poniedziałek, 30 lipca 2012

"Kto pozostaje bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem"


  (Mt 7,1-5)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka /tkwi/ w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.

    Trochę się tymi cytatami asekuruję,podejmując pewien temat. Jest  książka,która gdy się pojawiła wywołała fale dyskusji nie tylko w Polsce ale i za granicami kraju. Oceny są różne choć na ogół pozytywne. Jestem w jej połowie zatem o samej przeczytanej na razie częsciowo opowieści będzie dziś niewiele a raczej nic. Z ciekawości zaś szukałam informacji na temat jej bohatera,nie to żebym nigdy wcześniej o nim nie słyszała,jednak zawsze myślałam o nim że nie miał innego wyjścia. Tu się okazuje że sporo osób uważa inaczej,że oskarża go mimo tego że po latach nie będąc zaangażowanym osobiście nie jesteśmy (chyba) w stanie wydać opini o kimś i o jego działalności.I zapominają oceniający by oceniać czyny a nie człowieka. Obojętnym pozostać się nie da to pewne. A i ja w poprzednim zdaniu pokusiłam się o ocenę choć nie powinnam.
   Z drugiej strony machnąć ręką? Też nie można. Jednak gdy stawiam się na jego miejscu ,pojawia się problem, gdy chodzi o prostą w zasadzie sprawę zabić czy nie,odpowiedz jest nieskomplikowana,wiem jak powinnam zrobić, jak postąpię będzie oczywiście zależało od sytuacji podobnie ocena czynu.Gdy powrócę myślami do tej osoby i mam niejako w jej sytuacji się postawić nie wiem nawet jak powinnam postąpić, a co dopiero wypowiadać się jak bym postąpiła.

zródło zdjęcia
   Sprawa prostą nie jest podobnie jak wszystko co dotyczy Holokaustu ,chodzi o Mordechaja Chaima Rumkowskiego  urodzony 27 lutego 1877 roku w Ilinie w Rosji w kupieckiej rodzinie, ukończył kilka klas szkoły podstawowej ( logika, moralność i uczucia wyższe - być może brak wykształcenia może tu być jakimś tropem ) .Prowadził pracownię pluszu, był agentem ubezpieczeniowym i kierownikiem domu sierot "Helenówek". Od 1921 roku był członkiem Gminy Żydowskiej.Nie będe tu streszczać życiorysu ,podałam link do wiki ,kto chętny może poczytać.
 
  Niewątpliwie prezesem Judenratu został na własne życzenie, wierzył że pójście na współpracę z Niemcami ,stworzenie wielkiej fabryki przynoszącej zysk okupantom uratuje życie może nie wszystkim ale przynajmniej większości.Był idealistą wierzącym we własne siły ,w to że będzie przywódcą wiodącym być może nie do wolności ale do przetrwania. Stworzył miejsce zorganizowane, tłumaczył że by żyć należy pracować i te miejsca pracy tworzył, fabryki czy  administracja były rozbudowane do granic możliwości,by dać pracę która zwalniała z transportu. Kiedy przyszedł czas że Niemcy zażądali dzieci utworzył również miejsca pracy specjalnie dla nich tak by były przydatne, każde dziecko w Łodzi w wieku od 14 lat a potem od 10 lat musiało pracować.Zdarzały się sytuacje dziwne, jak ta kiedy osobom niezdolnym do pracy przyznał zasiłki, póniej gdy miał wybierać ludzi do wysłania poza granicę getta podał tylko listę z nazwiskami pobierającyh zasiłek. Czy działał celowo,czy był to przypadek? Wierzę w tę drugą wersję.
  Łódzkie getto było o ile tak można to określić gettem wzorowym,wprowadzono np. kartki żywnościowe co pozwalało na racjonalne podziały żywności dostarczanej przez Niemców do getta.Śmiercią głodową umierało znacznie mniej osób niż w getcie warszawskim, bogatszym to po pierwsze i otwartym na przemyt to po drugie. Gdyż Rumkowski w pierwszej kolejności pozbył się szmuglerów jedni twierdzą że z powodu strachu przed nimi, inni że w obronie ludzi przed ewentualnymi konsekwencjami i wykorzystywaniem.
     Getto Łódzkie przetrwało najdłużej do sierpnia 1944 roku własnie ze względu na "opłacalność" dla Rzeszy, to z pewnością było zasługą prezesa Judenratu. Czy gdyby nie dość nagła decyzja o likwidacji spowodowana kłopotami ( delikatnie mówiąc) na froncie, mogłoby przetrwać? Myślę że miało największe szanse.
   
 W 1942 roku zażądano 20 tysięcy  Żydów , chorzy ze szpitali już byli wydani, tym razem "poproszono" o starców i dzieci ,czyli o najsłabszych ale też zwyczjowo z pobudek moralnych , zwykle w każdym społeczeństwie najbardziej bronionych. To był zamach na świętość,szczególnie dzieci.

    Fragmenty przemowy Mordechaja Rumkowskiego do mieszkańców getta :

  
"Trwa wojna.Nad głowami codziennie wyje nam alarm lotniczy.Wszyscy musimy biec ,szukać schronienia.W tej sytuacji dzieci i starcy sa tylko zawadą.Dlatego lepiej będzie ich stąd zabrać."

" ...Nigdy nie przypuszczałem ,że to moje ręce będą składały taką ofiarę na ołtarzu.Przypadło mi w losie ,że muszę dziś wyciągnąć do was ramiona i błagać : bracia i siostry,ojcowie i matki - wydajcie mi swoje dzieci...! "

" Mamy w getcie wielką ilosć chorych na gruzlicę ,którym pozostało tylko parę dni ,może tygodni życia.Nie wiem może ten plan jest diabelski ,muszę się zwrócić do was z zawołaniem : wydajcie chorych ,aby na ich miejsce ratować zdrowych ..."

"Okrzyki z tłumu:
Lepiej idzmy wszyscy; i
Panie Prezesie ,nie bierzcie ,wszystkich dzieci;wezcie po jednym z tych rodzin ,co mają więcej" *

     Straszne,nieludzkie czy rozsądne na swój diaboliczny sposób? Równie szokująca jest propozycja padająca z tłumu by zabrać po jednym dziecu tym ,którzy mają ich dużo.Które dziecko przenaczyć? Czy da się stratę któregoś przeboleć? Czy tak można?
    Przed pochopnym wydaniem oceny uprzedzm że prawdopodobnie szantażowano Rumkowskiego zmniejszeniem racji żywnościowych a te które były i tak nie starczały.

   Według oficjalnych danych wysłano wówczas do obozów zagłady w Chełmnie nad Nerem 15 681 osób,choć sekretarka Rumkowskiego twierdzi że wysłano 22 tysiące a ten ceowo zaniżył liczby by nadal pobierać więcej jedzenia i móc je rozdzielić wśród pozostałych. **
     W Warszawie w proteście przeciw transportom 23 lipca 1942 roku Adam Czerniakow przewodniczący tamtejszego Judenratu popełnił samobójstwo.
     Można dysutować oczywiście ,który z nich postąpił właściwie, zaznaczę iż transporty z W-wy i tak zostały przygotowane a na miejsce Czerniakowa został wybrany przez niemców Marek Lichtenbaum. 

   cdn.

  Zródła:  

  
   *Steve Sem - Sandberg "Biedni ludzie z miasta Łodzi"
 **Szewach Weiss "Państwo Rumowskiego" Wprost 3/2008

sobota, 28 lipca 2012

"Lalki w ogniu" czyli Indie subiektywnie.

  Przeczytałam książkę Pauliny Wilk "Lalki w ogniu", poczytałam na różnych blogach opinie o tej książce jak i dyskusje na jej temat. W pierwszej chwili miałam mieszane uczucia, trochę na zasadzie Gombrowiczowskiej.Niemniej muszę przyznać że mimo wszystko pochłonęłam "Lalki w ogniu"w jeden wieczór.
  Nie jestem w stanie polemizować z opisem pani Pauliny Wilk gdyż nigdy w Indiach nie byłam. Mogę jednak opisać swoje wrażenia, uczucia jakie mnie ogarniały kiedy przewracałam kolejne kartki.Przerażenie zdecydowanie dominowało ,począwszy od zbrodni na kobietach,te przypadkowe poparzenia, wypadki przy pracy i to uczucie bezradności, gdyż kobieta musiała zdawać sobie sprawę jak walka o pieniądze ,których nie ma się skończy.Czy każdego dnia oczekiwała na swój koniec, na rękę która popchnie ją ku śmierci? Czy wyszkolona w byciu posłuszną i bezwolną nawet się na tym nie zastanawiała? Właściwie powinnam pisać w liczbie mnogiej,dotyczy to setek kobiet.

  "Przyzwolenie na zabójstwo jest wszechobecne i rodzi się w chwili,kiedy dziewczynka przychodzi na świat" 

   " Dowry deth to zbrodnia uniwersalna i popularna - nie dotyczy środowisk patologicznych,zdarza się w szacownych domach ,gdzie nie gości bieda.Giną żony prawników,urzędników,inżynierów i lekarzy"

     Przez sytuację dzieci, osób starszych, kasty niedotykalnych,ludzi żyjących na ulicy,po wszechobecną astrologię, polowanie na czarownice w dosłownym tego słowa znaczeniu.Ojciec gwałcący córkę co miało zapewnić mu pomyślność ,czy dziadek ucinajacy głowę swej wnuczce  bo ktoś doradził mu że ziarna  zmieszane z jej krwią wydadzą dobry plon. Toż to się czyta niczym jakiś horror tym straszniejszy że na faktach. Nie mogłam się mimo wszystko od lektury oderwać.
  Równie porywająco i przekonująco opisane są zabiegi ludzi by przetrwać, te starania by na czymkolwiek zarobić choć grosz ( luzno przekładając na nasze) gdyż jest to kolejny dzień życia.

  Barwnie, sugestywnie i z widoczną aprobatą opisane są targowiska, sklepy,stoiska jednym słowem handel. Widać iż na autorce zrobiło to wrażenie, że ludzie starają się jak mogą mimo ogarniającej  i napierającej zewsząd beznadziei,że im się chce,że robią to z uśmiechem i tu widać wreszcie sympatię autorkki do Indii, bo wczesniej miałam wątpliwości,czy p.Wilk choć trochę sympatii czuje do tego kraju, do tych ludzi. Niesamowite wrażenie robią opisy stoisk ,stoliczków niejako przenośnych,nie będę siliła się tu na opisy bardzo plastycznie przedstawiła to autorka.
  Pociągi,podróże i spotkani w ich trakcie ludzie budzą szeroką gamę odczuć, od podziwu po wpółczucie,najgorszy jest chyba ten niekończący się korowód potrzebujących, podtrzymujące na duchu jest to że na wszelkie sposoby pracują, choćby wykonując pracę której nikt nie zamawiał jak sprzątanie pod siedzeniami w pociągach ,pozwala to na zachowanie człowieczeństwa tak sobie myślę. Wbrew pozorom w książce o żebrakach,których jest chyba (chyba!!!) sporo w Indiach ,jest niewiele.Czy celowo,watpię, czy są tematem nie nadającym się do opisywania,watpię.Dlaczego zatem?
 
   Najwięcej przykrości sprawiły mi opisy spraw dotyczących higieny i fizjologii. Za to m.in. autorka zebrała najwięcej krytycznych uwag, o ile oczywiście rozumiem że w miejscach tak zaludnionych trudno o jakieś odosobnione miejsce i że arówno ablucje jak i całą resztę przychodzi wykonywać publicznie to jednak uważam że hm zbyt bezpośrednio zostało to opisane. Wzmianka na ten temat że z takich to a takich powodów pewne sprawy mimo iż intymne są publicznymi by wystarczyła,oczywiście nikt nie musi się ze mną zgadzać. Robienie zaś z całych Indii wszechobecnej kloaki jest conajmniej niewłaściwe,choć nie twierdzę że całowice fałszywe, zapewne niejedno miejsce tak właśnie wygląda.
 Poza tym,uderzyło mnie to że nie ma rozmów z ludzmi byłam ,widziałam a nawet opisałam ale nie rozmawiałam? Dla przykładu podam Jarosława Kreta i książkę "Moje Indie" które są  pełne rozmów z  Indusami,tego też niestety mi zabrakło,niesamowity dystans do ludzi jak dla mnie przebija mimo wszystko z tej opowieści p.Wilk. Brak mi pewnej więzi z mieszkańcami opisywanych miejsc choćby i przez tłumacza, nie twierdzę że należy znać każdy język na ziemi,jednak jeśli jadę gdzieś i na dodatek z tej podróży zamierzam zdać relację staram się być jak najbliżej życia i ludzi. Być może się mylę, piszę jak wspomniałam tylko o swoich odczuciach po przeczytaniu "Lalek".
  Wiem że Indie to nie kraina mlekiem i miodem płynąca, wiem że jest tam straszna bieda zawiniona i nie, że komuś na tej biedzie, podobnie jak rzecz ma się z Afryką, zależy,wiem że to nie bollywood i widzę że autorka też to wie,myślę jednak że zbyt skupiła się tylko nad jedną stroną medalu.
  Może jest tak że obraz mną wstrząsnął ( tak,tak też jest z pewnością) i podświadomosć się buntuje szukając alternatywy ( tego już nie jsetem pewna) . Może jest tak że książka miała za wszelą cenę wstrząsnąć czytelnikiem? E chyba nie,a może?
  Dawno już, czytałam książkę, której zrestą szukam bezskutecznie. Napisał ją polski ksiądz będący w Indiach,żyjący wśród najbiedniejszych, opisał naprawdę szokujące sprawy, życie na ulicy całymi rodzinami, klitka 3m na 3m bodaj była luksusem dla rodziny z dziećmi, matka w ciąży ( inna matka) otrzymała propozycję czy też sama się o nią postarała by z dziecka ... (mniejsza o szczegóły) w każdym razie by dziecka się pozbyć,o tym dlaczego w Indiach je się ryż, dlaczego dania są bardzooo ostre ,wszysto to opisane bez ubarwień, a jednak ksiązka mnie wciągnęła i zachwyciła, czułam że autor autentycnie lubi a może nawet kocha tych ludzi, żyje z nimi a nie obok nich. Tego mi brakuje w "Lalkach w ogniu".

   Co jednostronności jeszcze, wystarczy porównać choćby ze wspomnianą pozycją"Moje Indie" i mamy wrażenie że czytamy o dwóch różnych światach, z tym że p.Kret zwrócił na tę powiedzmy umownie dwoistość kraju uwagę, umknęło to p.Wilk a szkoda bo książka jest naprawdę wciagająca a mogłaby być porywająca.


    Ocena książki : 4/6
 

wtorek, 24 lipca 2012

Daria Doncowa "Poker z rekinem"

  Daria Doncowa (ros. Дарья Донцова, ur. 7 lipca 1952)
 
   Daria Doncowa to pseudonim jakiego używa autorka Agrypina Arkadiewna Doncowa, rosyjska Chmielewska jak reklamują ją czytelnicy i wydawcy. Córka radzieckiego pisarza Arkadija Nikolajewicza Wasiljewa i pani reżyser Tamary Stiepanownej Nowackiej.W domu miała okazję spotkać wśród gości znane osoby w świecie literackim m.in. Annę Achmatową. Nic dziwnego że wobec tego pomimo studiów na Państwowym Uniwersytecie Moskiewskim  i pracy w prasie w ońcu zaczęła pisać książki.
  Autorka ma syna z pierwszego i córkę  trzeciego małżeństwa. Przeszła przez piekło choroby nowotworowej co zdecydowanie ją wzmocniło i utwierdziło w planach pisania ,pisania i jeszcze raz pisania. Jej program literacki jak sama twierdzi jest prosty :
    "Moja tajemnica jest prosta: chcę dać ludziom nadzieję na szczęście i energię do działania. Jestem pisarzem ludowym – nie dlatego, że taka ze mnie wielka pisarka, lecz dlatego, że piszę dla ludzi. Dla dziesiątków i setek tysięcy mężczyzn i kobiet, którzy chodzą ulicami, jeżdżą metrem, mają niezbyt wysokie dochody i mnóstwo problemów. Nie darmo nazywają mnie „tabletką na depresję” – kłamię jak najęta w swoich książkach, ale to kłamstwo niesie ratunek odbiorcom powieści. Staram się, aby życie codzienne mojego czytelnika tak mu nie ciążyło, faszeruję go optymizmem." 

  Czy to takie proste w czasach powszenej wyzierającej zewsząd depresji pisać tak by rozbawić czytelnika i przekonać go że nie jest zle i w zyciu można a nawet nalezy szukać tego co pozytywne,co dodaje nam sił?  Mam wątpliwości, uważam że nasza pisarka robi kawał dobrej, potrzebnej i wbrew pozorom ciężkiej roboty.

   Pisarka uwielbia psy, kryminały ,robi na drutach  i gotuje! Wydała już cztery  książki kulinarne nam pozostaje liczyć na  to iż wydawnictwa wpadną na genialny pomysł ich tłumaczenia. Jak zdradza w wywiadzie jej marzeniem jest by móc w szlafroku, bez makijau zasiąść przed tv i obejrzeć wiadomości, nic dziwnego skoro na co dzień po pracy pisarskiej udaje się do radia bądz tv  a wraca do domu zwykle koło północy :-) 

    Dla mnie najważniejszą informacją jest to że powieści Dari Doncowej jest już kilkadziesiąt czyli będzie czytania a czytania.Przypomniałam sobie jak lata temu kiedy to Joanna Chmielewska wydawała książkę za książką po dłuższej przerwie pobiegłam do księgarni z pytaniem czy jest już coś nowego. Nie ma - usłyszałam - to nie Agata Christie żeby co chwilę coś było. Hm tak sobie myślę że teraz może nazwisko pani Doncowej by padło? Byle jak najszybciej przetłumaczono. Choć z drugiej strony może te powieści w końcu zmobilizują mnie do regularnej nauki rosyjskiego!

    Autor: Daria Doncowa
    Tytuł: "Poker z rekinem"
    Tyuł oryginału :  Покер с акулой   
    Przełożyła: Danuta Blank
    Wydawnictwa: Videograf
    Wydanie I Chorzów 2012    


     Ponowne spotkanie z Eulampią ,Lampą,Lampką,Lampunią równie udane jak pierwsze.
 Czasem los bywa złośliwy albo szczodry zależy jak na to spojrzeć. Zwykle lenistwo nie jest zjawiskiem pozytywnym,wszyscy chyba się zgodzą. Kiedy pewnego wieczoru zmęczenie zastaje Lampę na kanapie w salonie i nie pozwala na przejście do sypialni jeszcze niczego nie podejrzewamy ,bo i co moglibyśmy.Nic.Jednak złośliwosć losu daje o sobie znać, nad ranem dzwoni telefon a  słuchawce rozlega się kobiecy głos błagający Eulampię o przyjazd, kobieta będąc pewna że dodzwoniła się do przyjaciółki prosi by ta przyjachała gdyż ktoś chce ją zabić a przy dodatowej osobie być może się nie odważy.Kiedy nasza bohaterka odkłada słuchawkę odpowiadając iż to pomyłka nie zapewnia sobie spokoju, Po chwili ponownie rozlega się dzwięk dzwoniącego aparatu telefonicznego. Tym razem ukazuje się też nadzieja na załatwienie sprawy gdyż kobieta podaje numer do swojej przyjaciółki, do której oczywiście zaraz dzwoni Lampa. 
   Po chwili nadzieja na święty spokój rozwiewa się, przyjaciółka nie odbiera za to po chwili ponownie dzwoni telefon ...
    Do trzech razy sztuka ! Kiedy tajemnicza rozmówczyni informuje o tym iż ktoś już ją zabił podając jednoczesnie swój adres, tuż obok.

   Nieoceniona Lampa zjawia się na miejscu, wzywa pogotowie i usiłuję uspokoić ofiarę, ta jednak kiedy pomoc przybywa już nie żyje.Jednocześnie nasza bohaterka zdaje sobie sprawę że zbliża się siódma i trzeba obudzić rodzinkę a tu może wpaść policja i pokrzyżować plany ,zatem nika w tempie ekspresowym z kotem pod pachą. Policja podejrzewa syna znanego reżysera Burlewskiego ale o tym Eulampia jeszcze nie wie.
    Pewien biznesmen Pisiemski poszukuje młodej żony,która nagle znikła pozostawiając tylko list. Do tego zadania wynajmuje naszą amatorkę. Ta zaś na dodatek w trakcie wizyty w areszcie jako zatrzymana za włamanie, trafia na syna Burlewskiego i oczywiście z czasem zajmuje się i jego sprawą. Ma udowodnić niewinność podejrzanego.
  Obie sprawy się mieszają, wątków jest bez liku, co rusz to inny trop, świat nowobogackich wymieszany  z patologią tak zwaną.spadki prawdziwe i fałszywe, złe dzieci z dobrych domów i dobre ze złych,bieda i majątek. Drugi to mój kryminał Doncowej zatem nie wiem czy we wszystkich ta tematyka jest poruszana,ale najciekawsze dla mnie są te wątki dotyczące złych dzieci. Jak to się dzieje że rodzice się starają, stają na głowach,pomagają, dbają, wymagają chuchają i nie wiem co jeszcze a dziecko rośnie na przestępcę?

     Książka podobnie jak poprzednia pełna humoru,interesujących histori,rozwiązanie zaskakujace ale nic w tym dziwnego skoro mamy dwie osoby, które wydają się jedną , zgony,przeprowadzki, zamachy ,wszystko ze sobą wymieszane. Komedia pomyłek od tego pierwszego telefonu poczynając , kara za lenistwo? Zbieg okoliczności? Bo gdyby nie spała na kanapie ....


    Ocena książki : 5,5/6
 
  
      Na marginesie :
    Zródła informacji o Darii Doncowej to :
                 niezbyt lubiana wikipedia link 
                 urbanik.fora link
                 Zbrodnia w bibliotece link
   
  Cytaty pochodzą z wywiadu Piszę bajki dla dorosłych.
 
  
   
 
  
  
    

sobota, 21 lipca 2012

Daria Doncowa "Słodki padalec"

   Książkę "Słodki padalec" kupiłam jako pierwszą tej autorki, miała nawet naklejony numerek 1 ,przed chwilą przeczytałam sobie bardzo miły wywiad z Darią Doncową na portalu  Zbrodnia w bibliotece i dowiaduję się z niego iż pierwszą powieścią z Eulampią jest "Manikiur dla nieboszczyka" , koszmar . Zresztą miłośnikom kryminałów rosyjskich dość już  dojadły wydawnictwa z  książkami Aleksandry Marininy o czym mówi się i pisze na okrągło, jak grochem o ścianę jak widać.

Autor :  Daria Doncowa
                                                        Tytuł :  "Słodki padalec"
                                                            Tytuł oryginału: Гадюка в сиропе 
                                                         Wydawnictwo :Videograf 2012
                                                                                          Przełożyła: Ewa Skórska

   Od razu napiszę że okładki mojego wydania nie znalazłam.

        Jak wspomniałam to moje pierwsze spotkanie z Eulampią a nawet z twórczością Darii Doncowej ,bardzo udane spotkanie. Twórczość tę porównuje się do książek naszej Joanny Chmielewskiej. Mam alergię na tego typu porównania gdyż już wielokrotnie się na nich zawiodłam,zwykle dane "dzieło" nie leżało nawet koło oryginału o podobieństwie nie wspominając. Muszę jednak przyznać że,nie tego że to druga Chmielewska nie przyznam za żadne skarby, po prostu drugiej takiej pisarki nie ma, za to powieść faktycznie, miła,ciepła,sympatyczna i skrząca się humorem. Przyjemna wciągająca lektura,którą nie sposób odłożyć przed końcem.

     Eulampia po wyjezdzie dotychczasowych pracodawców/przyjaciół  podejmuje pracę u pisarza powieści kryminalnych Konrada Razumowa. Dom należy do domów otwartych, ciągle ktoś przychodzi, spotkania, przyjęcia. Spać się chodzi nad ranem, śniadanie je w południe, córka pisarza z jego pierwszego małżeństwa uczy się w domu, pan domu odpiera albo i nie ataki chętnych na romans pracownic,pani domu udaje że wszystko jest w porządku a jeszcze jak się doda że ulubioną zabawą Razumowa i jego czteroletniego syna jest zabawa w strzelanie  ... wszystko stoi na głowie. Codziennie wieczorem rytuałem jest wspomniana własnie zabawa, synek ma wszelkiej broni setki sztuk i codziennie przybywają nowe.Zabawki oczywiście.
    Pewnego dnia zabawa ojca z synem kończy się śmiercią pisarza. Wypadek? Samobójstwo a może morderstwo? Ale jak syn ,ojca? Czteroletni syn, zaznaczmy. Syn na drugi dzień wylatuje z nianią na Cypr, żona pisarza Lena  opuszcza mieszkanie z tym że miejscem do którego przybywa jest znacznie mniej pożądany areszt,zostaje zatrzymana jako podejrzana o zabójstwo męża. Lizą córką Razumowa ,pasierbicą Leny zajmuje się Eulampia. Nie tylko nią. Ma wątpliwości co do winy Leny i postanawia to wyjaśnić na swój własny amatorski sposób. Ktoś jednak chce jej to uniemożliwić w tym celu uśmiercając kolejne osoby,które mogłyby coś wiedzieć.

   Książka jest świetna, szybciutko się czyta, intryga wciągająca, poznajemy świat wydawnictw, pisarzy, pewne tajemnice warsztatu ,podążamy tropem bohaterów książek Razumowa, za chwilę skupiamy się  na prawdziwym życiu bo ci pisarze to jednak bzdury piszą, no fakt jak pyta jeden z   bohaterów , pisarz właśnie: " I co,naprawdę myślisz ,że jestem maniakiem seksualnym i zabójcą w jednej osobie?Myślisz że codziennie zabijam kilka osób,przyjaznię się z typami spod ciemnej gwiazdy i w żołądku przewożę przez granicę kapsułki z heroiną?" 
  Portret współczesnej Rosji, trochę  jej histori nie tak dawnej ale zawsze. Historie różnych ludzi, jak to im się życie układało,losy pojedynczych osób ,które poznajemy w trakcie tego amatorskiego śledztwa bardzo wiarygodnie opowiedziane na dodatek wszystkie są ze sprawą związane w jakimś większym bądz mniejszym stopniu. Alkohol,zdrady,nieślubne dzieci,bieda i bogactwo przeplatają się ze sobą nawzajem.
   Do tego wszystkiego dodać psa - szczeniaka i kociaka przygarniętego przez Lampę i Lizę, sąsiada byłego mafioza chorego w międzyczasie na świnkę, którego Lampa polubiła ale i tak podejrzewa,Pingwina pod lodówką i Ramika pożerającego wszysto co się da ... To naprawdę wybuchowa mieszanka.

    A szczeniak jak dorośnie ma wyglądać tak:


Ocena książki : 5/6  

piątek, 20 lipca 2012

Agatha Christie "Entliczek pentliczek"

 
Agatha Christie
Autor: Agatha Christie
Tytuł: "Entliczek pentliczek"
Tytuł oryginału: "Hickory dickory dock"
Przekład: Aleksandra Ambros
Tom 4 z serii wydawnictwa Hachette

        "Zegar pierwszą bije,
         Mysz w dziurze się kryje.
         Hickory dickory dock,
         Entliczek,pentliczek,
         Czerwony stoliczek ... "   

                                         

     Wszyscy wiedzą że Herkules Poirot jest doskonały,doskonałe jest to wszystko co go otacza. Podobnie jest z najbliższymi pracownikami,doskonały lokaj i pedantyczna sekretarka. Nic więc dziwnego zatem że gdy owa sekretarka panna Felicity Lemon w jednym liscie robi trzy błędy i na dodatek ich nie zauważa! Herkules Poirot jest mocno zaskoczony,na tyle by podjać pewne kroki.
  Ze zdziwieniem dowiaduje się że panna Lemon ma siostrę a ta z kolei ma problem. Hm pominiemy milczeniem pełnym szacunku fakt iż tak doskonały detektyw nie wiedział o tak ważnej osobie w życiu swojej sekretarki.
  Wróćmy zatem do siostry, po śmierci męża,biznesmena,wróciła ona do Anglii z  Singapuru ,by w spokoju spędzić następne lata swego życia.Finanse na to jej pozwalały, nie pozwalał charakter.Pani Hubbard to kobieta ,która nie umie siedzieć bezczynnie i próżnować,zatem znalazła sobie zajęcie,w domu studenckim .Miała zająć się prowadzeniem rachunków, organizacją pracy służby i wszystkim tym co potrzebne by akademik działał idealnie.Pracę polubiła, polubiła też zamieszkujących dom studentów,trochę trudniej było z panią Nicoletis bowiem miała ona jedną za to uprzykrzającą życie wadę,zmienność nastrojów.Wprawdzie pani Hubbard radziła sobie z tym doskonale, jednak każdy czułby się conajmniej dziwnie jeśli w jednej rozmowie zostałby złajany a za chwilkę pochwalony jako pomoc nieoceniona i niezastąpiona.
   Problem poważniejszy pojawił się gdy zaczęły ginąć lokatorom różne przedmioty takie jak: pantofelek,bransoletka, pierścionek  z brylantem,puderniczka,szminka ,stetoskop,kolczyki,zapalniczka,stare spodnie,żarówki, bombonierka,kwas borny,sól do kąpieli czy książka kucharska,plecak i apaszka, poza pierścionkiem z brylantem  rzeczy niewiele warte . Zresztą  pierścionek szybko się odnalazł,plecak i apaszka również tyle że dwie ostatnie rzeczy całkiem zniszczone. Niby niewiele jednak niezbyt pozytywnie wpływało to na atmosferę w akademiku a jeśli jeszcze wziąć pod uwagę że pani Hubbard polubiła swoich podopiecznych i zależało jej by obyło się bez wzywania policji,łatwo zgadnąć że propozycja Herkulesa Poirot że sam się tym zajmie była jej na rękę.
   Pewnego wieczoru zaproszono studentów na spotkanie ze sławnym detektywem ,miała to być pogadanka o pracy tegoż. Wśród słuchaczy znalezli się Celia Austin pomoc aptekarska w szpitalu św.Katarzyny  Patricia Lane studentka historii,Valerie Hobhouse pracownica drogerii,Bateson Leonard student medycyny,Gopal Ram student z Indii,Colin McNabb - medycyna,Sally Finch amerykanka na stypendium Fullbrighta,Nigel Chapman ,Elizabeth Johnston  z Jamajki studentka prawa,Akibombo,Geneviev Maricaud ,Rene Halle,Jean Tomlison i dwaj studenci tureccy. Po krótkim wykładzie doszło i do rozmowy o dziwnych przypadkach w akademiku, na koniec pytany o zdanie Poirot, zasugerował zwrócenie się o pomoc do policji.
  Wywołało to oczywiście zamierzony skutek sprawczyni tych nieprzyjemnych wybryków przyznała się, zakochany w niej student oświadcył się ogłosili zaręczyny  i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

   Dobrze, dobrze tylko że to wcale nie koniec  to dopiero poczatek , teraz pojawi się pierwszy trup a potem kolejne.Jak to u Agaty Christie masa podejrzanych, multum tropów fałszywych i nie ,tajemnica goni tajemnicę wierzcie że nawet jeśli byście chcieli tę ksiąkę odłożyć to i tak się nie da. Bohaterowie zaczynają żyć w naszych myślach, razem ze wszystkimi zastanawiamy się co,kto i dlaczego i nie znajdziemy spokoju do ostatniej strony.

    Ocena książki : 5,5/6 

   Książka przeczytana w ramach wyzwania   
  



              

czwartek, 19 lipca 2012

Hanna Ożogowska "Za minutę pierwsza miłość"

 Książka przeczytana w ramach wyzwań podobnie jak "Głowa na tranzystorach".
 
         Marcin i Kostek oraz Irka i Ewa główni bohaterowie tej opowieści to uczniowie tym razem już siódmej klasy,znani nam z "Głowy na tranzystorach".Tym razem poza dwoma pierwszymi postaciami mamy szansę bliżej poznać też Irenę i Ewę, nie bez powodu bowiem to dziewczęta chłopcom a chłopcy dziewczętom siedzą notorycznie w głowach. Bez żadnych podtekstów proszę ;-)
  Jak sam tytuł wskazuje lada chwila nadejdzie pierwsza miłość. Powieść o dojrzewaniu,wbrew pozorom nie tylko do miłości ale i do życia w ogóle. Zastanawiają się nad charakterem (nadal) osobowością, co się liczy w życiu, podpytują starsze rodzeństwo w jaki sposób rozpoznać osobę wartościową, wartą zainteresowania. Całkiem porządna ściąga dla nastolatków.
  Chłopcy mogą podsłuchać rozmowy dziewcząt i odwrotnie, to jest nadal całkiem aktualne zagadnienie nie tylko wśród nastolatków. Zasady się nie zmieniły. A narzekanie na "obecne trudne czasy" i "dzisiejszą okropną młodzież"nadal ma miejsce, najlepszym na to dowodem jest to że  te same słowa padały już w starożytności a i dzisiaj są nam bliskie. Głowy do góry nie jest zle, a na poprawę humoru książka jak znalazł nieależnie od wieku czytelnika.

    

        Hanna Ożogowska
"Za minutę pierwsza miłość"    
           Akapit Press
           Łódz 1995

 

  
 
         Przytoczę Wam pewien fragment, nieistotny raczej dla całej akcji,za to świetny dowód na aktualność książki i w dzisiejszych czasach.

   " Jestem zupełnie spokojna - mówi pani w zielonym długim płaszczu  - moja Mariolka jest bezkonkurencyjna.Jak ona tańczy! Jak spiewa! A jak deklamuje! Urodzona aktorka!Mariolko,nie ruszaj główką,bo ci się loki rozkrecą.O,ten z boku już się rozkręca!Ta wstrętna wilgoć!Daj poprawię!Grzebyk! Gdzieś podziała grzebyk ? Zgubiłaś! Ach niemądre dziecko! Ja się tu meczę,preżywam,a ty stoisz i o niczym nie myślisz!
  - Nie krzycz mamusiu - mówi rezolutnie <mała Nel> z główką całą w kolach prosto od fryzjera. - Grzebyk jest w twojej kosmetyczce"

          Takie mamusie się spotyka jak świat światem.
 
         Motyw  przesłuchań do filmu "W pustyni i w puszczy" występuje też w "Wojnie domowej" Miry Michalowskiej ,pewnie też w innych młodzieżowych powieściach tamtych czasów. Zdradzę Wam że żadna z ekranizacji mi się nie podoba, wolę książkę.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Hanna Ożogowska "Głowa na tranzystorach" - Klasyka Młodego Czytelnika z półki wzięta.

  
    Książka przeczytana w ramach wyzwań :



  i   
                   Klasyka Młodego Czytelnika  


              Hanna Ożogowska 
         "Głowa na tranzystorach" 
      Wydawnictwo Zielona Sowa
                 Kraków 2009
              z serii do plecaka
             Jasiek Mela poleca


Okładek jest sporo a i tak wszystkich nie zamieściłam, daje to jednak pogląd na popularność powieści.Tyle wznowień a to nie wszystkie. Harry Potter się chowa ;-) Pomysł z okładkami różnych wydań skradłam z bloga Klasyka Młodego Czytelnika

    Przygody Marcina Bigoszewskiego i Konstantego Przegonia czyli Bigosa i Kostka są nadal aktualne, stwierdzam to jako mama piątoklasisty.Nagłe nieprzemyślane pomysły, ekspresowe wykonanie i unikanie obowiązków, co cechuje Marcina to wypisz wymaluj mój syn właśnie, kolei apetyt zdecydowanie Kostkowy.

  Bohaterami są jak pisałam Marcin i Kostek uczniowie klasy szóstej,poznajemy też inne dzieci z klasy oraz rodziny chłopców, biorąc pod uwagę że autorka powieść napisała w roku 1968 roku zatem współcześni nastoletni czytelnicy mogą podglądać dzieciństwo swoich rodziców, niektórzy nawet i dziadków. Rzecz ropoczyna się pod koniec roku szkolnego, róznego rodzaju wybryki przyjaciół powodują że z planów wspólnych wakacji nic nie zostaje. Chłopców rozsadzają nawet ze wspólnej ławki a co tu mówić o wyjezdzie na kolonie.
   Możecie być pewni że sobie z tym poradzą z właściwym im poczuciem humoru i pomysłowością. Na dodatek Marcin zamiera pracować nad charakterem ,co z tego może wyniknąć? I cy oni we dwójkę w ogóle mogą choć przez chwilę być razem nie powodując prynajmniej małego trzęsienia ziemii? Tego wszystkiego dowiecie się czytając "Głowę na tranzystorach".

    Niesamowita dawka humoru, ciepła, miłości rodzinnej, codzienne życie bohaterów i ich rodzin ,które można spokojnie podglądać bez obaw o kompleksy i zazdrość. W sposób bardzo delikatny i naturalny autorka porusza problemy jakie spotykają każdego, brak ojca - Kostek, starsze rodzeństwo - Kostek i Marcin ,całkiem ciekawie wygląda dyskusja w której Marcin tłumaczy koledze jak to jest być nie tylko młodszym bratem ale i starszym czyli średnim w domu w którym się nie przelewa , niedostatki finansowe tak ten temat też jest poruszony i przekonująco są pokazane reakcje dzieci. Niby to się denerwują ale rozumieją, nie tylko nastolatkom by się ta lektura przydała, sporo dorosłych powinno ją przeczytać, zanim kolejny raz ulegną i kupią coś dla "dobra dziecka" a właściwie dla świętego spokoju.Wątek Alby ,mam wrażenie wprowadzony trochę dla kontrastu ,pozwala na zrozumienie jak mimo wszystko, dobrze mają pozostali bohaterowie tej historii. Jednym zdaniem dla mnie jako dla miłosniczki codzienności takiej normalnej, cichej i nie zawsze łatwej książka jest rewelacyjna.

  Dużym plusem jest i to że Marcin jest świetnym choć fikcyjnym przypadkiem chłopca nadpobudliwego, znacie to, mignie pomysł i działanie, a myślenie? A kto by się tam zastanawiał. Spokojnie można polecić jako formę podniesienia na duchu dziecka z ADHD.Rodzicom również. Takich bohaterów szukam z przyczyn osobistych i wcale nie jest ich mało! 

   Ocena książki : 5,5/6