój sens,oczywiście były tylko wymówką ale były. Choćby kwestia pracy dla wszystkich tych ludzi, plantatorów gdyby nagle musieli zacząc płacić za wykonywane zajęcie nie byłoby stać na tylu ludzi,kwestia tego gdzie oni by się podziali, niewykształceni ,bez dachu nad głową, i takie myślenie właśnie przyczyniało się do wyzysku.
  Wracając do charakterów ,zbyt papierowych, wyidealizowanych lub wręcz przeciwnie ukazanych w złym świetle. Większość z nich zmienia się , pod wpływem czy to dobrego przykładu,odrobiny miłości ( Topsy) czy prawdziwej wiary a także dzięki mieszance wszystkich tych czynników. Nie chciałabym zdradzać treści pominę zatem imiona.
    Równie ważny jak niewolnictwo jest tu temat wiary ,bycia dobrym ,wiadomo to już właściwie od początku,od pierwszego rozdziału w którym to pewien handlarz chwali się swoim humanitarnym podejściem do ludzi którymi handluje, na dodatek udziela innym wielu śmiałych rad ,okrucieństwo przebijające z  jego słów każe nam się zastanowić od nowa nad pojęciami takimi jak współczucie , humanitaryzm,altruizm czy człowiek po prostu.  Pracownicy niewolni tratowani byli często gorzej niż zwierzęta, właściwie jak rzeczy ,które ot tak sobie nabywamy, a kiedy się znudzą lub zużyją wyrzucamy.Odmawiano im uczuć w tym wstydu ,posiadania duszy co więcej usilnie przekonywano do tego wątpiących. I tu do głosu dochodzi wiara!
 
    Jak wspomniałam murzynów traktowano jak przedmioty, nikt nie przejmował się tym co czują rozdzielani z rodzinami, dziećmi,mężami,żonami, matkami.Wręcz zdumieni potrafili być ci " biali wielcy ludzie" gdy dochodziło do lamentu, rozpaczy czy co gorsza samobójstw. Jednej z niewolnic pan odpowiedział gdy usłyszał od niej że mąż jej został u poprzedniego właściciela : to weźmiesz sobie nowego. Omijam już kwestię tego ile murzynek czy mulatek było nałożnicami właścicieli ,dzieci zrodzone z tych związków nawet jeśli rodziły się białe były niewolnikami jak ich matki,ojciec mógł je wyzwolić lub nie zależnie od poglądów, miłości bądź fanaberii.
  Rolą religii, misjonarzy,pastorów było przekonanie nie tylko białych o tym że "wszyscy są równi" ale i niewolników  że nie są gorsi, dodawali im otuchy co ja piszę? Powinni dodawać im otuchy i osoby takie jak Tom to robiły. Z pastorami było gorzej,w kościołach można było raczej usłyszeć że biblia pochwala niewolnictwo. Pada wręcz zdanie :

 "Zarówno Północ jak i Południe zawiniły przed Bogiem ;a Kościół chrześcijański ma ciężkie brzemię na sumieniu ..."

   Dodać do tego jeszcze kilka hm ,kontrowersyjnych wypowiedzi n temat tego co zaplanował Bóg i już mamy gotową odpowiedz na pytanie : Dlaczego we Włoszech książka ta trafiła na listę ksiąg zakazanych?
       
   Czytałam tę powieść po raz drugi w życiu i jestem równie zachwycona. Tyle tylko że tym razem nie tylko postawą Toma,prawdziwego chrześcijanina nadstawiającego drugi policzek, pomagającego innym by udowodnić im że Bóg się o nich troszczy ,będącego wzorem postępowania ,niedościgłym nie przeczę,wręcz nierealnym. Za to jak bardzo słaniającym do myślenia, czy ja też bym tak umiała? A może nie daj Bóg byłabym po drugiej stronie.
   Tym razem największą przyjemność sprawiło mi obcowanie z powieścią klasyczną, zdania w rodzaju " Teraz zostawimy naszych bohaterów by się sobą nacieszyli a sami zajrzymy do ..." ( to nie cytat tylko ludny przykład) Coś pięknego, nie zdawałam sobie sprawy z tego że tak bardzo brakuje mi w powieściach współczesnych właśnie zwracania się do czytelnika. 

     Jest jednak coś co mnie wyprowadziło z równowagi, nie w książce a w internecie, szukając informacji o autorce tego dzieła i o "Kluczu do Chaty wuja Toma " znalazłam pewien artykuł. Sam tekst nie jest zły ot podana  informacja nie robiąca na nikim specjalnego wrażenia. Jednak komentarze pod nim spowodowały że zastanawiam się czy ludzka głupota ma granice? Chyba jednak nie. Podaję link .
    Mam też prośbę , jeśli ktoś wie coś na temat wspomnianego "Klucza do .." proszę o informacje.
   
   Autor : Harriet Elizabeth Stowe
   Tytuł :  "Chata wuja Toma "
   Tytuł oryginału : Uncle Tom's Cabin"
   Czas i miejsce wydania: Bydgoszcz 1990
   Tłumaczył : A.Wolf
  

   Okładkę i ilustracje projektował Fanciszek Otto,coś pięnego. Zarówno oładka jak i i.lustracje są wspaniałe.Nie wiem jak inni ale ja nie cierpię okłade tzw. filmowych a taką wersję również wydano. Moja ksiązka jest piękna ,dlatego wspomiałam o tym kto za tym stoi. Zamieszczone zdjęcie okładki niestety nie dotyczy posiadanego przeze mnie wydania.Nadal nie mogę dodawać zdjęć.
  
    Wiele nieścisłości znalazłam poczynając od daty pierwszego wydania ,podałam rok 1851,znalazam informację że poierwsze wydanie przypadło na rok 1852 jak i na 1853, według mojej wiedzy w tym roku autorka m już za sobą "Klucz do chaty .." .
    Na moim tomie jest jasno napisane Harriet Elizabeth Stowe, gdzie indziej czytam Harriet Beecher Stowe. O Polskim wydaniu Naszej Księgarni z 1993 roku cytuję : " Chata wuja Toma na podstawie powieści Harriet Beecher Stowe napisł Stanisław Stampfl " aż strach wspomnieć.
    Wracając na moment do tego nieszczęsnego klucza, z jednej strony czytam o ksiażce z drugiej napada na mnie informacja że autorka dopisała po prostu ostatni rodział czy też posłowie w którym podała dokumenty potwierdzające jej wersję. W moim wydaniu takiego tekstu nie ma.
  

   Ocena książki : 6/6     

    Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e -pik , Z półki ,

niedziela, 3 lutego 2013

"Kłamczucha" Małgorzaty Musierowicz

      Autorka : Małgorzata Musierowicz
    Tytuł : "Kłamczucha"
    Wydawnictwo : Akapit Press Łódz 1995
    Ilustracje : Małgorzata Musierowicz
    Projekt okładki : Bogusław Orliński

    Niestety nie mogę od jakiegoś czasu dodawać zdjęć , co niespecjalnie mnie martwi chyba że nadchodzi taka chwila jak ta kiedy chcę dodać zdjęcie książkowej okładki i nie mogę. W zamian moje ulubione wydanie :
 
 
 
  Nawet nie będę ukrywać że zdjęcie podebrałam z bloga Świat według ksiażek , w razie sprzeciwu autorki tegoż, zdjęcie zniknie.
 
 
     Za co kocham "Kłamczuchę" ? Po pierwsze za bohaterkę Anielę Kowalik o której słów parę przytoczę ,mam nadzieję że sami zrozumiecie że nie da się jej nie kochać.

   " Aniela nie była pięknością.
    Nie wyróżniała się też niczym szczególnym,jesli chodzi o powierzchowność.Miała wszakże dużo tego,co się nazywa urokiem osobistym.
   Czarne  żywe oczy,iskrzące się wesoło zza grubych szkieł ,patrzyły z lekka rozbieżnie i z lekka ironicznie.Czarne włosy otaczały jej głowę jak puszysta czapeczka i kończyły się krótkim ,grubym warkoczem,ściagniętym gumką.Policzki miała Aniela różowe ,nos spory i zawadiacki ,a wyraz jej ust wskazywał na temperament wybuchowy i daleki od łagodności.
  Wyglądała na kogoś kto ma tak zwany charakterek. " 

   Zdradzę tylko że nie ja jedna poczułam natychmiastową sympatię do tego dziewczęcia już po krótkiej chwili obserwacji, Robrojek ( przecież nie chodziło mu tylko o okulary,to jasne)  ,Gabriela Borejko ( pamiętacie tego sylwestra,który się jeszcze nie odbył? )  jestem zatem w niezłym towarzystwie. Czuć na każdej stronie powieści że autorka lubi tę roztrzepaną nastolatkę.
   Mogę czytać i czytać ciągle od nowa, zaczynać w dowolnym momencie i podobnie kończyć, choć zwykle nie mam sił na przerwanie kiedy już zacznę.Przepadam za Anielką niezaleznie od tego czy deklamuje Szekspira ,sprząta u Nowackich ,dyskutuje z Dmuchawcem czy też uciera nosa przemądrzałej Danusi. Scena z kłótnią w tracie próby powoduje u mnie potok łez , śmieję się ,wiję aż tracę oddech. 
 
   Po drugie ,za codzienność pięknie i trafnie opisane miejsca ,w taki sposób że człowiek czytając ma wrażenie ,co tam wrażenie czytelnik po prostu przenosi się w to miejsce ,słyszy gwar, czuje szturchnięcia pędzących ludzi do tego stopnia że aż chce przepraszać za którymś zderzeniem z przechodniem.

    "Stragany ze stosami niedojrzalych jabłek ,wiadrami pełnymi nagietek i mieczyków ,hałdami brudnej marchwi i słoików z chrzanem ;beczki z kwaszoną kapustą i ogórkami;kolejki po ziemniaki i kalafiory ;ruchliwy warczący,zwarty i poirytowany tłum rojący się w przejściach .Kwik dzieci,wrzaski handlarek,warkot ciężarówek ,jękotliwy pisk zakręcającego tramwaju ,chmura splin lawirujących w tłoku samochodów,chmurne niebo nad tym wszystkim ,solidne,dziewiętnastowieczne kamienice wokół.Bardzo znacznie różnił się od niedzielnego Poznań poniedziałkowy." 

   
      Czuję sympatię do Tosi starajacej pogodzić pracę,opiekę nad dziećmi i prowadzienie domu. Zderzenie oczekiwań z rzeczywistoscią ,marzeń o spacerach z dziećmi w pięknych ubrankach co świadczyłoby o doskonałym guście mamy i zadbaniu pociech,czytaniu im baśni czarujacym tonem, która z nas w ten sposób nie wyobrażała sobie macierzyństwa. I  ten obraz Tosi robiaącej pranie , w rękach, stosy nieupranych rzeczy, mydliny w wannie, zapewne i pot ściekający z czoła i nagle przeszadzające dzieci. Jakie to naturalne, normalne i o dziwo wygrywające ze złudzeniami. Nie rzuca Ona wszystkiego w kąt wołając "Miało być inaczej!" Dla mnie to jedna z najpiękniejszych scen w tej książce. 

    Inna ulubiona to tzw. porządki w porządnym ponańskim domu,szczególnie gdy czyta się ją pamiętając co sama Małgorzta Musierowicz o tym zwyczaju myśli. A jednak ,ma to w sobie sporo uroku ,może właśnie dlatego.

   " Sobotnie porządki w porzadnym poznańskim domu.
     Ceremoniał.
     Wietrzenie pościeli,mycie podłóg,trzepanie dywanów .Polerowanie parkietów ,szorowanie zlewów i wanien,pucowanie do połysku klamkę u drzwi .Prasowanie niedzielnych obrusów ,pieczenie placka,gotowanie niedzielnego rosołu.
   Słowem godna pochwały stranność ,godna nasladowania chęć wytworenia prawdziwie świątecznej atmosfery,potrzeba czystości budząc zachwyt we wszystkich - prócz pomocy domowej ,mającej za zadanie przebić się przez wsystie wyżej wymienione czynnosci.
  ... Porządna poznańska pani domu nie zapomina nigdy,że w niedzielę w mieszkaniu musi być jeszcze porządniej niż co dzień."

    Powieść ta wydwałoby się prosta mówiąca o nieszcześliwej miłości ,Aniela poznająca Pawełka w Łebie , natychmiast, co właściwe jest nastolatkom pod wpływem emocji postanawia podązyć za głosem serca.Wymysla misterny plan dostania się do szkoły w Poznaniu, tam bowiem mieszka obiekt jej uczuć .Osiąga to zarówno ciężką pracą ( bo pracy się nie boi) jak i sprytem ,niestety również kłamstwem. Jej perypetie w Poznaniu związne ze szkołą, pracą i Pawełkiem co rusz się splatają powodująć istny galimatias i nieuchronnie prowadząc ku ...
   Nie klęsce, o czym zapewne każdy pomyślał. Raczej ku pewnej dojrzałości głównej bohaterki,że nie zawsze należy mysleć tylko o sobie,że cel nie uświęca środów a kłamstwo zawsze się wyda.
  I pamiętajcie że pączki są ciężkostrawne o czym również można przeczytać w tej powieści.

    Po "Kłamczuchę" tym razem z nie ukrywaną radością sięgnęłam z powodu zamieszczonych w niej listów.Piszą wszyscy do wszystkich. W jednych jest prawda, w innych kłamstwa le wszystie bez wyjątku pełne są emocji, a jesli nie to emocje towarzyszą oczekiwaniu na odpowiedz. Przeczytałam ją do wyzwania "Pod hasłem" motywem przewodnim w tym miesiącu jest LIST ,zatem poniżej list :

     Mamert Kowalik
     Noskowskiego 2
     67 - 704 Poznań

    Kochany Kuzynie !
     Dziękuję Ci za list i dobre słowa o Anielce .Ładnie z waszej strony żeście ją przygarnęli .Ja od początu uważałem,tak jak Wy zresztą ,że internat to nie jest dobre miejsce dla dziewczyny.Przyjemnie jest,że na rodzinę można zawsze liczyć.Tym bardziej że Anielka nie ma łatwego charakteru.Czasem lubi powiedzieć , nieprawdę ,i to nie wiadomo po co ,chyba z czystej głupoty.Ja sę z nią dogadć nie mogłem,może Wam się uda.Wy jestescie ludzie wykształceni.Nie wiem po co jej było wymyślać głupoty o moim niby małżeństwie.Ja od smierci żony żyję sam i nie myślę nowej rodziny zakładać.
   Anielka nie jest zła,tylo akurat weszła w ten głupi okres i wymysla różne bzdury.Ale zawsze wierzę,że to w głębi serca dobre dziecko.Jakby Wam kiedy narobiła kłopotu ,to pisz od razu,przyjadę i pas ze sobą wezmę.To tyle na razie.W opercie znajdziesz kartki na cukier za miesiąc pazdziernik ,dla Anieli.Chciałbym Wam jakoś się odwdzięczyć ,ale nie wiem jak,więc póki co wysyłam paczę żywnościową - węgorze,dwie paczki kawy prawdziwej i trzy kostki masła.Jak dojdzie za trzy dni,to może się nie zepsuje.Ukłony dla małżonki,pozdrawiam Ciebie i dzieci - Józef Kowalik.
 
     
     Przeczytana w ramach wyzwań :
 
       Z półki   
   Polacy nie gęsi
    Pod hasłem  
   Trójka e - pik
                                                                    

niedziela, 27 stycznia 2013

Musisz to przeczytać!

  Autor : Steve Feasey
 Tytul : "Wilkołak.Dlaczego ja?"
 Przełożył : Paweł Kruk
 Wydawnictwo : Nasza Księgarnia
     Warszawa 2010

 
       W głębi duszy zawsze marzyłam o tym by moje dzieci czytały książki, dla mnie książki są najważniejsze w życiu,chciałabym by i oni do tego tak podchodzili.Powoli się spełnia. Mój syn sięgnął po "Wilołaka" S.Feasey'a i przepadł. Przeczytał w tempie ekspresowym wszystkie dostępne w naszym domu części czyli cztery pierwsze tomy i się zaczęło.
    " Musisz to przeczytac!" ,"Zaczęłaś już ?" , "Kiedy wreszcie wezmiesz >Wilkołaka<?" w ostateczności uszykował ksiażkę na stole wraz z zakładką. Cóż mi pozostało? Tylko  przeczytać.

    Historia jakich w tej tematyce sporo, Trey sierota nierozumiany przez otoczenie, zarówno dorosłych jak i rówieśników nagle dowiaduje się że nie jest człowiekiem. W poznaniu tej drugiej ,wilkołaczej natury pomaga mu wampir Lucien ,przyjaciel rodziców ,który obiecał zawsze się nim opiekować.Zaufany sługa Tom i córka Luciena, Alexa. Oczywiście walka dobra ze złem to podstawa , demony, potwory ...
   Dla mnie dużym plusem jest to że głównym bohaterem nie jest wampir, bardzo lubię wampiry ale przyznajmy że niestety młodzieżowe wersje opowieści  ( nie wszystkie) o tych wspaniałych istotach spowodowały dewaluację postaci. Przestały być tajemnicze, straciły większosć cech powodujacych wczesniej wzmożone nimi zainteresowanie. O tym że wampir kojarzy się teraz z latającym świetlikiem  i to w dzień nie wspomnę.
   Dlatego też miłą odmianą było czytanie o wilkołaku ,wprawdzie brakuje mi głębi postaci, zaskoczenia ,tu było właściwie od początku wiadomo kto jaki jest i za czym się opowie. Oczywiście trudno zaskoczyć czytelnika kiedy pisze się setną a może i tysięczną powieść na ten sam temat. Ogólnie jednak książka nie jest zła, po prostu  dobry pomysł, został jednak zbyt pobieżnie potraktowany. Niemniej polecam ,czyta się szybko co udowodnił mój syn , świetna lektura na zimowe popołudnia dla nastolatków i nie tylko. 
  A jesli chidzi o syna, to dziś w nocy zasnął na "Zwiadowcach" ,niezbyt wygodna poduszka ale jak mnie to cieszy.

     Ocena książki : 4/6
  
    Wprawdzie przeczytana pod wpływem zachwytów syna ale świetnie nadaje się do wyzwania z półki

     

wtorek, 22 stycznia 2013

Karaluchy się ścigają !

  Autor : Gilian Butler i Freda McManus
 Tytuł : " Psychologia"
 Przełożyla : Grażyna Supel
 Wydawnictwo : Prószyński i S - ska
 Miejsce i rok wydania  :Warszawa 2002

   Z okładki :

  "Książka Gilian Butler i Fredy McManus w sposób wyjątkowo atrakcyjny ,a jednocześnie kompetentny wprowadza nas w problematykę współczesnej psychologii i pozwala zorientować się w jej zastosowaniach.Autorki omawiają najnowsze osiągnięcia badań nad myśleniem,pamięcią i emocjami ,a także przedstawiają aktualne kierunki poszukiwań naukowych w takich dziedzinach jak psychologia rozwojowa i kliniczna.Po lekturze tego tomiku możemy ocenić dotychczasowe osiagnięcia nauk psychologicznych ,a także zrozumieć wyzwnia poznawcze ,które przed nimi stoją." 

   
   Książeczka niewielkich rozmiarów ,pełna ciekawych treści. Nie jestem w stanie ocenić jej rzetelności ponieważ na psychologii się nie znam. Jednak ufam że można się spokojnie choć na chwilę zanurzyć w świecie psychologii a przewodniczki tejże wycieczki nie zwiodą nas na manowce wiedzy.
   Poznjemy w ogromnym skrócie czym jest psychologia, czym się ta nauka zajmuje zarówno teoretycznie jak i praktycznie. To co sobie wyobraża większość społeczeństwa że psycholog jest od leczenia stanów odbiegających od normy jest tylko wycinkiem prawdy.Owszem zajmuje się tym psychologia kliniczna ale jednak różnica między psychologiem a psychiatrą nie polega tylko na tym że ten pierwszy nie  może wypisywać recept w przeciwieństwie do drugiego. Co jest chyba jedyną różnicą dla sporej części społeczeństwa ,a może ( mam taką nadzieję) jednak nie.
   Całość okraszona jest ciekawostkami,wynikami różnych badań czasem przygnębiającymi jak to że każdy człowiek zdolny jest do okrucieństwa i to większego niż sam zakłada. Warto sobie to przypomnieć za każdym razem kiedy zadajemy sobie pytanie o to jak np. w czasie II wojny światowej Niemieccy oprawcy ( nie wszyscy) mogli być tak okrutni.To że nie zdając bólu bezpośrednio zadajemy go z mniejszymi oporami , jaką rolę odgrywa w tym zleceniodawca? Dlaczego w tym wypadku "autorytet" wcale nie jest postrzegany pozytywnie?

    Z przyjemniejszych spraw ,czy wiecie że wcale nie myślimy tak dużo jak nam się wydaje? 

    " Jesteśmy przekonani ,że przez większosć czasu nasz świadomy umysł funkcjonuje  w sposób kontrolowany.Zastanawiamy się nad tym co robimy ,rozwiązujemy problemy i dokonujemy  przemyślanych wyborów ,dotyczących tego,jak się dzisiaj ubierzemy ,co zjemy lub powiemy .Możemy również opisać ,to co właśnie zrobiliśmy ,odzwierciedlając tym samym nasze działania ,nadzieje i obawy.Wydaje nam się ,że w przeciwieństwie do wiewiórki ,krzątającej się w ciepłych promieniach wiosennych ,która >bezmyślnie< poszukuje swoich zapasów orzechów ,my myślimy o naszym zachowaniu ,kontrolujemy je i monitorujemy ,co czyni nas >rozumnymi< czy też >racjonalnymi< istotami.Badania prowadzone przez psychologów zajmujących się poznanem w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat dowiodły ,że wiele procesów zachodzi poniżej obszaru dostepnego myśleniu  ,co spowodowało zmianę podejścia do zjawiska świadomości i logicznej natury myślenia.
   Nie zawsze myślimy; np. niektóre czynności ,które początkowo  wymagają skupienia myśli, jak pisanie na maszynie czy prowadzenie samochodu ,po pewnym okresie ćwiczeń wykonujemy automatycznie,co pozwala nam robić jednocześnie inne rzeczy : prowadzić rozmowę lub planować wakacje.Możemy wykonywać je >nie myśląc< ,  jeżeli poprosimy osobę ,która doskonale opanowała pisanie na maszynie o odnalezienie wśród klawiszy konkretnej litery ,będzie musiała doonać świadomego wysiłku,aby odpowiedzieć na to pytanie - może np. powtórzyć ruch ręki związany z wystukaniem tej litery"  

    To zjawisko mogę potwierdzić podobnie jak każdy kto dużo pisze na klawiaturze, kiedy syn spytał jak zrobić określony znak musiałam faktycznie "udać" że go zapisuję by mu odpowiedzieć co ma robić :-) podobnie gdy w pracy pytają o kod artykułu najpierw usiłuję go "wystukać" na klawiaturze podobnie jak moje koleżanki.
 
    Co wspólnego mają z tą książką wspomniane w tytule karaluchy ? O tym poniżej. Zaintrygowało mnie zjawisko facylitacji społecznej szczególnie jesli zestawć je z hiporyzją ;-) .

    " Sam fakt że otaczają nas inni ludzie ,wpływa na nasze zachowanie - kiedy jesteśmy sami w domu ,możemy robić rzeczy ,których nigdy nie zrobilibyśmy w obecności innych osób .
   Proces zmiany zachowania ze względu na obecność innych nosi nazwę  facylitacji społecznej   . Jedną z najczęściej spotykanych form tego zjawiska jest współzawodnictwo .Na ogół ludzie działają efektowniej ,jeśli są przekonani że z kimś współzawodniczą.
   Eksperymenty dowiodły że facylitację społeczną można wywołać w prosty sposób,informując  daną osobę że również inni ludzie pracują  nad tym samym zadaniem.
   Udowodniono ,że zjwisko facylitacji społecznej istnieje również w świecie zwierząt:  nawet  karaluchy  biegną szybciej ,kiedy są obserwowane przez współtowarzyszy! "


   Wiedziałam że przewlekły ból czy depresję można leczyć chirurgicznie,ale że również zaburzenia obsesyjno - kompulsywne? A można! Świetnym przykładem w/w zaburzeń jest detektyw Monk chyba znany wszystkim,jego nerwica natręctw jest bardzo przekonująca.

  
     Książka przeczytana w ramach wyzwania  z półki.