piątek, 31 maja 2013

Gdyby tak dla mnie ZAŚPIEWAŁ!!!

 


          
         I jeszcze jedna piosenka , szczególnie podobają mi się komentarze do niej. Trudno zwykle o zgodę i wspólny zachwyt ale nie w tym wypadku ,posłuchajcie:

          
         
 
"Marek musiał odejść tam bo Bóg też chciał posłuchać prawdziwej muzyki... " - arkadinio91*
 
  Ciekawy spór o samolubstwo Boga się rozwinął w komentarzach. :-)
 
 
*komentarz zamieszczony na You Toube przez arkadinio91, zgadzam się z nim w pełni
 
 
 
 
 

środa, 29 maja 2013

Hamish Macbeth i niespodzianka

   Autor : M.C.Beaton
  Tytuł : " Hamish Macbeth i śmierć żartownisia"
  Tytuł oryginału : "Death of a Prankster ,a Hamish MAcbeth Mistery"
  Seria: Seria kryminałów Hamish Macbeth
  Wydawnictwo : Edipresse Polska S.A.
 
 
 

       Kolejny tom przygód  Hamisha Macbetha to podobnie jak poprzednie świetna lektura dla odprężenia przy popołudniowej herbatce, w czasie kąpieli czy nawet na chwilkę przed snem. Przed snem jednak ostrożnie, gdyż udział w śledztwie choćby i tylko w wyobraźni, emocjonuje i rozbudza.
     Klasyczny trick zamknięci w domu zaproszeni goście , wokół szaleje śnieżyca . Gospodarz  Arthur Trent zaś słynie ze swoistego poczucia humoru ,niestety nie podzielanego przez zaproszonych w gościnę. Artur ginie od ciosu nożem , co w pierwszej chwili nawet przez wezwanego Macbetha zostaje wzięte za żart. Co ciekawsze kiedy zajeżdża on na miejsce okazuje się że ciało zmarłego przeniesiono do innego pomieszczenia i ułożono w innej pozycji, na dodatek miejsce zbrodni dokładnie wysprzątano.Wyprano nie tylko koszulę którą tragicznie zmarły miał na sobie ale i dywan na którym go znaleziono.
     Jak to w klasycznych kryminałach bywa , mnożą się nie tylko zagadki ale i denaci. Czy Macbeth pozbawiony najważniejszych śladów, otoczony grupą osób , z której to grupy każdy miał powód do pozbycia się tytułowego żartownisia , da radę odkryć kto jest mordercą? Czy powiedzenie że "Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze" i tym razem okaże się prawdziwe?
   Zachęcam do sprawdzenia .

     Ocena książki: 8 / 10

               Ksiażka przeczytana w ramach wyzwania u Anetypzn "Czytamy kryminały"

                    

      Niespodzianka dotyczy oczywiście serii kryminałów z Hamishem Macbethem. Otóż na prośbę czytelników wydawnictwo postanowiło przedłużyć serię i zamiast obiecanych dziesięciu tomów będzie dwadzieścia . Oby więcej takich niespodzianek.

niedziela, 26 maja 2013

"Rozmowy bez retuszu" Artur Barciś i Marzanna Graff rozmawiają o wielkiej PASJI wspaniałego aktora i wielkiego człowieka.

 
    Autor: Artur Barciś , Marzanna Graff
     Tytuł : "Rozmowy bez retuszu"
    Wydawnictwo : Wydawnictwo M
     Miejsce i rok wydania: Kraków 2011


           
     Z okładki:

         " Rozmowy bez retuszu to niekonwencjonalny wywiad z Arturem Barcisiem - znanym aktorem teatralnym, filmowym i telewizyjnym , a także reżyserem. Największą popularność przyniosły mu role w serialach telewizyjnych Miodowe lata oraz Ranczo . Aktor Teatru na Targówku ( 1979 - 1981) . Teatru Narodowego ( 1982 - 1984) ,Teatru Ateneum ( od 1984) wzruszająco opowiada o swoim dzieciństwie , o pamiętanych kreacjach teatralnych i filmowych, o spotkaniach z takimi twórcami polskiego teatru i kina jak Adam Hanuszkiewicz, Krzysztof Kieslowski. Artur Barciś  - o czym nie wszyscy wiedzą -  jest laureatem nagrody dla najlepszego aktora na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Down Under w Darwin ( Australia) ."

   " Marzanna Graff - pisarka, scenarzystka, aktorka. Jest autorką ponad 20 książek .Współpracuje z warszawskimi teatrami Towarzystwo Teatrum oraz Capitol jako aktorka i scenarzystka.Jest wykładowca Akademii Dobrych Obyczajów ,Uniwersytetu Trzeciego Wieku Fundacji Shalom oraz Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego . Za swoje role otrzymała dwukrotnie tytuł Ambasadora Sybiraków . Kaszubi przyznali jej honorową nagrodę Bursztynowe Drzewo" 

       Skończyłam czytać ten wywiad rzekę w którym to Marzanna Graff rozmawia z Arturem Barcisiem . Jestem pod ogromnym wrażeniem , tak naprawdę nie tylko brakuje mi słów odpowiednich do tego by opisać moje odczucia. Rzadko zdarza się coś tak pięknego, mądrego, ciepłego i dobrego jak ta niezwykle prosta i szczera rozmowa. Zapewne dlatego że , z czego pan Artur jeszcze nie zdaje sobie sprawy ( moim zdaniem) , w pełni realizuje swój zamiar naśladowania Krzysztofa Kieślowskiego o czym mówi z właściwa dla siebie skromnością :

    " ... Zastanawiałem się wtedy na czym polega to, że tak można, że wszystko jest jak trzeba ... I nagle zrozumiałem ,że Krzysztof jest człowiekiem , który zawsze mówi prawdę .To takie proste ! On po prostu mówił to co myślał! "  
  " Uświadomiłem sobie wtedy , a byłem już dość popularnym aktorem , że w wywiadach to ja tylko do pewnego stopnia mówię prawdę , a reszta to jest to , co ja bym chciał aby ludzie o mnie myśleli. Albo mówię coś bo wolę , aby ludzie tak właśnie mnie postrzegali, bo może gdybym powiedział coś innego , to przestaliby mnie lubić. A zawsze zależało mi na ludzkiej akceptacji. Na akceptacji widzów , na tym żeby mnie... lubili. Oczywiście na końcu tego myślenia jest zwykły szacunek. Chciałbym, żeby mnie szanowali ...Chyba po to tez się żyje ,żeby sobie zasłużyć na szacunek ludzi... Tak mi się wydaje, że to jest najważniejsze. Dlatego gdy wspominam Krzysztofa i to jego mówienie prawdy ...Zazdrościłem mu ,że on tak umie. Ja tego nie potrafiłem i chyba do tej pory nie potrafię tak do końca. Nie ,nie potrafię. Na to trzeba się zdobywać"  
 
    Uważam że ten wywiad i wyżej przytoczone słowa są najlepszym dowodem na to że pan Artur jednak potrafi i robi to doskonale a plan naśladowania Krzysztofa Kieślowskiego już dawno przestał być tylko planem.

    W wywiadzie tym poznajemy "inne twarze" Artura Barcisia. Dlaczego "inne twarze" ? Gdyż jak zapewne wiele innych osób najpierw poznałam rewelacyjnego aktora komediowego w "Miodowych latach" później było "Ranczo" , tu nie mogę się powstrzymać i informuję wszem i wobec że moim zdaniem pierwsza seria "Rancza" była najlepsza, co niedzielę biegłam z pracy na przystanek by zdążyć obejrzeć jak najwięcej z odcinka i to był jedyny przypadek kiedy dziękowałam za reklamy, dzięki nim emisja opóźniała się a ja mogłam obejrzeć czasem nawet cały odcinek od początku! W trakcie czytania zdałam sobie oczywiście sprawę z tego że jednak znam i inne role , przynajmniej serialowe. Dzięki tej książce poznałam wiele innych twarzy/talentów tego małego ciałem jednocześnie wielkiego duchem człowieka, teatr, literatura, musical, malarstwo...
    Jako aktora teatralnego jednak ,trudno pisać że poznałam skoro opieram się na książce zawierającej wspomnienia autora, choć właściwie tak poznałam. Talent do opowiadania o życiu, pracy w tym i o rolach teatralnych, pana Barcisia jest tak wielki że miałam wrażenie jak gdybym siedziała na widowni przed sceną a nie w domu w fotelu. I wiecie co, ta wersja z tak autentycznym odbiorem przedstawianych scen dużo bardziej mi odpowiada, naprawdę czułam się jak po powrocie z przedstawienia. Kiedy czytałam o konkursach recytacji czy nawet o egzaminach do szkoły teatralnej , w momencie kiedy widownia zamiera , to i mnie brakowało powietrza. Ta zdolność do tak sugestywnego ukazania swojej pracy i pasji tak bo to jest PASJA , miłości do sztuki i kultury w każdym jej przejawie czuje się strona po stronie, słowo po słowie, tez zadrukowane linijki są nimi przepełnione, to kolejna z "twarzy" .
    Piękna postać, piękny wywiad będący dowodem na to że jednak nie trzeba mówić tego co chce usłyszeć widz by być słuchanym, lubianym i podziwianym.
     Po tej lekturze sama nie wiem za co zabrać się w pierwszej kolejności, szukanie wspomnianych sztuk teatralnych? Jak chętnie bym obejrzała "Śpiewnik domowy" czy " "Zwolona" Norwida , a "Burzliwe życie Lejzorka " ? Zamieszczona w książce fotografia ze sceny i  kolejna z garderoby przyciągają jak magnes, robią ogromne wrażenie, jaka zatem musiała być sztuka!
   Jakby tego było mało ,okazuje się że tych  talentów autor ma dużo więcej. Nie dość że jest aktorem tzw. starej daty czyli umie wszystko , to jeszcze maluje, pisze bajki "Trzecia nuta i część całości" powoduje najpiękniejszy z uśmiechów ten przez łzy, felietony ..... Prawdziwy człowiek renesansu .

 
 
 Sztuka zatoczyła koło, Lejzorek i Artur Barciś tym razem jako reżyser.
Książka przeczytana w ramach wyzwań " Z literą w tle "
 
 oraz "Polacy nie gęsi..."
 
 
 Wydawnictwu M  dziękuję za chwile wzruszeń przy tej lekturze .
 
 
 
 

piątek, 24 maja 2013

Paul Carson "Ostatni dyżur"

 
   Autor : Paul Carson
    Tytuł : " Ostatni dyżur"
   Tytuł oryginału : "Final Duty"
    Przełożył : Robert J. Szmidt
   Wydawnictwo :  "Książnica "
                     

           

      Jack Hunt ,kardiolog prowadzi koczowniczy tryb życia zmieniając zarówno miejsce  pracy jak i zamieszkania, w poszukiwaniu lepszych warunków . Jego żona nalega na stabilizację tak by oni jak i ich syn wreszcie mieli dla siebie miejsce na ziemi.Po latach tułaczki po świecie, ukazuje się światełko w tunelu. Jack otrzymuje posadę ordynatora oddziału, po śmierci poprzednika który został zastrzelony we własnym gabinecie.
     Szansa na lepsze życie, własny dom, oraz na reorganizację oddziału  według własnych zasad. Jedną z ważniejszych jest ta by lekarze nie mogli współpracować z firmami farmaceutycznymi starającymi się wcisnąć im a przez nich pacjentom konkretne leki. Wiadomo że za tym stoją ogromne pieniądze, nic zatem dziwnego że komuś bardzo się to nie spodobało.
     To co miało być początkiem nowego lepszego życia stało się początkiem koszmaru. Od niewytłumaczalnych ataków na syna, przez utratę pracy ,dobrego imienia i wymarzonego domu, po uprowadzenie żony i syna. 
     Iście filmowe sceny , stopniowane napięcie, przenoszenie akcji z miejsca na miejsce powodują u czytelnika szybsze bicie serca.
   Czy Jack po tym jak odebrano mu wszystko zdoła ocalić życie swoje i swojej rodziny? Co może mieć wspólnego firma wprowadzająca nowy lek i II wojna światowa? Co mają wspólnego chrześcijańskie organizacje z badaniami Jacka nad wpływem infekcji na choroby serca? Jak daleko ludzie są gotowi posunąć się dla pieniędzy?
   Z każdą stroną przybywa pytań, zaś znalezione odpowiedzi na kolejnej okazują się tylko kolejnymi pytaniami. Wciągające , trzymające w napięciu od pierwszego do ostatniego zdania. Rozwiązanie zagadki wręcz osłupiające.

     Ocena książki : 8,5 / 10 

        Przyjemność lektury zawdzięczam :

                       

    

wtorek, 21 maja 2013

"Putin i odrodzenie Rosji" Michael Stuermer

 Autor : Michael Stuermer
  Tytuł : " Putin i odrodzenie Rosji"
 Tytuł oryginału : "Putin and the rise of Russia"
  Przełożył : Bartłomiej Madejski
 Wydawnictwo : Wydawnictwo Dolnośląskie
 
    

       Michael Stuermer w swojej książce kreśli obraz współczesnej Rosji , jej polityki zarówno wewnętrznej jak i zagranicznej. Rosja nadal mimo przejściowych problemów po upadku Związku Radzieckiego jawi się jako supermocarstwo, autor opisuje na czym to w ogóle polega, czy jest stanem rzeczywistym czy to może tylko czcze marzenia przywódców , przywódcy - nie ukrywajmy. Siła tego państwa jest zależna od wielu czynników niekoniecznie militarnych, po przeczytaniu tejże pozycji przestaje być to aż tak skomplikowaną sprawą jak się wydaje na pierwszy rzut oka.
   Rosja nękana jest przez o ironio podobne problemy jak Ameryka, zagrożenie Islamizacją , terrorem choć wiadomo że nie wszystkie akcje uznane za terrorystyczne takowymi były. Chiny jako jedno z większych zagrożeń gospodarczych czy aby tylko? Korea.Coś przy czym zawsze uśmiecham się choć jest to raczej nieodpowiednia reakcja ale sami powiedzcie czy nie wywołuje to waszego uśmiechu że zarówno dla Ameryki jak i dla Rosji ( ok Związku Radzieckiego) porażką stał się Afganistan.
   Niby wszyscy wiemy a jednak czyta się to chwilami jak powieść sensacyjną , pieniądze, ropa, gaz , wpływy na świecie . Materiału jest sporo i autor czerpie z niego garściami.
   Osobną sprawą jest sam Władimir Putin, myślę że dla nikogo nie jest zaskoczeniem że wbrew pozorom ma on spore poparcie, poza tym tak naprawdę nie bardzo widzę kto mógłby go zastąpić. Miedwiediew -  widzieliśmy jak to wyglądało i kto rzeczywiście rządził w kraju w tamtym czasie.
     Możemy zajrzeć nieco w przeszłość gdyż wspomina autor również o szkolnych latach Putina, nie jest to rzecz jasna typowa biografia ale przytoczone słowa biografa prezydenta, w osobie Aleksandra Rahra  " .( cechowały W.Putina dop.mój ) ..perfekcjonizm oraz nienawiśc do bałaganu i niezdyscyplinowania . Już jako młody człowiek Putin << unikał spontaniczności, ryzyka i improwizacji>>" *sporo o Nim mówią.
   Dalej widzimy odmienne oblicze , odmienne od tego co wydawałoby się widzimy aktualnie :

    " Poza szkołą interesował się zachodnią muzyką .Grał na gitarze i od czasu do czasu występował. Fascynowała go literatura; swoim szkolnym kolegom i koleżankom czytał wiersze, a nawet zabronione wydawnictwa samizdatu. Bardziej interesowały go przedmioty humanistyczne niż nauki ścisłe, był też członkiem klubu dyskusyjnego"  *
   
     To że nastoletni Władimir zapukał do drzwi KGB pytając o możliwość pracy dla nich jest faktem szeroko znanym i równie wymownym.
    
     Autor miał możliwość spotkania się z Władimirem Putinem osobiście, poza tym bacznie go obserwuje. Oczywiste jest dla wszystkich że nad wizerunkiem prezydenta pracuje spora grupa osób i efekty tej pracy widać.
 
     " Nieoczekiwanie pojawił się niezapowiedziany sam prezydent i przywitał się z każdym z gości w charakterystyczny dla siebie sposób - lekko przekrzywiając głowę i prześwietlając go wzrokiem jak laserem ,jakby chcąc ustalić czy to swój czy obcy.Powitał przybyłych i poprosił o zadawanie pytań lub formułowanie komentarzy. Inaczej niż w czasach radzickich ,pytań nie trzeba było wręczać na piśmie . Każdy z 25 obecnych mógł w nieskrępowany sposób pytać, o co chciał, więc większość pytań nie była kurtuazyjna. Jednakże Putin wydawał się traktować sytuację jak zawody sportowe ,które sprawiają mu satysfakcję. Nie było doradcy, który wsuwałby mu do ręki karteczki, nikt nie uzupełniał jego wypowiedzi , nie odgrywał roli eksperta i mentora. Putin najwyraźniej czuł się dobrze , biorąc udział w tego rodzaju dyskusji , a większość obecnych dostosowała się do sytuacji , nie chcąc psuć nastroju niewygodnymi pytaniami , na przykład o przeszłość i przyszłość Czeczeni czy o słabe wyniki w zwalczaniu przestępczości." *

    Jak widać prezydent prezentuje się nienagannie, przejmuje kontrolę nad sytuacją w sposób naturalny i niekwestionowany i tak jest praktycznie zawsze. Nie ukrywajmy że ewidentne moim zdaniem, porównanie do Jelcyna w tym akapicie powoduje że Putin wypada doskonale.  Dodatkowym plusem w tworzeniu wizerunku będą też i takie czynniki jak to że jest silną osobowością, we krwi niejako musi mieć umiejętność reakcji na sytuacje nieprzewidziane no i oczywiście perfekcyjny wygląd. Jedyną osobą zdolną w tym konkurować jest Miedwiediew ale to jak widać nie wystarczy , poza wyglądem trzeba mieć osobowość. I Władimir Putin ją ma .

     Książka dla mnie była ciekawą przygodą, dowiedziałam się wielu rzeczy . Niby wydaje się że wszystko wiemy, w końcu co chwila coś słyszymy w telewizji , poza tym przecież jesteśmy tak bliskimi sąsiadami co też powoduje że odnosimy wrażenie większej znajomości Rosji i jej działań niż to ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Droga Putina do władzy, jego pomysł na Rosję wielką i silną oraz to jak chce do tego doprowadzić to główne tematy tej książki. Zagrożenia dla Rosji również wewnętrzne czyli braki finansowe, Islamizacja kraju,niski przyrost naturalny , jak choćby we Francji czy w Niemczech dzieci się rodzą ale muzułmanom. Na czym opiera się dzisiejsza siła Rosji? Jej mocne ale i słabe strony. Wszystko to opisane w sposób przystępny dla czytelnika nawet jeśli o Rosji wie niewiele. W miarę obiektywny obraz samego Władimira Putina będącego przecież według powszechnej wiedzy ulubieńcem kobiet.  Ogólnie bardzo mi się podobało.Mogłoby być więcej o samym Putinie ale oczywiście to nie jest zarzut, książka nie jest biografią ale zrozumcie , ja o tej konkretnej osobie mogę czytać na okrągło i wszystko co się da.  

   Ocena książki : 9 / 10 
  

    * Cytaty za :" Putin i odrodzenie Rosji" M.Stuermer

 
   Za mile spędzone chwile przy lekturze dziękuję :

               

                  
  
  
   

niedziela, 19 maja 2013

"Hamish Macbeth i śmierć snobki" M.C. Beaton

 
    Autor: M. C. Beaton
   Tytuł  " Hamish Macbeth i śmierć snobki"
   Tytuł oryginału : "Death of a Snob, A Hamish Macbeth History"
   Tytuł serii : "Seria kryminałów Hamish Macbeth"
   Przekład : Joanna Żywina
   Wydawnictwo : Edipresse Polska S.A.

 
               
                             

    Z okładki :
      " Kiedy Jane Wetherby zaprasza posterunkowego Hamisha Macbetha do swojego SPA << Szczęśliwy Wędrowiec >> na wyspie Eileencraig , ten z radością przyjmuje zaproszenie. Niestety , wizyta nie ma nic wspólnego z relaksem. Mieszkańcy wietrznej wyspy nie chcą u siebie ani SPA, ani jego właścicielki. Goście Jane też nie nalezą do sympatycznych . Wszystkim na nerwy działa zwłaszcza Heather Todd. Kiedy więc zostaje znaleziona martwa u stóp klifu ,nikt nie wydaje się przejęty jej śmiercią. Ale nie Hamish."

  
       Klasyczny kryminał, święta Bożego Narodzenia, wyspa i zła pogoda ograniczająca sposób dotarcia bądź opuszczenia wyspy. Śmierć kobiety , była sama na klifie ale mogli zabić ją wszyscy gdyż w trakcie szukania jej się porozdzielali. Zastosowanie chwytu z Agathy Christie i powołanie się nań  to całkiem interesujące posunięcie. Rozwiązanie pyszne i jakże prawdziwe.
     Hamish jak zwykle samotny wśród przyjaciół , Priscilla krążąca gdzieś w tle. Warto jak zwykle warto, dla chorego Hamisha ( umiera na przeziębienie jak każdy facet ), dla flirtującego Hamisha ( oj chyba nie miał okazji zapoznać się z Ludlumem)  i w końcu dla ślepego Hamisha  jak każdy zakochany czyż nie? 
   
    Jednym słowem : PYSZNOŚCI ! 
  Z każdym kolejnym tomem bardziej lubię tego posterunkowego , oby ich było jak najwięcej.

czwartek, 16 maja 2013

"Smaki dwudziestolecia" Maja Łozińska

   
   Autor: Maja Łozińska
   Tytuł: "Smaki dwudziestolecia"
  Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
   Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
           
                 
 
 

       Nie będę ukrywać że jeśli chodzi o dwudziestolecie pierwszymi osobami wprowadzającymi mnie w ówczesny świat byli Kornel Makuszyński i trochę później Tadeusz Dołęga Mostowicz ,polubiłam i nawet wracałam dość często. Jednak osobą która spowodowała że o dwudziestoleciu czytam wszystko co tylko mogę czyli co trafi do moich rąk jest pisarz kryminałów retro Marcin Wroński. Zaraził mnie pasją do tego stopnia że czytałam nawet "Rycerza Niepokalanej" , polubiłam i zamierzam mieć wszystkie książki o dwudziestoleciu wydawane  przez wydawnictwo Bellona których autorem jest Sławomir Koper. Najbardziej polubiłam jednak osobę Franka Fiszera regularnie występującego u Wrońskiego i Ziemiańską co jest naturalnym następstwem.
      Regularnie w księgarniach przeglądam serię PWN dotyczącą dwudziestolecia . Wydania piękne , można oglądać całe wieki o czytaniu nie wspomnę, są to zdecydowanie perełki dla fascynatów. Niestety ceny mocno mnie ograniczają. Ochota na posiadanie  rośnie z każdym kolejno wydanym tomem i myślę że kiedyś w końcu stanę się ich posiadaczką. Na razie pozostaje biblioteka.

    Trafiłam na moment kiedy to cudo znalazło się na półce z możliwością wypożyczenia, zagarnęłam natychmiast na stos wybranych tomów i powędrowałam do domu z nadzieją , wielką nadzieją, radością w sercu w celu oglądania, czytania i podziwiania. A co z tego wyszło?

    Zacznijmy od oglądania , piękne zdjęcia wnętrz wszelakich od domów prywatnych , przez wystawy sklepowe i targi po pałac prezydencki. Sfotografowano chyba wszelkie możliwe przejawy życia związane z kwestią jedzenia oraz ,co ciekawsze i dodające smaczku ,urządzania wnętrz. Jest co oglądać i czym się zachwycać. Kawiarnie ,cukiernie, pomniejsze lokale reprezentujące swoje wyroby , jak i zdjęcia gości przy zastawionych stołach. Same serwisy stołowe oraz proponowanych wystrojów mieszkań klas różnych , coś pięknego. Te meble, zastawy , skoro zazdrosne westchnienia powoduje przykładowo noga od stołu to wyobrazcie sobie jak prezentować musi się reszta ?  Przyjęcia noworoczne u prezydenta Mościckiego i nie tylko powodują u mnie błysk w oku a co najważniejsze można również zachwycać się ( lub nie, ja tam się zachwycam) strojami . O paprotce w jadalni prezydenta RP w Wiśle nie jestem w stanie pisać , przyćmiła całe pomieszczenie. Cuda, cudeńka po prostu. Ćmielowska porcelana !!! Już dla samych zdjęć warto mieć tę książkę w ręku. Gwarantuję że nie dacie rady jej odłożyć tak po prostu.

    Maja Łozińska opisała w swej książce przemiany które nadeszły wraz z kryzysem , dotknęły one głównie miasta choć i na wsiach miejscami były dostrzegalne.

    " Kryzys gospodarczy , bezrobocie , rosnące ceny żywności uszczupliły domowe budżety i zmusiły gospodynie do oszczędności. Cała sztuka polegała na tym, żeby wydając gotować zdrowo i smacznie. <<Nowe hasła jak : witaminy, odżywianie jarskie spożywanie potraw surowych wprowadziły niejedną panią domu w zakłopotanie>>  - pisała autorka poradnika Co mam ugotować? "

   Oczywiście nie tylko kryzys wpływał na zmiany, naturalnie spowodowane były one i przemianami obyczajowymi oraz modą.
    Mamy okazję do przeglądu kuchni, spiżarni i jadalni ludzi różnych klas . Kuchni tej codziennej , tej bardziej wystawnej bo świątecznej, po prawdziwe przyjęcia osób znanych w świecie polityki, kultury i sztuki.
   Najciekawsze dla mnie okazały się zdecydowanie wszelkie wzmianki o literatach , Słonimski, Lechoń ,Iwaszkiewicz, Maria Dąbrowska,Żeromski czy aż serce boli Zofia Nałkowska której spotkania uznano za nudne. Wspomniany przeze mnie już Fiszer będący znawcą lokali gastronomicznych i nie tylko. Urocza choć nie dla wspomnianej w niej gospodyni jest pewna anegdota, przekonajcie się sami :

    " Z mięs za odpowiednie na wystawne przyjęcia uchodziły pieczona polędwica, comber cielęcy , ale także umiejętnie przyządzona baranina. Kotlety baranie w sosie cebulowym podano na przyjęciu wydanym przez Janinę Morstinową ,żonę pisarza Ludwika Hieronima Morstina. Młoda i niedoświadczona wówczas pani domu niepokoiła się ,czy jej kotlety będą smakować gościom , zwłaszcza największemu wśród nich smakoszowi, Francowi Fiszerowi. Jednak Franc zapamiętał lepiej wyśmienite menu niż sama gospodynię. Kiedy za jakiś czas spotkali się znowu , tym razem na wieczorze literackim u Boya, w pierwszej chwili Fiszer nie poznał pani Morstinowej , dopiero po dłuższej chwili uśmiechnął się z ulgą i zakrzyknął gromko : << Już wiem!Baranina ! >> " 
  
     Herbatki, wieczorki brydżowe, spotkania w kawiarniach opisane tak że czujemy nie tylko klimat tamtych czasów ale i smaki, zapachy podawanych potraw, czytanie powoduje zdecydowany wzrost apetytu zatem polecam zdecydowanie czytać z przekąskami pod ręką inaczej co chwila biegac będziemy do lodówki.
  
    Żeby nie było tak całkiem bajkowo ale i nie beznadziejnie autorka przedtsawia i tą mniej bogata część społeczeństwa , poznajemy zarówno kuchnię niezamożnego ziemiaństwa , chaty chłopskie rzec można wędrujemy pod strzechy. Również i miasta miały swoją ciemniejszą stronę biednych urzędników , mogących korzystać z tanich jadłodajni w prywatnych mieszkaniach prowadzonych prze samotne kobiety w trudnej finansowo sytuacji co pozwalało im na podreperowanie budżetu a gościom na najedzenie się " dobrze i tanio" co jak wiemy nie zawsze szło i nie zawsze  idzie nadal w parze .
    Dla najbiedniejszych tworzono kuchnie gdzie za 20 groszy mogli kupić talerz gęstej gorącej zupy. Były tez miejsca gdzie za darmo zjeść mogli ci ,którzy za jedzenie już nie byli w stanie zapłacić. Tu zdecydowanie przypomina mi się początek serialowych przygód Dyzmy. 
 Adam Sapieha w Krakowie założył Komitet Pomocy Głodnym, karmiący bezrobotnych i wielodzietne rodziny pozbawione zasiłków, był to jeden z wielu przytaczanych sposobów pomocy.

  Książka ta to najprawdziwsza uczta zarówno dla  smakoszy jak i dla miłośników historii oraz słowa pisanego. Gorąco i z całego serca polecam. Przyznam się Wam że zamierzam do niej wracać na okrągło a zdjęcia  są tak piękne że czaję się już na nie ze szkłem powiększającym. Będę czytać i oglądać bez końca.  

    Ocena książki : 10 / 10

    Książka przeczytana w ramach wyzwań :

    "Polacy nie gęsi..."

         

   
 " Czytaj - to się opłaca" ( literka Ł - Łozińska Maja)
                     

   
 " Lata dwudzieste, lata trzydzieste"
                         

                         
  Swoimi wrażeniami z lektury podzielę się również na blogu  " Literatura palce lizać - kulinaria w książkach"   ( klik )
   Książka ta jest również pozycją czytaną w ramach "gonienia" wyzwania u Sardegny .Miesiąc kwiecień i książka z wątkiem kulinarnym.

 
      

środa, 15 maja 2013

Maciej Maciejewski " W piekle lepiej być nikim"

 
   Autor: Maciej Maciejewski
  Tytuł : "W piekle lepiej być nikim"
  Wydawnictwo : Świat Książki
  Miejsce i rok wydania : Warszawa 2011

 
       Z okładki :

                  " Powinien zamknąć jej oczy.
              Zamiast tego zmasakrował jej twarz.
                   Takie właśnie są procedury."

        "Działalność tego agenta nie przypomina przygód Bonda. Śledztwo policjantki nie ma nic z amerykańskiego serialu .
                    Poznajcie cała prawdę... "
  
      " Kim jest tajemniczy człowiek wychowany na stołecznym Powiślu, naznaczony wojną w Jugosławii,po której przez lata przemierzał Europę? Dlaczego w centrum Warszawy zamordował dwoje ludzi? Zagadkę stara się rozwiązać komisarz Agata Zawadzka , twarda kobieta, która płaci ogromną cenę z a swa ciężką pracę , zaczynającą się często od porannej wizyty w prosektorium.
      Mroczna intryga, duszny klimat i dwa wyraziste portrety ludzi wypalonych .
     Tylko na mocne nerwy!"

         
 

    Książka ta już jakiś czas czekała grzecznie w kolejce na lekturę i gdyby nie to że przez przypadek wpadłam na opinię Joanny Gołaszewskiej a ta ( opinia ) rozpaliła moją ciekawość, nadal by leżała . Postanowiłam sprawdzić sama jak to jest z tą debiutancką  powieścią znanego z pisania scenariuszy do "Pożegnania z Marią" ,"Pestki" czy serialu kryminalnego "Glina, autora. Jednym słowem świetna. To naprawdę kawał dobrej roboty, każdemu życzyć takiego startu w świecie literackim, wprawdzie w pisaniu Pan Maciejewski ma wprawę ale sam zaznacza że jednak pisanie powieści jest trudniejsze.
    Czytałam najróżniejsze wypowiedzi na ten temat, zarówno pochlebne jak i mało entuzjastyczne, każdy ma rzecz jasna prawo do własnego zdania i nie zamierzam nikogo przekonywać do własnego. Niemniej bardzo chciałabym jednak Was do przeczytania tych niespełna czterystu stron zachęcić. I nie bardzo wiem jak gdyż to co mnie się podobała u innych zwykle jest podawane jako minus, jak to zrobić by nie wyszło że jednak chcę przekonywać?
  
    Sam autor zaznacza że jest to fikcja, jak to powieść, chciałoby się powiedzieć ,gdyby nie to że niełatwo jednak jest uwierzyć tym słowom. Ta historia podwójnego morderstwa, mordercy i poszukującej go policjantki jest napisana w tak przekonujący sposób że czytelnik ma wrażenie że wręcz żyje tym wszystkim, jest do bólu realistyczna. Napisana twardym niewybrednym momentami językiem, z bardzo obrazowymi opisami zarówno bohaterów ( również tych pomniejszych ) jak i miejsc czy sytuacji. Gdy czytamy o Agacie czyli komisarz prowadzącej dochodzenie , mamy kompletny obraz kobiety samotnej, zakompleksionej, żyjącej w skrajnej monotonii poza pracą oczywiście, bo akurat tam raczej nie ma okazji do nudy ale i do rozrywki daleko. Musze to zaznaczyć, bo inaczej będzie mnie gryzło. Agatę z miejsca polubiłam , jest bohaterką z którą być może niewiele kobiet świadomie chciałoby się identyfikować ale do której jednak większość po prostu jest podobna. Ot gdyby nie zawód , normalna przeciętna kobieta , ze zmarszczkami na twarzy, nadwaga tu i ówdzie nie wierząca w swoją kobiecość i jej siłę. 
   Świetny portret mordercy, może nawet ciekawszy niż naszej policjantki wyłania się z mroku, strona po stronie. Tu musze przyznać że do końca nie wiem jak go odebrać, autorowi udało się stworzyć postać ,która mimo iż potępiam jej zachowanie jakoś nie daje od siebie odpocząć, przyznam że duży wpływ mają na to i genialne moim zdaniem retrospekcje. Wszyscy wiedzą o scenariuszach, nie wiem czy wszyscy również wiedzą że Pan Maciej był jednym z pierwszych dziennikarzy wojennych będących w Jugosławii , tu mamy wytłumaczenie tak wyrazistych obrazów z wojny na Bałkanach. Brutalnych, ordynarnych ,nie oszczędzających czytelnikowi wstrząsających wrażeń, niezbyt miłych a wręcz odrażających . Nie dam sobie wmówić że to fikcja, tzn. każdy pojedynczy przypadek być może ale całość garściami czerpana jest z życia ( niestety bo aż strach myśleć że cos takiego miało miejsce) a kto wie ilu rzeczy autor nam oszczędził.
   Przypadł mi do gustu pewien sposób prowadzenia narracji, czytamy czytamy i nagle łapiemy się na tym że czytamy o kimś innym niż myślimy, nie ma a przynajmniej nie zawsze wyraźnych przejść od opisów jednych postaci i ich działań do następnych ,niejako są wplatane w treść tak że nagle łapiemy się na tym że Pan Maciejewski nie pisze już o Agacie tylko o świadku, o jej córce czy o jeszcze kimś innym. Takie to trochę filmowe, powoduje jednak że czytelnik nie czuje znużenia i cały czas jest skupiony na tym co czyta by czegoś nie przegapić , mnie wręcz chwilami to otrzeźwiało gdy akcja stawała się jednostajna.
   Prawdziwe życie ukazane przez osobę naprawdę tym wszystkim zainteresowaną, nie sposób zarzucić bohaterom sztuczności, nieprawdopodobności czy wyidealizowania, świat jaki jest Maciejewski to widzi a czytelnicy? Przyjmą albo będą udawać że jest lepiej, bo zwykle nie lubimy gdy piszą o nas prawdę. Gdy pokazują nas bez masek ,które zwykle przywdziewamy.
     Twarda, męska , naturalistyczna nie owijająca w bawełnę proza, warta każdej złotówki i każdej poświęconej jej minuty. Czekam na więcej!

    Ocena książki : 9,5 / 10
 
     Książka załapała się do wyzwań :

      " Polacy nie gęsi ... "  
                   
                         

 
      " Trójka e - pik"
   
         

           
        " Z półki "

                      


       
         " Kapitan Żbik na topie czyli czytamy polskie kryminały"  

                     


      Niewinnie zapytam czy wiecie kim jest wasz sąsiad? Tak ten ,który co rano z jamnikiem na smyczy wędruje po nową prasę i świeże bułeczki.

niedziela, 12 maja 2013

Z dobrą, ciepłą i przyjazną książką lepszy staje się świat. Dowodem "Pensjonat Sosnówka " Marii Ulatowskiej

      
   Proszę zatem pomyśleć jaka odpowiedzialność ciąży na pisarzach, jeśli tym co tworzą są w stanie wpływać na samopoczucia czytelnika. Jest kilka takich książek i kilku takich twórców , w większości raczej twórczyń mających wyjątkową umiejętność. Po przeczytaniu ich dzieł człowiek wie że świat wcale nie jest ponurym ciemnym miejscem pełnym czyhających demonów , demonów strachu, niechęci, złości, zawiści wymieniać można bez końca.
  A tu proszę sięgamy po taką książkę czasem nawet w ciemno bo skoro pisarka i jej dzieła już się sprawdziły to mamy zaufanie. I nagle niebo się przejaśnia, nam się robi cieplej na duszy ,uśmiechamy się do siebie i bohaterów i już jest lepiej. Wiemy że ludzie są dobrzy, sympatyczni, czujący podobnie jak my. Że ze wszystkim damy radę , świat po prostu staje się lepszy. Takie baśniowe, bajkowe opowieści powinny mieć miejsce w domu każdego kto czyta, tak by po prostu w każdej chwili móc po nie sięgnąć ręką i odgonić czarne chmury zbierające się nad głową. Opowieści te zwykle są pełne ciepła, miłości takiej zwykłej ludzkiej życzliwości, powodują wiele wzruszeń często do łez , jednak w swoim wydźwięku są optymistyczne i pomagają raźniej spojrzeć w przyszłość a także na ten konkretny dzisiejszy akurat gorszy dzień.
  To książki które lekarze powinni przepisywać na receptę zamiast chemicznych środków polepszających samopoczucie. Mam takie książki będące w 100 % sprawdzone do których wracam i dzięki którym wiem że będzie dobrze. Do takich właśnie należą książki Marii Ulatowskiej , również zamknięty przeze mnie przed chwilą tom: "Pensjonat Sosnówka" . Zapraszam Was serdecznie do tego bajkowego, lepszego świata gdzie mimo iż nie wszyscy są dobrzy i nie wszystko co się dzieje jest wspaniałe, ale zawsze i wszystko zgodnie z zasadami gatunku kończy  klasycznym "Żyli długo i szczęśliwie".

    Autor : Maria Ulatowska
    Tytuł : "Pensjonat sosnówka"
    Wydawnictwo : Prószyński i S - ka
    Miejsce i rok wydania : Warszawa 2011

 
Dalsze losy Anny, Jacka i całej rodziny Koniecznych z Florkiem na czele, spotykamy również Dyzia - pamiętacie samozwańczego parkingowego z sercem na dłoni i malarskim talentem? A i gotująca wspaniale Irenka przeżyje dramatyczne chwile , jak to w bajkach bywa tylko po to by mogło być lepiej. Jak zawsze moja ulubiona autorka stanęła na wysokości zadania i mnie nie zawiodła , lekarstwo na duszę w postaci Jej książek działa i to jak . Przekonajcie się sami.

    Ocena książki : 9 / 10

   Wcześniejsze losy Anny Towiańskiej opisała autorka w książce  "Sosnowe dziedzictwo " , możecie poznać moją   opinię  o niej jak i o dwóch innych książkach autorki " Domek nad morzem"  ( link )    oraz "Przypadki Pani Eustaszyny" ( link )  mojej ulubionej zdradzę Wam w sekrecie powieści Pani Marii.



      Książka przeczytana w ramach leczenia duszy oraz w ramach wyzwania 
"Polacy nie gęsi ..."


                 

sobota, 11 maja 2013

Najpierw była książka.

  
  Po wielu latach nakręcono film, dobry, nawet bardzo dobry. Spodobał mi się na tyle bym sięgnęła po pierwowzór czyli "Jestem legendą " Richarda Mathesona, ucieszyłam się widząc na okładce rekomendację Stephana Kinga zdradzającego nam że takie właśnie książki były dla niego natchnieniem. Na okładce widnieje również Will Smith  oraz Samanta czyli Sam pamiętacie : "Sam opiekuj się tatusiem" ( może było pilnuj tatusia) chodzi o samą wymowę sceny kiedy córka w ostatniej chwili przed rozstaniem podaje psiaka Robertowi.
  Nie ukrywam że film z książką związany jest tylko tytułem no i z woli grafika okładką . Na tym koniec podobieństw. Aczkolwiek osobie która wpadła na pomysł zgrabnego tekstu widniejącego na tyle książki nie można odmówić sprytu, czytając ów teks pewni jesteśmy że przeczytamy, historię którą wcześniej widzieliśmy. O ile najpierw widzieliśmy film, zdecydowanie lepiej i dla filmu i dla książki gdy najpierw się jednak zapoznamy z drukowaną wersją. Zastanawiam się tylko czy wcześniej nikomu nie przyszło do głowy że powieść Mathesona jest na tyle dobra że i tak się sprzeda? Miłośnicy gatunku kupią, przeczytają, będą zachwalać i polecać ? Z tym że liczą się pieniądze a nie miłośnicy jak zawsze chyba wreszcie przyjdzie się pogodzić.
   Jestem złośliwa, jednak mimo że film jak wspomniałam bardzo mi się spodobał a szczególnie Will Smith, dał popis aktorstwa to książka jest nieco głębsza i co ważniejsze różnice pomiędzy nią a ekranizacją ( jak szumnie to zwą ) są tak ogromne że trudno znaleźć nawet luźne powiązania.
  "Jestem legendą" ( książka) to świetne studium psychologiczne , obserwacja zachowań człowieka ,który został na świecie sam. Nie ma nikogo innego, a on z każdym dniem walczy o przetrwanie, samotność to pierwszy bohater tej opowieści, strach ,ból, instynkt samozachowawczy kolejni.To jak Robert Neville prowadzi badania nad wampiryzmem , w jaki sposób i do jakich dochodzi wniosków dla mnie jest chyba najsmakowitszym kąskiem,dochodzenie niczym w thrillerze medycznym. 
   Piękna to powieść , po trochu thriller, horror, powieść psychologiczna.Wierzcie mi warto przeczytać , wciąga niesamowicie, a co najważniejsze nie ma  sztucznych scen tkliwości, oczywiście wiem że czymś trzeba widza przyciągnąć a jeśli twórcom zabrakło pomysłu i talentu należało wziąć przykład z autora książki, ani chwilę się nie nudziłam, napięcie rosło z każdą stroną a finał totalnie mnie zaskoczył , i dało się ? Dało. 

   Podsumowując zarówno film jak i książka są świetne , każde z osobna. Łączy je tylko nazwisko bohatera. Nie do przyjęcia jest twierdzenie że filmowa historia i książkowa to ta sama opowieść.


   Ocena książki : 9,5 / 10

     Autor : Richard Matcheson
    Tytuł : "Jestem legendą"
    Tytuł oryginału : "I am legend"
    Przełożyła : Paulina Braiter
    Wydawnictwo : Wydawnictwo MAG
    Miejsce i rok wydania: Warszawa 2008

           
     Bardzo przepraszam za błąd w tekście , pierwotnie podałam że książka wydana przez wydawnictwo MAG jest pierwszym wydaniem w Polsce, okazuje się że znalazłam informację iż "Jestem legendą" została wydana już w 1992 roku przez wydawnictwo PIK. Najmocniej Was przepraszam.

piątek, 10 maja 2013

" Kto zabił Jezusa ?" Paweł Lisicki

  Autor : Paweł Lisicki
  Tytuł: "Kto zabił Jezusa? Prawda i interpretacje"
 Wydawnictwo : Wydawnictwo M
  Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
 
  
    
      "Kto zabił Jezusa? "  jest to pytanie na które szukamy odpowiedzi, nie tylko my , szukano jej już wcześniej . Sama historia szukania jej ma już dwa tysiące lat . Powstawały setki teorii dotyczących tej sprawy, mnóstwo błędnych założeń czasem przypadkowych, innym razem będących wynikiem celowego zniekształcanie faktów tak by pasowały do jakiejś z góry założonej tezy. Teoretycznie,wszyscy wiemy i nie mamy wątpliwości ale jednak gdyby tak  każdemu z osobna zadać pytanie, to odpowiedzi bywają różne. Rzymianie powie ktoś, nie to poganie powie ktoś inny. Trzeci zaś zapyta "To wy nie wiecie że to Żydzi, zabili Pana Jezusa !". Podejrzewam że niejednokrotnie również słyszeliście , ja słyszałam , że chrześcijanie byli winni Holokaustu.
    Wbrew pozorom zatem temat ten jest kontrowersyjny, mimo że prawdziwa odpowiedz jest jedna. Z tymi wyżej przytoczonymi wersjami autor prowadzi niejako "dyskusję" przytaczając najróżniejsze wypowiedzi, sięgając po wszelkie możliwe zródła , prowadzi można rzec dochodzenie , obalając bądź potwierdzając  akurat omawiana wersję. Przypomina mi to trochę rozmowę czy też spór doskonały. Już tłumaczę w czym rzecz. Bardzo często zdarza się że po jakimś sporze, kłótni czy dyskusji , zwłaszcza jeśli temat był "gorący" a nam zależało na przekonaniu rozmówcy do swoich racji. Siedzimy i słowo po słowie przypominamy sobie owa rozmowę , na nowo reżyserując ją , uprzedzając ataki, mając doskonałe argumenty nie do pobicia .Przewidując wręcz kontrargumentację . Na podobieństwo wojownika ,który po przegranej walce ,przeżywa ją ponownie widząc siebie jak w arcymistrzowski sposób ,błyskawicznie pokonuje przeciwnika. Tu analogicznie autor rozprawia się z mitami narosłymi wokół tego tematu.
    Paweł Lisicki żeby nie narzucać nam odpowiedzi ani też swojego zdania a pozwolić na samodzielne myślenie i wyciąganie wniosków, pisze o tym jak działali, myśleli i zachowywali się w sprawach związanych z Bogiem i religią przedstawiciele różnych środowisk, zarówno zeloci, faryzeusze, czy w szerszych ramach Rzymianie, Żydzi i Chrześcijanie. To o tyle jest istotne dla sprawy gdyż najpierw znać musimy normy i zwyczaje by móc czytając samemu ocenić całą sytuację.  
   Dużym plusem tej pozycji jest wielość źródeł z których korzysta autor, pozwala nam to na naprawdę szerokie spojrzenie na sprawę śmierci Chrystusa. Dodam jeszcze że z przyjemnością przypomniałam sobie wiele historii z życia Mesjasza , gdyż nie tylko teksty o Jego ostatnich chwilach na ziemi  przytacza autor.
   Lektura ta przede wszystkim uświadomiła mi jak wiele rzeczy "mi się wydawało" i ile jeszcze muszę się nauczyć. Książka ta zmusza do myślenia, niejednokrotnie do szukania informacji poza nią. Wymaga spokoju i skupienia, gdyż nie jest to książka łatwa w odbiorze, ale czyż mogłaby być skoro poruszony w niej temat jest tak ważny ?

   "Autor prowadzi nas przez gąszcz faktów i interpretacji z wielką erudycją i biegłością , dzięki czemu poznawanie wraz z nim losów wiary chrześcijańskiej staje się nie trudem , ale niezwykłą , porywającą przygodą" *  
                Rafał A.Ziemkiewicz   

   
   Ocena książki : 8 / 10

   * Pozwoliłam sobie przytoczyć fragment wypowiedzi Pana Rafała A. Ziemkiewicza widniejącej na tylnej stronie okładki.  


     Za możliwość przeczytania książki Pawła Lisickiego dziękuję Wydawnictwu M

 
                     


   

  

poniedziałek, 6 maja 2013

" Rok wilkołaka" Stephen King


  Autor : Stephen King
 Tytuł : " Rok wilkołaka"
 Tytuł oryginału : " Cycle of the Werewolf"
 Przełożyła : Paulina Braiter
 Wydawnictwo : Prószyński i S - ka
   
    Z okładki :

   " Groza nadeszła w styczniu - przy pełni księżyca ... Pierwszy poznał ją kolejarz , uwięziony w zaspach . Jej kły rozdarły mu gardło .W miesiąc później kobieta w przytulnej sypialni powitała ja krzykiem. za każdym razem , gdy nadchodzi pełnia , małe miasteczko Taker Mills nawiedza groza. Nikt nie wie kto będzie następny. Ale jedno jest pewne . gdy na niebie płonie krągła tarcza księżyca, Taker Mills ogarnia paraliżujący strach . bo wiatr niesie ze sobą warkot, w którym słychać coś jakby ludzkie słowa. A wokół widać ślady potwora ... "

   Stephen King jest moim ulubionym pisarzem, już kiedyś pisałam że noszę Jego zdjęcie w portfelu. Wstęp ten jest o tyle potrzebny że "Rok wilkołaka" to nie mój King. Niby wszystko to samo  małe senne miasteczko w którym dzieją się straszne i niewyjaśnione rzeczy, podejrzewa się jak zwykle odmieńców jeśli ktoś choć odrobinę się wyróżnia zwraca na siebie uwagę a jak już zwrócił , wiadomo nie będzie łatwo.
  Sama nie wiem , przeczytałam , nawet było ciekawie ale bardziej skupiałam się na tym jak następny miesiąc autor opisze i jak zamknie widowisko przy każdym kolejnym księżycu niż jak rozwiązać zagadkę i kto okaże się wilkołakiem. Pomysł z podziałem na miesiące jest świetny, w każdym miesiącu poznajemy tylko wycinek z życia jakiegoś mieszkańca, ot jest sobie barman, nie ma barmana. Może tego właśnie mi zabrakło ? Nie byłam w stanie związać się w żaden sposób z bohaterami, ani ich nie polubiłam ani nie zdążyłam się do tego wilkołaka negatywnie nastawić, pozytywnie też zresztą nie. Pomysł ok, wykonanie zapewne mistrzowskie tyle że mnie nie porwało . A szkoda. Przecież kocham Kinga, dobrze dobrze jego powieści.

     Ocena książki : 6 / 10

    Wyzwania :

     " Z półki "



    " Pod hasłem "
                             



    "Czytam Kinga"

                  
 
"Czytam Kinga"                                                                             
 
 

                    Kinga ma powodzenie jak widzę :-)  

niedziela, 5 maja 2013

Przewodnik po stworzeniach nocy Dr. Boba Currana

  
  Autor : Dr.Bob Curran
  Tytuł : " Księga wampirów przewodnik po stworzeniach nocy" "
 Ilustracje : Ian Daniels
  Tytuł oryginału : " Vampires: a field guide to the creatures that stalk the night"
 Przełożyła : Wioletta Karkucińska
  Wydawnictwo : Verbum Nobile  
 
  
    Z okładki :
 
  " Wampir!
    Od czasów powieści Brama Stokera Dracula słowo to przywoływało wizje zrujnowanych zamków i tajemniczych bladych, odzianych w mroczne szaty arystokratów. Współczesne filmy i książki kształtujące nasze wyobrażenia o wampirach opierają się głównie na wyobraźni ich autorów i niewiele maja wspólnego z pierwotnymi wyobrażeniami o podobnych stworzeniach. Jakie jest prawdziwe zródło legend o wampirach ? Co tak naprawdę o nich wiemy? "

  
    Księga wampirów jest przeglądem opowieści i mitów z różnych stron świata, pojawiają się niej wampiry, jak i strzygi, karły, czarownice a nawet żywe trupy. Żywe trupy w wersji zombie , bo sam wampir też jest właściwie istotą ożyłą po śmierci, choć jak dowodzi autor nie zawsze. Poznajemy legendarne istoty zamieszkujące wszelkie kontynenty, w każdej mitologii znajdzie się istota pijąca krew ludzi czy zwierząt, w jednych to ofiarę zabija w innych tylko osłabia. Po raz pierwszy spotkałam się z informacją, którą jak myślę miłośnicy tematu znają ale dla mnie jest to nowość. Bowiem nie wszystkie wampiry wypijają krew, czasem wolą inne płyny fizjologiczne jak np. spermę czy wydzielinę z pochwy. W istocie służyło to wyjaśnieniu polucji .
  Pewien wampir spijał krew za pomocą wyżłobionego języka, inny za pomocą czułek się przyssawał, tu od razu przyszła mi na myśl Monika z serii "Kuzynki" , "Księżniczka" , "Dziedziczki" Pilipiuka.
   Z nieznanych mi cech czy zachowań krwiopijców jest jeszcze i to że bywały w Sumerii czy Babilonii stwory takie jak Ekimmu lubiące działac w samo południe, wychodziły gdy słońce było w jak najwyższym położeniu. Poznajemy dzięki autorowi sporo legend, mitów i opowieści przytoczonych w książce, największe wrażenie zrobiła na mnie Irlandia , pochodził stamtąd Bram Stoker autor "Drakuli" , Dr. Bob Curran dowodzi iż cała opowieść o Drakuli oparta jest na Irlandzkim folklorze i nie tylko. Część dotycząca tzw. Głodu ziemniaczanego nawet bez wampirów jest chyba największym koszmarem o jakim ostatnio czytałam. Zresztą Stoker nigdy nie był w Europie Wschodniej, co akurat nie jest argumentem wystarczy spojrzeć choćby na naszego Prusa.
    Interesująca pozycja ,szczególnie jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś na temat postrzegania tychże stworzeń nocy we wszelkich zakątkach świata. Dlaczego na Filipinach lepiej było dla kobiety mieć mały biust i filigranową sylwetkę? Jaka jest najstarsza spisana legenda o wampirze? Dlaczego do dziś straszne jest samo wspomnienie zamku Carriccaphouka w Irlandii? Kim były nocne praczki? Kim byli Petro Blagojewic i  Arnold Paole? Jak dziękowano niekiedy za obronę przed upiorem? Może zainteresuje was opowieść  o Chupacabrze , z którą to postacią po raz pierwszy spotkałam się oglądając serial "The Walking Dead" ? A może wolicie poznać historię pochodzenia świętego Mikołaja , w wersji zdecydowanie dla dorosłych?  Na wszystkie te pytania oraz wiele innych Dr. Bob Curran w swoim dziele odpowiada.
  Hmm czy tylko mnie się skojarzyło Curran / Cullen ? ;-)


          Ocena książki : 7 / 10 

    Książka przeczytana w ramach wyzwania   " Z literą w tle"

   

  

sobota, 4 maja 2013

"Młody samuraj : Droga miecza" Chris Bradford czyli Japonia nadal zachwycająca

 

   Autor : Chris Bradford
    Tytuł : "Młody samuraj :Droga miecza"
   Cykl : "Młody samuraj"
     Tytuł oryginału : " Young samurai : The Way of the Sword"
   Przełożyła : Hanna Pasierska
     Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010


       
 
    Z okładki :


 " Jest rok 1612.Po roku trenowania w szkole samurajów Jack Fletcher ma prawdziwe kłopoty. Musi się przygotować do starożytnego rytuału sprawdzającego odwagę i nie tracić czujności: pirat ninja Smocze Oko .ten sam, który zabił ojca chłopaka ,może uderzyć w każdym momencie.
  Młody samuraj ma bowiem coś czego pragnie morderca ...
Jacka czeka wkrótce walka na śmierć i życie. Czy zdoła na czas opanować drogę miecza? "

   
      Moim zdaniem druga część jest równie ciekawa jak pierwsza. Nadal żyjemy oswajając się z Japonią, dodatkowo dla zainteresowanych sztukami walki, a większość nastolatków mam wrażenie nadal z zafascynowaniem na zawody patrzy, czy nawet na filmy wyobrażając sobie siebie w roli głównej. Dobrego,szlachetnego wojownika  wygrywającego pojedynki z tymi złymi - bo kto dobrowolnie postawiłby się po ciemnej stronie mocy? ;-)   Jest dużo więcej ćwiczeń, więcej pojedynków w których śledzimy każdy ruch, nierzadko opatrzony fachowym nazewnictwem i jak powiadają znający się na rzeczy, czyli osoby trenujące wymienione w powieści sztuki walki wszystko jest realne i nie wydumane. No może trochę wątpliwości dostało się umiejętnościom ninja.
   Bardzo spodobało mi się też że wprowadzono niewidomego nauczyciela ukazującego uczniom swoje życie i umiejętności jako bogatsze i bardziej wartościowe niż komukolwiek by się zdawało. Sporo tu też mądrości wschodu , w pierwszej chwili być może wydają się skomplikowane albo dla odmiany tak proste i nielogiczne ,że dopiero po czasie, często dopiero  w sytuacjach krytycznych bohater doznaje oświecenia i w pełni je rozumie.
  
   Istotny jest też wątek i nie mogę go pominąć, innowierców. Powstaje grupa , mająca za cel pozbycie się z Japonii wszystkich chrześcijan,  dotyczy to również naszego młodego samuraja. I tutaj zaczyna się mój dylemat, o ile ogólnie przyjmuję zaistniały w powieści podział na czarne i białe charaktery, ci którzy knują i spiskują są złymi rzecz jasna. Jednak w pomyśle chronienia swoich ludzi  przed wpływami chrześcijan, przed przyjmowaniem nowej wiary nie widzę nic złego. W końcu Japonia była krajem wysokiej kultury, w tym czasie ( wiek XVII) była znacznie wyżej rozwinięta niż tacy Holendrzy czy Anglicy co zresztą rewelacyjnie oddaje scena z myciem Jacka w pierwszym tomie. W kraju kwitnącej wiśni było to normą a on Anglik z wielkiego i rozwiniętego kraju bał się kąpieli bo można zachorować i umrzeć. Oczywiste jest dla mnie to że między miastami japońskimi a angielskimi panowała kolosalna różnica, w jednym pedantycznie zamiatano piasek na alejkach w drugim właściwie ulica to rynsztok. Naprawdę jestem ciekawa jak to zostanie dalej poprowadzone, bo nie umiem jednoznacznie potępić pomysłu za to wykonanie faktycznie mi się nie podoba.

   Ocena książki : 9 / 10
   
   Książka przeczytana w ramach wyzwań :

    " Z półki " 


  
   " Z literą w tle "

piątek, 3 maja 2013

"Młody samuraj: Droga wojownika" Chris Bradford



 Autor : Chris Bradford
  Tytuł : " Młody samuraj: Droga wojownika"
Cykl : "Młody samuraj"
  Tytuł oryginału : " Young samurai: The Way  of the Warrior"
Przełożyła : Hanna Pasierska
  Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
 Miejsce i rok wydania : Warszawa 2010



     
  Z okładki :

     " Jest sierpień 1611 roku.Statek Jacka Fletchera rozbija się u wybrzeży Japonii - ukochany ojciec chłopca i załoga giną zamordowani przez piratów ninja.         Jacka otacza opieką Masamoto Takeschi ,legendarny mistrz miecza.Gdy chłopak trafia do szkoły samurajów,okazuje się ,że w oczach wielu uczniów jest barbarzyńcą i wyrzutkiem .
    Czy zdoła dowieść ,że zasłużył na miano wojownika? "

        

       Piękna książka o miłości ,przyjazni, honorze ,sztukach walki i Japonii przede wszystkim. W ostatnich latach coraz częściej natykam się na naprawdę dobre powieści dla młodzieży. Każda z nich nie dość że jest wciągająca to niesie za sobą przesłanie dotyczące nie tylko wartości którymi chcielibyśmy się kierować ale i pocieszenie dla czytającego. Nie będę się rozpisywać o "Zwiadowcach" Flannagana czy "Olimijskich bogach" Riordana bo i tak zamierzam powrócić do nich w najbliższym czasie.
      W powieści Chrisa Bradforda mamy dwunastoletniego chłopca Jacka Fletchera ,jego ojciec umiera w jego obronie , matka nie żyje już wcześniej z rodziny pozostała tylko młodsza siostra z tym że pozostała daleko , dzielą ich ponad dwa lata podróży. Jack zmagając się z żałobą musi też poradzić sobie w otoczeniu którego nie zna, wśród ludzi władających obcym mu językiem i których kultury i obyczajów początkowo w ogóle nie rozumie.
    Wraz z bohaterem poznajemy zwyczaje i kulturę Japonii, zasady rządzące w ówczesnym środowisku samurajów, hierarchię obowiązującą wszystkich członków nawet tych z najbliższej rodziny mistrza. Sztuka poruszania się w konwenansach z początku wydaje nam się praktycznie nie do opanowania, powoli krok po kroku wraz z Jackiem uczymy się co wolno a czego nie, jakie zachowania są odpowiednie a jakie powodują obrazę , nie taką zwykłą urazę , tylko związaną z utratą twarzy ,honoru, jak się wycofać z honorem z pewnych sytuacji. Sztuka przebaczania .  W ogóle słowo sztuka można by odmieniać przez wszystkie przypadki w każdym zdaniu , bo wszystko tam po prostu jest sztuką.
     Bardzo istotny jest wątek braku akceptacji głównego bohatera, większość traktuje go jak barbarzyńcę niegodnego bycia samurajem, jak się w końcu przekonujemy nie do końca jest to spowodowane tym o czym głośno mówią jego prześladowcy. Podobnie jak i współcześnie prześladowca niejednokrotnie ukrywa swoje obawy i słabości pod maską pozorów. Warto by młodzi czytelnicy jak najczęściej dostawali takie sygnały, nie po to by w duszy się śmiać ale by zrozumieć a może i by zaprzyjaźnić się z oprawcą. W jaki sposób? Ot i rozwiązanie mamy w powieści. Nie dosłownie, żeby nikt mi nie zarzucił że nie cenię życia , ale pomysł i wykonanie , jak najbardziej.
   

     Uprzedzam że książka jest wciągająca, udało mi się prawie wygotować wodę w czajniku mimo iż siedziałam obok kuchenki. Pózniej pokłóciłam się z synem bo korzystając z chwili kiedy na moment odłożyłam czytany tom po prostu sam zaczął czytać a ja przecież też chciałam.

      Ocena książki : 9 /10

 
        Książka przeczytana w ramach wyzwań :

                   "Z literą w tle"


  
                  "Z półki"