piątek, 9 maja 2014

Marilynne Robinson "Dom nad jeziorem smutku"


 
  Marylinne Robinson to pisarka w Polsce raczej nieznana, wydano wprawdzie jej dwie powieści "Gilead" chyba w 2006 roku  i "Dom nad jeziorem smutku" będący u nas nowością. 
   Zastanawiam się nad polityką wydawców , naprawdę mądra książka w pełni zasługująca na otrzymaną nagrodę Fundacji Hemingwaya , nominowana do nagrody Pulitzera , którą zresztą otrzymało inne dzieło tejże autorki czyli "Gilead", czekała od 1980 roku na polskie  wydanie. Przynajmniej nic nie wiem o wcześniejszym przekładzie na język polski. W Ameryce została okrzyknięta jedną ze stu najważniejszych współczesnych powieści, została również zekranizowana. U nas jednak wydawcy wolą wydawać pieniądze na "bestsellery" zamiast na wartościową literaturę.
                 
 

    Tak naprawdę powieść ta jest powieścią o dorastaniu , nie tylko tym fizycznym ale i psychicznym , do podejmowania wyborów w życiu nie zawsze jak wiemy prostych. Najważniejsze dla mnie w tej książce okazało się to nad czym niewiele osób się zastanawiało , pisano już o tragedii sióstr, o ich kolejnych opiekunkach oraz o ich niedostatkach i błędach które zdaniem czytelników popełniły. Dość szeroko rozpisywano się o tym że dziewczęta nie miały bezpiecznego dzieciństwa , rutyny będącej zapewne według piszących lekiem na całe zło. I właściwie można i tak tę książkę odebrać, w końcu są to wspomnienia pewnej małej samotnej dziewczynki pozbawionej rodziców , w pewnym momencie pozostawionej i przez siostrę , jedyną wówczas jej bliska istotę. Jednak przekornie stwierdzę że dla mnie jest to przede wszystkim obraz społeczeństwa, jego wpływu na jednostkę, pewnych postaw i schematów , których wymaga od nas otoczenie. Konformizmu i hipokryzji dzięki  którym to cechom wtłacza się ludzi w schematy uznane za jedynie słuszne. Jest pewien moment kiedy istnieją uzasadnione obawy że i powieściowa outsiderka ciotka Sylvie da się wtłoczyć w utarte tory życia w tej cichej i spokojnej mieścinie.
                      
 

   Sylvie , Ruth i Lucille są dla mnie symbolami, dwie pierwsze symbolem wolności, nonkonformizmu oraz odwagi do bycia sobą bo niełatwo jest nie ukrywajmy , pozostać wiernym swoim przekonaniom jeśli wszyscy wkoło powtarzają że oni są normalni a wy jesteście dziwadłami nieprzystosowanymi do życia. Lucille, jest dla mnie symbolem konformizmu, ulegania wpływom , postanowiła żyć tak by inni ją akceptowali, lubili i przyjęli jako swoją.
  Wprawdzie w większości opinii spotkałam się z krytyką postawy Sylvie oraz Ruth, i niby faktycznie kto chciałby żyć w domu pełnym puszek , gazet , pijąc herbatę w słoikach , wędrując gdzie chce i kiedy chce nie przejmując się rzeczami , którymi z natury rzeczy przejmować się musimy?
                  
 

   Z drugiej jednak strony , kto powiedział że mieszkanie w takim domu jest złe? Kto? No właśnie społeczeństwo i tu wracamy do sedna . Należy żyć tak jak tego chcemy czy tak jak chcą tego inni ?
  Wiem że można by się przyczepić że schemat jest trochę uproszczony , z jednej strony indywidualistka nie dająca się zamknąć w żadnych ramach a z drugiej złe otoczenie patrzące tylko na to " co sobie ludzie pomyślą?"  A niech sobie myślą co chcą , ich zmartwienie ... a jednak dla człowieka od dzieciństwa uczonego że należy to i to a nie wolno tego i tego , a przynajmniej tak by tego nikt nie widział jest to trudne.
    Czytałam recenzje na temat tej powieści , narzekanie że nie ma szczęśliwego zakończenia i...  znowu przekornie stwierdzę że według mnie nie mogło być szczęśliwsze.
   Bardzo , bardzo ważna książka szczególnie dla tych wszystkich , którzy zadają sobie pytania :Być czy mieć? Żyć tak by być szczęśliwym czy tak by podobać się innym? Co naprawdę jest ważne? 
   
    
                   
Ciekawe usprawiedliwienie :-)


 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa M



 

7 komentarzy:

  1. Mnie ta książka przerosła. Mama wrażenie, że bagaż moich doświadczeń życiowych jest zbyt mały bym ją dobrze odebrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że trzeba też trafić z czytaniem jej w odpowiedni moment, w pierwszym dniu czytałam jak każdą książkę po dwóch kiedy do niej wróciłam ( wiadomo różne zajęcia, praca spowodowały przerwę ) nie odłożyłam jej póki nie skończyłam.

      Usuń
  2. Być czy mieć? Oto jest odwieczne pytanie. Z chęcią zapoznam się z tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam ją z czystym sumieniem. :-)

      Usuń
  3. Przyznam się szczerze, że ja też nie rozumiem wydawców, którzy podpisują się pod jakimś totalnym syfem, a na dobrą literaturę nawet nie spojrzą. Ostatnio wiele wydawnictw, o których miałam dobre zdanie, zawiodło wydając badziew. Co do samej książki jestem bardzo ciekawa. Przeczytałam już wiele opinii, które głównie były pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest świetna książka ot co. Co do wydawnictw to niestety muszę przyznać Ci rację coraz więcej kiepskiej jakości powieścideł a im gorsze , takie chwilami odnoszę wrażenie tym nachalniejsza reklama.

      Usuń