Autor :Wojciech Cejrowski
Tytuł : "Wyspa na Prerii"
Wydawnictwo : Zysk i S - ka
Gatunek : reportaż
Całkiem niedawno przynajmniej tak mi się zdaje, czytałam książkę "Wałkowanie Ameryki" Marka Wałkuskiego , pamiętam że bardzo spodobał mi się opis wsi , życia na niej tzw. stylu country. Tym razem dzięki Wojciechowi Cejrowskiemu mogłam ponownie podejrzeć te niedostępne dla nas ( czytaj :przeciętnych czytelników) rejony. Jak napisał pan Wojciech: "Gdyby ktoś chciał sprawdzić osobiście , jak tam jest, drogę znajdzie łatwo: wystarczy zjechać z autostrady , potem jeszcze raz zjechać , i znów zjechać , i tak do skutku - aż skończy się mapai wylądujesz na polnej drodze , prowadzącej na jakieś ranczo." (tekst z okładki)
I o tej dzikiej krainie opowiada nam autor na tych około trzystu stronach. I o jej mieszkańcach oczywiście. W charakterystycznym dlań stylu ,z ironią , z humorem nawet jeśli śmiać przychodzi mu się z samego siebie, wiedzie nas pan Wojciech po bezdrożach prerii ukazując zasady umożliwiające przetrwanie w tym rejonie. Wydawałoby się że niby to żadna sztuka a jednak czeka tyle zasadzek i przykrych niespodzianek dla amatorów będących przekonanymi o swojej wszechwiedzy ...zresztą sprawdzcie sami.
Wojciech Cejrowski ma niesamowity dar opowiadania, potrafi przykuć uwagę czytelnika czasem mało znaczącymi szczegółami , które w jego opowieści nabierają kolosalnego znaczenia przynajmniej w trakcie czytania. Odnoszę wrażenie że przeczytałam ponad dwieście stron o niczym , o siedzeniu , o zakupach i malowaniu skrzynki a jednak w czasie czytania nie byłam w stanie odłożyć książki. Musiałam wiedzieć jakiego koloru będzie skrzynka, jaki efekt daje trawa ta konkretna rozpuszczona w drinku czy też dlaczego toaleta nie ma tylnej ścianki. Dlaczego kowboje nigdy nie odkładają kapelusza, co jest najważniejsze na prerii i czy kojot może żyć o trzech nogach? Wierzcie mi nie sposób odłożyć tej książki nie poznając odpowiedzi na te wszystkie pytania. To jest dopiero umiejętność napisać książkę w której właściwie niewiele się dzieje jednocześnie wciągając czytelnika w tę niemrawą akcję tak bardzo że nie jest on w stanie porzucić lektury.
Dużym plusem tej całej opowieści z pewnością są sylwetki ludzi opisanych przez autora pisze o nich zawsze i bez wyjątku z szacunkiem , przybliżając nam ich zajęcia czy charaktery. Świetnie charakteryzuje mentalność tych ludzi pewna historia o chłopcu (właściwie już nie chłopcu) przed którym cała społeczność ukrywa pewien fakt znany wszystkim. Tylko po to by nie prawić mu przykrości. Rzadkie zjawisko i godne naśladowania.
Tradycyjnie już mamy porównanie tego co u nas z tym co u nich i tu jak zwykle wypadamy blado , bardzo blado ale czemu się dziwić , nawet jeśli to zapomniana wieś na krańcu świata to jednak jest to Ameryka. Nie żebym bezkrytycznie doń podchodziła , jednak dzielą nas lata świetlne.
Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o "Wyspę na Prerii" , zdecydowanie wolę kiedy czytam o Indianach w dzikiej dżungli po wielodniowych poszukiwaniach ich siedzib. Jakoś bardziej to do mnie przemawia, tu odnoszę wrażenie że zabrakło tego dreszczyku emocji i oczekiwania. Z drugiej strony jak już wspomniałam mimo tego odczucia niedosytu , książki nie byłam w stanie po prostu odłożyć i nie czytać nie było takiej opcji.
Skrajnie od czytania uzależniona z pełnymi objawami odstawienia, zrezygnowałam z leczenia :-) Moleslaw
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Cejrowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Cejrowski. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 września 2014
środa, 30 kwietnia 2014
Jerzy Pecold "Padre ,strzelba ,różaniec i koń"
Wpadła mi w ręce, w bibliotece książka "Padre,strzelba, różaniec i koń." której autorem jest Jerzy Pecold. Pierwsze co przyciągnęło moją uwagę to oładka jako że książka wydana jest w serii "Biblioteka Poznaj Świat" przez wydawnictwo Bernardinum. Charakterystyczna okładka to pierwsze, drugie to króciutka notka biograficzna , która w ogóle mnie rozbroiła i jeśli nawet miałam choć przez moment wątpliwości brać czy nie to w chwili zapoznania się z nią wiedziałam : biorę .
Jerzy Pecold
"Zawodowy masarz - rzeznik z papierami czeladnika, a jednocześnie absolwent KUL z tytułem magistra teologii moralnej. Z zakładu wędliniarskiego poszedł do seminarium duchownego, w 1984 roku został księdzem, a trzy lata później pojechał na misje do Ekwadoru >>bo nikt inny nie chciał tam jechać<<. Przeżył ponad 25 lat w Ameryce Południowej, obecnie mieszka w Wenezueli. Dlatego wie o czym pisze."
I nie zawiodłam się , nie jest to arcydzieło, nie jest to książka porywająca i zapierająca dech w piersiach jednak mimo tego jednak przeczytałam ją w tempie ekspresowym, wczoraj wypożyczyłam , dziś mogę oddać. Sednem życia autora jest głoszenie Chrystusa , docieranie z wiedzą o Nim do najodleglejszych zakątków świata, nie jest jednak jedynym jego zajęciem o czym mogą przekonać się czytelnicy. To że jest człowiekiem do wszystkiego jest mało powiedziane, nie dość że jak wskazuje jego wykształcenie jest dość zaskakujący w swoich wyborach to jeszcze jak już postanowi to wszystkiego się nauczy. I medycyny, i kłaść dach czy posadzkę, może potrzebujecie mechanika a może kogoś kto zna się na koniach. Nic nie jest mu straszne, co powoduje że zjednuje sobie ludzi w otoczeniu. Spisane przezeń zapiski z lat spędzonych w Ameryce Płd. nie dość że serwują nam obrazki z życia ludzi , opisują piękne ale i niebezpieczne rejony i prawa natury to pozwalają poznać księdza z "ludzką warzą" jakkolwiek to nie brzmi. Ten ksiądz jest blisko ludzi, rozumie ich , nie moralizuje jednocześnie nie pochwalając zła. To wcale nie jest takie łatwe jak się wydaje.
Na deser pozostaje nam zachwycić się zdjęciami autorstwa Wojciecha Cejrowskiego, w ogóle mimo że raz czy dwa może jest w tekście wymieniony odnosiłam wrażenie jak gdyby to on dzielił się z nami swoimi wrażeniami. Oczywiście to tylko wrażenie ( w końcu WC jest jedyny i niepowtarzalny) , niemniej gdyby nie on prawdopodobnie nie poznalibyśmy skromnej osoby księdza i tego jak ważną pracę wykonuje pomagając ludziom.
Mam jedno zastrzeżenie, mimo jakości czyli: okładka, papier, zdjęcia i oczywiście marka ,cena jak dla mnie jest wygórowana 44 zł to zdecydowanie zbyt wiele. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by książkę po prostu wypożyczyć, chyba że ktoś jest maniakiem i zbiera całą serię wtedy ... pozostaje nadzieja że wtedy cena nie ma znaczenia.
Autor : Jerzy Pecold
Tytuł : "Padre, strzelba, różniec i koń."
Wydawnictwo : Bernardinum
Gatunek : podróżnicze
Wyzwanie : Biblioteczne
Książka przeczytana w ramach wyzwania :
Subskrybuj:
Posty (Atom)


