Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

Wojciech Tochman "Eli,Eli"

Autor : Wojciech Tochman
Tytuł : "Eli,Eli"
Fotografie : Grzegorz Wełnicki
Gatunek : reportaż
Wydawnictwo : Wydawnictwo Czarne
Źródło książki : z biblioteki



   Ciężka książka tak naprawdę , odbieram ją wręcz jako oskarżenie , jako wyrzut sumienia. Nie wnikam w cel jej powstania , chodzi mi o to jakie uczucia we mnie wywołała. Nie ma specjalnego sensu zaprzeczać że reportaże czyta się zwykle z ciekawości , pytanie kiedy jej zaspakajanie na zasadzie chęci poznania kultury i nieznanych krain oraz warunków życia w miejscach nam niedostępnych z takich czy innych powodów, zmienia się w zwyczajne podglądactwo?
   Nie ukrywam że czytałam ją "na raty" bowiem miałam wrażenie że przeczytanie jej od deski do deski na jednym posiedzeniu bez zastanowienia się nad treścią , dokładnego  przyjrzenia się fotografiom będzie nadużyciem. Z drugiej strony to że czytałam ją powoli , to że niektórzy jej bohaterowie towarzyszyli mi nawet i przez cały dzień jak choćby Mariano Sy Chua  - stracił dach nad głową po tym jak wdowie wynajmującej mu schronienie postawiono nowy "dom" by pomóc jej i jej dzieciom. Za tym niestety poszła podwyżka opłaty dla Mariano , w końcu poprawiły mu się warunki mieszkaniowe ( nazwijmy to tak umownie) tyle tylko że na wyższą opłatę nie było go stać. Moja forma czytania nie ma żadnego znaczenia przecież , żadnego ! Zatem skąd wrażenie nadużycia , jeśli nie poświęciłabym odpowiedniej ilości czasu i uwagi każdej historii. Skąd pewność że poświęciłam odpowiednią jej ilość? Może , choć książka jest wstrząsająca, zapomnę o niej albo i nie , jest tyle innych o podobnej tematyce.
     Myślę że ważnym elementem tej pozycji jest właśnie to że zwrócono uwagę na pewną tymczasowość naszego zainteresowania , zarówno czytelników jak i samych twórców czy autorów oraz fotografów. Fotografie trudno nazwać pięknymi ,  z pewnością od strony technicznej i artystycznej takie są nie oceniam nie znam się. Są interesujące , dają do myślenia , no właśnie ale co to zmienia ? Realnie? 
    Trochę pesymistycznie mi to dzisiaj wychodzi , chciałabym wierzyć że również bohaterowie tych oraz innych podobnych reportaży mogą na tym skorzystać. Być może tak jest, w końcu budzą ciekawość , poza tym pokazują nam tę ukrywana część społeczeństwa obok pięknych i drogich hoteli z basenami jest inne , o wiele ciekawsze prawdziwe życie . Tylko czy słowo ciekawsze jest właściwe ? Mam wątpliwości. Wspomniany jest zwyczaj kupowania jedzenia dla turystów , które rozdają biednym i ubogim , godne polecenia. Pod warunkiem że turyści w ogóle opuszczą hotel. Zdarzają się i tacy , teraz pytanie brzmi czy idą oni pomóc czy zaspokoić swoją ciekawość? Czy oglądanie mieszkańców slumsów , na podobieństwo odwiedzania wystawy jest etyczne ? Oczywiście nie mnie oceniać, nie podjęłabym się bowiem nie znam motywów kierujących konkretnym człowiekiem.
     Poza tym czy etycznym jest czytanie w wygodnym fotelu o cudzej biedzie i nieszczęściu , kiedy wiem że nie pomogę niezależnie od powodu. Z drugiej strony wiem że ktoś został nakarmiony, ktoś zyskał nowe lokum , może w wielu innych sytuacjach , niekoniecznie z tej książki i dotyczących tego kraju uratowano komuś życie i zdrowie.
     Najważniejsze , tak sobie myślę że jest to książka zmuszająca do myślenia , nie tylko nad nią ale nad sobą, nad własnym postepowanie. Jak zawsze jest to dla mnie też motywacja do wstrząśnięcia sobą i zobaczenia tego jak wiele mam, jak wiele otrzymałam oraz powód do wstydu że jeszcze pomimo tego wszystkiego umiem narzekać że mi źle , że mam za mało. Może zamiast myśleć wiecznie o tym jak mi jest niewygodnie , pomyśleć nad tym co zrobić by innym było lepiej.
     I docenić , docenić swoje życie.

  
    

piątek, 31 października 2014

Paweł Smoleński "Pochówek dla rezuna"

    Autor : Paweł Smoleński
    Tytuł : "Pochówek dla rezuna"
    Wydawnictwo : Wydawnictwo Czarne
    Miejsce i rok wydania : Wołwiec 2011
    Gatunek : reportaż
    Wyzwanie :  Biblioteczne
                                 
źródło zdjęcia:lubimyczytać.pl

 

" >> Pochówek dla rezuna << powinien znaleźć się w bibliotece nie tylko każdego nauczyciela historii i literatury polskiej, ale i każdego czytelnika poszukującego własnej tożsamości w zderzeniu nie z zawsze chlubną, a o czym przypominają nam dzisiaj Jan Tomasz Gross i Paweł Smoleński , historią naszego kraju. Bardzo ważna książka"
        Marek Włodarski >>Koneser<<

     Z widniejących na ostatniej stronie okładki fragmentów opinii wybrałam tę jedną, nie dlatego że inne są nieprawdziwe, prawdziwe są aż do bólu ale dlatego że uważam iż książka ta faktycznie obowiązkowo powinna zostać przeczytana przez każdego Polaka. I nie tylko gdyż jak wspomina w opinii Adam Szostakiewicz tekst ten dotyczy dosłownie wszystkich , w każdym miejscy świata gdzie "sąsiedzi zgotowali sąsiadom taki los" .
   
   O ile książki wspomnianego wyżej J. T. Grossa są znane a ich publikacji towarzyszyło spore zamieszanie, oburzenie i odsądzanie autora oraz wydawnictwa od czci i wiary to książka Pawła Smoleńskiego mająca przecież też sporą siłę rażenia obyła się bez tego medialnego szumu. Nie będę tu oceniać czy to dobrze czy źle. Jednak dziwi mnie to , nie to że chciałabym zamieszania czy kolejnych wojen podjazdowych między zwolennikami rożnych opcji. Chodzi tylko o to że uważam iż książka ta powinna być szerzej znana, omawiana , komentowana i przede wszystkim mogłaby być lekcją pokory dla nas, nie tylko oczywiście. Jednak jest dokumentem na to iż nigdy nie jest tak że można podzielić świat na czarno biały , nie jest też tak że raz przypisana barwa będzie nią zawsze i w każdej sytuacji. Pozostając przy kolorystycznych porównaniach , już nie chodzi o to że bywają i szarości, chodzi o to że często gęsto czerń zmienia się w biel i niestety też odwrotnie. Można by rzec że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, niestety nie zawsze , wbrew chęciom wybielenia, zrozumienia czasem perspektywa się nie zmienia niezależnie od tego jak bardzo tego byśmy chcieli. Zastanawiam się ileż razy jeszcze historia ( oby tylko ta przeszła) udowodni nam iż człowiek zdolny jest do czynów zarówno wielkich i godnych chwały jak i tych godnych potępienia. i to niezależne od narodowości, niezależnie od obiektywnej racji , niezależnie od jakiegokolwiek czynnika.
    Znane są już działania UPA , choć kiedyś wiedza ta ograniczała się tylko do Ukraińców będących nacjonalistami . Tych o których czytamy we wspomnieniach choćby z Pawiaka , będących w tym hitlerowskim w czasie okupacji więzieniu strażnikami. Poza tym wiemy niewiele , Wołyń skapany we krwi , kolejny głośny temat. Nie neguję potrzeby jego nagłaśniania, uprzedzam na wszelki wypadek. Jednak czy znamy i inną stronę historii ? Gdzie to nie UPA a WP byli katami ? Czy można w to uwierzyć w ogóle ? Serce mi się krajało , z żalu nad pomordowanymi ale i z żalu za wizją sprawiedliwego , walczącego za ojczyznę patrioty polskiego. żołnierza będącego moim bohaterem narodowym , walczącego z najeźdźcami , z okupantem , biorącego udział w powstaniu , ofiarnie wędrującego lasami w poszukiwaniu oddziału do którego mógłby się przyłączyć w celu walki o wolność. Zbyt idealistycznie i romantycznie sobie to wyobraziłam , powiecie zapewne. Pewnie i tak . Wiem że wojna to bol, krzywda, krew ,śmierć i łzy . Nie ma w niej nic pięknego , romantycznego . Wojna odczłowiecza  niezależnie od tego czy walka jest sprawiedliwa czy nie ( odwieczne już pytanie od starożytności zadawane o wojnę obronną ) , nie ważne czy się bronimy czy atakujemy nie ma możliwości by to nie pozostawiło śladu.
    W książce Pawła Smoleńskiego nie znajdziemy wytłumaczenia, nie znajdziemy usprawiedliwienia ani stwierdzeń dotyczących tego kto ma rację , kto ucierpiał bardziej a kto mniej. Znajdziemy za to historie ludzi takich jak my rzuconych w wiry historii, żyjących obok siebie , przyjaźniących się i kochających ale i kłócących jak to w życiu bywa. Do chwili kiedy gdzieś ktoś za nas decyduje że sąsiad nasz od teraz jest naszym wrogiem i tak należy na niego patrzeć. To ludzie chcący żyć, trwać, pracować , modlić się i umierać jak każdemu los napisał. Niestety z nich los okrutnie zakpiła a echa tych kpin słychać do dziś.
    Czy się dziwię ? A czy można nie dziwić się temu że niszczone są cmentarze , miejsca w końcu święte, cmentarze rosyjskie, żydowskie , niemieckie , polskie, ukraińskie tylko dlatego że leżą na nich ludzie określonej narodowości ? Czy można nie dziwić się temu że człowiek nie może pochować godnie bliskich tylko dlatego że echa wojny wciąż słychać ? Mówimy o pochowaniu a nie stawianiu pomników! Czy można nie dziwić się temu że odwet za zbrodnie jednej nacji bierzemy na drugiej ?  Jak nam cywili to i my .... A przecież przeciętny żołnierz nawet nie był winien temu co się działo a co dopiero cywil. Wiem , domyślam się pomyśleliście zapewne o tym iż można odmówić wykonania rozkazu, tylko kto powinien być pierwszy ? I z jakiego powodu rozkaz padł ? Nie nam to oceniać , co nie przeszkadza jednak wyciąganiu wniosków i pracy nad sobą by nigdy to co złe się nie powtórzyło.
   
     Wpiszcie w wyszukiwarkę
   Zawadka Morochowska
   Mokre
   Pawłokomy 
     Gwarantuję szokującą lekturę. Problem z ta książką jest taki że gdy czytam o Polakach  jako o ofiarach całym sercem jestem za nimi ot choćby wspomniany już Wołyń. Jednak gdy czytam o Ukraińcach o ich dążeniu do wolności , do niepodległości, o biedzie u nich panującej i o marzeniach czy tym bardziej o rzezi na nich dokonanej całym sercem jestem za nimi bo i im trudno nie przyznać racji. Tak jak ksiądz Dziubina każdy z nich ma swoją prawdę a to co przeżył  przeciwieństwie do nas czytających wpływa na poglądy. /najgorsze w tym wszystkim jest to iż jedyną winą tych ludzi ( nie zawsze, nie wszędzie i nie bez wyjątku ale jednak w większości) była narodowość , wyznanie i język . Jak gdybyśmy wszyscy nie byli ludźmi  czującymi , kochającymi , marzącymi, pracującymi i modlącymi się do jednego Boga, niezależnie od tego w którym kościele i w jakim języku. 

   Książka ta jest jednym wielkim apelem o pojednanie. Autor w 2003 roku został laureatem Nagrody Pojednania Polsko - Ukraińskiego , co jest z pewnością idealnym dowodem pozytywne motywy powstania tych reportaży. Marzeniem moim jest by marzenie o pojednaniu stało się rzeczywistością , nie na wielkim ekranie przez pięć minut gdy patrzy świat ale jednostkowo za to na stałe w życiu codziennym wszystkich ludzi nie tylko tych z reportaży zawartych w tym tomie. 
     
                        


    

środa, 8 października 2014

V.S.Naipalul "Indie. Miliony zbuntowanych"

Autor : V.S.Naipaul
Tytuł : "Indie. Miliony zbuntowanych"
Przekład : Agnieszka Nowakowska i Maryna Ochab
Wydawnictwo : Czarne
Seria: Reportaż
Gatunek : reportaż
Wyzwanie : Bibliotecznie i Czytamy serie wydawnicze

 


     Przyznaję że po książkę sięgałam bez wiedzy kim jest autor i jakimi nagrodami został nagrodzony , że jest noblistą z 2001 roku i tegorocznym nominowanym za tę właśnie książkę do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Jak również Nagrodą Bookera w 1971 roku, Nagrodą T.S.Eliota w 1986 roku , Nagrodą Davida Cohena w 1993 roku oraz licznymi doktoratami honoris causa. W 1990 roku otrzymał tytuł szlachecki. Pisze w języku angielskim, zarówno powieści jak i reportaże. Sporo czasu poświęca pisaniu o Indiach gdyż jako potomek emigrantów Indyjskich cały czas usiłuje zrozumieć kraj z którego pochodzili jego przodkowie. Stąd m.in. "Indie.Miliony zbuntowanych".
      Wcale nie jestem pewna czy sięgnęłabym po jego książki nawet wiedząc o wspomnianych wyżej nagrodach, teoretycznie powinno się przynajmniej znać twórczość noblistów jak wyszło na jaw nie znam nawet niektórych nazwisk a co dopiero twórczości. Tylko dzięki temu że książka dotyczy Indii i wydana została w moim ulubionym wydawnictwie po nią sięgnęłam. Choć obiecuję sobie poprawę i większe zainteresowanie noblistami w dziedzinie literatury , w końcu nie urywajmy wypadałoby coś o ich twórczości wiedzieć prawda ?

      Książka Naipaula napisana została ponad dwadzieścia lat temu, czas który opisuje sięga jeszcze dalej  kiedy nawet nie było mnie na świecie. Jak widać to że w książce nie są opisane Indie dzisiejsze nie ma specjalnego znaczenia, gdyż jest niejako ponadczasowa. Choć oczywiście wile się tam przez ten czas zmieniło, jednak najważniejsze zmiany lat osiemdziesiątych XX wieku zostały jak najbardziej ujęte. Gdybym miała to w jednym zdaniu napisać to jest to książka w której autor ukazuje zmiany polityczne i gospodarcze oraz ich wpływ na przeciętnych ale nie tylko ludzi. Rozmowy toczy z najróżniejszymi przedstawicielami różnych kast, zawodów, nawet z gangsterami czy często z przedstawicielami różnych religii i hinduizmu i muzułmanami. Trafiają się i komuniści i rewolucjoniści. Dzięki temu obserwując zmiany społeczne i gospodarcze widzimy też jak wpływały one na jednostki i jak jednostki z nimi sobie radziły.
      Dla mnie poza wzmianką o podziale Indii i Pakistanu kiedyś tam w szkole a może i w telewizji temat nie istniał. no może jeszcze w odniesieniu do Afganistanu to tak. Tu mamy możliwość podejrzenia tego jak to wyglądało, jak ludzie sobie z tą nagłą zmiana poradzili albo i nie bo przecież i tacy byli.
     Wędrując z autorem na przeróżne spotkania w najróżniejszych miejscach dowiadujemy się też jak ludzie mieszkają, pracują , jakie panują zwyczaje w domach , na ulicy czy w biurach. Zwyczaje i religia jest mocno obecna w tych reportażach, jest właściwie nieodłączna od codziennego życia. Dla nas niezaznajomionych z hinduizmem może być cokolwiek egzotyczna, dla mnie była.
     Świetnym choć krótkim dla mnie rozdziałem jako dla kobiety był ten o kobietach właśnie ukazanych poprzez portret czytelniczek określonych czasopism. Coś pięknego naprawdę, przez podejście redaktorów do odbiorców ich pisma poznajemy żywot kobiety do której jest ono skierowane. Oczywiście nie jest to portret pełen poznajemy jej życie , zajęcia i troski oraz zwyczaj dopierania panny młodej dla kandydata na męża . Smutkiem napawa mnie to o czym autor ledwie wspomina czyli o posagu , który kobieta musi wnieść do związku. Wprawdzie pisze o tym ale jakoś prześlizguje się po temacie. Wiadomo że problem kobiet zabijanych ze względu na zbyt mały posag nadal jest problemem istotnym. Czytam w najnowszym "Przebudźcie się!"  "że z powodu sporów o posag co godzinę traci tu życie jedna kobieta. Choć jego (posagu) płacenie i przyjmowanie jest prawnie zabronione."  Być może tak sobie to tłumacze iż dotyczy ten problem raczej wsi a autor raczej skupiał się na dużych miastach Kalkuta, Bombaj .
 
     Dzieło to nie należy do łatwych w odbiorze, prawie sześćset stron , drobnym drukiem , rozmowy z rożnymi ludzmi , czasem czyta się je jak gdyby były kalka losów poprzedników czasem wręcz przeciwnie. Pewna monotonia się wkrada ale serdecznie namawiam Was byście nie odkładali jej na zawsze , naprawdę warto poczynić ten wysiłek i przeczytać ja całą będziecie mieć większą wiedzę o Indiach okresu przemian , na dodatek niesztampowo przedstawione tu społeczeństwo ani nie ma obrazków niczym z bollywood ani mimo dość szczerego ( choć mam wrażenie że nie do końca) przedstawienia  tej ciemnej strony kraju czyli biedy nie epatuje się tu jakimiś rozdzierającymi serce obrazami. Dostajemy mam wrażenie dość ogólny i myślę w miarę bliski prawdzie obraz.
      Przyznaję że z każda książką czytana na ten temat mam wrażenie że nawet mimowolnie dostajemy obraz przefiltrowany przez autora , obiektywnie tak do końca chyba się pisać po prostu nie da. Odmienna sprawą jest tez możliwość bycia nie tylko gościem co jednak w relacjach jest najczęstsze ale i mieszkańcem Indii a to już trudniejsze , co widać choćby na przykładzie tej książki. Autor mimo korzeni sięgających Indii jest gościem i mimo pozornej bliskości się to czuje.

      Dla mnie w każdym razie ta książka to prawdziwa przygoda również intelektualna i naprawdę zachęcam do sięgnięcia po nią. Do spokojnej lektury, być może do lektury czynionej na raty ale z pewnością oryginalnej i interesującej. Chwilami miałam wrażenie że czytam mitologię czy jakieś legendy a to było o całkiem aktualnych (ówcześnie) obyczajach religijnych. Dla nas jak już wspomniałam jest to nieco egzotyczne, tajemnicze a przez to jeszcze ciekawsze.

      Książka przeczytana w ramach wyzwań :
       

                                              oraz

        


     

       

niedziela, 31 sierpnia 2014

Boris Reitschuster "Ruski ekstrem do kwadratu. Co zostało z mojej miłości do Moskwy?"

zródło zdjęcia: lubimyczytać.pl
  

    Przy pierwszej części reportaży autorstwa Reitschustera "Ruski ekstrem. Jak pokochałem Moskwę."  uśmiałam się do łez choć niemało było tam sytuacji kompletnie nie do śmiechu, niemniej autor opisał swoje zmagania z życiem w Rosji ze sporą dozą humoru, który udzielał się i czytelnikom. Główne przesłanie tej książki zawierało się w stwierdzeniu iż kocha się pomimo wszystko a nie za coś. Wszelkie niedociągnięcia systemu i absurdy wręcz, potraktowane zostały z humorem.
   Niepokojąca zetem wydaje się druga część tytułu kolejnego zbioru reportaży "Ruski ekstrem do kwadratu czyli co zostało z mojej miłości do Moskwy?"   Jak zdradza nam wydawca autor nie mieszka już w Moskwie , wrócił do Niemiec. Zatem pytanie staje się bardziej dosadne , czy z tej miłości cokolwiek zostało? Jeśli sięgniecie po te książkę .... Nie , nie poznacie odpowiedzi , przynajmniej dla mnie jest wcale taka jasna jak by się wydawało. Za to gwarantuję Wam dobra lekturę , ciekawy obraz życia w tym jakże bliskim nam kraju nie tylko geograficznie. Chwilami wręcz wykrzykiwałam w myślach "Ach, to całkiem jak u nas!"  ale i z zadowoleniem zauważałam że jednak nie wszystko dzięki Bogu.
   Musimy też wziąć pod uwagę i to że autor było nie było porównuje dwa skrajne wręcz społeczeństwa, Niemcy i Rosję, my jesteśmy gdzieś pośrodku. Zatem gdy nas opisywana sytuacja dziwi autor ma prawo być w szoku a bywały chwile że i mnie do szoku było niedaleko, co zatem mógł pomyśleć Reitschuster?
  Czy obraz Rosji jest w tych reportażach bardziej przygnębiający niż ten z poprzednich ? Niestety tak.  Mam wrażenie że Rosja przestała być dla Reitschustera  ciekawostka kulturową której niedostatki wynagrodzone zostają pewną egzotyką , nowością ( dla autora) czymś co za chwilę minie. Okazuje się że nadzieje na zmiany były płonne a życie codzienne nie zmienia się od lat.
   Ogólnie czyta się szybko, książka wciąga od pierwszego zdania. Chwilami da się pośmiać, czasami nawet w głos. Odnosiłam momentami jak już wspomniałam że czytam o nas a nie o naszym wschodnim sąsiedzie. Tytuł "Ruski ekstrem do kwadratu" jest jak najbardziej odpowiedni , no może jeszcze tytuł jednej z części "Wiadomości z absurdystanu "  byłby równie odpowiedni.
   Z całego serca polecam.

      Książka przeczytana w ramach wyzwań :

         
 
oraz
 
 

piątek, 29 sierpnia 2014

"Papusza" Angelika Kuzniak

    Książka Angeliki Kuzniak to z pewnością najlepszy dowód na to że nie należy brać do ręki książki tylko w celu przejrzenia. Czekała na półce w kolejce bardzo długo , wstyd przyznać jak długo choć nie tak trudno to sprawdzić gdyby ktoś był dociekliwy. Dwa dni temu wzięłam ją do ręki, ot tak na moment , spojrzałam na pierwszą stronę. Mimo podszeptów by nie czytać zaczęłam , najpierw kilka zdań , potem kilka stron obiecałam sobie i skończyło się na tym że przepadłam całkowicie . Skończyłam lekturę w nocy przejęta losem Papuszy, nie tym jak żyła bo żyją tak i dziś cyganie choć pewnie rzadziej a i o taborach się nie słyszy. Zresztą akurat nie oszukujmy się tabory, lasy, ogniska , wolność szum wiatru wśród drzew to wszystko ma swój urok i tylko myśląc o zimie i o tym jak całe rodziny poszukiwały schronienia rozumieć możemy że cena za tę można by rzec egzotykę była spora.
    Smutno mi gdy pomyślę o tym jak bardzo Papusza nie przystawała do swoich "Z taboru byłam, teraz znikąd jestem. Dyzko mówił :>>Nie pisz wierszy, bo będziesz nieszczęśliwa<< A ja pisała jak ta głupia i stało się teraz, że nigdzie nie należę. Cygany stronią ode mnie, odgrodzili się i milczą. Za książkę pana Ficowskiego nienawiść na mnie rzucili. W ogóle nie chcą ze mną rozmawiać, nic a nic. A ludzie, jak przejdę, to patrzą tak jakoś dziwnie. W sklepie się ze mnie śmieją, kiedy idę chora i pokazuję legitymacje rencistki . Nie wiem dlaczego, przecież niefałszowana i z twarzą własną."  Była inna , chciała więcej stąd i jej chęć do nauki. Wrodzony talent oraz dusza poetki z góry skazywały ją na widzenie więcej i głębiej , odczuwanie silniej , szczególnie tej obcości zarówno wśród Cyganów jak i wśród Polaków , była Cyganką i Polką  Niestety nie rozumianą i nieakceptowaną przez obie grupy. Znamienne jest iż jej twórczość lubił i pomagał ja rozpowszechniać nie kto inny jak Julian Tuwim. Sam Żyd i Polak , Polak wśród Żydów i Żyd wśród Polaków, zawsze obcy , inny , niezrozumiany. Mnie to aż zatchnęło , to podobieństwo losów, tułanie się po świecie, szukanie swojego miejsca.
    Smutne jest to że dochodzi do okrutnej wobec siebie samej konkluzji :
 "Myślę sobie - może lepiej,, żeby człowiek już zasnął na zawsze i spokój. I dla ludzi i dla syna spokój.
  Na co mi wierszy moje ? Na co mi to wszystko?
 Gdybym ja głupia nie nauczyła się pisać, byłabym szczęśliwa."
  Wyobrażam sobie jaka rozpacz musiała kryć się w tych słowach, by to co przecież zapewne było największym szczęściem , do czego dążyło się z całych sił uznać za największe przekleństwo. W ogóle życie Papuszy pełne jest sprzeczności ,  ale czy można w ogóle pomyśleć o jakiejkolwiek spójności gdy rozdarte jest serce pomiędzy tym co by się chciało i co kocha się całym sercem i to co się powinno i co kocha się całym sercem ?

    Mnie historia Papuszy urzekła, kwestia odtrącenia jej przez grupę , nie tylko jej ale i samego Jerzego Ficowskiego za którego to przyczyną nasza bohaterka została odtrącona i oskarżona o zdradę jest dla mnie z jednej strony zrozumiała. Wiadomo kodeks, tajemnice , zaufali mu a on napisał książkę w której wszystko czego się dowiedział opisał. Jestem w stanie zrozumieć oburzenie, jednocześnie rozumiejąc potrzebę poznania kultury i życia codziennego cygańskiego taboru oraz chęć podzielenia się wiedzą. Ot kolejna sprzeczność.
   Książka chyba mimowolnie pełna jest magii , urzeka realiami których my nie znamy a które są dla nas cokolwiek egzotyczne , jakkolwiek to nie brzmi. Jednocześnie te tajemnicze zloty taborów, granie tańczenie w długich sukniach , ogniska , wozy , dzieci żyjące na wolności bez sztywnych reguł takich jakie my uznajemy, bo reguły życia w swojej grupie wypijają z mlekiem matki. Tak, tak patrzę jednostronnie , ale czy widzenie wśród nich tylko złodziei kradnących co tylko się da, mężczyzn bijących swe żony , brudnych dzieci i wszystko co złe nie jest równie jednostronne ?
     
    
Zródło zdjęcia: lubimyczytać.pl

    
    

              
      " Bronisława Wajs. Po cygańsku Papusza, czyli Lalka"
                                              cytat  z okładki 

      
           Tekst pisany kursywa w czerwonym kolorze to również cytaty zaczerpnięte z książki.

       



              Książka przeczytana w ramach wyzwania :
   
   
  
   
   

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

"Ameksyka.Wojna wzdłuż granicy." Ed Vulliamy

 
    Autor : Ed Vulliamy
   Tytuł : "Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy."
   Tytuł oryginału : "Amexica: War along the borderline"
   Przekład :  Jannusz Ochab
   Wydawnictwo : Wydawnictwo Czarne
   Miejsce i rok wydania : Wołowiec 2012
   Seria : Reportaż
   Wyzwania : Biblioteczne , Czytamy serie wydawnicze


       Tytuł Ameksyka jest najlepszym jaki kiedykolwiek widziałam , czytelnik wie od razu o co chodzi, jest też bardzo egzotyczny, pociągający i obiecujący. Niestety jest tez zapowiedzią czegoś czego znać byśmy nie chcieli, póki widzimy to na filmach lepszych lub gorszych możemy udawać że to tylko fikcja. Kiedy jednak do ręki dostajemy reportaż z tej okolicy, czytamy o tym co autor widział i słyszał udawać już nie możemy. Gangi, walka o władzę , kartele i ich wpływ na wszystkie dziedziny życia , wszystkie instytucje, niezależnie od tego czy chcą się one poddać temu systemowi czy nie , nie bardzo maja wyjście o czym przekonuje dość sugestywnie pewien dziennikarz. Tłumaczy dlaczego prasa nie pisze o tym co się dzieje o łamaniu nagminnym prawa, o morderstwach, o dostępie do broni .... Myślę że warto to starać się zrozumieć. Dziennikarz ów mówi oni zabijają ,nie straszą , nie sugerują że zdradzasz żonę , bierzesz łapówki , jeśli im nie pasujesz zabijają .
    Ilość morderstw jest wręcz ogłuszająca, ludzie giną każdego dnia , indywidualnie, masowo po prostu codziennie. Zabijają przestępcy , członkowie gangów ale wykonują wyroki też żołnierze czy policjanci. Jak wspomina autor numer alarmowy ( np. kiedy ktoś zginie, nie wróci do domu)  jest numerem pod którym najszybciej można skontaktować się z  .... porywaczami.
   Książka ta jest bardzo krwawa , bez żadnego owijania w bawełnę autor opisuje miejsca masowych mordów gdzie krew zastyga na podłodze w gęstych kałużach. Wywieszone zwłoki będące ostrzeżeniem dla wszystkich , nie grasz z nami , też tak skończysz. Z każdej strony wraz z każdym kolejnym zdaniem wygląda totalna beznadzieja, bo czy nadzieje daje stwierdzenie że eskalacja przemocy  była zawsze zapowiedzią zniszczenia danej cywilizacji patrz starożytny Rzym czy Aztekowie ?
    Czytałam o tym co się tam dzieje , o tym że ludzie zabijają dla pieniędzy bo niezależnie od tego czym handlują i w co się uwikłali odgórnie chodzi o pieniądze. Z jednej strony nie mogłam uwierzyć w to że w jakimkolwiek państwie może istnieć aż takie bezprawie a wystarczy przecież wspomnieć o Chinach, Indiach czy Afryce by zrozumieć że nie tylko Ameksyka jest pełna bezprawia. Jest jeden mianownik łączący wszystkie te kraje , właściwie należałoby nie pisać kraje a poszczególne miasta a nawet ich dzielnice. To bieda. Wiem że to niczego nie usprawiedliwia , niemniej podłożem do wszelkich grzecznie pisząc mało humanistycznych działań jest idealnym. Spojrzeć wystarczy na Hitlera i III Rzeszę , cała jego moc urosła dzięki biedzie, po pierwszej wojnie światowej Hitler w Niemczech stał się tym , który powiedział dość, dał ludziom pracę i nadzieję na to że będą kimś. Na mniejszą dzięki Bogu skalę dzieje się to i dzisiaj , który ojciec rodziny nie mając czym nakarmić dzieci nie pójdzie na małą współpracę za spore ( dla niego) pieniądze ?  Dla karteli jest to idealne rozwiązanie za grosze ( według ich pojęcia) kupują sobie lojalnego współpracownika, jeśli zaś lojalny nie będzie .... oni po prostu zabijają przypomnę słowa wyżej już przytoczone , które usłyszał i autor książki.
    Zapewne jeszcze wrócę do tego tematu gdyż książka ta jest jedną z tych , które zostają w człowieku na zawsze , nie sposób zapomnieć o tym co w niej przeczytałam. Obrazy kobiet pracujących w fabrykach niczym maszyny ( a nawet i gorzej gdyż jak się mawia maszyna ma się prawo zepsuć człowiek nie ) za marne grosze nie wystarczające na utrzymanie rodziny. Mężczyzn nie mających właściwie żadnego wyboru, bo jaki wybór ma ktoś niewykształcony , nie mogący opuścić miasta i kraju w którym nie ma pracy a mający na utrzymaniu rodzinę? Dzieci właściwie od dzieciństwa skazane na podobną drogę , bo skoro nie ma nawet co jeść któż pośle dzieci do szkoły jeśli trzeba za nią płacić ? 

     Szokująca, przygnębiająca ale bardzo prawdziwa książka , która być może autor zrobił to nieświadomie, jest jednym wielkim oskarżeniem dla tej części świata która pławi się bezmyślnie w luksusie. Już wielokrotnie wskazywano że gdyby nie marnowanie żywności w najbogatszych rejonach  wyżywiłby się cały świat. Wyrzucamy żywność w ilościach zatrważających ani myśląc o tym że co chwilę ktoś kona z głodu. I nie , nie jestem bez winy.
 
   Książka przeczytana w ramach wyzwania :
   
 
oraz
 
 

piątek, 1 listopada 2013

Heinz G. Schmidt "Jadą Cyganie! Śladami Romów po Europie"


  Tytuł : "Jadą Cyganie! Śladami Romów po Europie"
 Autor : Heinz G. Schmidt
 Tytuł oryginału : "Die Zgieuner kommen! Markus Reinhardt entdeckt sein Volk"
 Przekład : Agnieszka K. Haas
 Wydawnictwo : Cyklady
 Miejsce i rok wydania : Warszawa 2011
 Książka : z biblioteki

     Z okładki :
   " Cygański skrzypek Markus Reinhardt -wnuk znakomitego gitarzysty i twórcy europejskiego jazzu Django Reinhardta - oraz reporter Heinz G. Schmidt ruszają na poszukiwanie przeszłości romskiego ludu. Podczas podróży do kilkunastu krajów Europy , Azji i Afryki odwiedzają barwne , niekiedy egzotyczne społeczności Romów , które łączy wspólna nić na wpół legendarnej historii.
  Skąd przybyli? Kto ich rozproszył po tylu krajach świata ? Dlaczego wydają się tak przerażająco obcy, a zarazem fascynujący? Jak na przekór globalizacji usiłują dziś zachować dawne tradycje i obyczaje? I czy mają szanse na ocalenie swojej tożsamości we współczesnym świecie?
   Bohaterowie tego reportażu - napotkani w drodze Romowie i Sinti , Gitanos i irlandzcy Podróznicy, Kełderasze i Cingeni , Cyganie i Manusze - niewiele wiedzą o własnych początkach. Być może ślady ich dziejów , naznaczonych nieustanną wędrówką , można odnaleźć tylko w języku i muzyce...
   Tak w każdym razie sądzi Marcus Rinhardt , który w poszukiwaniu własnych korzeni odwiedza Romów z rozmaitych szczepów i krajów, wsłuchując się w ich opowieści, pieśni i historie codziennego życia. "

       Tematyka interesująca, mimo obecności Romów na każdym wydawałoby się kroku w Polsce wręcz egzotyczna gdyż zwyczajnie niewiele o nich wiemy. Nie mogłam zatem przejść obok niej obojętnie kiedy zauważyłam tytuł przeglądając półki w bibliotece. I chyba mam pecha ostatnio. Ogólnie ciekawa, czytało się szybko i momentami nawet ze sporym zainteresowaniem a jednak mam wrażenie że autor po pierwsze niczego nowego mi nie zdradził. Po drugie  sam stał się więźniem stereotypów i niestety chcący czy nie je powielił, w tle praktycznie niewidocznym na tym obrazku napomknął o tradycji i zwyczajach ale chyba wypadło tak przypadkiem. Niby nie było zle bo w końcu to przeczytałam a jednak nie było to to czego oczekiwałam, pamiętnik z podróży to można było napisać pod innym tytułem nie mieszając w to Romów i niepotrzebnie rozbudzając nadzieje czytelnika. 
     
          

wtorek, 22 października 2013

"Zagubiony w Chinach" J. Maarten Troost - czy ktoś ma na nią ochotę ?


   Autor : J. Maarten Troost
   Tytuł : "Zagubiony w Chinach.Prawdziwa historia człowieka który próbował zrozumieć Państwo Środka czyli jak zjeść żywego kalmara"
   Tytuł oryginału : "Lost on Planet China.The Strange and True Story of One Man's Attempt to Understandt the World's Most Mystifying Nation or How He Became Comfortable Eating Live Squid"
   Przekład : Tatiana Grzegorzewska i Piotr Grzegorzewski
   Wydawnictwo : Wydawnictwo Dolnośląskie
   Książka : podaj dalej

               
     

    Książka ta czekała dość długo na moją uwagę, właściwie nie wiem dlaczego. Tym bardziej że okazała się świetnie napisaną historią. Poczucie humoru autora powoduje że opowieść  która wydawałaby się jedną z wielu kolejnych jest jedyną w swoim rodzaju. Jest to chwilami wręcz krępujące ot choćby przy czytaniu w autobusie co robię namiętnie nawet wtedy gdy nie ma za bardzo czego się trzymać.
    Chiny przedstawione przez Troosta są bardzo różnorodne, opisuje On zarówno wielkie miasta jak i wioski i mieścinki, ludzi będących nową klasą średnią jak i pozostałych. Kiedy pisze ilu jest milionerów w Chinach możemy bardzo się zdziwić zanim nie podpowie nam ilu jest niedojadających. 
    Chodząc po ulicach wraz z autorem mamy okazję zauważyć kilka szokujących zwyczajów sama nie wiem co jest bardziej odrażające a najlepsze jest to że albo wcześniej nikt o tym nie pisała albo ja tego nie pamiętam, choć faktycznie to Japonia częściej jest przeze mnie zwiedzana w formie czytanej.Trzeba uważać czytając  i idąc jednocześnie po mieście ( da się wierzcie mi) by nagle nie uskoczyć przed gnającym samochodem , który gna i owszem bez zwracania uwagi na pieszych ale na kartach książki. Dotąd najbardziej szokowały mnie warunki drogowe w krajach Arabskich , Chiny jak się okazuje spokojnie mogą konkurować z nimi.
   
   Przypominam że w akcji "podaj dalej" jest kilka zasad :
    Osoba chcąca przeczytać książkę wpisuje się pod postem , wysyłam ją do niej a ona DAJE ZNAĆ o otrzymaniu przesyłki. Po przeczytaniu jeśli są kolejne osoby chętne do czytania przekazuje książkę dalej następnemu oczekującemu w kolejce , który informuje że dostał idt. Zrezygnowałam z opcji zwracania mi książki kiedy nie ma kolejnych chętnych.

      Za książkę dziękuję :
     

    Książka przeczytana w ramach wyzwania :
 
                     

poniedziałek, 23 września 2013

Ukryte piękno

 
 
  Autor : Jacek Hugo - Bader 
 Tytuł : "Dzienniki kołymskie" 
Wydawnictwo : Wydawnictwo Czarne 
  Seria : Reportaż
 Miejsce i rok wydania : Wołowiec 2011
  Wyzwanie : Czytamy serie wydawnicze
 Książka : z  biblioteki 

      Do tego stopnia porywająca i z  głębi duszy rosyjska jest ta książka że jeszcze przed chwilką szukałam tytułu oryginału i tłumacza. Przecież wiem doskonale kim jest jej autor, nie jest to pierwsza przeze mnie przeczytana pozycja jego autorstwa a jednak dałam się zwieść a może oczarować ? O tym że Jacek Hugo - Bader jest w moim ukochanym kraju równie jak ja zakochany wiem nie od dziś , podzielam całkowicie zachwyt i wieczną ciekawość tego świata . Bliskiego a jakże innego. Choć czy na pewno innego? Gdyby się zastanowić wiele nas łączy.Historia, alkohol i coraz częściej żal za tym co było. Z trzezwym spojrzeniem rzecz jasna bez idealizowania. Nikt w końcu nie powie że w Łagrach było lepiej niż jest teraz, no może były więzień kryminalny ale Ci raczej sobie radzą i na wolności.
   Podoba mi się podejście pana Jacka do opisywanej rzeczywistości, wszak o tym co ogólnie wiadomo, co błyszczy i o czym się mówi na salonach o nowym życiu bogaczy dowiemy się wszędzie wystarczy tylko kliknąć i mamy przegląd najnowszych wieści. To co mnie interesuje i przyciąga niczym magnes to życie codzienne, ot szara rzeczywistość i o tym pisze w swoich dziennikach.
   Jak sam o sobie mówi pan Jacek : 
  " Opisuję świat z perspektywy trotuaru. Idę po trotuarze, czasami noga mi się omsknie , wpadnę do rynsztoka, wstanę, otrzepie się i ide dalej. Mnie interesują doły, niziny społeczne. Nie interesuje mnie polityka, chyba że jest to folklor polityczny. Mnie bardziej interesują odrzuceni niż wybrani" 
    I to właśnie sprawia że Jego reportaże są mi tak bliskie, zdecydowanie bliższe tez codzienności zwykłego szarego człowieka. Szczególnie człowieka tak doświadczonego jak wspomniani w reportażach ludzie z których każdy ma historię do opowiedzenia. Jednocześnie pan Jacek idealnie wyczuwa , intuicyjnie chyba czego kto od niego potrzebuje. Zatem w chwilach kiedy człowiekowi brakuje słów , odpowiednich słów.

  Czy ja już kiedyś pisałam że kocham ten kraj? Jeśli nie to teraz się przyznaję. Dzięki książkom takim jak "Dzienniki kołymskie" choć przez chwilę wędruję wraz z autorem i wcale ale to wcale nie chce mi się wracać. 

                              
 
oraz
 
 

   

piątek, 30 sierpnia 2013

Tiziano Terzani " W Azji"

   Autor : Tiziano Terzani
  Tytuł : "W Azji "
  Tytuł oryginału : " In Asia"
  Przekład : Joanna Wajs
  Wydawnictwo : W.A.B.
  Miejsce i rok wydania : Warszawa 2011 wydanie II
  Seria : terra incocnita
  Książka :  z biblioteki
                              

    Autor spędził w Azji sporo czasu, reportaże zawarte w tym tomie pochodzą z około trzydziestu lat ( 1965 - 1997) i w każdym z nich zawarte są istotne dla danego kraju sprawy , przemiany polityczne, gospodarcze. Terzani był wszędzie gdzie działo się coś ważnego i skrupulatnie odnotowywał szczegóły. Jak sam napisał swego czasu :
    " Potrafię bez trudu wytłumaczyć , że pojechałem do Wietnamu, ponieważ chciałem zrozumieć wojnę i rewolucję , do Chin , ponieważ ciekawił mnie socjalizm , do Japonii , ponieważ szukałem nowoczesności, do Tajlandii, ponieważ chciałem odpocząć od całego tego dwudziestoletniego szukania."

  Z pewnością udało się uciec autorowi od schematyzmu i przesądów, nie widzę w tekście z góry założonych tez do których tylko należy tylko dopasować argumenty. Co niestety często przy opisywaniu Japonii, Korei czy Chin widać , tu zdecydowanie górę bierze czysta obiektywna ciekawość i temu zawdzięczamy interesujące reportaże ze świata , którego chyba tak naprawdę nie poznał nikt. Chyba , gdyż odnoszę wrażenie że Tiziano Terzani jest tym człowiekiem , który odkrył to "coś" co pozwoliło mu na przełamanie tego impasu dotychczas ciążącego na wszystkich tekstach autorów wszelakich. Mam wrażenie że opisywał to co widział bez założenia że zrozumie, przetłumaczy i będzie tym , który przed światem Zachodnim odkryje Wschód. I to jest to! Nic nie zakładać , nic nie robić na siłę , niczego nie starać się tłumaczyć. Dobry reportaż to taki , który nie narzuca odbiorcy w najmniejszym stopniu zdania autora. Widać to też przy opisie Matki Teresy. Jak dla mnie najlepsza z książek , które dotychczas czytałam o Azji.
    Nie pominął również autor spraw trudnych i teoretycznie rzucających cień na niego samego, mam tu na myśli kwestię Czerwonych Khmerów, wprawdzie najpierw przeczytałam ( lata temu) książkę o dyktaturze Pol Pota i trudno mi zrozumieć że ktoś mógł ( tu m.in. autor) odbierać ich pozytywnie. Jednak zdaję sobie sprawę że zadziałały tu pewne czynniki niezależnie od woli piszącego. Znając przynajmniej trochę poglądy Terzani'ego na wojnę i Stany Zjednoczone nie dziwię się że dał zwieść się na manowce. A jak sam Tiziano to tłumaczy ? Musicie sprawdzić to sami. Mnie przekonuje, czy Was również? Ja wiem że trudno jest nam zrozumieć, podobne wątpliwości rodziły się i zapewne nadal rodzą choćby w stosunku do poglądów nieżyjącego już Stiega Larssona. Inną sprawą jest też to że gdzieś tam w duszy sam socjalizm uważam za pomysł nienajgorszy, wykonanie było karygodne. Tak to już jest z utopiami.

     Wracając do książki serdecznie ją wszystkim polecam, może i jest trochę dużo polityki chwilami, jednak sposób opowieści zdecydowanie to wynagradza a śledzenie w tekstach poglądów autora wszelakich jest świetną zabawą samą w sobie. Polubiłam ten styl, ten język i bardzo chcę więcej a trochę tego jest, co bardzo mnie cieszy.