Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pod hasłem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pod hasłem. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 sierpnia 2013

"Pani na Czachticach" Jozo Niznansky

 Autor : Jozo Niznansky
 Tytuł : "Pani na Czachticach"
 Tytuł oryginału :  "Cachticka pani"
 Przekład : Cecyli Dmochowska
  Wydawnictwo : Książnica
 Miejsce i rok wydania : Katowice 2011
 Seria : Z mroków przeszłości

     Z okładki :

   " Barwna powieść historyczna, zbeletryzowana biografia kobiety, która przeszła do historii jako >>krwawa grafka<<.
    Elżbieta Batorówna ( 1560 - 1614) pochodziła z arystokratycznej rodziny obciążonej genetycznym obłędem - wśród jej przodków i krewnych byli schizofrenicy , zboczeńcy i sadyści. Już jako mała dziewczynka uwielbiała przyglądać się egzekucjom. Gdy dorosła, jej sadyzm budził grozę - torturowanie służby, łapanych w okolicy Cyganów, przestępców czy przypadkowych osób sprawiało jej ogromną przyjemność , a zamek w Czachticach każdy rozsądny człowiek omijał z daleka. Ale prawdziwy horror zaczął się, gdy Batorówna uwierzyła , że wieczną młodość zapewnia codzienna kąpiel w krwi wytoczonej z dziewic.Przez ponad dwadzieścia lat polowała na młode dziewczęta, które ginęły w jej zamku podczas strasznych tortur. Dopiero w roku 1610 wszczęto dochodzenia i przemówili świadkowie. Na podstawie zachowanych zeznań oraz innych dokumentów powstała niniejsza powieść."

    Temat wstrząsający , tym bardziej że jest to historia oparta na faktach. Autor wykorzystał wprawdzie legendę ale również i  dokumenty z procesu oraz zeznania świadków, niejednokrotnie współwinnych. Jest to z pewnością obraz chorej kobiety, chorej z nienawiści , rządzy mordu i zachowania młodości. Wprawdzie jak czytamy kobieta ta była obciążona genetycznie , nadto i wspomniane egzekucje , które z przyjemnością jako młode dziewczę oglądała nie pozostały obojętne dla jej psychiki. Niemniej jednak jawi się jako psychopatyczna morderczyni dla, której czytelnik raczej nie znajduje ulgowej taryfy. O ile w przypadku historii o Drakuli znajdowałam pewne wytłumaczenie dla jego zachowań a nawet w pewnych sytuacjach popierałam jego dążenia, tu w żaden sposób nie mogłam identyfikować się z tytułową bohaterką.
    Powieść ta ma wbrew pozorom więcej wspólnego z awanturniczo przygodową tradycją pisarską niż z jakimkolwiek horrorem co dla wielu może być zarówno miłym zaskoczeniem jak i nieoczekiwaną i wcale niechcianą niespodzianką. Zależy z jakim nastawieniem po tę historie  się sięga.
    Znacznie ciekawiej moim zdaniem przedstawiony jest obraz przeciwników Czachtickiej pani złożony zarówno ze zbójników jak i z ludzi stanów wyższych jak szlachta, duchowieństwo... O ile fragmenty dotyczące Elżbiety Batorówny były powiedzmy przeciętne, o tyle te dotyczące życia zbójników, poszczególnych ich historii były naprawdę interesujące. Może i trochę schematyczne jednak zdecydowanie bardziej wciągające, zresztą kto nie lubi szlachetnych zbójców w typie Robin Hooda ? Chyba nikt.
   Nie jest to horror, nie jest to też biografia, ot dobra powieść przygodowa. Tak może być dzisiaj odbierana, być może dawniej bardziej przerażała i zapierała dech w piersiach teraz w dobie krwawych filmów i gier komputerowych robi mniejsze wrażenie.
   Co nie oznacza że nie czyta się jej z przyjemnością. Z pewnością po nią jeszcze sięgnę, zamierzam również mojego syna przekonać do jej przeczytania. Co więcej zachęciła mnie ta książka do dalszych poszukiwań, z pewnością nie jest to ostatnia lektura dotycząca Elżbiety Batorówny jak i jej "szalonych" krewnych.

      Książka przeczytana w ramach wyzwań :

          
 
Seria : Z mroków przeszłości
 
 
oraz
 
Hasło: Homo sapiens
 
Za ciekawą lekturę dziękuję  : GW Publicat
 
 
 

poniedziałek, 6 maja 2013

" Rok wilkołaka" Stephen King


  Autor : Stephen King
 Tytuł : " Rok wilkołaka"
 Tytuł oryginału : " Cycle of the Werewolf"
 Przełożyła : Paulina Braiter
 Wydawnictwo : Prószyński i S - ka
   
    Z okładki :

   " Groza nadeszła w styczniu - przy pełni księżyca ... Pierwszy poznał ją kolejarz , uwięziony w zaspach . Jej kły rozdarły mu gardło .W miesiąc później kobieta w przytulnej sypialni powitała ja krzykiem. za każdym razem , gdy nadchodzi pełnia , małe miasteczko Taker Mills nawiedza groza. Nikt nie wie kto będzie następny. Ale jedno jest pewne . gdy na niebie płonie krągła tarcza księżyca, Taker Mills ogarnia paraliżujący strach . bo wiatr niesie ze sobą warkot, w którym słychać coś jakby ludzkie słowa. A wokół widać ślady potwora ... "

   Stephen King jest moim ulubionym pisarzem, już kiedyś pisałam że noszę Jego zdjęcie w portfelu. Wstęp ten jest o tyle potrzebny że "Rok wilkołaka" to nie mój King. Niby wszystko to samo  małe senne miasteczko w którym dzieją się straszne i niewyjaśnione rzeczy, podejrzewa się jak zwykle odmieńców jeśli ktoś choć odrobinę się wyróżnia zwraca na siebie uwagę a jak już zwrócił , wiadomo nie będzie łatwo.
  Sama nie wiem , przeczytałam , nawet było ciekawie ale bardziej skupiałam się na tym jak następny miesiąc autor opisze i jak zamknie widowisko przy każdym kolejnym księżycu niż jak rozwiązać zagadkę i kto okaże się wilkołakiem. Pomysł z podziałem na miesiące jest świetny, w każdym miesiącu poznajemy tylko wycinek z życia jakiegoś mieszkańca, ot jest sobie barman, nie ma barmana. Może tego właśnie mi zabrakło ? Nie byłam w stanie związać się w żaden sposób z bohaterami, ani ich nie polubiłam ani nie zdążyłam się do tego wilkołaka negatywnie nastawić, pozytywnie też zresztą nie. Pomysł ok, wykonanie zapewne mistrzowskie tyle że mnie nie porwało . A szkoda. Przecież kocham Kinga, dobrze dobrze jego powieści.

     Ocena książki : 6 / 10

    Wyzwania :

     " Z półki "



    " Pod hasłem "
                             



    "Czytam Kinga"

                  
 
"Czytam Kinga"                                                                             
 
 

                    Kinga ma powodzenie jak widzę :-)  

środa, 13 marca 2013

Zbigniew Raszewski "Listy do Małgorzaty Musierowicz"

        Fantastyczna lektura,którą polecam zarówno miłosnikom prozy Małgorzaty Musierowicz jak i ludziom zafascynowanym profesorem Zbigniewem Raszewskim oraz jego twórczością nieco odmienną ale jednak wciągającą.
    Dzięki tym listom mamy niepowtarzalną okazję podejrzenia tego co robią ludzie sławni, co czytają o czym rozmawiają,czym się zajmują  i wbrew pozorom okazuje się że zbyt wiele ich na co dzień od przeciętnego obywatela nie różni. Dowiadujemy się też jak wielki wpływ na losy naszych ukochanych bohaterów Jeżycjady miał profesor Raszewski, że sporo naprawdę sporo z tego wspaniałego człowieka było w profesorze Dmuchawcu ,choć poczatkowo kreowany był na wzór jednego z nauczycieli Małgorzaty Musierowicz to z czasem coraz więcej widac w nim z autora tych listów. Scena w "Noelce" kiedy to prof.Dmuchawiec dostaje prezent od Kreski i Maćka  jest jedną z moich ulubionych , dobrze wiedzieć że podobnie cieszył się ktoś istniejący naprawdę , pozostawia to choć margines nadziei na to że dobro i miłość nie znajduje się tylko w bajkach.Wąski, bardzo wąski ale zawsze,jak kto chce może się pocieszać.
  Zawsze gdy czytam cudze listy mam wrazenie podglądania życia korespondentów , tu rownież czasami zastanawiam się nad tym czy aby z pewnością to jest w porządku,tłumaczę sobie że w końcu żadnych tabloidowych informacji tam nie ma, dyskusja ( jednostronna wprawdzie) zaś jest na wysokim poziomie nawet jeśli dotyczy szarych klusek. Poza tym nie ukrywajmy że pozycja ta pokazująca z jaką pasją i zainteresowaniem profesor śledził losy Borejków i ich znajomych czy ukochanej przez Niego Kreski , sa dla mnie usprawiedliwieniem kiedy sama zaczynam zatracać się w świecie bohaterów.
   Mimowolnie poznajemy też bliżej panią Małgorzatę Musierowicz i jej problemy, zwyczaje i tak no cóż pewną cechę, której brakuje wielu ludziom a przydałoby im się, nieśmiałość. Nie do uwierzenia a jednak.
  
  Autor : Zbigniew Raszewski
  Tytuł:  "Listy do Małgorzaty Musierowicz" 
  Wydawnictwo: Akapit Press

   
 
    Książka przeczytana w lutym do wyzwania Polacy nie gęsi oraz Pod hasłem .

    Ocena książki : 10 / 10

niedziela, 17 lutego 2013

Stanisław Przybyszewski

    
Stanisław Przybyszewski
     Moje ,przyznaję bezsensowne zadużenie się w Stanisławie Przybyszewskim zaczęło się przypadkowo. Pewnego dnia wiele lat temu stwierdziłam że wypadałoby znać patronów ulic miasta w ,którym mieszkam. Zaczęłam od najbardziej znanego mi nazwiska Przybyszewski. Nic mi to nie mówiło ponad to że w szpitalu na Przybyszewskiego pracowała moja babcia,mój dziadek a w końcu i moja mama.Wspomnienia z tego miejsca mimo pobytów pózniejszych już w charakterze pacjentki zawsze były pozytywne i do dziś tak naprawdę nie umiałabym nic złego o nim napisać. Stad i wybór jakiego dokonałam.
   Nie mogłam przewidzieć że będzie to jedna z moich większych fascynacji, przeplatanych głosem rozsądku nakazującym raczej odrazę. Mimo wszystko dałam się uwieść smutnemu szatanowi,hipnotyzującemu kobiety wszelkich sfer  jeśli tylko miały okazję o nim usłyszeć.

  W miarę regularnie powracam do jego biografii , Krystyna Kolińska naprawdę przedstawiła jego postać w świetle w miarę obiektywnym od początków ,od pierwszych sukcesów kiedy to był na szczycie , uwielbiany przez wszystkich bez wyjątku przez pierwsze wątpliwosci otoczenia co do niego aż do .... no własnie do czego? Poczatek książki to opis pogrzebu Stanisława Przybyszewskiego , mimo pewnych spraw związanych właściwie tylko z finansami zmarłego, pogrzeb ten był Jego sukcesem. Przybyły tłumy wielbicieli i wielbicielek. Nie, nie  był to stracony człowiek popadły w nędzę i zapomniany przez świat.To był ten Stachu ,którego znamy z okresów świetności ,kiedy to tłumy przybywały nie tylko by go słuchać ( wystąpienia itp.) ale  tylko po to by Go ujrzeć z daleka, gdy przyjeżdżał na dworzec co się działo .... Sama pewnie bym na tym dworcu czekała. Teraz pozostają już tylko książki ,będę uparcie do nich wracała.
   Krystyna Kolińska napisała również książkę o córce Przybyszewskiego: Stanisławie (Pająkównie) Przybyszewskiej   "Córka smutnego Szatana" równie porywająca.

      Biografia ta obfituje również w listy,przytacza ich autorka naprawdę sporo,nie będę tu cytowała tych obszernych  a przedstawiających Stanisława Przybyszewskiego z najróżniejszych stron, najczęściej jako osobę w potrzebie tekstów. Niemniej uważam iż nadaje się ta książka do wyzwania "Pod hasłem",którego kluczowym słowem jest list.
 
   

    "Moich współczesnych" przeczytałam jednym tchem,mimo że chwilami zastanawiałam się ile w nich prawdy a ile kreacji. Może czas sobie przypomnieć.

     Wyzwania :
     "Pod hasłem"
     "Polacy nie gęsi"
    
 
  
 

 Autor: Krystyna Kolińska 
 Tytuł : "Stachu jego kobiety,jego dzieci."
 Wydawnictwo : Śląsk
 Miejsce i rok wydania: Kraków 1978

     

niedziela, 3 lutego 2013

"Kłamczucha" Małgorzaty Musierowicz

      Autorka : Małgorzata Musierowicz
    Tytuł : "Kłamczucha"
    Wydawnictwo : Akapit Press Łódz 1995
    Ilustracje : Małgorzata Musierowicz
    Projekt okładki : Bogusław Orliński

    Niestety nie mogę od jakiegoś czasu dodawać zdjęć , co niespecjalnie mnie martwi chyba że nadchodzi taka chwila jak ta kiedy chcę dodać zdjęcie książkowej okładki i nie mogę. W zamian moje ulubione wydanie :
 
 
 
  Nawet nie będę ukrywać że zdjęcie podebrałam z bloga Świat według ksiażek , w razie sprzeciwu autorki tegoż, zdjęcie zniknie.
 
 
     Za co kocham "Kłamczuchę" ? Po pierwsze za bohaterkę Anielę Kowalik o której słów parę przytoczę ,mam nadzieję że sami zrozumiecie że nie da się jej nie kochać.

   " Aniela nie była pięknością.
    Nie wyróżniała się też niczym szczególnym,jesli chodzi o powierzchowność.Miała wszakże dużo tego,co się nazywa urokiem osobistym.
   Czarne  żywe oczy,iskrzące się wesoło zza grubych szkieł ,patrzyły z lekka rozbieżnie i z lekka ironicznie.Czarne włosy otaczały jej głowę jak puszysta czapeczka i kończyły się krótkim ,grubym warkoczem,ściagniętym gumką.Policzki miała Aniela różowe ,nos spory i zawadiacki ,a wyraz jej ust wskazywał na temperament wybuchowy i daleki od łagodności.
  Wyglądała na kogoś kto ma tak zwany charakterek. " 

   Zdradzę tylko że nie ja jedna poczułam natychmiastową sympatię do tego dziewczęcia już po krótkiej chwili obserwacji, Robrojek ( przecież nie chodziło mu tylko o okulary,to jasne)  ,Gabriela Borejko ( pamiętacie tego sylwestra,który się jeszcze nie odbył? )  jestem zatem w niezłym towarzystwie. Czuć na każdej stronie powieści że autorka lubi tę roztrzepaną nastolatkę.
   Mogę czytać i czytać ciągle od nowa, zaczynać w dowolnym momencie i podobnie kończyć, choć zwykle nie mam sił na przerwanie kiedy już zacznę.Przepadam za Anielką niezaleznie od tego czy deklamuje Szekspira ,sprząta u Nowackich ,dyskutuje z Dmuchawcem czy też uciera nosa przemądrzałej Danusi. Scena z kłótnią w tracie próby powoduje u mnie potok łez , śmieję się ,wiję aż tracę oddech. 
 
   Po drugie ,za codzienność pięknie i trafnie opisane miejsca ,w taki sposób że człowiek czytając ma wrażenie ,co tam wrażenie czytelnik po prostu przenosi się w to miejsce ,słyszy gwar, czuje szturchnięcia pędzących ludzi do tego stopnia że aż chce przepraszać za którymś zderzeniem z przechodniem.

    "Stragany ze stosami niedojrzalych jabłek ,wiadrami pełnymi nagietek i mieczyków ,hałdami brudnej marchwi i słoików z chrzanem ;beczki z kwaszoną kapustą i ogórkami;kolejki po ziemniaki i kalafiory ;ruchliwy warczący,zwarty i poirytowany tłum rojący się w przejściach .Kwik dzieci,wrzaski handlarek,warkot ciężarówek ,jękotliwy pisk zakręcającego tramwaju ,chmura splin lawirujących w tłoku samochodów,chmurne niebo nad tym wszystkim ,solidne,dziewiętnastowieczne kamienice wokół.Bardzo znacznie różnił się od niedzielnego Poznań poniedziałkowy." 

   
      Czuję sympatię do Tosi starajacej pogodzić pracę,opiekę nad dziećmi i prowadzienie domu. Zderzenie oczekiwań z rzeczywistoscią ,marzeń o spacerach z dziećmi w pięknych ubrankach co świadczyłoby o doskonałym guście mamy i zadbaniu pociech,czytaniu im baśni czarujacym tonem, która z nas w ten sposób nie wyobrażała sobie macierzyństwa. I  ten obraz Tosi robiaącej pranie , w rękach, stosy nieupranych rzeczy, mydliny w wannie, zapewne i pot ściekający z czoła i nagle przeszadzające dzieci. Jakie to naturalne, normalne i o dziwo wygrywające ze złudzeniami. Nie rzuca Ona wszystkiego w kąt wołając "Miało być inaczej!" Dla mnie to jedna z najpiękniejszych scen w tej książce. 

    Inna ulubiona to tzw. porządki w porządnym ponańskim domu,szczególnie gdy czyta się ją pamiętając co sama Małgorzta Musierowicz o tym zwyczaju myśli. A jednak ,ma to w sobie sporo uroku ,może właśnie dlatego.

   " Sobotnie porządki w porzadnym poznańskim domu.
     Ceremoniał.
     Wietrzenie pościeli,mycie podłóg,trzepanie dywanów .Polerowanie parkietów ,szorowanie zlewów i wanien,pucowanie do połysku klamkę u drzwi .Prasowanie niedzielnych obrusów ,pieczenie placka,gotowanie niedzielnego rosołu.
   Słowem godna pochwały stranność ,godna nasladowania chęć wytworenia prawdziwie świątecznej atmosfery,potrzeba czystości budząc zachwyt we wszystkich - prócz pomocy domowej ,mającej za zadanie przebić się przez wsystie wyżej wymienione czynnosci.
  ... Porządna poznańska pani domu nie zapomina nigdy,że w niedzielę w mieszkaniu musi być jeszcze porządniej niż co dzień."

    Powieść ta wydwałoby się prosta mówiąca o nieszcześliwej miłości ,Aniela poznająca Pawełka w Łebie , natychmiast, co właściwe jest nastolatkom pod wpływem emocji postanawia podązyć za głosem serca.Wymysla misterny plan dostania się do szkoły w Poznaniu, tam bowiem mieszka obiekt jej uczuć .Osiąga to zarówno ciężką pracą ( bo pracy się nie boi) jak i sprytem ,niestety również kłamstwem. Jej perypetie w Poznaniu związne ze szkołą, pracą i Pawełkiem co rusz się splatają powodująć istny galimatias i nieuchronnie prowadząc ku ...
   Nie klęsce, o czym zapewne każdy pomyślał. Raczej ku pewnej dojrzałości głównej bohaterki,że nie zawsze należy mysleć tylko o sobie,że cel nie uświęca środów a kłamstwo zawsze się wyda.
  I pamiętajcie że pączki są ciężkostrawne o czym również można przeczytać w tej powieści.

    Po "Kłamczuchę" tym razem z nie ukrywaną radością sięgnęłam z powodu zamieszczonych w niej listów.Piszą wszyscy do wszystkich. W jednych jest prawda, w innych kłamstwa le wszystie bez wyjątku pełne są emocji, a jesli nie to emocje towarzyszą oczekiwaniu na odpowiedz. Przeczytałam ją do wyzwania "Pod hasłem" motywem przewodnim w tym miesiącu jest LIST ,zatem poniżej list :

     Mamert Kowalik
     Noskowskiego 2
     67 - 704 Poznań

    Kochany Kuzynie !
     Dziękuję Ci za list i dobre słowa o Anielce .Ładnie z waszej strony żeście ją przygarnęli .Ja od początu uważałem,tak jak Wy zresztą ,że internat to nie jest dobre miejsce dla dziewczyny.Przyjemnie jest,że na rodzinę można zawsze liczyć.Tym bardziej że Anielka nie ma łatwego charakteru.Czasem lubi powiedzieć , nieprawdę ,i to nie wiadomo po co ,chyba z czystej głupoty.Ja sę z nią dogadć nie mogłem,może Wam się uda.Wy jestescie ludzie wykształceni.Nie wiem po co jej było wymyślać głupoty o moim niby małżeństwie.Ja od smierci żony żyję sam i nie myślę nowej rodziny zakładać.
   Anielka nie jest zła,tylo akurat weszła w ten głupi okres i wymysla różne bzdury.Ale zawsze wierzę,że to w głębi serca dobre dziecko.Jakby Wam kiedy narobiła kłopotu ,to pisz od razu,przyjadę i pas ze sobą wezmę.To tyle na razie.W opercie znajdziesz kartki na cukier za miesiąc pazdziernik ,dla Anieli.Chciałbym Wam jakoś się odwdzięczyć ,ale nie wiem jak,więc póki co wysyłam paczę żywnościową - węgorze,dwie paczki kawy prawdziwej i trzy kostki masła.Jak dojdzie za trzy dni,to może się nie zepsuje.Ukłony dla małżonki,pozdrawiam Ciebie i dzieci - Józef Kowalik.
 
     
     Przeczytana w ramach wyzwań :
 
       Z półki   
   Polacy nie gęsi
    Pod hasłem  
   Trójka e - pik