czwartek, 31 maja 2012

"Agrafka" Izabela Sowa


 Iabela Sowa "Agrafka"
 Nasza Księgarnia
 Warszawa 2009

          Główna bohaterka Dobromiła ma szesnaście lat i idealne życie. Pozornie. Jest to historia z pozoru idealnej rodziny, jaką każdy człowiek oceniając z wierzchu i nie wnikając w głąb, chciałby mieć.Mało tego jako rodzic dwójki dzieci powiem że do tego niebezpiecznego "ideału" wielu rodziców dąży, wierzcie mi że niejedni pełni dobrej wiary że to jest to najlepsze dla nich i dla ich dzieci.

       "Ważne,żebyś wiedziała,Milica,czego chcesz Ty sama,a nie czego się po Tobie spodziewają"

  Te ważne słowa padają pod koniec książki i myślę że jest to jej sedno. Rodzice o tym zapomnieli w ferworze codziennych zajęć i dążeniu do jakiegoś hm serialowego ideału a może świętego spokoju po prostu? Z czystym sumieniem mogąc powiedzieć że zrobili wszystko co mogli dla swoich córek. Okazuje się że każda rodzina ma swojego trupa, tylko czy został dobrze zidentyfikowany? 

   Miła, sympatyczna lektura ,którą polecam wszystkim nastolatkom i ch rodzicom, rodzicom przede wszystkim!
  
 Na zachętę jeszcze opis zamieszczony na okładce:

   "Stylizowane meble, nowa terenówka co trzy lata, markowe ubrania na każdy sezon, dwupoziomowy apartament i na deser wakacje, do tego podziw bliskich, szacun sąsiadów i zazdrość kumpli z Naszej Klasy. Nawet tych, których się ledwo pamięta... Według rodziców Miłki to wystarczy, aby stać się najszczęśliwszą osobą na świecie. Ona jednak uważa inaczej. Nie chce być dłużej grzeczną dziewczynką. Próbuje kroczyć własną ścieżką, a nie tą wyznaczoną przez idealną starszą siostrę (zwaną Pierwszą) i rodzinę, dla której liczy się tylko zachowanie pozorów. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem Miłki okaże się wyklęty przez najbliższych dziadek. Na obrazie bez skazy pojawi się kilka bolesnych rys... Izabela Sowa, jedna z najpopularniejszych polskich pisarek, w najnowszej książce w słodko-gorzki sposób rozprawia się z polskim bagienkiem, jego stereotypami i zaściankowością, zachęcając do zmierzenia się z naszymi lękami i do zrobienia rachunku uczuć"

     Moje pierwsze "spotkanie "z tą pisarką to tzw. seria owocowa czyli "Smak świeżych malin", "Herbatniki z jagodami" i "Cierpkosć wiśni" , bardzo zresztą sympatyczne, wywołujace uśmiech i przypływ dobrych myśli. Podobnie jak Irena Matuszkiewicz, Małgorzta Musierowicz,Joanna Chmielewska czy Monika Szwaja pani Izabela Sowa to moja "lekarka duszy"   :-)  po cichutku liczę na jeszcze więcej podtrzymujących na duchu powieści w/w pisarek.

środa, 30 maja 2012

Mój pierwszy konkurs , do wygrania "Tłumaczka" .

    "Tłumaczka" Leila Aboulela
        Wydawnictwo REMI
           Warszawa 2011
       Wydanie II ( pierwsze w tej edycji)

  Ksiązka była raz czytana, ale jest w bardzo dobrym stanie. 

   Zasady:
  
    - wpis w komentarzach informujący o chęci wzięcia udziału

   - informacja o konkursie na własnym blogu

   - odpowiedz na pytania:

Czy chciałbyś/chciałbyś być muzułmanką/muzułmaninem ?

Co oznacza słowo halal?

Konkurs trwa do 10 czerwca, 12 czerwca będą wyniki. Dane osoby która wygrała są potrzebne  tylko w  celu wysyłki.


   O północy 10 czerwca wpiszę komentarz będący jednocześnie końcem konkursu. Z kolei 12 czerwca zdradzę kto wygrał książkę o ile w ogóle będą chętni. :-)
   




Obraz społeczeństwa w powieści ....

 "Herbaciarnia pod Morwami" Sharon Owens

 

  Tyle na okładce.

Powieść ta jest pierwszą książką autorstwa Sharon Owens, którą przeczytałam.Tytułowa herbaciarnia jest klamrą spinającą wszystkie opisane historie. Poznajemy właścicieli Penny i Daniela oraz klientów odwiedzających ten lokal w najróżniejszych momentach ich życia.

 Daniel i Penny małżeństwo z kilkunastoletnim stażem ,wydawałoby się idealne gdyby nie tajemnice, Daniel ukrywa swoją przeszłość a jest ona istotnym czynnikiem wpływającym na ich związek,Penny nawet gdyby chciała nie jest w stanie zrozumieć męża ,jego skąpstwa,poświęcenia tylko pracy i niechcęci do rodzicielstwa. Bo i skąd ma wiedzieć co nim kieruje ? Autorka pozwala nam na poznanie tych wszystkich tajemnic, z czasem odkryte zostają one i przed Penny. Jakie to tajemnice? W jaki sposób ich odkrycie wpłynie na małżeństwo tej pary?

Do herbaciarni zaglądają  regularnie dwie siostry blizniaczki Beatrice i Alice Crawley, moim skromnym zdaniem najciekawsze z całej galerii postaci,starsze Panie,których życie upływa na dobroczynności,ich największym marzeniem jest zdobycie orderu ( za działalnosć na rzecz społeczeństwa) i przy okazji jego wręcznia ( najlepiej)  przedstawienie ich, Jej królewskiej mości.Chodzimy sobie wraz z Nimi, kwestujemy, wręcz słychać brzęk wrzucanych monet , zaglądamy razem do Muldoona i poznajemy też ich tajemnicę, o której same nie wiedzą. Co to za tajemnica? No, jakie tajemnice mogą dotyczyć dwóch starszych Pań żyjących jak Bóg przykazał, bedących przykładem cnót wszelakich? Czy spotkają królową, dostaną order?

 Nie mogło zabraknąć i przedstawiceli kutury i sztuki , choć z czystym sumieniem można wypieki Daniela za dzieła sztuki uznać,nie Jego mam na myśli. Artystka, malarka, zakochana w Nicolasie Cage'u,pisze do niego listy na czerwonym papierze żeby nie było pospolicie długis nie jest zwykłym długopisem,oczywiście jest to tajemnica . Czy marzenia Brendy się spełnią, czy są na tyle prawdziwe by determinacja nie malała?

Sympatyczna, bardzo realna i myślę że bliska większości kobiet jest Sadie Smith ( czy tylko mnie natychmaiast kojarzy się z autorką"Białych zębów"? A związek mógłby być bliski, bo Zadie Smith zmieniła imię , pierwszym imieniem było Sadie właśnie) Sadie kocha jeść, już za to ją lubię, też lubię jeść, niestety jej mąż jest innego zdania, właściwie jeść też lubi, nie lubi tylko skutków owej czynności czyli nadmiernej wagi swej żony. Jego nadwaga  mu nie przeszkadza. On też ma tajemnicę, jaką? Piekną to fakt ,potrafi zdziałać cuda na kuchennym stole jak reklamuje ją sama Sadie,co to za cuda? I co to za tajemnica?

Poza wspomnianymi osobami, jest jeszcze sporo innych mających sekrety, dążących do spełnienia marzeń postaci. Jesli chcecie się dowiedzieć czegoś o współczesnej Emmie Bovary i jak po raz kolejny w literaturze pisarz udowadnia że czytanie i poświęcenie się książkom może negatywnie odbić się na małżeństwie musicie , po prostu musicie przeczytać tę  opowieść o mieszkańcach Belfastu :

 

 W niej znajdziecie odpowiedzi na wszytkie zadane wyżej pytania, tak naprawdę poznacie więcej osób, jeszcze więcej tajemnic  i ich rozwiązań. Czasem bardzo, bardzo zaskakujących, może samo rozwiązanie wydaje się przewidywalne ale wierzcie mi że wasze wnioski i oceny postaci już takie nie będą.

 Autorce udało się stworzyć bohaterów z krwi i kości, może poza jedną osobą , trudno kogokolwiek jasno i jednoznacznie ocenić jak to bywa  w życiu najczęściej.

 A wszystko to przeplatane daniami i deserami serwowanymi u Muldoona i nie tylko, nawet posiłek zbuntowanej Sadie w Święta Bożego Narodzenia powodował u mnie wzrost apetytu. Skutkując zapewne i wzrostem wagi ale któż by się tym przejmował. 

Najbardziej polubiłam o czym już napomnknęłam siostry Crawley, kojarzą mi się z "Anią z Zielonego Wzgórza" nie z główną bohaterką, ale atmosfera jak i nacisk na prowadzenie pobożnego , godnego i "praktycznego" życia przypomina   mi Małgorzatę Linde czy Marylę Cuthbert, tajemnice odkryte po latach całkowitym przypadkiem , to też wątek często obecny w twórczości Lucy Maud Montgomery. Uprzedzam że jest to moje luzne skojarzenie i nie daje ono podstaw do ewentualnych pretensji że to wcale nie jest "Ania z Zielonego Wzgórza" ; pewnie że nie jest, Ania jest jedna! Niepowtarzalna! A skojarzenia mogę mieć bezkarnie. ;-)

 Zdradzę wam jeszcze tajemnicę, tym razem moją. Na wewnętrznej stronie okładki jest taki oto wpis: " Niniejsza powieść stanowi wytwór wyobrazni, a wszelkie podobieństwo do osób żyjących lub zmarłych,wydarzeń i miejsc jest całkowicie przypadkowa"

 Nie wiem ja Wy, ale ja w takiej sytuacji ulegam efektowi zakazanego owocu. Po powieści nie spodziewam się ani biografi ani autobiografi, no chyba że po nie konkretnie sięgam, zatem jesli ktoś zaznacza że to fikcja ( coś oczywistego z samego założenia) to ja moi Państwo zaczynam doszukiwac się drugiego dna, może o to własnie chodziło? 


Ocena książki : 5/6

  Sharon Owens  ur. 1 stycznia 1968 roku. w Omagh ; studiowała grafikę w Art College w Belfaście. W 1992 roku wyszła za mąż za Dermota Owensa , ma jedną córkę Alice. Napisała też kilka innych ksiażek, już same tytuły mnie przyciagają choćby taka "Dyskoteka przy Magnoliowej" czy "Tawerna przy Klonowej".
  

  

Ukochane książeczki mojej córeczki.

   Zbliża się Dzień Dziecka zatem najbliższe wpisy poświęcone będą książkom dla dzieci. Dziś seria "Poczytaj m mamo" i "Z wiewiórką" myślę że większość osób w moim wieku je pamięta,najpierw czytała mi je mama ( no zdarzało się a co) a pózniej robiłam to już sama, jaka byłam dumna kiedy po raz pierwszy SAMA przeczytałam książeczkę, była to właśnie jedna z tej serii,niestety nie pamiętam tytułu. 
   

   Staram się uzbierać całą kolekcję ale moja Ircia tak je lubi że niestety czasami te jej objawy uczuć bywają destrukcyjne.Z drugiej strony jakże miałaby pokochać książki gdyby mogła je oglądać tylko w mojej obecności z założonymi za plecy rączkami by nic nie uszkodzić przypadkiem? To już wolę że po nich rysuje, robi z nich mosty i trasy wyścigowe dla samochodów czy ścieżki spacerowe dla siebie.

  Widoczne na zdjęciu są już łapki mojej córki pilnującej ksiażeczek, z jednej strony była bardzo dumna że jej kolekcja będzie miała "klik" czyli zdjęcie, z drugiej łapki same jej się wyrywały do obrony skarbów.


  Tutaj już widać że nie wytrzymała, łapki znalazły się na najbardziej ukochanych pozycjach ,czyli ratują "pru,pru" (samochodziki) :-)

  Jak wspomniałam na początku , książeczki mojej księżniczki mają ciekawe życie, na przykład wycieczki na motorku co obrazują kolejne fotki:

 Tutaj ksiązki "wsiadają" na kierownicę. 


 Poniżej już są w trakcie wycieczki, widać nawet kawałek kierowcy [ kierowniczki? :-) ]



  
 Ewentualne wątpliwosci rozwiewam, ksiażeczki są nadal całe po wycieczce. Często zresztą służą do najróżniejszych zabaw. Początkowo planowałam je schować i tylko przeglądać z Ircią, jednak zaniechałam tego dziwnego pomysłu.   I bardzo dobrze, bo jak przejść spokojnie obok takiego cuda jak "Chcę być taksówką" Antoniego Siwca z pięknymi,pełnymi uroku ilustracjami Bogusława Orlińskiego ? No nie da się. I nie da się nie pokochać maluszka ,który marzy o tym by zostać taksówką. Kochany Fiacik 126p.
Z kolei syn, czytał z prawdziwą przyjemnościa ,śmiejąc się w głos co chwilę " Ile zawodów ma mama?" Czesława Kuriaty z ilustracjami Krystyny i Andrzeja Milińskich.

 
 O jaki śliczny maluszek!



 Margines:
 Dziś, mam taką nadzieję że uda mi się jeszcze wpisać co nieco o "Herbaciarni pod Morwami" tym razem nie od strony kulinarnej i o "Agrafce" Izabeli Sowy ,którą zaczęłam czytać. 

 Będzie też konkurs, do wygrania książka "Tłumaczka" Leili Abouleli ponieważ mam dwie, jedną postanowiłam komuś wysłać. Zasady wieczorem. Teraz wędrujemy na spacer.

wtorek, 29 maja 2012

Oryginalny sernik z wiśniami, z Herbaciarni pod Morwami

   Jak zwykle okazałam się gapą do kwadratu. Okazuje się że na końcu ksiazki znajduje się oryginalny przepis na

       SERNIK Z WIŚNIAMI *

  Składniki:

     PODSTAWA

  tłuszcz roślinny do wysmarowania blachy
  125 g biszkoptów imbirowych
  65 g masła


    WARSTWA ŚRODKOWA

  nasiona z jednego strąka wanilii
  75 ml średniotłustego mleka
  500 g chudego jogurtu
  100 g cukru żelującego
  drobno starta skórka i sok z trzech cytryn
  4 listki lub jedna torebka żelatyny  namoczonej w zimnej wodzie
  140 ml. śmietany - ubitej
 

   PRZYBRANIE

puszka drylowanych lub plasterkowanych wiśni
2 listki żelatyny namoczonej w zimnej wodzie

   Sposób przyrządzenia:

   1. Zgniesć biszkopty i dobrze je utrzeć z roztopionym masłem ,nasmarować tortownicę o średnicy ok 25 cm ,wylepić dno przygotowaną masą i schłodzić przynajmniej przez 10 minut.

  2. Zagotowac mleko z nasionami wanillii , dodać żelatynę i cukier żelujący.Ubić mikserem wraz z jogurtem i śmietaną ,dodać skórkę i sok z cytryny,jeszcze chwilę ubijać.

 3. Wylać masę mleczną na biszkoptowy podkład i chłodzić przez godzinę lub do jej zastygnięcia.

 4.Zmiksować wiśnie, w razie potrzeby dodać cukru,zagotować w rondelku łyżkę wody,rozpuścić w niej namoczoną żelatynę, wymieszać z wiśniami ,wylać na zastygnięty sernik i chłodzić przez 2 - 3 godziny,aż całkiem stężeje.

 5.Wyjąć sernik z tortownicy na paterę,podawać z odrobiną musu waniliowego.


  Oto jak działa wyobraznia przy czytaniu, podejrzewam że gdyby każdego czytelnika poprosić o wybranie przepisu na wspomniany w powieści sernik, wśród wszelkich możliwych serników z wisniami, każdy wybrałby inny.Górą wyobraznia,górą różnorodność. Dzięki temu mam dwa ciekawe przepisy zamiast jednego i to jak bardzo się różniące :-) 

             SMACZNEGO !

  * Przepis z ksiażki "Herbaciarnia pod Morwami" Sharon Owens autorem przepisu jest zaś Neven Maguire szef kuchni w "Open Haus" RTE
 

poniedziałek, 28 maja 2012

"Herbaciarnia pod Morwami"


"Herbaciarnia pod Morwami" Sharon Owens
 Wydawnictwo "Książnica" kieszonkowa
Beletrystyka,literatura współczesna.
 Katowice 2006


 Największy problem z ksiązkami tego typu polega na ich przeczytaniu wreszcie a jednoczesnym czytaniu jak najdłużej. Jeśli jeszcze zadziała magia przypadku to nie ma rady jak się poddać. Poddanie nie oznacza zaprzestania czytania i rezygnacji z książki w ogóle,oznacza tylko że  lektura się przedłuży dzięki czemu   będzie jeszcze przyjemniejsza.

  Magia zadziałała już przy stronie 39 ,przeczytajcie tez:

  " Dzisiaj sernik przybrany był wiśniami.Przełknęła ślinkę.Pysznił się tuż przed nią ,oddzielony tylko szkłem.Olbrzymie prawie czarne wiśnie, z których lśniący sok spływał na bladozółte ciasto.Sadie telepatycznie wezwała obsługę ,ale Daniel i Penny zajęci byli w kuchni i minęło długie jak wieczność trzydzieści sekund,zanim ktoś wreszcie podszedł do lady.Zamówiła dwa kawałki sernika,dwie duże gałki lodów waniliowych z bitą śmietaną oraz czekoladowe cappuccino.Wyszeptała Danielowi zamówienie niczym szpieg zdradzający tajemnicę państwową.Podczas gdy Penny grzała mleko w ekspresie,Sadie usiadła w kącie,twarzą do ściany ,i czekała z żołądkiem ściśniętym z niecierpliwości.Rzuciła sę na sernik ,jakby miał ją ocalić od śmierci glodowej ...
  ...Teraz każda komórka w ciele Sadie odprężała się błogo ,a gorąca kawa ze śmietanką całowała jej usta...
 ... Sernik z wiśniami topniał na języku,wypełniając jej pustą jazń kulinarną ekstazą.Z rozkoszą przymknęła oczy.Przełknąwszy ostatni kęs,wydała głebokie westchnienie ulgi.To było fizyczne spełnienie."  *

    Czytając ten fragment przepadłam z kretesem , od tej pory miałam przed oczami tylko sernik z wiśniami. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie ilości drożdżówek pochłonęłam do tej pory przy tej książce, do tego szarlotka mi się śniła po nocach a teraz jeszcze ten sernik! Zatem odłożyłam na półkę książkę licząc na to że z czasem apetyt zmaleje. Gdzie tam. Na dodatek wczoraj przeglądałam "Kobietę i życie" no i zajrzałam również do przepisów a tam ...                    


 przepis na sernik z owocami (Tak mogą być wiśnie !!!) i kruszanką. Póki nie upiekę mogę zapomieć o czytaniu.

      SERNIK OWOCOWY Z KRUSZANKĄ

 Ciasto:
    2 szklanki mąki
    kostka margaryny
    4 żółtka
    2 łyżeczki proszku do pieczenia
    4 łyżki cukru
    kilka kropli olejku waniliowego


Masa serowa:
    1/2 kg. sera na sernik
    1/2 szklanki cukru
    10 g. cukru waniliowego
    torebka budyniu waniliowego
    jajo
    2 łyżki roztopionego masła
    1/2 kg. truskawek, jagód albo wiśni
    tłuszcz i bułka tarta do formy


 Wykonanie : Mąkę posiekaj z tłuszczem,dodaj zółtka, cukier ,proszek do pieczenia ,olejek i zagnieć gładkie ciasto. Podziel je na dwie części 2/3 schowaj do lodówki a 1.3 do zamrażalnika.

 Natłuszczoną i wysypaną bułką tartą formę wylep ciastem z lodówki i wstaw do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piecz około 20 minut.

 Zmiksuj wszystkie składniki na masę serową ,lekko ciepłe roztopione masło dodaj pod sam koniec. Gotową masę wyłóż na podpieczone ciasto, na masę owoce .Na wierzch zetrzyj na tarce z grubymi otworami pozostałą część ciasta,piecz około 30 minut.

  Do 1/3 ciasta można dodoać przed włożeniem do zamrażalnika 2 łyżki wiórków kokosowych.**

  Smacznego! 

  A z pozostałych białek i wiórków kokosowych można zrobić kokosanki, ja bardzo lubię.

    * "Herbaciarnia pod Morwami" Sharon Owens str. 39
    ** Przepis z czerwcowego numeru "Kobiety i życia"
 

piątek, 25 maja 2012

Konkurs

 Nie u mnie ,u Anetypzn , informuję o tym choć chętnie bym tego nie robiła czym zwiększyłabym swoje szanse na wygraną. Jednak nie ma tak dobrze skoro biorę udział to i innych zapraszam do zabawy.

C.S.Forester "Szczęsliwy powrót" i "Okręt liniowy" czyli polecanki

  "Szczęśliwy powrót" i "Okręt liniowy" C.S.Forester
                                                               Wydawnictwo Remi Katarzyna Portncka  2012
                                                                 
                                                    


 Niespodzianka!!!  Domyślam się że wszyscy zainteresowani już o nowym wydaniu wiedzą, jednakże biorąc pod uwagę istnienie takich gap jaką jestem ja,postanowiłam zamieścić tę jakże radosną wiadomość na blogu.
  Pozostaje marzyć usilnie by Gwiazdor przed Wiglią zdążył ( a czasu ma dużo) zgromadzić fundusze na, mam nadzieję przynajmniej trzy tomy.

   Wierzę że o  nowym wydaniu "Imienia róży" Umberto Eco nie ma potrzeby informować,zatem dzielę się z wami moim szczęściem gdyż już zakupiłam. Pozycja obowiązkowa! Już widzę ile uciechy sprawię mojej rodzince siedząc z dwoma książkami o tym samym tytule i czytając stronę z jednej a pozniej to samo z drugiej.Zamierzam przeprowadzić śledztwo, wyrażam niniejszym że liczę na to iż wydawca NIE ZAZNACZYŁ zmian w tekście.

 "Imię róży" Umberto Eco
                                                                  Oficyna Literacka Noir sur Blanc  2012
 

czwartek, 24 maja 2012

Jan Miodek "Słowo jest w człowieku"

  ... za wysokie progi ...

  Walczę z synem odkąd pamiętam by nie używał określenia kibel w sensie toalety,razi mnie ono i to wcale nie tylko jako wulgaryzm. W dzieciństwie słyszałam często "Weż ten kibel i wynieś " oznaczało to że mam wyrzucić śmieci,ponieważ u mnie w domu używano tego słowa mając na myśli wiadro ze smieciami , druga nazwa wiadra ( z tym że zwykłego)  stosowana przez moich dziadków to wemborek ( węborek,wymborek jak podaje "Słownik gwary miejskiej Poznania) . Co mnie razi zatem? Po pierwsze to że kibel kojarzy mi się z II wojną światową i bardzo pięknym rysunkiem pt: "Wynoszenie kibli" o ile dobrze pamiętam tytuł tej pracy,wykonanej przez wieżniarkę Pawiaka. Szukałam w internecie tego szkicu i nie znalazłam, nie wiem zatem czy zle pamiętam ale mam ten obrazek przed oczyma wyobrazni  żałuję że nie mogę nic więcej o tym napisać.Niemniej skojarzenie jak żywe we mnie tkwi.
 Wynoszenie kibli było to wynoszenie z cel kubłów/wiader z nieczystościami. Kiedy słyszę że ktoś "idzie do kibla" to momentalnie widzę po pierwsze załatwianie swoich potrzeb do wiadra no i wspomnianą pracę więzniarki.
  Poza tym moje skromne zdanie się nie liczy ale może apel zarówno prof.Jana Miodka   jak i Seweryny Szmaglewskiej by nie używać słowa kibel, jako wulgarnego właśnie odniesie pozytywny skutek.

  Z kolei czytając poradnik językowy prof.Miodka  poznałam nowe ( dla mnie) znaczenie tego słowa. Pozwlę sobie zacytować stosowny fragment.

 " Odtąd tylko w taki żartobliwy sposób wyrażało się w moim domu chęć zjedzenia dużej porcji.Kibel funkcjonował tu jako synonim wiadra,dużego naczynia.... " *

   Jest to dla mnie nowość , jeść z kibla? Ot zagadka jak to się język w różnych regionach rozwija. Określenie to funkcjonuje ,jak donosi autor, również jako nazwa wielkiego gara. 

 "Pewnego dnia telefoniczna petentka <<popisała się>> konstrukcją - zapytaniem: <<Jarzy pani? - Jarzę!'>>odparła skonsternowana moja koleżanka.Wspólnie czekamy teraz na <<kapuje pani?>>albo jeszcze lepsze <<kapewu>>". *
 
   "Cudowne dziecko dwóch pedałów" - chodzi o ... kolarza :-)

   W błąd wprowadziło mnie słowo debry ,odebrałam  je jako dobra , tak zrozumiałam też kontekst zdania ,jak to ja oczywiście błędnie ( uprzedzałam że pąsowiałam przy tej lekturze) . Zdanie brzmiało :
    "...pisarz i myśliciel ( Stanisław Lem) zwierzał się z zagubienia jakiejś książki w debrach swojej biblioteki" *
 
Okazało się iż chodziło o gęstwinę czyli zakamarki biblioteki. Przyznaję sama bym na to nie wpadła, nie szukałabym dalej, nauczka jakże jednak miła.

  Jak już wspomniałam wstydziłam się widząc ile i jakie błędy popełniam,wiem na dodatek że robię ich o wiele więcej.Na dodatek już sama nie wiem czy w ogóle powinnam pisać cokolwiek czy może jednak skryć się w jakimś niedostępnym miejscu i nakryć w pokorze uszami.
 
 * Wszystkie cytaty za: Jan Miodek  "Słowo jest w człowieku.Poradnik językowy"
    Wydawnictwo Dolnośląskie  Wrocław 2007
   

   Oceny nie będzie, zabrakło skali ;-)

   

 

środa, 23 maja 2012

Uwielbienie, niech uwielbieniem pozostanie.

     Uwielbiać - otaczać kogoś,coś czcią i miłością ;czcić ubóstwiać (uwielbiać matkę za jej dobroć),
     uwielbienie - głęboka cześć,zachwyt,podziw(nabożne,najwyzsze uwielbienie;szmer uwielbienia;patrzeć na kogoś z uwielbieniem)  

   "Upadnij na kolana ,ludu czcią przejęty,uwielbiaj swego Pana ,Święty!Święty!Święty!" - słyszymy w śpiewanej do dziś pieśni kościelnej z XIX w.z muzyką Augusta Freyera.Inna pieśń kościelna zaczyna się słowami:" O milcząca Hostio biała,na kolanach wielbię Cię"... Z kolei wiersz Cypriana Kamila Norwida (1821-1883) "Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj" kończy się dwuwierszem "A miłość moja,bracie,dwuskrzydlata:od uwielbienia do wzgardy" 
  Pierwsze cytaty pokazują jeden z tradycyjnych obszarów funkcjonowaniaczasownika uwielbiać;jest nim przestrzeń sakralna,w której uczucie kerowane jest do Istoty Najwyższej,do Boga.
 Fraza Norwidowska natomiast uzmysławia maksymalne natężenie emocjonalne naszego czasownika:tak jak po jednej stronie -na stopniu najniższym-lokuje się wzgarda,tak po  stronie przeciwnej-na stopniu najwyższym-jest miejsce dla uwielbienia  

       prof.Jan Miodek 
    "Słowo jest w człowieku" 
      rozdz."Uwielbiajmy z umiarem!" 

     Moim największym chyba błędem jest nagminne używanie słowa uwielbiać we wszystkich możliwych odmianach.Biorę sobie apel Profesora, by" zachować umiar w posługiwaniu się formami o dużym nacechowaniu emocjonalnym" do serca  Stąd zamiast recenzji dzisiejszy wpis.

      Poradnik ten zaskakuje mnie z każdą stroną bardziej,na przykład poznałam nowe znaczenie słowa :kibel ale o tym i o innych ciekawostkach napiszę jutro.

          
     

Miesiąc po prostu.

 Dziś 23 maja, mija miesiąc od kiedy zaczęłam dzielić się z innymi, wrażeniami z przeczytanych stron. Nie będę robić żadnego podsumowania.Zamierzając jednak uczcić ten dzień , rzuciłam w kąt czytaną książkę ,niesistotne jaką i zabrałam się za coś co sprawia mi nieskrywaną przyjemność. Prawdziwą ucztę sobie zaplanowałam i ....

   Z dziką radoscią, nieposkromnionym zapałem i dreszczem emocji czytam ksiażkę. Cudo! Każda kolejna strona to zarówno śmiech jak i pąsowienie... Czytam i najpierw uśmiecham się pod nosem, chichoczę w garść a w końcu parskam śmiechem. Śmieję się oczywiście głównie z siebie, są i chwile kiedy śmiech jest nie na miejscu, kiedy robię się czerwona ze wstydu i chciałabym schować się w mysiej dziurze.
 
Biję się w piersi,obiecuję poprawę i  żyję nadzieją że dotrzymam słowa. Wiem o tym że najtrudniej wymagać od siebie. Krytykowanie innych przychodzi zwykle z łatwością, następnie okazuje się że i nam zdarza się to samo. Hipokryzja czy nieświadomość ?Pamiętajmy zatem i kieruję te słowa głównie do siebie, o biblijnym kamieniu.

 Wracam do tej wspaniałej lektury,autor i tytuł niech na razie pozostanie tajemnicą. Zdradzę ją jeszcze dziś ,jeśli skończę ... istnieje obawa że może nie dam rady. Każdą stronę mogę poznawać co chwilę od nowa i wracam, wracam do przeczytanych już słów, odkrywając to co umknęło mi poprzednio.



poniedziałek, 21 maja 2012

Reyes Monforte "Burka miłości"



Reyes Monforte "Burka miłości"
  Świat Książki 2011

       Przepiękna historia o miłości silniejszej od instynktu przetrwania. Dawno nie byłam tak wzruszona żadnym uczuciem, nawet sławne "Love story" nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Brakuje mi odpowiednich słów by napisać co przeżyłam wraz z bohaterką książki,kocham Afganistan choć znam ten kraj tylko z TV i literatury,  powieść jest tak sugestywnie opisana że nawet gorące powietrze,parzącą ziemię wszystko to odczuwałam całą sobą. Przyjażń z Mahtab i miłość Nasrada dodawała mi skrzydeł , cierpiałam od docinków, ironi i złośliwości otwarcie przeradzającej się w nienawiść ,które otrzymywałam od teściowej. Jednocześnie nostalgię i odrazę wzbudzało we mnie życie tak prymitywne że aż niemożliwe.Któż uwierzy że można żyć bez wody choćby i takiej z pompy przecież bieżącej nikt i tak się nie spodziewa ,bez prądu ,o gazie nie wspomnę, toaleta to jakiś  luksus do którego przeciętny obywatel nie ma prawa. Prawa kobiety? A cóż to jest kobieta? A to ten przedmiot w namiocie z siateczką , tak tak przedmiot jakiś  ,wykonujący wszystke prace domowe w takich warunkach, na dodatek nie może się zepsuć, a nawet jeśli się zepsuje to albo "się naprawi" albo przestanie istniec, nie ma bowiem nikogo kto zająłby się naprawą, niechby spróbował to sam zginie.
 
   Maria, Hiszpanka wolna, samodzielna i szukająca szczęścia,poznaje  muzułmanina Nasrada , ślub, wyjazd do Jego rodziny mieszkającej w Afganistanie, ciąża, znany schemat? Znany ! Odkrzyknie każdy kto przeczytał choć kilka powieści i pamiętników czy też obejrzał parę filmów w których podejmowane są tematy Islamu, kobiet w tej religii, ich praw i życia u boku męża muzułmanina ,który nagle zmienia się całkowcie. To zapomnijcie o  tym czego się już dowiedzeliście, ta opowieść jest inna.
 Kraj nękany wojną,bieda,ucisk wyzysk i niesprawiedliwość. Kobiety jak już pisałam traktowane gorzej niż jakakolwiek rzecz, bez żadnych praw,giną z rąk talibów za wszelkie występki, a tymi może być i odsłonięcie np. dłoni podczas spaceru i sam spacer ,uśmiech, fotografia, chęć zrobienia zakupów bez opiekuna, przecież nie każda kobieta go ma. Bez niego skazana jest na śmierć,nie wolno jej pracowac, leczyć się, uczyć się , okna zamalowane czarną farbą by choć przypadkiem nikt jej nie ujrzał bez okrycia w postaci burki. Piękna powieść o miłości, wojnie i kraju ,który naprawdę pokochałam i może kiedyś przyjdzie mi go poznać. Wciąga czytelnika do tego stopnia że pijąc już tę bardzo słodką herbatę( dla mnie nieodłączna przyjemność przy czytaniu o wyznawcach Allaha) czytelnik ów nasłuchuje z której strony tym razem uderzy bomba, czy schron wytrzyma no i my razem z nim.

  Jestem zafascynowana zarówno Islamem jak i samym Afganistanem ( nie tylko ale głównie) pomyśleć że tak cudna kraina przez tak wiele lat, wiecznie właściwie, jest pod czyjąś okupacją. Chciałoby się rzec parafrazując tytuł książki Marka Edelmana "I była miłość w Afganistanie" piękna miłość ,warto ją poznać by być lepszym człowiekiem.


  Ocena książki: 6/6

sobota, 19 maja 2012

"Sosnowe dziedzictwo" Maria Ulatowska

 "Sosnowe dziedzictwo" Maria Ulatowska
Prószyński i S-ka
2011


Współczesna baśń o pięknym świecie w którym wszystko i wszystkim się udaje, wszyscy są ludzmi dobrymi, prawie bez wad a nawet jeśli jakieś mają to albo je przezwycięzyli albo w powieści pojawiają się raczej jako czyjeś wspomnienie, nawet alkoholik pije spokojnie, nie robi awantur, nie bije jednym słowem szczęscie w nieszczęściu. Główna bohaterka jest czarującą istotą,która podbija z łatwością  serca spotkanych osób,jej urok otwiera wszystkie drzwi także te wydawałoby się zamknięte na zawsze. Mieszkańcy wsi są pełni ciepła, chętni do pomocy,właściwe zero niechęci, nieufności jakichkolwiek negatywnych reakcji.Raj na ziemi,utopia :-) .Nierealny świat, mimo opisywanych również okropieństw wojny,wprowadza czytelnika w dobry nastrój i chciałoby się wołać ( jak uczciwie uprzedza wydawca) : chciałabym by ta historia była moja.

  Jest to pierwsza książka z serii ostanio bardzo modnych powieści "rozpoczynam życie od nowa,z dala od miasta" niezależnie od tego czy bohaterka kupuje jakiś kawałek ziemi na wsi czy też dziedziczy,którą przeczytałam w całości.Wszystkie te powieści zwykle wywoływały ironiczny uśmiech na mojej twarzy i po kilkudziesięciu stronach odkładałam je na półkę pełna niesmaku. Z tą książką od pierwszych stron było inaczej, już po kilkunastu zdaniach wiedziałam że to jest moja historia, że nie odłożę jej nieprzeczytanej,więcej, uczynię to jeszcze wielokrotnie. Na dodatek wielkim dla mnie plusem są wątki wojenne, pięknie opisana walka przeciętnych ludzi,ich życie codzienne w czasie Powstania Warszawskiego, bez zbędnych słów, bez patosu, oszczędnie i niezwykle trafnie.
 Wiem że mozna by się czepiać że tak dobrze nie było, bywało różnie, nie wszyscy byli bohaterami, nie wszyscy pomagali,podobnie i w części współczesnej ale w  końcu to jest powieść, basń jak pisałam na początku ( czy to właściwe określenie mam wątpliwości ale niech zostanie) ma nam zapewnić parę godzin mile spędzonych wśród tego raju na ziemi. Osobiście jestem zachwycona, wiem że przeczytam część kolejną, wiem że kupię obie i będę do nich wracać. 

Jest to historia jakich wiele, w trakcie wojny giną właściciele majątku, pozostaje wprawdzie spadkobierczyni ale w beciku jeszcze, po wojnie majątek zostaje upaństwowiony.Dziedziczka zresztą nawet nie wie że nią jest, tajemnice, miłość,wielkie tragedie ale i wiele szczęścia to losy bohaterów tej powieści prowadzące w efekcie do odzyskania własności a wszystko to ukazane na tle historii od wojny, przez lata powojenne do współczesności. Świetny lek na wszelkie smutki, po przeczytaniu "Sosnowego dziedzictwa" czuje się iż świat wcale nie jest tak szary i zły jak się wydaje.



 Ocena książki: 6/6

czwartek, 17 maja 2012

Mario Puzo "Ojciec chrzestny"

  "Ojciec chrzestny" Mario Puzo


     Rozczarowanie małe ale jednak, nastawiłam się na coś wspaniałego polecanego mi przez wszystkich znajomych,decyzję o przeczytaniu nie ukrywam podjełam po przeczytaniu "Diupy" Ewy Nowak. Powieść ogólnie wciągająca , nie twierdzę że nie ale brakowało mi klimatu szukałam czegoś w stylu "Kojaka" w mojej pamięci zawsze najlepszym detektywem mającym to "coś" pozostanie  Theo Kojak odtwarzany przez Telly'go  Savalasa :-) pomyliłam się moja wina.Nie oglądałam nigdy ekranizacji zatem nie mogłam przeczuwać czego się spodziewać.
     Obiektywnie patrząc książka nawet ciekawa autentycznie wciągnęły mnie losy Vito kiedy był jeszcze "początkującym" jego dochodzenie do władzy czy podejście do wszystkich jak do przyjaciół prawie zamydlił mi oczy ;-) i nastawienie się na "przysługi" za które przecież wcale nie muszisz się odwdzięczać prawda? Jeśli nie chcesz żyć. Sporo humoru o dziwo np. o kradnących adwokatach.
   Czytało się nawet dobrze, moim zdaniem mało było o życiu przeciętnych ludzi w tych czasach poza wstawkami kiedy ktoś opowiada ojcu chrzestnemu o krzywdach, które go spotykają i prosi o pomoc, o przepraszam o przysługę. Odnoszę też wrażenie że i tego mi też brakuje, tak myślę, tytułowy "Ojciec chrzestny" nie został pokazany w negatywnym świetle, właściwie wszystko co robi ma wytłumaczenie, taki dobry wujaszek któremu otoczenie nie pozwala być dobrym bo prosi się o złe traktowanie. Przecież gdybyś dotrzymał słowa, ja bym był przy Tobie i Twojej rodzinie, tak? Czyli to Twoja wina!!! Z drugiej strony przygarnięcie do siebie chorego dziecka bez żadnego zastanowienia tylko dlatego że potrzebuje ono pomocy mocno miesza w ewentualnej ocenie moralnej, w każdym razie ja się o nią nie pokuszę.
     Powiedzmy sobie szczerze jeśli ktoś nie jest miłosnikiem filmów gangsterskich lepiej niech sobie odpuści, jeśli zaś lubi będzie miał całkiem miłe popołudnie z powieścią Mario Puzo.
  
    Ocena ksiązki: 3,5/6 jak dla mnie    ( nie zważając na moje oczekiwania 4,5/6)

Bear Grylls "Urodzony by przetrwać"

 Bear Grylls "Urodzony by przetrwać"
 Pascal

 Nie oglądam programu na Discovery Chanel na podstawie którego powstało to dzieło , syn również. Jednak dotarła do nas sława ,która  po prostu kwitnie wśród rówieśników mojego nastolatka. Zaczęłam zastanawiać się nad sensem kupienia tej ksiązki, tym bardziej że rękami i nogami bronię się przed pozycjami których pierwowzorem był jakiś program niezależnie od tego czy chodzi o Supernianię, Perfekcyjną Panią Domu , Gwiazdy tańczą itd. W tym przypadku niesłusznie, książka jest świetna. Nasycona wiadomościami o wszystkim co może przydać się w razie jakiś ekstremalnych sytuacji.Jak zachowywac się w górach, dżungli, na biegunie, na pustyni. Właściwie nie ma miejsc nieopisanych , mnie przynajmniej nie przychodzą do głowy. Jak rozpalić ognisko, jak zbudować szałas, czym się zywić oraz jak zdobyć padlinę? Na wszystkie te pytania w tej książce są odpowiedzi.Podręcznik survivalowy jak się patrzy.Mnóstwo przydatnych informacji o tym co można jeść a czego lepiej nie.

  Czyta się to ,skłamałabym gdybym napisała że błyskawicznie, czytałam tę książkę kilka dni, głównie ze względu na to iż np. samo rozpalanie ognia i rodzaje ognisk, opisane są na kilku stronach ,plus ilustracje tychże ognisk( nawet nie wiedziałam że tyle ich może być) niesamowitą frajdę aje wyobrażanie sobie że własnie jestem w takiej to a takiej sytuacji i korzystam z tego co autor napisał. Odpuściłam sobie wprawdzie budowanie schronień czy ćwiczenie węzłów  ale syn podejrzewam przećwiczy każdą możliwośc.

   Zamierzam spełnić marzenie syna i kupić Mu tę książkę ( na razie wypożyczyłam) jak i inne Beara Gryllysa.

   Nie ukrywam że mnie bardzo to wszystko wciągnęło, tym bardziej że aktualnie z pasją śledzę losy bohaterów serialu "The Walking Dead" a oimi ulubionymi bohaterami są nietrudno zgadnąć Daryl Dixon i Shane Walsh stąd i zainteresowanie survivalem. ciekawe kto z nas ( ja czy syn) częściej będziemy sięgać po "Urodzonego by przetrwac" :-)

  Na marginesie wspomnę dla zaniepokojonych że syn nigdy i pod żadnym pozorem "Żywych trupów" nie ogląda. To moja pasja, ha mąż pokazał mi serial   i teraz ja oglądam każdą dosłownie każdą powtórkę czekając na jesień w przeciwieństwie do mojego M, który czeka oczywiście ale powtórki sobie odpuszcza.


 Ocena książki: 6/6

     

środa, 16 maja 2012

Nike - nominacje III i niespodzianka z antykwariatu

   Reportaże i powieści :

Lidia Ostałowska "Farby wodne"
  Wyd: Czarne  Wołowiec


  II wojna światowa,  hm to coś dla mnie a  tu fragment  można przeczytać.



Filip Springer "Miedzianka.Historia znikania" ( opinia)
  Wyd: Czarne  Wołowiec
 

Fragment do czytania w Empiku oczywiście.









 Małgorzata Szejnert "Dom żólwia.Zanzibar"
  Wyd: Znak   Kraków 






Paulina Wilk "Lalki w ogniu.Opowieści z Indii" ( opinia )
  Wyd: Carta Blanca   Warszawa


    
Zwiastun pod tym linkiem.


   Jacek Dehnel "Saturn.Czarne obrazy z życia mężczyzny z rodziny Goya"
    Wyd: W.A.B.   Warszawa
  
 


  Michał Witkowski "Drwal"
Świat Książki



 Zakupiłam kilka pozycji w antykwariacie, na pierwszy ogień idzie cieniutenki przewodnik po Poznaniu opracowany przez F.Jaśkowiaka wice - dyrektora Międzynarodowych Targów w Poznaniu
Wyawnictwo Wydziału Turystyki Ministerstwa Komunikacji
Rok 1947
 "Pomnik Mieszka I i Bolesława Chrobrego w katedrze."

 jw. zbliżenie pieczątki

"Biblioteka Raczyńskich z r.1829 - widok przedwojenny"
 Biblioteka została wybudowana przez hr.Edwarda Raczyńskiego w 1829 roku, wraz z biblioteką podarował miastu zbiór rękopisów ,starych druków i dzieł naukowych. Zdjęcie w przewodniku jest z okresu przedwojennego gdyż jak podaje autor po wojnie była zniszczona.
"Ratusz z wieku XVI bardzo cenny zabytek świeckiego renesansu w Polsce,widok przedwojenny"

poniedziałek, 14 maja 2012

Nike - nominacje II

   Biografie:
 
   Krystyna Czerni "Nietoperz w świątyni.Biografia Jerzego Nowosielskiego"
      Wyd: Znak   Kraków
   
     

 Andrzej Franaszek "Miłosz.Biografia"
  Wyd.Znak   Kraków

      

Joanna Krakowska "Mikołajska .Teatr i PRL"
  Wyd. W.A.B.   Warszawa



Joanna Olczak - Ronikier "Korczak.Próba biografii"(opinia)                                                                               
 
Wyd.Znak   Kraków  


   Przyznaję że "Miłosza.Biografię" zaczęłam czytać, niestety ceny koszmarnie wysokie, "Korczaka.Próbę biografii" kupię w ciemno ze względu na autorkę. Wydaje się jakbym całkiem niedawno zaczytywała się książką pt" W ogrodzie pamięci" a tu się okazuje że czas leci jak szalony.

niedziela, 13 maja 2012

Nike - nominacje

 Od trochę innej strony zacznę. Zwykle interesujemy się głównie autorami wybranych dzieł, ja tym razem postanowiłam sprawdzić osoby zasiadające w jury.
 
   Tadeusz Nyczek
  Ur. 1 sierpnia 1946 roku w Krakowie,w 1965 roku ukończył Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie.Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Jegilońskim oraz reżyserii w  Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Pisał na łamach „Studenta”, „Życia Literackiego”, „Echa Krakowa”, „Miesięcznika Literackiego”, „Dialogu”, „Przeglądu Powszechnego”, „Pisma”, a od 1989 współpracuje z „Gazetą Wyborczą”.
   Więcej tutaj i jeszcze tu.

    Wyobraznia mi podpowiada że teraz dla odmiany Aniela mogłaby wejść do Bebe i Kozia z "Alfabetem teatru dla analfabetów i zaawansowanych", 2005 r.

   Marek Beylin
 
  Ur. 17 lutego 1957 roku, ukończył historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim,redagował "Krytykę","Tygodnik Mazowsze" a od lat 90 tych pracuje dla "Gazety Wyborczej".Dla ciekawskich podaję też linki do życiorysów pozostałych członków jury.
 
   Czapliński Przemysław
   Jan Gondowicz oraz jeszcze trochę
   Inga Iwasiow
   Ryszard Koziołek
   Adam Pomorski
   Maria Poprzęcka 
   Iwona Smolka 

    Przyznaję że czasem muszę korzystać z wikipedii choć oczywiście wiem że warto zawsze sprawdzić informacje tam zawarte,pozwoliłam sobie podać linki ponieważ bez sensu byłoby  "kopiuj - wklej" i i tak podanie zródła. Wstyd przyznać, naprawdę wstyd ale poza kilkoma nazwiskami i tytułami kilku książek głównie Jana Gondowicza niewiele wiem na temat tych osób. Coś gdzieś dzwoni ale w którym kościele? Wstyd, ogromny :-(


    Dzięki Bogu lepiej jest z autorami pozycji nominowanych do Nagrody Nike :-)
     ale to już jutro ....
  
  






Czy to Szwecja?

 

  "Szwecja" seria "Świat według Reportera" Piotr Kraśko,wyd. National Geographic 2011

     Książeczka cieniutka acz pełna treści. Szybko się czyta, wiadomości o Szwecji jej kulturze, polityce a przede wszystkim historii jest bardzo dużo. Skondensowana wiedza, ot masa ciekawostek od kiszonych śledzi poczynając a na monarchii kończąc. Dowiadujemy się cóż to za cudo te kiszone śledzie i dlaczego nie wolno ich wnosić i otwierać na pokładzie określonych linii lotniczych. Kto prowadzi królewski samochód.
  Wychodzi na jaw, właściwie jest odpowiednio podkreślona różnica między taką Szwecją a Polską na przykładzie manii posiadania, Polaka jak stać to kupi, nawet jak nie stać to wezmie na kredyt by sprawiać pozory,Szwedowi w głowie taki pomysł by się nie pomieścił. Z tym że to spowodowane jest .... nie napiszę autor już to zdradził.Kto się domyśla ten się domyśla a reszta do książki ....
   Nie ukrywam że czytałam wcześniej tylko jedną pozycję z tej serii była to "Afryka" mimo mojego hopla na tym punkcie nie przypadła mi ona do gustu. Tym bardziej jestem mile zaskoczona tym ile przyjemności dało mi przeczytanie "Szwecji".
  Pamiętacie jak Donald Tusk wybrał się na zakupy? A potem Jarosław Kaczyński? Czy może odwrotnie,mniejsza o to. Nie tylko naszym politykom wpadają takie pomysły do głowy,można by powiedzieć nawet że nasi ulubieńcy odgrzewają dość hm nieświeże dania . George Busch senior w 1992 roku  postanowił pokazać że On tak jak każdy szary obywatel zajmuje się takimi przyziemnymi sprawami, jak się to "bratanie z ludem" udało? Czy podobny efekt byłby możliwy w Szwecji?
  Odpowiedzi znajdziecie w książce :-) no książeczce.
 
  Czy to Szwecja? Się zastanawiam, przyzwyczajona do krajów skandynawskich opisanych w kryminałach z czarnej serii doszłam do wniosku że nie jest tam najbezpieczniej, psychopaci wręcz czają się na każdym kroku a im kto sprawia pożądniejsze wrażenie tym więcej ma do ukrycia. Czy to możliwe? Szwecja z powieści kryminalnych i Szwecja przedstawiona przez naszego Reportera to nadal ta sama Szwecja? Nie tylko ja się nad tym głowię ;-) jestem w całkiem doborowym towarzystwie m.in. królowej Szwecji. Pozazdrościć wyobrazni, pytanie tylko, komu?

  
   Ocena książki: 4/6

sobota, 12 maja 2012

"... w bibliotece" i nie tylko czyli jakie wnętrza opisane w literaturze zrobiły na mnie wrażenie.

    Tytuł nawiązuje oczywiście  do wspaniałej książki Jana Tomkowskiego "Zamieszkać w bibliotece" .Lubię czytać opisy mieszkań,pokoi,domów i innych miejsc w których przebywają bohaterowie czytanych przeze mnie książek.Głównie zwracam uwagę oczywiście na to czy mają książki,gdzie je trzymają itd.Przepisuję nawet odpowiednie fragmenty do zeszytów a potem je chowam zwykle tak dobrze że nie mogę ich odszukać ;-)
 
  Od dziś będę te opisy zamieszczać na tym blogu, nie zgubią się.

  "Wydawnictwo Zielony kruk miesciło się w zagraconej kawalerce Alberta Rozumpolskiego.Kiążki były w niej niemal wszystkim - meblami,łóżkiem,stołem,na nich stał zakurzony zepsuty radziecki telewizor Junost.Oprócz książek wydanych,obrazu estetycznej klęski dopełniały propozycje wydawnicze.Wydruki formatu A4 powiązane czym popadło - sznurkiem konopnym,wstążką żyłką,drutem.Bruliony w kratkę zapełnione aptekarskim maczkiem,dziecięce zeszyciki, na które szalony rodzic przelał swój twórczy ból..."
     "Detektyw Żurek" Piotr Rowicki

 
"Podłużna sala obstawiona stylowymi szafami,z których półek wychylały się oprawne w skórę grzbiety,przypominała stary magazyn w warszawskiej Bibliotece Narodowej.Nawet zapach był podobny,inne tylko oświetlenie.Okna starego magazynu,zabarykadowane regałami,nie dopuszczały dziennego światła,poczas gdy tu wielkie sięgające podłogi szyby dawały łatwy dostęp falom słonecznego blasku,przytłumionego zielenią parku.
   Wśród książek panowała nieład.Siedemnastowieczne wydanie Trenów Kochanowskiego sąsiadowało z francuskimi romansami z ubiegłego wieku. ...
   Obok rzadkich inkunabułów i starodruków odkrył sporą gromadkę publikacji emigracyjnych,znanych mu z egzemdlarzy batignolskich.Znalazły się nawet cztery tomy Roczników polskich z lat 1857 - 61,które dzięki jego przedsiębiorczości przeszły już o historii Biblioteki Narodowej"
     "Renesansowa przygoda" Halina Popławska


 " Na przykład taki telewizor.Zupełnie nie rozumiem ,dlaczego on w naszym domu nie stoi na najważniejszym miejscu i dlaczego go nie mogę oglądać przy obiedzie.W innych domach jest lepiej, bo nie ma pod tym względem sprzeczności interesów pomiędzy dziećmi i rodzicami.Mama mówi że okno na swiat mam sobie otwierać i wyobraznię kształtować przez słowo pisane,przez książki i czasopisma.Ja mam na ten temat inne zdanie,chociaż przeciwko ksiązkom nie jestem do końca zbuntowana.Może jedynie przeciwko temu,że wszystkie ściany są nimi zajęte i nie ma w domu miejsca na porządne meble,jak u innych czyli tzw.meblościanki.Zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
   "Agaton - Gagaton" Marta Fox


piątek, 11 maja 2012

"Humor w genach" Hanna Zborowska z Kobuszewskich



    "Humor w genach"
    Hanna Zborowska z Kobuszewskich
    Wyd: Kowalska/Stiasny 2002

       Z okładki:
   ...Modne jest pisanie autobiografii i rodzinnych sag.Niegdyś bardzo je lubiłam,bo zawsze interesowały mnie fakty,a nie coś co sobie ktoś wymyślił.Ostatnio jednak gatunek ten obrzydziły mi: ponura martyrologia i łzawe wspomnienia.I oto wśród tych lamentów znalazłam rodzynek.Pani Hanna Zborowska napisała "Humor w genach".Jest to saga rodzinna,nie da się ukryć.Jak każda rodzina,ta również przeżywała lepsze i gorsze czasy.Autorka potrafiła wszystko opowiedzieć dowcipnie ,bez wygłupów,bez starych anegdot,po prostu z poczuciem humoru.
    Jak mogło być inaczej,jeżeli na tym drzewie genealogicznym siedzą i Jan Kobuszewski i Wiktor Zborowski?
                             Stefania Grodzieńska 



       Nie mogło być inaczej, jeśli jeszcze dołożymy olbrzymią niczym nie ograniczoną wyobraznię autorki to wiemy już że będzie pysznie! Oto dowód w postaci cytatu:
   "...Lustra zastępowały mi książki,bajki,teatr,cyrk,opowiadania historyczne,a nawet religię.Wystarczyło nałożyć na głowę tubę od gramofonu a już stawała przede mną średniowieczna dama dworu,wystarczyło udrapować swą postać w stare prześcieradło i natychmiast zjawiał się archanioł Gabriel....
    Wystarczyło wdrapać się na krzesło ,nałożyć na głowę miedziany rondelek,w jedną dłoń chwycić kijek od sersa,w drugą długi kuchenny nóż i Zygmunt Waza stawał przede mną we własnej spiżowej osobie."
  
   W historii rodziny Kobuszewskich skrzy się od dowcipu,śmiechu i radości.Piękna ciepła, pełna miłości opowieść.Czytając o małych Marysi,Hani i Jasiu cofałam się z autorką aż do dwudziestolecia międzywojennego.Jest to całkiem inny świat ,z przyjemnością zanurzyłam się w opisach nauczycieli domowych, o pensjach i pensjonarkach ach co za świat: mundurki szkolne, suknie wizytowe.
  W Hani znalazłam pokrewną duszę ,razem z nią uwielbiałam profesora matematyki,który wolał Słowackiego od algebry,obserwowałam w Jego wykonaniu tango czy walca z którąś z uczennic.Z równym oburzeniem wołałam "zdrada" kiedy jednak wymagał czegoś więcej niż deklamacja czy piękna kaligrafia. Pokochałam wraz z innymi uczennicami dyrektora ( był jednoczesnie dyrektorem) Rychłowskiego.

   Kiedy czytam:
      " Piramidy!Czy wy macie takie trumny,sarkofagi,aby miecz położyć nagi?"
        a uczennice odpowiadały "Wejdż z tym mieczem w nasze bramy,mamy takie trumny,mamy..."
 
   czuję motylki w brzuchu,ach jakże chętnie wzięłabym udział w takiej lekcji.

   Wierzcie mi że książka jest pełna jeszcze lepszych historii, moja rodzina zastanawiała się i to całkiem poważnie czy moje dzikie wybuchy radości nie biorą się czasem z ubocznych skutków antybiotyków. Warto przeczytać,naprawdę nie bedzie to czas stracony.
    Kiedy Hania opowiada jak straciła w bombardowaniu Rosenthala a słuchaczki ...ale to już musicie przeczytac sami ,dlaczego kadłub w kredensie przechowywała.

    Wszystkie cytaty z ksiązki "Humor w genach" Hanny Zborowskiej z Kobuszewskich.


   Ocena książki: 6/6

      


        

środa, 9 maja 2012

"Chińska matka,może być wzorem"

 "Bojowa pieśń tygrysicy.Dlaczego chińskie matki są lepsze?"
Amy Chua
                    Prószyński i S-ka Warszawa 2011


    Tak naprawdę mogłabym zostawić tylko tytuł tej recenzji gdyż mówi właściwie wszystko. Nie wiem dlaczego książka jest tak często krytykowana,być może miałam pecha i na takie oceny właśnie trafiłam.Nie jest to podręcznik uczący nas jak wychowywać dzieci, ponadto wcale ale to wcale nie widzę w niej jakiś specjalnie szokujących pomysłów. Większość tego o czym napisała Amy warta jest naśladowania. Pewnie że nie wszystko bez wyjątku, po to jesteśmy by przeczytać przemysleć i to co naszym zdaniem słuszne ewentualnie naśladować o ile nam się zachce. Bo wymaga to niesamowitego samozaparcia, walki ze sobą i swoim lenistwem. Tak lenistwem i wygodnictwem, piszę to z pełną odpowiedzialnością. Też wolę robić coś innego a dziecko niech się czymś zajmie, tyle tylko że wcale nie uważam tego za postępowanie słuszne.
  Bardzo dobrze się czytało, książka napisana jest z pasją i to się czuje, autorka mimo pojawiających się wątpliwości ( a któż ich nie ma) jest pewna swego, ukazuje zrówno blaski jak i cienie obranego przez siebie modelu,co bardzo ważne i z czego powinniśmy brać przykład  to postępowanie jej męża,które dla większości jest chyba nieosiągalne. Bo jesli się z kimś nie zgadzam to najlepiej przywalić od razu, bez zastanowienia nad konsekwencjami podważania autorytetu matki i wbrew pozorom też własnego.
  Przeciwstawione są sobie dwa wzorce wychowania, chiński i zachodni,ten drugi niestety zatacza coraz szersze kręgi na świecie.Zdrowy rozsądek nakazuje nam się trzymać od niego jak najdalej, skutki bezstresowego wychowania znamy, apogeum występuje np. w Norwegii gdzie dziecko potrafi zadzwonić do opieki społecznej i naskarżyć na rodziców z powodu ograniczeń i łamania jego woli jak i zmuszania do swoich własnych przekonań, dziecko a konkretnie dziewczynka została zabrana rodzicom. Najciekawszy jednak był powód dla którego tak naprawdę do opieki zadzwoniła, rodzice nie pozwolili jej pójść na dyskotekę!  Myślę że szczególnie teraz kiedy weszła nowa ustawa ograniczająca i to bardzo możliwości rodziców jako wychowawców ksiażka Amy Chua jest jak najbardziej pożądaną lekturą i oby służyła do poważnych rozmyślań i dyskusji a nie przepychanek rodem ze szkoły podstawowej.
  
   Kiedy czytamy jakie problemy mają z młodzieżą nauczyciele szkół gimnazjalnych czy średnich pomyslmy moze nas wprowazeniem kolejnej rozsądnej rady p.Chua. Nauczyciel ma zawsze rację, nie ma podważania słuszności jego sądów, szczególnie w obecności dzieci. Nauczycielowi należy się szacunek i posłuch inaczej będzie jeszcze gorzej niż już jest. Najwyższa pora na taką książkę.Powinien przeczytać ją każdy rodzic i pedagog, obowiązkowa lektura dla każdego komu jeszcze chce się wychowywać dzieci. Bo to, jak już wspomniałam ciężka harówka. Niejednokrotnie wracam do domu po swoich ośmiu czy nawet i wiecej ,godzinach pracy i moim jedynym marzeniem jest odpocząć. Najłatwiej wtedy pozwolić dziecku grać czy oglądać tv znacznie trudniej sprawdzić odrobione lekcje, zmotywować do większej ilości nauki i co najważniejsze być przy tej nauce z dzieckiem.
   Autorka ksiażki jednocześnie , wychowując dzieci pracuje, wyjeżdża z wykładami i odczytami , często o czym wspomina, wstaje o trzeciej nad ranem leci samolotem by gdzieś wziać udział w konferencji np., wraca po południu i nie, moi drodzy nie odpoczywa zjmuje się córkami, ich szkołą, lekcjami i ćwiczeniami.Przerwy w pracy na uczelni znane u nas jako okienka wykorzystuje wożąc córki na zajęcia,komu z nas by się chciało?  Bez niej jako matki, wątpię by cokolwiek osiągnęły, byłoby im łatwiej i wygodniej nie przeczę ale tylko w dzieciństwie. Pamiętajny że cała ta praca zarówno matki jak i dziewczynek to inwestycja w przyszlość.

    Ocena książki: 6/6   (chętnie dałabym i 7/6)

wtorek, 8 maja 2012

Amy Chua "Bojowa pieśń tygrysicy.Dlaczego chińskie matki są lepsze?"

  Udało mi się dziś wypożyczyć , długo polowałam i nareszcie mam.


    "Marzeniem kazdego rodzica jest zapewnić dziecku "udany start".Jak się okazuje można to robić na różne sposoby.Amy Chua wyróżnia dwie metody,zachodnią i chińską,której sama jest wyznawczynią i w myśl której wychowywała swoje dwie córki. "Bojowa pieśń tygrysiacy"to fascynujący,pełen humoru i lekkości zapis codziennych zmagań matki wymagającej,lecz kochającej bez reszty.Bez względu na skrajną - z punktu widzenia zachodniego czytelnika- postawę autorki,niejeden rodzic zweryfikuje swoje metody wychowawcze.I być może zarumieni się ze wstydu"

   "Jeśli myślisz że jesteś wymagający dla swojego dziecka "Bojowa pieśń tygrysicy" wyprowadzi cię z błędu ...
    Rodzicielska filozofia Amy Chua może się czasem wydawać nieludzka,ale zadajmy sobie pytanie: czy ten model jest na pewno bardziej okrutny niż wychowywanie dziecka przed ekranem telewizora?"
              "Daily Telegraph"

      Tyle na okładce. Zobaczymy co dalej. Nie ukrywam że bardzo na to czekałam by tę książkę przeczytać, zatem wszystkie inne idą w odstawkę, nawet "Sztuka prostoty" :-) Pózniej wstawię też stosik jaki przytargałam z biblioteki.

    Rewelacyjna metoda na ból zęba, czytać"Bojową pieśń tygrysicy" na razie działa bez pudła a  to dopiero dwa rozdziały :-)

poniedziałek, 7 maja 2012

Wyzwania

   Czytam jednocześnie dwie książki, D.Loreau "Sztuka prostoty" i C.Dederer "Pozerka moje życie w dwudziestu trzech pozycjach jogi". Pod wpływem pierwszej stwierdziłam że czas ilość książek ograniczyć,tych posiadanych na własność. Tym bardziej że sporo jest nie przeczytanych, znacie to bowiem nie bez powodu jedno z wyzwań związane jest z takimi książkami,leżącymi na półce i czekającymi na zainteresowanie ze strony właściciela.Uznałam że całkiem ciekawym , dla mnie, wyzwaniem będzie jednoczesne ruszenie tych zapomnianych na kiedyś do przeczytania stosów z jednoczesnym zmniejszaniem swoich zbiorów.
   Przede mną wyzwanie ,trochę zmienione na potrzeby własne. Czyli czytam książki zalegające na półkach,recenzuję a po przeczytaniu decyduję czy zostają u mnie czy ruszają w świat. Sama jestem ciekawa co z tego wyniknie.
   Na pierwszy ogień idą:
     1. Lisa See "Miłość Peonii"
     2.Alice Taylor "Miasteczko"
     3.Robert Craiss "Anioł zniszczenia"

   Zastanawiam się co zrobię z tymi ,któych nie będę chciała sobie zostawić? Do biblioteki? Myślę,że  jedną w miesiącu mogłabym tu dać do konkursu,czyli ktoś mógły taką pozycję u mnie wygrać.To na razie tylko pomysł, nie wiem czy do zrealizowania ze względu na w miarę krótki staż. Jeszcze nad tym będę się zastanawiać.

   Odrębną sprawą jest to że zgłosiłam się do wyzwania związanego z Józefem Ignacym Kraszewskim , na razie nie dostałam zaproszenia, pewnie podałam coś zle. Co nie oznacza że nie mam czytać powieści tego wspaniałego przecież pisarza. Zatem dwie już czekają:

    1.Józef Ignacy Kraszewski "Pamiętnik Mroczka"
    2.Józef Ignacy Kraszewski "Barani kożuszek"

    Na marginesie chciałabym zaznaczyć że na recenzję wspomnianych ksiażek może przyjdzie trochę poczekać, podobnie ostatnich majówkowych ponieważ pewne dolegliwości zdrowotne utrudniają mi czytanie, skupienie dokładniej.

niedziela, 6 maja 2012

Moja Joanna

    Kalina Jędrusik,inteligentna ponad wiek jak wpisano na świadectwie ze szkoły, piękna co miał okazję widzieć każdy,seksowna czego z kolei zazdrościły jej kobiety. Dla mnie Joanna z "Lekarstwa na miłość" wg. powieści Joanny Chmielewskiej "Klin". Oczywiście wiem że jest to jedna z ról , grała w filmach,w teatrze,śpiewała i kochała: ludzi, swego Staśka jak o nim mówiła,zwierzęta. Kociara całym sercem, zresztą wszystkie zwierzęta lubiła,przyznaję że wiedziałam o Violetcie Villas, o Krystynie Sienkiewicz czy o Annie Chodakowskiej a o Kalinie Jędrusik nie.Jak to działa? Chcieli widzieć w Niej wampa to widzieli i właściwie jako ten wamp do dziś funkcjonuje w społeczeństwie. Żeby dojrzeć człowieka, wrażliwego trzeba szukać głębiej ale widać niewielu osobom się chciało.
   Piotrowi Gackowi się chciało i udało jednocześnie.Pięknie bez zbędnego patosu ale z szacunkiem i zachwytem. I te fotografie. Polecam.

  "Kalina.Jestem jaka jestem"
                                                             Piotr Gacek
                                                                    Wydawnictwo Jeden świat
                                                                     Warszawa 2010  
  
    Ocena książki: 4,5/6

"Ale JA tak CHCĘ !" Beata Ostrowicka



  Tytuł:"Ale JA tak CHCĘ!"
  Autor:Beata Ostrowicka
  Ilustracje: Krystyna Lipka-Sztarbałło
  Wydawnictwo: Literatura
   Łódz 2006 
  

  To ostatnio ukochana książeczka mojej córki, może ją oglądać dniami i nocami na okrągło, wielka to zasługa ilustratorki ,autorki oczywiście też jednak moja Irenka zdecydowanie woli oglądać. Wcale jej się nie dziwię , sama jestem pod wrażeniem. Na zdjęciach nasze ukochane ilustracje . Pierwsza moja ,prawda że przecudna?

Tę drugą uwielbia moja pociecha, wiecznie na niej "chodzi" po schodach i przechodzi przez wszystkie widoczne na obrazku drzwi.

 Historyjka w zabawny sposób uczy tolerancji dla odmienności i tłumaczy że wcale nie jest najważniejsze by wszystko było tak jak dziecko chce. Że należy szanować innych nawet jeśli wydają nam się dziwni. Mnie osobiście przypadła do gustu, córce również. Sama nie wiem co bardziej mnie przyciąga tekst czy przecudne ilustracje. W każdym razie z czystym sumieniem polecam.

  Ocena książki: 6/6                                                                                                   

sobota, 5 maja 2012

Konkursy w maju :-)

  Biorę udział i innych zachęcam również do wzięcia udziału w konkursie u Delfiny, na blogu niespokojnadusza-delfina  można zdobyć to cudo , sama okładka powoduje u mnie błyski w oku, przyznam iż niezbyt to pozytywne gdyż są one spowodowane zazdrością. Najchętniej z nikim bym się tą wiadomością nie dzieliła, ale mus to mus.

Małgorzata Gutowska - Adamczyk "110 ulic"

  Małgorzata Gutowska - Adamczyk "110 ulic"
                   Nasza Księgarnia
                    Warszawa 2007
 
 
       Bardzo lubię spotkania z młodymi bohaterami książek, nazywam to "podglądaniem nastolatków" do tej kategorii zaliczam i "110 ulic" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk.
    Rodzina Wierzbickich to mama,tata i dwóch synów. Zamożni bez większych problemów doskonale radzący sobie w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie. Poznajemy ich w chwili kiedy tata traci pracę, nie może znalezć nowej a kiedy już ją znajduje muszą wyjechać z Warszawy do jakiejś zapadłej mieściny i prowadzić stacje benzynową.Dla wszystkich jest to kompletna zmiana stylu życia, nawyków i co najważniejsze otoczenia. Michał będący głównym bohaterem , uczeń klasy II LO przeżywa to chyba najbardziej, w swojej szkole ma już wyrobioną opinię "równego gościa" a jak będzie w nowym miejscu? 
     Widzimy dojrzewanie Michała, pierwszą miłość, przyjaźnie i razem z bohaterami odkrywamy że nie pieniądze i prestiż ( pozorny) jaki dają są najważniejsze. O tym jak mylić mogą pozory nawet nie wspomnę,ale i Wy się o tym przekonacie,mam taką nadzieję.
Świetna powieść zarówno dla dziewcząt jak i chłopców, choć jako dziewczyna i podglądaczka na dodatek ,polecam ją dziewczętom by poznać tajne zakamarki męskiej duszy.

     Historia bardzo realna, bez zbędnych udziwnień i ułatwień, może zdarzyć się dosłownie każdemu.Co ważniejsze ma swój dalszy ciąg,zamierzam go poznać i myślę że i Wy kochani czytelnicy nie dacie rady powstrzymać się od lektury kolejnego tomu.Nosi on tytuł:  "220 lini" Małgorzata Gutowska - Adamczyk ,z pewnością o nim napiszę na moim blogu.


    Ocena książki: 6/6   ( zmiana oceny na prośbę syna było 5,5/6)


piątek, 4 maja 2012

Nora Isaacs "Kobieta na wysokich obrotach"

  "Kobieta na wysokich obrotach.Jak zachować równowagę i energię bez względu na wiek" "
    Nora Isaacs
   Remi 2007


       Ksiażkę czyta się z przyjemnością. Autorka nie namawia nas na rzeczy niemożliwe ani nie stara się wmówić że najważniejsze jest wyglądać jak modelka z wybiegu i osiągać sukces zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym.Gorąco namawia nas do zwolnienia, zajęcia się sobą i swoimi potrzebami, a której kobiecie by się to nie przydało?
     Wyciszenie, relaks,odpoczynek to podstawy, podobnie jak uproszczenie swojego życia, nie zajmowanie się wszystkim jednocześnie. Pozytywne myślenie i przede wszystkim akceptacja,siebie, swojego rozwoju, dojrzewania i dojrzałości. Tak pięknie i sugestywnie opisane są możliwości oraz zalety biegu lat że najzwyczajniej w świecie chce się być starszą niż się jest. Nic z tego, zastosowanie się do ogólnego przesłania tego poradnika zaowocuje czymś wręcz przeciwnym,czego najlepszym przykładem jest matka p.Isaacs. Spodobała mi się historia, kiedy pewien wydawca zadzwonił do mamy autorki i zaproponował jej sesję zjęciową do artykułu o jodze i starzeniu się,poprosił o przesłanie kilku zdjęć. Następnego dnia zadzwonił i podziękował za współpracę gdyż "Pani jednak się nie nadaje" a dlaczego, tego dowiecie się sięgając po ksiażkę.
 
   Najważniejszego przesłania nie chcę zdradzać,po co psuć komuś przyjemność,mogę tylko uchylić rąbka tajemnicy że m.in. to iż zaczęłam prowadzić tego bloga jest zasługą podobnego podejścia do życia.Byle tak zostało.

   Ocena: 4,5/6