wtorek, 23 kwietnia 2013

Przeczytałam książkę

   
   W sumie historia jakich wiele , dziewczyna z małej miejscowości dostaje się na studia w Warszawie. Poznajemy ją w dniu wyjazdu z domu kiedy to mama odprowadza ją na autobus po drodze doradzając i tłumacząc co i jak w Warszawie, norma którą zna każdy kto wyruszył swego czasu spod rodzicielskich skrzydeł by podbijać świat. W tym dniu niezaprzeczalnie zaczyna się samodzielne życie naszej bohaterki. Mieszkanie w którym wynajmuje pokój wygląda jak większość mieszkań do wynajęcia dla niezbyt majętnych studentów, umeblowane w latach siedemdziesiątych nadal jest schronieniem dla wszystkich mebli tego okresu. Pierwsze dni na uczelni przebiegają szablonowo od pytań "Czy mnie zaakceptują? " i "W co się ubrać?" po zawojowanie praktycznie wszystkich. Pełen sukces, ale czy ktokolwiek w to wątpił?
  Gorzej z życiem rodzinnym i uczuciowym. Rodzinka z rodzaju patologicznych , rodzice popijają ,mama nawet ma za sobą podobne problemy w przeszłości w domu rządzi młodszy brat nieuk i obibok w dodatku złodziej popalający marihuanę a pewnie nie tylko. Kiedy na horyzoncie pojawia się przystojny, bogaty i ujmujący Wiktor wiemy że wszystko potoczy się w jednym kierunku. I tu zaskoczenie ,pewien incydent  powoduje rozstanie, całym sercem protestowałam przeciw temu jednak rozsądek całkowicie popierał decyzję bohaterki.
 
   Nie to jeszcze nie koniec , jest i kolejna miłość jeszcze bardziej skomplikowana, tym razem ewidentnie wykorzystywana bohaterka wydaje się mieć klapki na oczach. Mariusz bo tak ma na imię nowa miłość to chłopak ,który od początku kłamie oszukuje, wykorzystuje, zdradza i jest naprawdę realnym zagrożeniem. Autor pokazuje klasyczną pułapkę w jaką wpada wiele dziewcząt by tylko mieć kogoś udają że nie widzą , nie, nie udają one nie dopuszczają do siebie prawdy o partnerze. Pije - nie tak wiele znowu, kłamie - boi się że go opuszczę jak poznam prawdę, zdradza - to jest to co dociera ostatnie i tu albo całkowite zaprzeczenie albo .... może być jeszcze gorzej . Jak? To trzeba przeczytać.
 
     Wydawałoby się że książka jak każda inna tego rodzaju, opowiada o życiu studentów, miłość związki, zdrady, praca , nauka wiadomo podstawy studenckiej egzystencji. Co w tej pozycji jest tak wyjątkowego, że nie tylko przeczytałam z zapartym tchem ale i z niecierpliwością czekam aż w moje ręce wpadnie kolejna książka tego autora?  
   W dużym stopniu to zasługa tytułu, w wywiadzie pan Mikołaj  zdradza że namówiono go na zmianę tytułu gdyż początkowo miał on brzmieć "Pokój z widokiem na miasto" , wydawca jednak przekonał go do obecnej wersji. Uważam to za słuszne posunięcie, zastąpiło to sporą część reklamy , nie ukrywam że i ja tylko ze względu na tytuł ową książkę wzięłam do ręki.
  Poza tym, proszę w tym krótkim opisie  powieści, który zamieściłam na początku wpisu w miejsce bohaterki dać bohatera, dokładniej zmienić płeć proszę, jednocześnie nie zmieniając ani imion ani płci Wiktora i Mariusza.
 
   Tak , to jest powieść o homoseksualiście i jego starcie w nowe życie w wielkim mieście , tytuł powieści "Gej w wielkim mieście" jest  nawiązaniem do pewnego serialu jak i celowym zwróceniem uwagi na sedno oraz jak wspomniałam reklamą. Świetną reklamą. Dotychczas książek dotyczących tematyki LGBT czytałam niewiele ot Schiling, Okoniewska czy Witkowski jednak zawsze były to dobre książki, podobnie jest tym razem. Jeśli chodzi zaś o pozostałe kwestie czyli zapominamy że główny bohater jest gejem , to najbardziej spodobał mi się realizm świata przedstawionego w tej historii. Pewnie też dlatego że rocznikowo jestem zbliżona do autora a zarazem i bohatera , zespoły ,piosenki a nawet seriale wymienione w powieści są tymi których słuchałam i które oglądałam, fascynacje bohatera i pierwsze jego platoniczne miłości jak choćby do Dexa Dextera ( Michael Nader)  z "Dynastii" czy Sully'ego ( Joe Lando) z "Dr.Quinn" to i moje pierwsze zauroczenia . Bardzo adekwatnie przedstawione jest małe miasteczko z jego mieszkańcami i ich często choć nie zawsze zaściankowymi poglądami, ta świadomość iż wszyscy o sobie wszystko wiedzą  a to co staramy się ukryć za czterema ścianami domu jest tajemnicą poliszynela. Realny, do bólu prawdziwy świat z jego mrocznymi stronami , pięknie przedstawione codzienne życie w którym to przecież nie kolor samochodu jakim pojedziesz na wykład jest istotny a to czy masz czym zapełnić choć jedną półkę w pustej dotychczas lodówce. Cudo, jestem zachwycona. 
  W wywiadzie Mikołaj Milcke ( pseudonim) mówi że jego książka stoi na półce obok Miłosza , wiadomo alfabet . Jednak nie zawahałabym się nad ustawieniem jej obok Witkowskiego czy Pilcha pomijając tu kwestię kolejności literek. Dla mnie rewelacja , piękny otwarty sposób opisywania, barwne pełne życia postacie z którymi człowiek nie tylko chciałby się zaprzyjaźnić, są tak napisane że po prostu wiadomo że te osoby są, żyją chodzą po świecie co zresztą również autor potwierdza. 

     Autor : Mikołaj Milcke
      Tytuł : "Gej w wielkim mieście"
     Wydawnictwo : Dobra Literatura
      Rok i miejsce wydania : 7 listopad 2011 Słupsk
    
  


       
       Książka przeczytana w ramach wyzwania "Polacy nie gęsi .."


        Ocena książki : 10 / 10
 

6 komentarzy:

  1. Świetnie napisałaś o książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, bardzo mi spodobała ,podobnie jak blog autora.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęcasz świetnie i z pewnością jest to książka warta przeczytania, powiem więcej, poszukam jej.
    Uważam, że jednak szkoda, iż pisarz dał się namówić na zmianę tytułu.
    Gdyż wydawnictwo poszło po najmniejszej linii oporu wiedząc co obecnie jest na fali. Tamten tytuł był doskonały, zawoalowany a ten właśnie taki serialowy, komercyjny.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszą się że udało mi się kogoś zachęcić.

      Usuń
  4. Mam w najbliższych planach czytelniczych :)

    OdpowiedzUsuń