Autor :Maria Bogucka
Tytuł : "Ludzie z Kresów"
Wydawnictwo : Oficyna Naukowa
Miejsce i rok wydania : Warszawa 2010
Wyzwanie : Kresy zaklęte w książkach
Tak naprawdę jest to mała książeczka, całkiem niepozorna do tego stopnia że aż jestem zdziwiona tym że w ogóle ją dojrzałam na bibliotecznej półce. Stała sobie nieśmiało wśród innych historycznych pozycji różnych zdecydowanie większych formatów. Ledwo ją było widać , jak zawsze kiedy widzę że cos jest schowanie , prawie niewidoczne to po prostu muszę wyciągnąć i sprawdzić bo być może kryje się jakiś nieodkryty skarb. I faktycznie książeczka ta jako przeciwwagę do swojej maleńkości ma bardzo bogatą treść.
Autorka Maria Bogucka opisuje dzieje swoich przodków cofając się nawet i do osiemnastego wieku , przytacza najróżniejsze dokumenty m.in. te dotyczące szlachectwa , które były najważniejsze i zdobywano je nieraz naprawdę z trudem. Szczególnie że władza nad rejonem o którym pisze zmieniałam się niczym w kalejdoskopie Turcja, Polska, Rosja , Polska i znowu Rosja trudno wręcz za tymi zmianami nadążyć. Jedno jest pewne historia naszych bohaterów czyli przodków pani Marii nie oszczędzała, zapisała się raczej krwawym atramentem. Jak nie wojny to powstania kozackie, jak nie powstanie to okupacja co chwile coś. Aż dziw że wspomnienia autorki wbrew pozorom pełne są ciepła , miłości i tęsknoty za tym co było i co raczej już nie powróci. Z nostalgią wspomina nie tylko swoje ale i dziadków swoich dzieciństwo, wędrówki Kresowiaków z Podola i Litwy , którym przyszło zatrzymywać się Kiszyniowie, Orgiejowie ,Odessie w drodze do Wilna czy Grodna. To także nie był koniec tułactwa, II wojna światowa zagnała ich w końcu Gdańska , Torunia czy Wrocławia.
Wyłania się mimo tych historycznych tragicznych losów obraz Kresowiaków jako zwartej , trzymającej się razem grupy która zawsze może liczyć na siebie nawzajem. Pilnującej tradycji , patriotycznego i katolickiego wychowania. Jeśli nawet są wyjątki jak Wiktor Kasprowicz , który ożeniwszy się z Rosjanką przeszedł na prawosławie , to okupione cierpieniem wyrzutami sumienia i szczerą późniejszą pokutą.
Ludność tych ziem to międzynarodowy tygiel wręcz o dziwo potrafiący ,póki historia na to pozwala ,żyć w miarę zgodnie i w spokoju. Nie jest to sielsko anielski obrazek być może , jednak ma swój urok a tęsknota za tym co było dawniej wyziera z każdej strony tego małego tomiku. Wszystko to opatrzone jest pięknymi zdjęciami choć nie ukrywam mało ich i przydałoby się więcej. Nie wspominając już o tym że wydanie to prosi się wręcz o większy format na piękniejszym papierze. Jest tego warte. Naprawdę.
Książka przeczytana w ramach wyzwania Kresy zaklęte w książkach
Skrajnie od czytania uzależniona z pełnymi objawami odstawienia, zrezygnowałam z leczenia :-) Moleslaw
środa, 1 października 2014
wtorek, 30 września 2014
Hakan Nesser "Sprawa Ewy Moreno"
Autor :Hakan Nesser
Tytuł : "Sprawa Ewy Moreno"
Przekład : Elżbieta Ptaszyńska - Sadowska
Wydawnictwo : Wydawnictwo Czarna Owca
Seria : Czarna Seria
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Gatunek : kryminał
Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem , jak to z Czarna serią bywa wzięłam z półki w ciemno i nie żałuję. Wprawdzie nie jestem tak zachwycona jak przy twórczości Nesbo czy Larssona ale i tak nie jest zle.
W swoje osiemnaste urodziny Mikaela Lijphart dowiaduje się od matki kim jest jej ojciec, poznaje jego imię i nazwisko: Arnold Maager i gdzie przebywa : zakład psychiatryczny Sidonis. Od Ciotki wyciąga informację iż jej ojciec jest zabójcą ale kogo, kiedy i dlaczego zabił już nie Postanawia go odwiedzić i dowiedzieć się czegoś więcej na temat przeszłości, dlaczego tam trafił szesnaście lat temu i z jakiego powodu matka nic nie chce jej zdradzić poza tym co już powiedziała. Jak postanawia tak robi, jedzie do ojca od którego dowiaduje się prawdy , dostaje też listy , które cały czas do niej pisał. I znika .... bez śladu.
Inspektor Ewa Moreno przypadkiem spotyka ją jeszcze w drodze do ojca , po krótkiej rozmowie zapada jej w pamięci młoda płacząca dziewczyna, to dlatego w ogóle do niej się odezwała, że płakała. Kilka dni później również przypadkiem na posterunku spotyka matkę Mikaeli , która zgłasza zaginięcie córki. Jeszcze dziwniejsze jest zniknięcie z zakładu dla obłąkanych ojca Mikaeli, od tej pory Ewa Moreno nie może zostawić tej sprawy mimo iż jest na urlopie i nie ma żadnego obowiązku się nią zajmować.
Dlaczego Mikaela zniknęła, dlaczego zniknął jej ojciec, co takiego jej powiedział lub zrobił ? Czy zwłoki młodego mężczyzny znalezione na plaży mają z tym jakikolwiek związek , czy też to tylko przypadek ?
Ogólnie całkiem udany kryminał, choć może bez tego charakterystycznego dla szwedzkich kryminałów melancholijnego tła. Nie ma jak zazwyczaj aż takiego zniechęcenia i przygniecenia złem tego świata bohaterów a to już jakieś odżywcze zmiany jak na serię ( choć nie wiem jak dla samego Nessera być może wszystkie jego powieści się z tego wyłamują) . Zagadka dość ciekawa choć rozwiązanie jak dla mnie trochę dziwne , z jednej strony całkiem logiczne kiedy dowiadujemy się dlaczego Arnold Maager oszalał. Jest to logiczne, całkiem zrozumiałe ok tu wszystko pasuje. Jeśli chodzi o motyw morderstwa właściwie też nie można się przyczepić. Jednak zabrakło mi tego czegoś w atmosferze kiedy czuje się że nadciąga morderca , ja tam nie jestem przekonana że zabił ten którego wskazali. Jakoś mnie nie przekonuje "spojrzałam i wiem" .
Niemniej czytało się dobrze, bohaterowie dają się lubić a to już coś , może trochę głębiej chciałabym wejrzeć w ich psychikę ale ok. Nie jestem zachwycona ale czytałam z zaciekawieniem i mimo wszystko polecam.
Tytuł : "Sprawa Ewy Moreno"
Przekład : Elżbieta Ptaszyńska - Sadowska
Wydawnictwo : Wydawnictwo Czarna Owca
Seria : Czarna Seria
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Gatunek : kryminał
Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem , jak to z Czarna serią bywa wzięłam z półki w ciemno i nie żałuję. Wprawdzie nie jestem tak zachwycona jak przy twórczości Nesbo czy Larssona ale i tak nie jest zle.
W swoje osiemnaste urodziny Mikaela Lijphart dowiaduje się od matki kim jest jej ojciec, poznaje jego imię i nazwisko: Arnold Maager i gdzie przebywa : zakład psychiatryczny Sidonis. Od Ciotki wyciąga informację iż jej ojciec jest zabójcą ale kogo, kiedy i dlaczego zabił już nie Postanawia go odwiedzić i dowiedzieć się czegoś więcej na temat przeszłości, dlaczego tam trafił szesnaście lat temu i z jakiego powodu matka nic nie chce jej zdradzić poza tym co już powiedziała. Jak postanawia tak robi, jedzie do ojca od którego dowiaduje się prawdy , dostaje też listy , które cały czas do niej pisał. I znika .... bez śladu.
Inspektor Ewa Moreno przypadkiem spotyka ją jeszcze w drodze do ojca , po krótkiej rozmowie zapada jej w pamięci młoda płacząca dziewczyna, to dlatego w ogóle do niej się odezwała, że płakała. Kilka dni później również przypadkiem na posterunku spotyka matkę Mikaeli , która zgłasza zaginięcie córki. Jeszcze dziwniejsze jest zniknięcie z zakładu dla obłąkanych ojca Mikaeli, od tej pory Ewa Moreno nie może zostawić tej sprawy mimo iż jest na urlopie i nie ma żadnego obowiązku się nią zajmować.
Dlaczego Mikaela zniknęła, dlaczego zniknął jej ojciec, co takiego jej powiedział lub zrobił ? Czy zwłoki młodego mężczyzny znalezione na plaży mają z tym jakikolwiek związek , czy też to tylko przypadek ?
Ogólnie całkiem udany kryminał, choć może bez tego charakterystycznego dla szwedzkich kryminałów melancholijnego tła. Nie ma jak zazwyczaj aż takiego zniechęcenia i przygniecenia złem tego świata bohaterów a to już jakieś odżywcze zmiany jak na serię ( choć nie wiem jak dla samego Nessera być może wszystkie jego powieści się z tego wyłamują) . Zagadka dość ciekawa choć rozwiązanie jak dla mnie trochę dziwne , z jednej strony całkiem logiczne kiedy dowiadujemy się dlaczego Arnold Maager oszalał. Jest to logiczne, całkiem zrozumiałe ok tu wszystko pasuje. Jeśli chodzi o motyw morderstwa właściwie też nie można się przyczepić. Jednak zabrakło mi tego czegoś w atmosferze kiedy czuje się że nadciąga morderca , ja tam nie jestem przekonana że zabił ten którego wskazali. Jakoś mnie nie przekonuje "spojrzałam i wiem" .
Niemniej czytało się dobrze, bohaterowie dają się lubić a to już coś , może trochę głębiej chciałabym wejrzeć w ich psychikę ale ok. Nie jestem zachwycona ale czytałam z zaciekawieniem i mimo wszystko polecam.
niedziela, 28 września 2014
Wojciech Cejrowski "Wyspa na Prerii"
Autor :Wojciech Cejrowski
Tytuł : "Wyspa na Prerii"
Wydawnictwo : Zysk i S - ka
Gatunek : reportaż
Całkiem niedawno przynajmniej tak mi się zdaje, czytałam książkę "Wałkowanie Ameryki" Marka Wałkuskiego , pamiętam że bardzo spodobał mi się opis wsi , życia na niej tzw. stylu country. Tym razem dzięki Wojciechowi Cejrowskiemu mogłam ponownie podejrzeć te niedostępne dla nas ( czytaj :przeciętnych czytelników) rejony. Jak napisał pan Wojciech: "Gdyby ktoś chciał sprawdzić osobiście , jak tam jest, drogę znajdzie łatwo: wystarczy zjechać z autostrady , potem jeszcze raz zjechać , i znów zjechać , i tak do skutku - aż skończy się mapai wylądujesz na polnej drodze , prowadzącej na jakieś ranczo." (tekst z okładki)
I o tej dzikiej krainie opowiada nam autor na tych około trzystu stronach. I o jej mieszkańcach oczywiście. W charakterystycznym dlań stylu ,z ironią , z humorem nawet jeśli śmiać przychodzi mu się z samego siebie, wiedzie nas pan Wojciech po bezdrożach prerii ukazując zasady umożliwiające przetrwanie w tym rejonie. Wydawałoby się że niby to żadna sztuka a jednak czeka tyle zasadzek i przykrych niespodzianek dla amatorów będących przekonanymi o swojej wszechwiedzy ...zresztą sprawdzcie sami.
Wojciech Cejrowski ma niesamowity dar opowiadania, potrafi przykuć uwagę czytelnika czasem mało znaczącymi szczegółami , które w jego opowieści nabierają kolosalnego znaczenia przynajmniej w trakcie czytania. Odnoszę wrażenie że przeczytałam ponad dwieście stron o niczym , o siedzeniu , o zakupach i malowaniu skrzynki a jednak w czasie czytania nie byłam w stanie odłożyć książki. Musiałam wiedzieć jakiego koloru będzie skrzynka, jaki efekt daje trawa ta konkretna rozpuszczona w drinku czy też dlaczego toaleta nie ma tylnej ścianki. Dlaczego kowboje nigdy nie odkładają kapelusza, co jest najważniejsze na prerii i czy kojot może żyć o trzech nogach? Wierzcie mi nie sposób odłożyć tej książki nie poznając odpowiedzi na te wszystkie pytania. To jest dopiero umiejętność napisać książkę w której właściwie niewiele się dzieje jednocześnie wciągając czytelnika w tę niemrawą akcję tak bardzo że nie jest on w stanie porzucić lektury.
Dużym plusem tej całej opowieści z pewnością są sylwetki ludzi opisanych przez autora pisze o nich zawsze i bez wyjątku z szacunkiem , przybliżając nam ich zajęcia czy charaktery. Świetnie charakteryzuje mentalność tych ludzi pewna historia o chłopcu (właściwie już nie chłopcu) przed którym cała społeczność ukrywa pewien fakt znany wszystkim. Tylko po to by nie prawić mu przykrości. Rzadkie zjawisko i godne naśladowania.
Tradycyjnie już mamy porównanie tego co u nas z tym co u nich i tu jak zwykle wypadamy blado , bardzo blado ale czemu się dziwić , nawet jeśli to zapomniana wieś na krańcu świata to jednak jest to Ameryka. Nie żebym bezkrytycznie doń podchodziła , jednak dzielą nas lata świetlne.
Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o "Wyspę na Prerii" , zdecydowanie wolę kiedy czytam o Indianach w dzikiej dżungli po wielodniowych poszukiwaniach ich siedzib. Jakoś bardziej to do mnie przemawia, tu odnoszę wrażenie że zabrakło tego dreszczyku emocji i oczekiwania. Z drugiej strony jak już wspomniałam mimo tego odczucia niedosytu , książki nie byłam w stanie po prostu odłożyć i nie czytać nie było takiej opcji.
Tytuł : "Wyspa na Prerii"
Wydawnictwo : Zysk i S - ka
Gatunek : reportaż
Całkiem niedawno przynajmniej tak mi się zdaje, czytałam książkę "Wałkowanie Ameryki" Marka Wałkuskiego , pamiętam że bardzo spodobał mi się opis wsi , życia na niej tzw. stylu country. Tym razem dzięki Wojciechowi Cejrowskiemu mogłam ponownie podejrzeć te niedostępne dla nas ( czytaj :przeciętnych czytelników) rejony. Jak napisał pan Wojciech: "Gdyby ktoś chciał sprawdzić osobiście , jak tam jest, drogę znajdzie łatwo: wystarczy zjechać z autostrady , potem jeszcze raz zjechać , i znów zjechać , i tak do skutku - aż skończy się mapai wylądujesz na polnej drodze , prowadzącej na jakieś ranczo." (tekst z okładki)
I o tej dzikiej krainie opowiada nam autor na tych około trzystu stronach. I o jej mieszkańcach oczywiście. W charakterystycznym dlań stylu ,z ironią , z humorem nawet jeśli śmiać przychodzi mu się z samego siebie, wiedzie nas pan Wojciech po bezdrożach prerii ukazując zasady umożliwiające przetrwanie w tym rejonie. Wydawałoby się że niby to żadna sztuka a jednak czeka tyle zasadzek i przykrych niespodzianek dla amatorów będących przekonanymi o swojej wszechwiedzy ...zresztą sprawdzcie sami.
Wojciech Cejrowski ma niesamowity dar opowiadania, potrafi przykuć uwagę czytelnika czasem mało znaczącymi szczegółami , które w jego opowieści nabierają kolosalnego znaczenia przynajmniej w trakcie czytania. Odnoszę wrażenie że przeczytałam ponad dwieście stron o niczym , o siedzeniu , o zakupach i malowaniu skrzynki a jednak w czasie czytania nie byłam w stanie odłożyć książki. Musiałam wiedzieć jakiego koloru będzie skrzynka, jaki efekt daje trawa ta konkretna rozpuszczona w drinku czy też dlaczego toaleta nie ma tylnej ścianki. Dlaczego kowboje nigdy nie odkładają kapelusza, co jest najważniejsze na prerii i czy kojot może żyć o trzech nogach? Wierzcie mi nie sposób odłożyć tej książki nie poznając odpowiedzi na te wszystkie pytania. To jest dopiero umiejętność napisać książkę w której właściwie niewiele się dzieje jednocześnie wciągając czytelnika w tę niemrawą akcję tak bardzo że nie jest on w stanie porzucić lektury.
Dużym plusem tej całej opowieści z pewnością są sylwetki ludzi opisanych przez autora pisze o nich zawsze i bez wyjątku z szacunkiem , przybliżając nam ich zajęcia czy charaktery. Świetnie charakteryzuje mentalność tych ludzi pewna historia o chłopcu (właściwie już nie chłopcu) przed którym cała społeczność ukrywa pewien fakt znany wszystkim. Tylko po to by nie prawić mu przykrości. Rzadkie zjawisko i godne naśladowania.
Tradycyjnie już mamy porównanie tego co u nas z tym co u nich i tu jak zwykle wypadamy blado , bardzo blado ale czemu się dziwić , nawet jeśli to zapomniana wieś na krańcu świata to jednak jest to Ameryka. Nie żebym bezkrytycznie doń podchodziła , jednak dzielą nas lata świetlne.
Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o "Wyspę na Prerii" , zdecydowanie wolę kiedy czytam o Indianach w dzikiej dżungli po wielodniowych poszukiwaniach ich siedzib. Jakoś bardziej to do mnie przemawia, tu odnoszę wrażenie że zabrakło tego dreszczyku emocji i oczekiwania. Z drugiej strony jak już wspomniałam mimo tego odczucia niedosytu , książki nie byłam w stanie po prostu odłożyć i nie czytać nie było takiej opcji.
Robert Low "Zaprzysiężeni. Skarb Attyli"
Autor : Robert Low
Tytuł : "Zaprzysiężeni. Skarb Attyli"
Przekład : Robert J. Szmidt
Gatunek : beletrystyka historyczna
Seria : Zaprzysiężeni
Wydawnictwo : Wydawnictwo Książnica
Z okładki :
"Młody Orm , zwany Zabojcą Niedzwiedzia , opuszcza rodzinne strony i zaciąga się do załogi Einara Czarnego. Życie na pokładzie drakkara okazuje się prawdziwym wyzwaniem, ale młodego adepta otaczają wyjątkowi kompani związani przysięgą na śmierć i życie. Nie maja sobie równych w walce i .... pijaństwie ani tez nie zawahają się zginąć w obronie swych braci. Zwerbowani , aby odszukać relikwie, wyruszają na poszukiwanie miecza wykutego z włóczni, która przebiła Boga chrześcijan. Droga Zaprzysiężonych wiedzie przez zdradzieckie wody szlaku wielorybów, aż do miejsca , w którym ukryto owiany tajemnicą skarb Attyli, władcy Hunów. Tam zmierzą się z niebezpieczeństwem, które wystawi na próbę ich braterstwo krwi."
Autor ma dar opowiadania, dzięki niemu w trakcie czytania przeniosłam się w czasie i wraz z bohaterami pływałam, walczyłam , grabiłam , podbijałam a czasem jak to kobieta czytająca męska literaturę buntowałam się na obyczaje. Ot taki niepokorny czytelnik , któremu nie dość oczarowania powieścią chciałby w niej zaprowadzić własne porządki.
Akcja Zaprzysiężonych odbywa się ok 965 roku , pełna jest odniesień nie tylko do faktów historycznych ale i do legend, podań , sag . Na ich podstawie Low zbudował cudną powieść przygodowo - historyczną , którą czyta się jednym tchem. Podglądamy dzięki niemu codzienne życie wikingów oraz przy okazji ludzi z krain przez nich podbijanych lub tylko odwiedzanych. Bohaterowie żyją pod władzą bogów , których my poznać możemy tylko z mitologii, ciekawe to , wbrew pozorom wiele wspólnych zachowań się znajduje dla nich i dla nas. ciekawym wątkiem jest watek o mnichach i szerzeniu chrześcijaństwa , pokazany i owszem z punktu widzenia naszych bohaterów zatem w niezbyt pozytywnym świetle.
To połączenie ówczesnych realiów, legend i mitów oraz też obecnej w książce może w mniejszym stopniu ale zawsze , fantastyki powoduje że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Nie ukrywam że z niecierpliwością czekam na kolejne tomy a wydane są już dwa. To jest to co Tygryski lubią najbardziej sagi, sagi, sagi ....
Za książkę dziękuję :
Tytuł : "Zaprzysiężeni. Skarb Attyli"
Przekład : Robert J. Szmidt
Gatunek : beletrystyka historyczna
Seria : Zaprzysiężeni
Wydawnictwo : Wydawnictwo Książnica
Z okładki :
"Młody Orm , zwany Zabojcą Niedzwiedzia , opuszcza rodzinne strony i zaciąga się do załogi Einara Czarnego. Życie na pokładzie drakkara okazuje się prawdziwym wyzwaniem, ale młodego adepta otaczają wyjątkowi kompani związani przysięgą na śmierć i życie. Nie maja sobie równych w walce i .... pijaństwie ani tez nie zawahają się zginąć w obronie swych braci. Zwerbowani , aby odszukać relikwie, wyruszają na poszukiwanie miecza wykutego z włóczni, która przebiła Boga chrześcijan. Droga Zaprzysiężonych wiedzie przez zdradzieckie wody szlaku wielorybów, aż do miejsca , w którym ukryto owiany tajemnicą skarb Attyli, władcy Hunów. Tam zmierzą się z niebezpieczeństwem, które wystawi na próbę ich braterstwo krwi."
Autor ma dar opowiadania, dzięki niemu w trakcie czytania przeniosłam się w czasie i wraz z bohaterami pływałam, walczyłam , grabiłam , podbijałam a czasem jak to kobieta czytająca męska literaturę buntowałam się na obyczaje. Ot taki niepokorny czytelnik , któremu nie dość oczarowania powieścią chciałby w niej zaprowadzić własne porządki.
Akcja Zaprzysiężonych odbywa się ok 965 roku , pełna jest odniesień nie tylko do faktów historycznych ale i do legend, podań , sag . Na ich podstawie Low zbudował cudną powieść przygodowo - historyczną , którą czyta się jednym tchem. Podglądamy dzięki niemu codzienne życie wikingów oraz przy okazji ludzi z krain przez nich podbijanych lub tylko odwiedzanych. Bohaterowie żyją pod władzą bogów , których my poznać możemy tylko z mitologii, ciekawe to , wbrew pozorom wiele wspólnych zachowań się znajduje dla nich i dla nas. ciekawym wątkiem jest watek o mnichach i szerzeniu chrześcijaństwa , pokazany i owszem z punktu widzenia naszych bohaterów zatem w niezbyt pozytywnym świetle.
To połączenie ówczesnych realiów, legend i mitów oraz też obecnej w książce może w mniejszym stopniu ale zawsze , fantastyki powoduje że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Nie ukrywam że z niecierpliwością czekam na kolejne tomy a wydane są już dwa. To jest to co Tygryski lubią najbardziej sagi, sagi, sagi ....
Za książkę dziękuję :
piątek, 26 września 2014
Maria Ulatowska "Prawie siostry"
Autor :Maria Ulatowska
Tytuł :"Prawie siostry"
Wydawnictwo : Prószyński i S - ka
Gatunek : powieść obyczajowa
Wyzwanie : biblioteczne
Książki pani Marii są jednymi z tych po które sięgam w ciemno i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Kiedy na bibliotecznej półce widzę kolejny tytuł w charakterystycznej okładce ręka sama wędruje ku nowej zapewne równie ciepłej i wartościowej lekturze jak te , które czytałam wcześniej. Kiedy za oknem szaro, zimno i ponuro, kiedy pogoda jest zaprzeczeniem polskiej złotej jesieni, najlepszym lekarstwem na poprawę nastroju jest książka. Powieści Marii Ulatowskiej nadają się do tej roli idealnie.
"Prawie siostry" to historia trzech dziewcząt Aleksandry (Leksi) , Jolanty (Luśki) i Teodory (Teo) , które po ukończeniu liceum ustalają iż co pięć lat piątego września spotykać się będą by zobaczyć jak im się wiedzie , co u każdej słychać i jak wychodzi im realizacja planów. Poznajemy ich pierwsze poważne decyzje, pierwsze związki te bardziej i mniej poważne. Mimo iż dziewczyny utrzymują kontakt data piątego września co pięć lat nabiera specjalnego znaczenia.
Jak zawsze otrzymałam od autorki mądrą, pełną ciepła opowieść o ludziach , którzy czują , planują , kochają , cierpią, śmieją się i bawią jak każdy z nas. Identyfikacja z bohaterkami jest dość łatwa co przecież pozwala bez reszty oddać się toczącej się historii. Właśnie to że bohaterki są tak normalne , tak ludzkie , że nie są niedościgłymi ideałami pozwala na wczucie się w rolę każdej z nich.
Przyjemna lektura zarówno na deszczowe jak i słoneczne, jesienne popołudnie. Czyta się ekspresowo , kibicując naszym ulubienicom zapominamy o upływie czasu nie zauważając nawet kiedy przyjdzie nam zamknąć ostatnią stronę tej niewielkiej w gruncie rzeczy książeczki.
sobota, 20 września 2014
Joanne Limburg "Moje życie w kręgu obsesji.Pamiętnik"
Autor : Joanne Limburg
Tytuł : "Moje życie w kręgu obsesji. Pamiętnik"
Przekład : Anna Zeller
Wydawnictwo : Świat Książki
Wyzwanie : z półki 2014
Gatunek : pamiętnik
Z okładki :
" Moje życie w kręgu obsesji jest dosadnie szczerym, opowiedzianym ze swadą pamiętnikiem niepozbawionym szczypty czarnego humoru. Joanne Limburg rozmyśla o rzeczach o których wcale nie myśleć, i robić rzeczy których wcale nie chce robić. Obsesyjne myśli i kompulsyjne zachowania zdominowały jej życie. Już w dzieciństwie czuła że coś jej doskwiera, ale dopiero po latach poszukiwań odnalazła drogę do okiełznania swoich lęków."
Bardzo ważna książka z dwóch względów. Po pierwsze temat chorób i zaburzeń psychicznych jest tematem tabu. Czasem zdarzy się że czytamy iż ktoś chory jest na depresję i właściwie jest to chyba jedyna choroba szerzej znana. Jednak wcale nie oznacza to że łatwo się do niej przyznać . o ile jeszcze osobom znanym się to zdarza to przeciętny człowiek raczej chowa się wraz ze swoim schorzeniem. Podobnie jest z nerwicą natręctw, na którą cierpi bohaterka. Traktujemy ją jako temat , którego nie należy poruszać no chyba że w celach humorystycznych. I tu dochodzimy do drugiego powodu dla którego ta książka jest tak ważna.
Wizerunek choroby , gdyż zwykle choroba ta czy też zaburzenie przedstawiane jest w sposób komediowy ot choćby detektyw Monk ( pamiętacie te ręczniki ?) czy z naszego podwórka "Dzień świra". Tak by było śmiesznie kiedy główny bohater nie może wyjść z domu bo sprawdza czy drzwi pozostawił zamknięte i sprawdza tyle razy że w końcu nie ma już po co wychodzić. Gdy ktoś ustawia w kółko wazonik z serwetka prostopadle do półki itd. Ot wystarczy pomyśleć o mamie Freddiego z icarly czy o sławnej Bukietowej z serialu "Co ludzie powiedzą?" , nie twierdze że te dwie osoby są chore ale cechy zaburzenia obsesyjno - kompulsywnego są widoczne.
Autorka tego swoistego pamiętnika, bardzo szczerego aż do bólu pokazuje nam inną stronę nerwicy . Bardzo otwarcie pisze o swoich dolegliwościach i odczuciach z nimi związanych. Począwszy od dzieciństwa przez dojrzewanie, studia do czasów obecnych. Czytamy o tym czego się boi , jak sobie z tym radzi i jak radzi sobie z tym jej najbliższa rodzina. Gdyż nie ukrywajmy nie pozostaje to bez wpływ na najbliższych. Jej wędrówka od lekarza do lekarza , od psychologa do psychologa niestety nie jest napawającą optymizmem drogą do wyzdrowienia. Chciałoby się by lekarz przepisał lekarstwo , zastosował skuteczną terapię i mamy happy end. Niestety wygląda to trochę inaczej i trwa znacznie dłużej.
Autorka również dzięki swojemu wykształceniu uzupełnia tekst swoich wspomnień również sporą dozą informacji naukowych dotyczących schorzenia , jego leczenia i stosowanych leków oraz terapii. Dzięki jej pracy poznajemy niejako historię schorzenia i teorie jakie przez lata mu towarzyszyły. Padają nazwiska znanych i mniej znanych psychologów, psychoanalityków, filozofów nawet. Trzeba przyznać że Joanne Limburg włożyła w tę książkę całe serce chcąc przekazać że ( przynajmniej ja tak to odbieram) póki jest nadzieja należy walczyć i szukać światełka w tunelu.
Uzupełnieniem dość dokładnie tłumaczącym czy też raczej pozwalającym na wyobrażenie sobie z czym na co dzień do czynienia ma autorka są cytaty z testu padewskiego, moim zdaniem dość dobrze oddające sedno rzeczy.
Książka ta nie jest książka łatwą ale też nie dotyczy błahego tematu.
Tytuł : "Moje życie w kręgu obsesji. Pamiętnik"
Przekład : Anna Zeller
Wydawnictwo : Świat Książki
Wyzwanie : z półki 2014
Gatunek : pamiętnik
Z okładki :
" Moje życie w kręgu obsesji jest dosadnie szczerym, opowiedzianym ze swadą pamiętnikiem niepozbawionym szczypty czarnego humoru. Joanne Limburg rozmyśla o rzeczach o których wcale nie myśleć, i robić rzeczy których wcale nie chce robić. Obsesyjne myśli i kompulsyjne zachowania zdominowały jej życie. Już w dzieciństwie czuła że coś jej doskwiera, ale dopiero po latach poszukiwań odnalazła drogę do okiełznania swoich lęków."
Bardzo ważna książka z dwóch względów. Po pierwsze temat chorób i zaburzeń psychicznych jest tematem tabu. Czasem zdarzy się że czytamy iż ktoś chory jest na depresję i właściwie jest to chyba jedyna choroba szerzej znana. Jednak wcale nie oznacza to że łatwo się do niej przyznać . o ile jeszcze osobom znanym się to zdarza to przeciętny człowiek raczej chowa się wraz ze swoim schorzeniem. Podobnie jest z nerwicą natręctw, na którą cierpi bohaterka. Traktujemy ją jako temat , którego nie należy poruszać no chyba że w celach humorystycznych. I tu dochodzimy do drugiego powodu dla którego ta książka jest tak ważna.
Wizerunek choroby , gdyż zwykle choroba ta czy też zaburzenie przedstawiane jest w sposób komediowy ot choćby detektyw Monk ( pamiętacie te ręczniki ?) czy z naszego podwórka "Dzień świra". Tak by było śmiesznie kiedy główny bohater nie może wyjść z domu bo sprawdza czy drzwi pozostawił zamknięte i sprawdza tyle razy że w końcu nie ma już po co wychodzić. Gdy ktoś ustawia w kółko wazonik z serwetka prostopadle do półki itd. Ot wystarczy pomyśleć o mamie Freddiego z icarly czy o sławnej Bukietowej z serialu "Co ludzie powiedzą?" , nie twierdze że te dwie osoby są chore ale cechy zaburzenia obsesyjno - kompulsywnego są widoczne.
Autorka tego swoistego pamiętnika, bardzo szczerego aż do bólu pokazuje nam inną stronę nerwicy . Bardzo otwarcie pisze o swoich dolegliwościach i odczuciach z nimi związanych. Począwszy od dzieciństwa przez dojrzewanie, studia do czasów obecnych. Czytamy o tym czego się boi , jak sobie z tym radzi i jak radzi sobie z tym jej najbliższa rodzina. Gdyż nie ukrywajmy nie pozostaje to bez wpływ na najbliższych. Jej wędrówka od lekarza do lekarza , od psychologa do psychologa niestety nie jest napawającą optymizmem drogą do wyzdrowienia. Chciałoby się by lekarz przepisał lekarstwo , zastosował skuteczną terapię i mamy happy end. Niestety wygląda to trochę inaczej i trwa znacznie dłużej.
Autorka również dzięki swojemu wykształceniu uzupełnia tekst swoich wspomnień również sporą dozą informacji naukowych dotyczących schorzenia , jego leczenia i stosowanych leków oraz terapii. Dzięki jej pracy poznajemy niejako historię schorzenia i teorie jakie przez lata mu towarzyszyły. Padają nazwiska znanych i mniej znanych psychologów, psychoanalityków, filozofów nawet. Trzeba przyznać że Joanne Limburg włożyła w tę książkę całe serce chcąc przekazać że ( przynajmniej ja tak to odbieram) póki jest nadzieja należy walczyć i szukać światełka w tunelu.
Uzupełnieniem dość dokładnie tłumaczącym czy też raczej pozwalającym na wyobrażenie sobie z czym na co dzień do czynienia ma autorka są cytaty z testu padewskiego, moim zdaniem dość dobrze oddające sedno rzeczy.
Książka ta nie jest książka łatwą ale też nie dotyczy błahego tematu.
Danuta Noszczyńska "Mogło być gorzej"
Autor : Danuta Noszczyńska
Tytuł : "Mogło być gorzej"
Wydawnictwo : Philip Wilson
Wyzwanie : z biblioteki
Gatunek : literatura obyczajowa
Jak zwykle na książce pani Danuty się nie zawiodłam, potrzebowałam miłej ,lekkiej i humorystycznej lektury w sam raz na jedno popołudnie i dokładnie to dostałam. Julia bohaterka książki, matka dwóch dziewcząt i żona Jacka. Pracuje w domu kultury , ma sympatyczne koleżanki w pracy i poza, niesympatycznego szefa i spora grupę dzieci pod opieką. Wpada na pomysł by się dokształcać na studiach podyplomowych. Mąż niezbyt zadowolony z kolejnego pomysłu żony z początku się nie zgadza. Wpada mu jednak propozycja wyjazdu za granicę i by przekonać doń żonę proponuje że będzie mogła spełnić swoje marzenie jeśli on będzie mógł pojechać do Anglii.
I teraz tak naprawdę zaczyna się właściwa opowieść , Julia pozostawiona sama sobie z dwójką dzieci pod opieką , pracą pod okiem nielubianego szefa , korzysta z pomocy pewnej miłej starszej pani , która z chęcią nie mając własnych wnuków zajmuje się młodszą córką naszej bohaterki.
Mimo pomocy , Julia ma wrażenie że chwilami nie wie co robi , nagle pojawiają się zakupy na których nie była, czas leci w sobie tylko znanym tempie , na dodatek mąż najprawdopodobniej zdradza ją z jej koleżanką z pracy .
Bardzo zabawna powieść , serdecznie polecam dobra zabawa gwarantowana.
Tytuł : "Mogło być gorzej"
Wydawnictwo : Philip Wilson
Wyzwanie : z biblioteki
Gatunek : literatura obyczajowa
Jak zwykle na książce pani Danuty się nie zawiodłam, potrzebowałam miłej ,lekkiej i humorystycznej lektury w sam raz na jedno popołudnie i dokładnie to dostałam. Julia bohaterka książki, matka dwóch dziewcząt i żona Jacka. Pracuje w domu kultury , ma sympatyczne koleżanki w pracy i poza, niesympatycznego szefa i spora grupę dzieci pod opieką. Wpada na pomysł by się dokształcać na studiach podyplomowych. Mąż niezbyt zadowolony z kolejnego pomysłu żony z początku się nie zgadza. Wpada mu jednak propozycja wyjazdu za granicę i by przekonać doń żonę proponuje że będzie mogła spełnić swoje marzenie jeśli on będzie mógł pojechać do Anglii.
I teraz tak naprawdę zaczyna się właściwa opowieść , Julia pozostawiona sama sobie z dwójką dzieci pod opieką , pracą pod okiem nielubianego szefa , korzysta z pomocy pewnej miłej starszej pani , która z chęcią nie mając własnych wnuków zajmuje się młodszą córką naszej bohaterki.
Mimo pomocy , Julia ma wrażenie że chwilami nie wie co robi , nagle pojawiają się zakupy na których nie była, czas leci w sobie tylko znanym tempie , na dodatek mąż najprawdopodobniej zdradza ją z jej koleżanką z pracy .
Bardzo zabawna powieść , serdecznie polecam dobra zabawa gwarantowana.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


